PolskaPublicystykaUncategorizedRzeczpospolita emerytów

Redakcja4 dni temu
Wspomoz Fundacje

Byłem w kinie na filmie „Nomadland”. Film bardzo mi się podobał. Postanowiłem przeczytać książkę o tym samym tytule na podstawie której nakręcono film. I film, i książka mówią o biedniejącej Ameryce, o ludziach, którzy tracą pracę, domy i w zaawansowanym wieku zaczynają życie koczowników. W filmie problem społeczny jest pokazany mniej dobitnie niż w książce.

Odniosłem wrażenie, że film bardziej pokazuje, że bieda na starość może dać wolność, która w USA od początku historii tego państwa kojarzy się z  przemierzaniem wielkich przestrzeni, bogatych w piękne krajobrazy.  Książka pięknych krajobrazów nie pokaże, ale nie tylko z tego powodu bardziej skupia się na problemach społecznych, czyli losie starzejących się ludzi, którzy nie mają wystarczających emerytur, by utrzymać domy, więc przenoszą się do kamperów, przyczep campingowych i innego rodzaju domów na kółkach. Podróżują nimi do miejsc z niskopłatną pracą, która jakoś pozwala związać koniec z końcem. Ponoć to zjawisko w Ameryce narasta. Pomyślałem w tym kontekście o sobie i o tym jakie skutki wywoływać będzie szybkie starzenie się polskiego społeczeństwa. Tak się porobiło, że procesy społeczne zachodzące w USA wcześniej czy później będą następować w krajach takich, jak Polska, czyli naśladujących to, co dzieje się w USA.

Jeśli w tym kontekście wziąć pod uwagę moją najważniejszą kategorię polityczną, czyli polski interes narodowy, to nic budującego mi się nie nasuwa. Wręcz widzę tu kolejny paradoks. Obszar, na którym leży państwo polskie z różnych względów może się dość intensywnie rozwijać gospodarczo niezależnie, a może właśnie z powodu tego, że będzie coraz mniej państwem polskim. Obecne systemy emerytalne gwarantują, że z biegiem lat Polacy przechodzący na emeryturę będą coraz ubożsi. Będzie ich również coraz mniej. Jednak pod względem finansowej wydolności tych systemów, starzy ludzie będą coraz większym problemem, ponieważ w stosunku do pracujących na ich emerytury będzie ich coraz więcej.

W ostatnim czasie sporo miałem do czynienia ze szpitalami i sytuacją ludzi starych w tych miejscach. Coraz większym problemem staje się to, że po starych ludzi wypisywanych ze szpitala nikt się nie zgłasza. Takich symptomów niepotrzebnej, społecznie uciążliwej starości jest coraz więcej. Sądzę, że w związku z tym eutanazja, jako element rozwiązania tego problemu staje się nieuchronna. Nie znaczy to, że jestem zwolennikiem eutanazji, ale obawiam się coraz bardziej, że jeśli coś mnie nagle nie zechla, to dożyję czasów, gdy rząd w którymś momencie przyśle mi dwie małe tabletki z prośbą, bym nie opóźniał wzrostu gospodarczego i nie był ciężarem dla młodych, którzy mają prawo korzystać z życia. Okres pandemii i dziesiątki tysięcy „ponadwymiarowych zgonów” były i są do tego  dobrym przygotowaniem zarówno pod kątem stępienia moralnej wrażliwości i wynikającego z niej pogodzenia się z tym, że pewne grupy „i tak  muszą umrzeć”.

Tymczasem o tych problemach w Polsce nawet sporo się pisze i mówi, ale mało się robi. Jeśli się robi, to są to powstające domy opieki nad seniorami, jakieś systemy pomocy socjalnej, które problem tylko łagodzą na dziś. Jest to ważne zwłaszcza na szczeblu samorządów. Na przykład w Stalowej Woli dobrze rozwijają się kluby emerytów i instytucje jak Uniwersytet Trzeciego Wieku. Musi jednak martwić fakt, że bardziej niż programy uprzyjemniające emerytom życie, potrzebne są programy, które będą im umożliwiały dorobienie do coraz mniejszych emerytur. Poza agencjami ochrony praktycznie nie ma rynku pracy dla osób w wieku emerytalnym. Uważam, że aktywizacja emerytów w kierunku podejmowania pracy jest nieuchronna nie tylko ze względu na ich sytuację materialną. W tym kontekście wydłużenie wieku przechodzenia na emeryturę również jest nieuchronne.

W tej sprawie powyższe konieczności rozjeżdżają się z realnymi działaniami władz państwowych i samorządowych. Decyduje o tym fakt rosnącej siły politycznej emerytów. To kolejny paradoks, rosnąca liczba emerytów osłabia ich siłę ekonomiczną, ale tym samym zwiększa siłę polityczną. Rządzące siły politycznej starają się zwyczajnie przekupywać emerytów, co szczególnie widać po działaniach rządu PiS-u. Prawie nikt nie chce powiedzieć trudnej prawdy, ze tak się dłużej nie da. Wszystkie te działania z „trzynastymi” i „czternastymi” emeryturami nie mają dalszej perspektywy.

Już teraz widać punkt, w którym zderzą się rosnące żądania emerytów, wynikające z rosnącej siły politycznej i systemu politycznego przekupstwa z możliwościami państwa i sprzeciwem tych na których spadną rosnące koszty utrzymania całego tego systemu. Ostatecznie to oni będą górą, bo to w ich rękach będą prawie wszystkie narzędzia kształtujące świadomość. I znowu okres epidemii koronawirusa był tu poligonem. Jednym z jego efektów jest wiedza, że grupą najbardziej podatną na manipulacje i przyjmującą bez większego sprzeciwu decyzje wprost dla siebie szkodliwe są ludzie starsi. Jestem przekonany, że odpowiednio natężona propaganda o tym, że eutanazja jest dobra i potrzebna zyska aprobatę ogromnej większości osób starszych. A kto wie czy Kościół się do tego za kilka lat nie przyłączy. I nie jest to powiedziane całkiem żartem.

Odnośnie polskiego interesu narodowego, to ta sytuacja sprawia już nieodwracalną konieczność zwiększenia imigracji zarobkowej. Państwo polskie jako instytucja będzie coraz częściej postrzegane jako przeszkoda poprzez swoje naturalne odrębności. Z czasem – sadzę, że to mniej niż jedno pokolenie – Polacy będą mieć coraz mniej do powiedzenia, bo się nie rodzą, wymierają i jako emeryci biednieją. Polscy emeryci raczej nie wyruszą w polski „Great Trek”. Zostaną w mniejszych miastach i wioskach. Nawet jeśli będą chcieli pracy dla nich nie będzie, bo systemy gospodarczy, prawny i ekonomiczny nigdy nie zostaną na to przygotowane. Imigracja będzie cały czas lepszym rozwiązaniem. I kto w małej, biednej wiejskiej gminie starym ludziom, mieszkającym gdzieś w podupadłej wsi, dowiezie lekarstwa i żywności. Już dzisiaj są z tym problemy. Za kilkanaście lat będzie jeszcze drożej i nie praktyczniej. Co zostaje? O, może jeszcze dom starców jak gminę stać, ale i nawet tu ostatecznie zostanie to, co w Holandii jest już normą.  Mam nadzieję, że nie dożyję chwili, gdy Polska miast być realnym bytem politycznym będzie już tylko pojęciem geograficzno-historycznym.

Andrzej Szlęzak

Na zdjęciu: kadr z filmu „Nomadland”

Redakcja