GospodarkaŚwiatUkraina: walka o surowce

Redakcja3 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Unia Europejska przeznacza ogromne kwoty na unormowanie sfery technicznej i prawnej na Ukrainie, by stała się ona dla niej przewidywalnym partnerem. 15 września UE ostatecznie zaakceptowała drugą transzę pomocy makrofinansowej o wartości 600 mln euro. To drugi tak wielki transfer w ciągu ostatniego roku. Pieniądze powinny trafić na Ukrainę w tym miesiącu.

Pieniądze w zamian za surowcową kolonię

Tylko w latach 2014-2016 Europejski Bank Inwestycyjny udzielił jej kredytu w wysokości 3 mld euro, a Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju – 3,5 mld euro. W 2018 roku w ramach setek międzynarodowych programów wspierających unormowanie różnych sfer życia przeznaczono 6,6 mld dolarów na realizację szeregu projektów.

Tymczasem nie widać jakichś szczególnych efektów tych działań, nawet w sferze unormowania statusu Ukrainy jako …surowcowego zaplecza UE.

Unia spogląda na surowce

I tu jest pies pogrzebany. 13 lipca premier ukraińskiego rządu podpisał wraz z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Marošem Šefčovičem memorandum o współpracy w dziedzinie dostarczania przez Ukrainę do UE istotnych surowców służących do produkcji baterii oraz innych krytycznie ważnych zasobów naturalnych. Dokument zakładał nowelizację prawodawstwa ukraińskiego w dziedzinie eksploatacji kopalin i kwestii ekologicznych związanych z ich wydobyciem. Unia Europejska jest m.in. zainteresowana dostawami litu, forsując przy tym podejście kolonialne: chce importować z Ukrainy surowce, a eksportować do niej gotowe produkty. UE nie interesuje się natomiast groźbą katastrofy ekologicznej na Ukrainie i przerwach dostaw strategicznych dla niej surowców.

Realizując zapisy memorandum, Wołodymyr Zełeński podpisał 16 sierpnia ustawę o wzmocnieniu walki z bezprawnym wydobyciem kopalin. Akt ten jest praktycznie kopią przyjętej wcześniej ustawy ds. walki z nielegalnym wydobyciem bursztynu. Na ile okazała się ona skuteczna?

Bursztynowy czarnorynkowy biznes

Za czasów Petro Poroszenki nielegalne wydobycie bursztynu stało się regularnie funkcjonującym biznesem, w którym brały udział tysiące ludzi z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i żytomierskiego. Według analityka instytutu Growford Aleksieja Kuszcza, w szczytowym okresie lat 2014-2015 czarny rynek bursztynu wart był około 800 mln dolarów. Bursztyn wywożono najczęściej nielegalnie, zazwyczaj przez Polskę.

Od czasu wejścia w życie ustawy mającej ukrócić ten proceder, według danych sądowych, zapadły na jej podstawie 63 wyroki. Przez dwa lata za utworzenie barbarzyńskiego biznesu bursztynowego nie poniósł odpowiedzialności ani jeden urzędnik państwowy, choć funkcjonowanie tej branży nie byłoby możliwe bez ich współudziału.

Przymykanie oczu i łapówki za bursztyn

Wszystkie wyroki w tych sprawach zapadały w ramach ugody z prokuraturą, która zazwyczaj zakładała kary finansowe, lub wyroki więzienia od roku do dwóch lat w zawieszeniu. W jednej z ostatnich spraw tego typu okazało się, że mieszkaniec wsi Klesiw w obwodzie rówieńskim trzymał w piwnicy swojego domu i pomieszczeniach gospodarczych ponad 800 kg bursztynu, których czarnorynkowa wartość to ponad 1 mln dolarów.

Bursztyn ten został wydobyty w sposób nielegalny i szkodliwy dla środowiska. Kara za to przestępstwo, której domagali się prokuratorzy – rok więzienia w zawieszeniu – była symboliczna, biorąc pod uwagę szkody gospodarcze, ekologiczne, a także określoną ustawowo odpowiedzialność karną. Ugoda została najprawdopodobniej zawarta, zgodnie z panującą praktyką, po odpowiednim „zmotywowaniu” śledczych.

Bursztynowy biznes i „dola” dla urzędników

Ustawa Zełeńskiego w sprawie zwalczania nielegalnego wydobycia bursztynu doprowadziła z pewnością tylko do jednego: niezgodne z prawem wydobycie zostało częściowo przejęte pod kontrolę systemu państwowego, nie zamierzającego jednak walczyć z tym zjawiskiem, lecz raczej pozyskiwać z niego łapówki dla urzędników średniego i wyższego szczebla oraz organów bezpieczeństwa, czyli dokonywać swoistej redystrybucji transferów. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przewidzieć, że taki sam los czeka ustawę o wydobyciu litu i innych kopalin dla Europy i żadne granty europejskie nie zmienią tej sytuacji. Na początku października ma się odbyć specjalne posiedzenie specjalnego organu używanego przez Zełeńskiego do realizowania represji, np. zamykania opozycyjnych mediów – Narodowej Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy. Jego tematem mają być właśnie losy złóż surowców.

Polak w bursztynowym biznesie

Tymczasem nadal toczy się walka o dostęp do wydobycia surowców, w której udział bierze nawet były prezes ukraińskich kolei, Polak Wojciech Balczun, od niedawna współwłaściciel firmy, która zamierza zajmować się wydobyciem bursztynu w północnych regionach kraju. Nazwa spółki jest bardzo liryczna – „Aurum Polonez”.

Przypomnijmy, że Balczun, będący jednocześnie muzykiem zespołu rockowego, przez niecały rok kierował państwową spółką zarządzającą ukraińskimi kolejami. Po swojej dymisji w 2017 roku mówił, że „z punktu widzenia zagrożeń i ryzyk, które brałem pod uwagę jadąc na Ukrainę, mogę powiedzieć, że największym moim sukcesem jest to, że przeżyłem i zdołałem wrócić”. Tymczasem ukraiński minister infrastruktury Wołodymyr Omelian stwierdził wówczas, że Polak w istocie uciekł z Ukrainy, a prokurator generalny Jurij Łucenko dodał, że wszczęto 90 postępowań związanych z defraudacją majątku firmy przez członków jej kierownictwa.

Jednak, jak widać, ani perspektywa spraw karnych, ani zagrożenie dla życia, nie powstrzymują Balczuna i jemu podobnych. W końcu na horyzoncie są ogromne zyski… Tylko naród ukraiński nie będzie miał z tego prawie nic.

Wasilij Murawickij

(korespondencja z Ukrainy)

Redakcja