ŚwiatWojna Sahry Wagenknecht

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Nie ma już wątpliwości, że Sahra Wagenknecht, uznawana za najbardziej znaną przedstawicielkę niemieckiej postkomunistycznej partii Die Linke (Lewica), wychwalana przez lewicowe media na całym świecie, stała się obiektem gwałtownego ataku ze strony swoich własnych kolegów partyjnych. Wagenknecht jest pod ostrzałem salw bratobójczego ognia. I ataki na nią są poważne.

Starcie ma miejsce wewnątrz Die Linke, co samo w sobie nie jest niczym zaskakującym od początków istnienia tej formacji, w której skrzydło „reformistyczne” dążyło do uzyskania przewagi w tej konfrontacji. Konflikt ma wymiar zarówno ideologiczny, jak i personalny. Sahra Wagenknecht wraz ze swoim mężem, byłym liderem socjaldemokratów Oskarem Lafontaine’m reprezentują w tym starciu dla wielu „prawdziwą”, socjalistyczną lewicę. Wagenknecht i Lafontaine opowiadają się za obroną praw pracowniczych, są antykapitalistyczni, antyimperialistyczni, otwarcie krytyczni wobec NATO, Unii Europejskiej oraz innych zachodnich, kapitalistycznych sojuszy i organizacji. Sprzeciwiają się udziałowi niemieckiej Bundeswehry w operacjach zagranicznych, często mówią o potrzebie niekonfrontacyjnych, opartych na współpracy relacji z Federacją Rosyjską.

Wszystkie te poglądy wychodzą poza granice tolerancji umożliwiające udział we współrządzeniu na szczeblu federalnym, jednak stanowiły przez jakiś czas rodzaj „radykalnie lewicowego głównego nurtu”. Wszystkie pozostałe ugrupowania, łącznie z Zielonymi, już wiele lat temu wyraźnie twierdziły, że Die Linke może wkroczyć na berlińskie salony wyłącznie pod warunkiem modyfikacji tych punktów programowych. Tzw. reformistyczna część Lewicy reprezentowana np. przez Gregora Gysi zrozumiała ten przekaz. Przekształcenie Die Linke z autentycznej siły lewicowej w lewicowo-liberalną formację postmodernistyczną zostało niemalże ostatecznie dokonane; na przeszkodzie pozostali wyłącznie ludzie pokroju Wagenknecht, która, bez względu na skierowane przeciwko niej kampanie, wciąż cieszyła się szacunkiem i popularnością w szeregach partii.

Sahra Wakenknecht nawet nie udaje, że dąży do uniknięcia wewnątrzpartyjnych sporów. W kwietniu opublikowała swoją nową książkę pod tytułem „Die Selbstgerechten” („Obłudni”), w której poddała ostrej, publicznej krytyce lewicowo-liberalnych reformistów w szeregach swojego ugrupowania. Jej przekaz w skrócie brzmi: partia musi wrócić do swojego prawdziwego, lewicowego, socjalistycznego rdzenia; nie zdoła nic ugrać postmodernistyczną polityką tożsamościową, hagiografiami mniejszości, polityką gender itd. Jej przeciwnicy zareagowali natychmiast: Wagenknecht została nawet oskarżona o „służenie narracjom prawicowym”, co we współczesnych Niemczech stanowi argument o zabójczej sile rażenia. Partyjne kierownictwo poddało ją twardej krytyce, ona tymczasem jednak zdołała uzyskać nominację na pierwsze miejsce listy wyborczej do Bundestagu z Nadrenii Północnej – Westfalii we wrześniowych wyborach parlamentarnych.

Die Linke znalazła się w schizofrenicznej sytuacji. Z jednej strony partia chce być potencjalnym partnerem koalicyjnym dla Zielonych i socjaldemokratów – potencjalnie nawet dla Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) – a jej najmocniejsza struktura regionalna wybiera na pierwsze miejsce Sahrę Wagenknecht, która jest największą przeszkodą do uzyskania tego potencjału koalicyjnego.

Nic dziwnego, że wobec Wagenknecht wszczęto procedurę wykluczenia z szeregów formacji. Tego właśnie domagali się przedstawiciele liberalnego skrzydła partii. Dotyczy to nie tylko jej; ofiarą wściekłości tych samych liberalnych przeciwników stał się również jej mąż Oskar Lafontaine. Oboje zostali oskarżeni o powodowanie „poważnych strat” dla ugrupowania.

Można do tego rodzaju oskarżeń podejść w sposób ironiczny: Die Linke może dopiero ponieść „poważne straty”, w chwili, gdy Sahra Wagenknecht pozbawiona zostanie partyjnej legitymacji.

Manuel Ochsenreiter (Berlin)

Myśl Polska, nr 29-30 (18-25.07.2021)

 

 

 

Redakcja