ŚwiatUrwana korespondencja z Berlina…

Redakcja1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

Czasami trudno uwierzyć, że nagle może ich zabraknąć. Są z nami codziennie, w najtrudniejszych momentach, ale i w chwilach radości. Jeszcze trudniej uwierzyć, gdy rzecz dotyczy nie tylko ludzi bliskich ideowo, lecz przede wszystkim Przyjaciół, tych z dużego „P”, którzy są dzisiaj zjawiskiem tak deficytowym. Po tygodniowej ciężkiej chorobie 18 sierpnia zmarł Manuel Ochsenreiter, znany ze swoich znakomitych komentarzy publikowanych ostatnio także na łamach „Myśli Polskiej”.

Niemiec i Europejczyk

Manuela poznałem przed wieloma laty na konferencji w Teheranie. Traf chciał, że mnie – Polaka, i jego – Niemca posadzono tam obok siebie. W przerwach wychodziliśmy razem na papierosa. I w końcu okazało się, że z tych przerw nie bardzo mamy ochotę wracać na salę, choć konferencja była naprawdę pasjonująca. Jeszcze bardziej pasjonujące były jednak nasze rozmowy. On – z rodziny Niemców sudeckich, ja – urodzony w jednej ze stolic Ziem Odzyskanych, polskim Szczecinie. Stereotyp podpowiada, że nigdy nie powinnyśmy byli znaleźć wspólnego języka. Okazało się, że jest zupełnie odwrotnie. Dzielące historie naszych krajów różnice traktowaliśmy nieco ironicznie i z dystansem, w kategoriach błędów przeszłości, które nigdy nie powinny się powtórzyć. Dyskutowaliśmy o przyszłości. Obaj widzieliśmy ją w postaci zjednoczonej Europy, w której nasze narody powinny mieć jeden wspólny interes: pozbycie się z naszego kontynentu sił obcych. Marzyliśmy sobie o europejskiej suwerenizacji i deamerykanizacji.

Manuel był Niemcem z krwi i kości, człowiekiem nie tylko o tożsamości niemieckiej, ale również o takich cechach charakteru. Dlatego trochę nie rozumiał nas, ludzi Wschodu. Był pedantycznie zorganizowany i wyjątkowo odpowiedzialny. Byłoby wspaniale, gdyby świat funkcjonował na jego zasadach. Często funkcjonował on wbrew nim, co jednak nie doprowadzało go do szewskiej pasji, lecz raczej ironicznego dystansu. Rozumiał jednak perfekcyjnie nowy podział świata na, posługując się określeniem niderlandzkiego politologa Keesa van der Pijla, anglosaski Heartland i całą resztę, czyli zwolenników ładu wielobiegunowego. To dlatego każdą naszą rozmowę zaczynaliśmy żartobliwie i zwyczajowo od datującego się okresu I wojny światowej zawołania Gott strafe England! i odpowiedzi Er strafe es! (niem. Niech Bóg ukarze Anglię! – Niech ją ukaże!). Bo Manuel miał znakomite poczucie humoru, również w stosunku do własnego narodu i samego siebie.

Dziennikarz z powołania

Urodził się 18 maja 1976 roku w Ilsy im Allgäu, niewielkiej, malowniczej miejscowości w Alpach Algawskich na pograniczu Badenii-Wirtembergii i Bawarii. Później studiował i ostatecznie przeniósł się do stołecznego Berlina. Przewinął się przez szereg niemieckich środowisk i mediów. Swego czasu publikował w tygodniku „Junge Freiheit”, jednym z najlepszych w latach 1990. czasopism tamtejszej Nowej Prawicy. Później gazeta ta zrezygnowała ze swojej antysystemowości, idąc w kierunku chadeckiego i konserwatywnego centrum. Manuel przeniósł się do miesięcznika „Zuerst!”, którego redaktorem naczelnym był od 2011 roku aż do ostatnich swych dni. Wcześniej redagował również magazyn „Deutsche Militärzeitschrift” wydawany przez grupę wydawniczą Dietmara Muniera, poświęcony historii wojskowości. Jako jeden z niewielu europejskich dziennikarzy opisywał współczesne konflikty zbrojne z punktu widzenia odmiennego od politycznie poprawnej narracji: „w odróżnieniu od dziennikarzy głównego nurtu, którzy korespondencje pisywali z komfortowych biur w Kairze czy Kijowie, Manuel osobiście odwiedzał miejsca działań wojennych” wspomina Johannes Schüller z austriackiej gazety „Wochenblick”.

Pisywał też korespondencje na tematy niemieckie dla „Myśli Polskiej”; był pierwszym korespondentem naszego tygodnika w Berlinie. Opublikowaliśmy obszerną i budzącą emocje rozmowę z nim. On też przeprowadzał dla nas wywiady, m.in. z rosyjskim filozofem prof. Aleksandrem Duginem. Bardzo liczyliśmy, że będzie dla nas komentował zbliżające się wybory do Bundestagu. Nie zdążył. A planów miał doprawdy mnóstwo; zastanawialiśmy się wspólnie, czy wystarczy życia nas obu na ich realizację. Ale on i w rozmowach prywatnych, i publicznie był optymistą: „spójrz na mnie, jestem zdrowy i jeszcze względnie młody, czyli wszystko jest wciąż możliwe” – żartował, pytany o swoje perspektywy przez Michaela Scharfmüllera z magazynu „InfoDirekt”.

Pod presją

Był obiektem niewybrednych ataków mediów i polityków głównego nurtu w różnych krajach tzw. Zachodu. Hordy barbarzyńców, której nie powstrzymała nawet jego przedwczesna śmierć. Różnego rodzaju donosy spowodowały, że także w Polsce organy państwa próbowały stawiać mu zarzuty oparte na absurdalnych pomówieniach. W Berlinie zdarzały się incydenty takie, jak pogróżki i skierowana przeciwko niemu akcja plakatowa nawołująca do fizycznego rozprawienia się z nim. Wszystko dlatego, że pisał prawdę: o imigracji i jej przyczynach; o Rosji, Syrii i Ukrainie; o uwiądzie Niemiec, które przecież zawsze nosił w swoim sercu.

Ostatnie miesiące swego życia spędził w Moskwie, gdzie też umarł. To też z pewnością posłuży troglodytom-konspirologom na snucie kolejnych sensacyjnych teorii. Tym razem bardzo chciałbym, żeby były one prawdą. Ktoś zaraz zasugeruje, że pewnie pod nową tożsamością przyjedzie z Rosji, by zacząć nowe życie. „To byłoby w jego awanturniczym stylu” pisze redaktor naczelny magazynu „Compact” Jürgen Elsässer. Też chciałby, żeby to była prawda. Nie potrafi dopuścić do siebie myśli, że Ochsenreitera nie ma już wśród nas. Manuel przyjął w ostatnim czasie prawosławie. Był agnostykiem, który jednak cały czas poszukiwał Absolutu. Znalazł i pewnie dziś z Nim rozmawia. Życzmy mu, żeby była to rozmowa cicha, spokojna i pouczająca, taka, jakie na naszym świecie lubił najbardziej. Żegnaj, niemiecki Przyjacielu! Ruhe in Frieden!

Mateusz Piskorski

Redakcja