OpiniePolskaŚwiatPowrót Nord Stream

Redakcja45 minut temu
Wspomoz Fundacje

Jeśli ktoś w Polsce uważa, że sprawa Nord Stream jest już definitywnie zamknięta – to się myli. Nie jest zamknięta z dwóch powodów.

Po pierwsze, niemieckie śledztwo zostało zakończone i wskazało na sprawców grupę ukraińskich płetwonurków posługujących się jachtem „Andromeda” (na zdjęciu). Po drugie, także rola gospodarcza Nord Stream nie jest już przeszłością. Są gotowe plany, także amerykańskie, ponownego uruchomienia tego gazociągu po zakończeniu wojny na Ukrainie. A więc, jak mawiał klasyk, „ta czaszka może się jeszcze uśmiechnąć”.

Ale zanim do tego dojdzie czeka nas proces Ukraińców, którzy wysadzili Nord Stream we wrześniu 2022 roku. Jeden z nich, Wołodymyr Ż., do niedawna ukrywał się w Polsce korzystając z ochrony politycznej i sądowej. Mimo wydania przez Niemcy Europejskiego Nakazu Aresztowania – sąd polski pod przywództwem Dariusza Łubowskiego nie tylko odmówił wydania Ukraińca, ale ustami pana sędziego uczynił zeń wręcz bohatera całej ludzkości. Co ciekawe, ale także najbardziej „europejski” premier w historii Polski, Donald Tusk, pochwalił pisowskiego sędziego, mimo że z punktu widzenia czysto prawnego nie miał on żadnych podstaw do podjęcia takiej a nie innych decyzji. Wydawało się więc, że sprawa jest zamknięta. Nic z tych rzeczy. Wołodymyr Ż., skuszony pieniędzmi jako ekspert kręconego w Chorwacji filmu amerykańskiego na kanwie jego wyczynu – został zatrzymany. Teraz sąd chorwacki prawie na pewno wyda go Niemcom.

Wołodymyr Ż.

I co wtedy? Wtedy wyjdzie na jaw udział Polski w tym akcie terroru. Na czym on polegał? Czy na operacyjnej pomocy grupie ukraińskich terrorystów, którzy mieli swoją bazę w Polsce, którzy pod szyldem firmy zarejestrowanej w Polsce  przygotowali zamach, i którzy korzystali z portu w Kołobrzegu? Czy też „tylko” na usilnym zacieraniu śladów już po zamachu i dezinformowaniu śledczych niemieckich, którzy zwracali się do władz polskich z prośbą o pomoc. Proceder ten ujawnił w wydanej także u nas książce pt. „Wysadzić Nord Stream” amerykański dziennikarz śledczy Bojan Pancevski. Książka jest u nas przemilczana, czemu trudno się dziwić. No bo jak czytamy tam, że kiedy Niemcy zwrócili się do Polski o nagrania monitoringu z portu w Kołobrzegu, najpierw przez parę miesięcy strona polska milczała, a potem odpowiedziała, że takich nagrań nie ma. Odmówiła też danych z telefonów, którymi posługiwali się w Polsce Ukraińcy. Mało tego, Stanisław Żaryn, wówczas pełnomocnik rządu ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej Rzeczypospolitej Polskiej w rządzie PiS-u – świadomie dezinformował stronę niemiecką przekonując, że cała sprawa jest „rosyjską prowokacją”, a tak naprawdę to sami Rosjanie wysadzili swój gazociąg. To było wtedy oficjalne stanowisko Polski.

Donald Tusk wszedł w buty Stanisława  Żaryna i w komentarzu na temat zatrzymania Wołodymyra Ż. stwierdził, że to nie on powinien być ścigany, ale… twórcy Nord Stream! Zapomniał chyba, że był to projekt nie tylko rosyjski, ale europejski. Przypomnijmy. Akcjonariuszami Nord Stream AG były następujące firmy: Gazprom International Projects LLC, spółka zależna Gazprom – 51%, Wintershall Dea AG – 15,5%, PEG Infrastruktur AG, spółka zależna E.ON Beteiligungen – 15,5%, N.V. Nederlandse Gasunie – 9%, Engie (Francja) – 9%. Przestępstwo jest przestępstwem, straty są stratami – i w wypadku skazania Ukraińców firmy te mogą wystąpić o odszkodowanie nie tylko pod adresem Ukrainy, ale i Polski. Trudno nie nazwać postawy Polski w tej sprawie innym terminem jak obłęd.

Jan Engelgard  

Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2026)

 

Redakcja