Proces psucia państwa przez pogrobowców Solidarności domknął się. Dwa postsolidarnościowe stronnictwa, zażarcie walczące o sprawy drugorzędne, skutecznie sparaliżowały kluczowy organ państwa polskiego, jakim jest Trybunał Konstytucyjny. Kolejne pozaprawne posunięcia ostatecznie zacisnęły węzeł gordyjski, którego nie da się już rozwiązać metodami ustrojowymi. Gratuluję, panowie! Zniszczenie porządku prawnego w państwie, które w XVII wieku zajęło naszym przodkom całe stulecie, wy przeprowadziliście zaledwie w dekadę.
Dziś w Polsce nie ma partii praworządnych i niepraworządnych. Jest tylko gigantyczna większość warchołów i szkodników, intencjonalnie podsycających najdziksze emocje tłumu. Naprzeciwko nich staje zaledwie garstka trzeźwo myślących. Tych możemy znaleźć wszędzie, na umownej prawicy, lewicy i w umownym centrum.
Jednym z nich jest prof. Marcin Matczak. „Ze szczątkowych informacji, na jakiej podstawie zawieszono B. Święczkowskiego, wynika, że ma to być art. 19 ustawy o statusie sędziów TK, który mówi, że do spraw nieuregulowanych w tej ustawie stosuje się „przepisy dotyczące praw i obowiązków sędziów SN” i art. 130 ustawy o SN, który pozwala zawiesić sędziego sądu powszechnego, gdy zachowuje się w sposób godzący w powagę sądu. Nie myślałem, że przyjdzie mi kiedyś bronić Święczkowskiego, ale ta podstawa prawna jest nieistniejąca z miliona powodów” – pisze.
Dalej wskazuje szczegółowo, że zastosowanie artykułu 130 ustawy o Sądzie Najwyższym i artykułu 19 ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego jest w oczywisty sposób nadużyciem. Z owej wysoce nieczytelnej podstawy prawnej wynika, że prezesa Trybunału Konstytucyjnego zawiesił minister sprawiedliwości, a zatem urzędnik.
„O ile minister sprawiedliwości sprawuje nadzór na sądami powszechnymi, nie może go sprawować nad TK – pisze dalej Matczak -zwłaszcza że sędziowie TK podlegają zgodnie z art. 195 Konstytucji w zakresie sprawowania urzędu tylko Konstytucji, a nie ustawom, jak sędziowie zwykli. Zawieszenie prezesa TK przez ministra sprawiedliwości jest więc działaniem bezpośrednio naruszającym z pięć przepisów konstytucji.”
„Dzisiejsza akcja pod TK moim zdaniem grzebie ten organ i kwestię praworządności na dwie dekady. Zdjęcia uzbrojonej policji i interpretacje prawne, według których minister sprawiedliwości może usunąć z urzędu prezesa TK zarządzeniem będą się odbijały potężnym, antypraworządnościowym refluksem przez lata” – podsumowuje.
Swojego oburzenia nie kryją nawet lewicowe posłanki. „Nie da się przywracać praworządności bezprawiem” – komentuje krótko i celnie Paulina Matysiak. „Siłą nie przywraca się praworządności” – wtóruje jej Anna Maria Żukowska.
Przesilenie jednak trwa w najlepsze. Amok nienawiści narasta. Obydwie strony okopują się na swoich stanowiskach. Ci, którzy tak jak my nie mają ochoty przykładać ręki do niszczenia własnego państwa, zostają poddani moralnemu szantażowi. Co zrobić w tej sytuacji? Po której ze stron się opowiedzieć?
Otóż po żadnej. Wina nie rozkłada się równomiernie. Obecnej eskalacji winny jest Donald Tusk i to on zostanie zapisany w historii jako ostateczny destruktor ram ustrojowych III Rzeczypospolitej. Ale i druga strona jest winna. Przez osiem lat rządów, zamiast uspokajać, podsycała napięcia. Dolewała oliwy do ognia, odcinając polityczne kupony od zasianej wśród Polaków nienawiści. Dzisiaj mówią: „Stójcie razem z nami! Bronimy państwa, bronimy porządku prawnego!”. Otóż nie bronicie. Jesteście warchołami równie szkodliwymi jak wasi antagoniści.
Ten szantaż moralny nie jest niczym nowym. Poprzedza on każde narodowe samobójstwo, każdy akt głupi, szkodliwy i w istocie antypaństwowy, począwszy od konfederacji barskiej, poprzez Sejm Wielki, aż po kolejne powstania.
Dziś na naszych oczach dopisuje się kolejny rozdział “Dziejów głupoty w Polsce”. Piszą go pospołu dwa stronnictwa: globalistyczne i amerykańskie. Stronnictwa faktycznie różniące się od siebie, lecz posiadające istotny wspólny mianownik: racja stanu, którą realizują, nie jest racją polską.
Nie poddawajmy się zatem szantażowi moralnemu. Nie zdołamy zapobiec złu. Ono już się wydarzyło, dalszy scenariusz jest już gotowy. Dojdzie do siłowego przesilenia, w którym wygrają siły globalistyczne bądź proamerykańskie. W żadnym jednak wypadku nie będą to siły polskie.
Jedyne pytanie, które my, wychowani na endeckiej szkole realizmu politycznego, powinniśmy sobie postawić, brzmi: czy stać nas na komfort pozostawania w pozycji gabinetowych komentatorów? Czy nie jest to moment, w którym naszą pracę formacyjną musimy skierować na szerszy front? Tylko świadomy naród jest w stanie sam się obronić. Tylko świadomość własnych potrzeb, celów, szans i zagrożeń może być dla niego zarówno mieczem, jak i tarczą. Tarczą przeciwko fałszywym ideom, sprowadzającym nas od dekad na manowce. Mieczem przeciwko fałszywym prorokom i ich faktycznym mocodawcom.
Przyjemny i leniwy czas spokoju dobiegł końca. Wkrótce my, Polacy będziemy musieli udowodnić, że zasługujemy na swoje państwo. Jak na razie pokazujemy samym sobie i wszystkim wokół, że jest dokładnie przeciwnie.
Przemysław Piasta
Przemysław Piasta
Historyk i przedsiębiorca. Prezes Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego. Autor wielu publikacji popularnych i naukowych.



