PublicystykaRosyjska dyplomacja naftowa

Redakcja3 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

W poprzednim artykule (MP nr., https://myslpolska.info/2021/09/10/rosyjska-ropa-upadek-i-odbudowa-potegi/) wyjaśniłem, jak Rosja wyszła z naftowej zapaści po upadku ZSRR. Dzisiaj więcej o roli ropy naftowej w zagranicznej polityce Kremla.

Ropa jest szczególnie ważna dla dochodów Rosji, gdyż eksport ropy przynosi w ostatnich latach ponad 100 miliardów dolarów rocznie (a czasami i 180 mld). A gdy dodać do tego jeszcze ponad 60 mld z produktów naftowych, i porównać z gazem ziemnym (około 50 miliardów $), to widać, jak ważny jest to surowiec dla rosyjskiej gospodarki. Przypomnieć należy, że te ponad 200 mld $ z węglowodorów to 1/3 PKB Polski.

Rosja zaczęła aktywnie działać w globalnej polityce naftowej, gdy jej dochody były zagrożone. To początek 2016 roku, gdy ceny ropy spadły poniżej 30 dolarów. Moskwa zawsze odmawiała wstąpienia do OPEC, nie chcąc się na stałe wiązać z naftowym kartelem, jednak wtedy zaczęła spiskować z Arabią Saudyjską, wspólnie grając na podwyżkę cen ropy. Rozpoczęto subtelną grę z rozspekulowanymi rynkami, gdzie finansowi gracze dyktowali globalne ceny tego najważniejszego dla gospodarki światowej surowca. Podbijano ceny pozorując współpracę z Rijadem, podpisując mało znaczące oświadczenia, puszczając plotki. Inwestorzy złapali haczyk, ceny ustabilizowały się na poziomie 45 dolarów.

Jednak później trzeba było zrobić kolejny krok, rynki bowiem chciały jakiegoś paliwa dla wzrostów cen. W grudniu 2016 r. zawiązano więc „OPEC PLUS”, do grupy krajów producentów przystąpiła Rosja i kilka mniejszych krajów-eksporterów. Ograniczono wydobycie i ceny powędrowały na kilka lat znacznie powyżej 60 dolarów za baryłkę. Nie był to wprawdzie poziom 100 dolarów, obowiązujący przez poprzednie „złote lata”, ale takie dochody satysfakcjonowały Rosję, która sprawnie pobierała od eksporterów wysokie podatki i napełniała skarbiec.

Aż do kryzysu Covidowego. Wtedy właśnie Arabia Saudyjska, chcąc osłabić Rosję, zerwała porozumienie i zaczęła zalewać światowe rynki swoją ropą. Dotarła ona nawet do Polski. Wielka armada saudyjskich tankowców wyruszyła w świat, zdarzenie celebrowano na cały świat, Rijad puchł z dumy. Jednocześnie jednak trwała już pandemia Covid-19, podjęta z nią walka dramatycznie uderzyła w zapotrzebowanie na paliwa. W Waszyngtonie patrzył na saudyjskie tankowce rozwścieczony Donald Trump. I wkroczył do akcji. Zażądał natychmiastowego zaprzestania wojny handlowej i ograniczenia wydobycia przez państwa OPEC+. Z wzorami wolnego rynku, o którym mity Ameryka propaguje po całym świecie, nie miało to nic wspólnego, ale niewiarygodnie wręcz niskie ceny uderzały w amerykańskich nafciarzy. I ich interesy, a nie niskie ceny dla kierowców (których wtedy walka z Covidem wymiotła z dróg) przeważyły w amerykańskiej polityce.

Tak więc Donald Trump przyszedł na odsiecz rosyjskiej ropie, grożąc Saudom wycofaniem amerykańskiego parasola militarnego, a Moskwa skwapliwie to wykorzystała. Zgodziła się na bolesne ograniczenia wydobycie, ratując jednak swoją pozycję i stabilność światowego rynku. Przez cały 2020 rok była niezbędnym dla światowego hegemona elementem globalnej naftowej układanki. Której celem, powtórzę, było ratowanie amerykańskich nafciarzy.

Polityka USA i Rosji doprowadziła do podniesienia cen ropy, rynki finansowe (głównie amerykański kapitał) już tego dopilnowały, a Goldman Sachs zręcznie dyrygował inwestorami, w podnoszeniu, krok po kroku, cen ropy. W końcu amerykańscy nafciarze muszą spłacić potężne kredyty bankowe. Muszą mieć z czego.

Rosja nie jest głównym graczem na globalnej scenie naftowej. Należy do Wielkiej Trójki producentów razem z USA i Arabią Saudyjską. I ugrywa w tej grze ile się da. Traktuje politykę naftową pragmatycznie. Gdy Donald Trump nałożył na wenezuelską ropę blokadę importu do USA, zastąpił ją rosyjski eksport, dzięki czemu dzisiaj zajmuje drugie miejsce wśród eksporterów ropy do Ameryki. Ale jednocześnie wspierano wenezuelski rząd, tak wojskowo, jak i na rynku naftowym. Choć tylko do pewnych granic – gdy Waszyngton nałożył sankcje na spółki handlowe Rosniefti, ten rosyjski kolos wstrzymał się od bezpośredniej pomocy dla Caracas. Rolę tę przejęły inne rosyjskie spółki, jednak już znacznie dyskretniej i na mniejszą skalę.

Rosja nie jest dzisiaj światowym mocarstwem, porównywalnym z USA, Chinami czy Europą. Ale swoją pozycję „mniejszego i słabszego gracza” rozgrywa koncertowo.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 41-42 (10-17.10.2021)

 

Redakcja