PolitykaPolskaPublicystykaTomczak: 10 uwag o ukrainofilach

Redakcja4 godziny temu
Wspomoz Fundacje

Grzegorz Braun, po wysłuchaniu mojego nagrania na kanale „Wbrew Cenzurze” zaproponował przyznanie Orderu Orła Białego nieodżałowanej pamięci księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu. To niesamowite gdzie zabrnęło państwo polskie, które uhonorowało miłośnika UPA, a zapomniało o niestrudzonym bojowniku o pamięć rzezi wołyńskiej.

Dodać tu muszę, że nie ma żadnego „wzrostu nastrojów antyukraińskich w Polsce”, a raczej eskalacja lekceważącej polską pamięć i wrażliwość bezczelności na Ukrainie – i stosowna reakcja narodu, mającego dość aberracyjnej charytatywności rządów KO i PiS (pytanie: „a co ma z tego Polska?” wywołuje furię – najpewniej z uwagi na swoją celność). „Antyukraińskość”, jak wiele podobnych kategorii, zakłada aprioryczność, a ta ostatnia – irracjonalność. Bojkotuje związki przyczynowo-skutkowe i realne źródła ludzkich postaw. Kategoryzuje jako „fobię” postawy, które są reakcją na fakty, czasem niewątpliwie adekwatną.

  1. „Lepiej wykształceni” i „bardziej racjonalni” dostali opętańczego szału na wieść o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Oczywistość tej decyzji nie stwarzała przestrzeni do merytorycznych argumentów. Jakakolwiek logika musiałaby opierać się o „opłacalność godności”. Z jednej strony mamy ostatnio książkę Zbigniewa Parafianowicza, gloryfikowanie UPA przez Ukraińców, wsparte bezczelnym komentarzem, że „nikt nam nie będzie wybierał bohaterów”, ostentacyjne bojkotowanie Polski w międzynarodowych rozmowach dyplomatycznych, korupcję na olbrzymią skalę na Ukrainie, ekspansję wschodnich grup przestępczych do Polski, olbrzymie kłopoty rolników konkurujących z ukraińskimi oligarchami dostarczającymi nie sprawdzaną żywność – i dużo, dużo innych problemów, wiążących się z określoną szkodą konkretnych ludzi. Z drugiej strony, mamy terror emocjonalny, oparty o wspominanie o „ginących ludziach” (zalecający w gruncie rzeczy o taką emocje oprzeć stosunki dyplomatyczne), histeryczne, a zarazem manipulanckie ostrzeżenia przed „rosyjskim atakiem”, dalsze tropienie „ruskich onuc” i slogany skuteczne, z uwagi na monopol medialny ich kolporterów, tak długo, że ci ostatni przestali się troszczyć o ich jakąkolwiek weryfikowalność. Liberalny mainstream porzucił fascynację koncepcją Jerzego Giedroyca, prowadzącą do imperatywu pomagania Ukrainie – on po prostu wyraża interes ukraiński.
  1. Wyobraźmy sobie co spotkało by Żyda, który pochwaliłby w Izraelu niemieckiego polityka, chcącego nadać jednej z jednostek wojskowych imię „Bohaterów SS”. Więzienie? Czy tylko anatema? W Polsce obrońcy decyzji Włodymyra Zełenskiego nie mają jakiegokolwiek problemu z sięganiem po coraz bardziej kuriozalne racjonalizacje swojej postawy.
  2. Każdy powód jest dobry, by zapomnieć o rzezi wołyńskiej. Teraz tłumaczy się to wojną – tak, jakby trwała ona od ponad 80 lat. “Retoryczne ustępstwo na rzecz prawdy” sprawia, że przedstawiciele mainstreamu powiedzą: „Oczywiście, o ofiarach trzeba pamiętać” tudzież wyrzucą z siebie inny pusty slogan, jednocześnie konsekwentnie robiąc wszystko, by temat rzezi nie miał jakiejkolwiek rangi i znaczenia.
  3. Mainstream nagle przypomniał sobie o istnieniu „interesu narodowego”, dowodząc sprzeczności odebrania odznaczenia Zełenskiemu z tym interesem. Interesujące jest to, że mainstream, tak krytyczny wobec Kościoła katolickiego i nacjonalizmów sięgnął po narrację odwołującą się do „przebaczenia” i „interesu narodowego”, gdy przestraszył się, że wszystko co mówili jego przedstawiciele na temat banderyzmu i relacji polsko-ukraińskich jest brutalnie weryfikowane przez rzeczywistość. Nie ma “interesu”, jeśli nie ma narodu. Nie ma narodu, jeśli nie ma godności. Nie ma godności, jeśli honoruje się tych, którzy gloryfikują naszych katów.  Czasem abecadło jest zbyt trudne.
  4. Brytyjski filozof Roger Scruton pisał, że rozmaici rewolucjoniści krytykują cywilizację zachodnią, jednak będąc niezdolnymi do zaproponowania jakiejkolwiek alternatywy, poprzestają na nihilizmie, objawiającym się destrukcją. Liberalny mainstream wykazał się takim właśnie nihilizmem po odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy: zwyzywał od „ruskich” i „nacjonalistów” (polskich, więc tych złych) prezydenta Karola Nawrockiego – jak codziennie, “na Kremlu otworzyły się butelki od szampana”. Jednocześnie przedstawiciele tego mainstreamu często domagają się, by “nie zawłaszczać patriotyzmu”, tak jakby chcieli zaproponować swój własny model tegoż. Ich „patriotyzm”, jak się wydaje, zatrzymał się w fazie dekonstrukcji wszystkiego co polskie. Podchodząc krytycznie do istnienia narodów jako wspólnot nieokreślonych i abstrakcyjnych, przedstawiciele mainstreamu występują w imieniu „ludzkości” – nieporównywalnie bardziej niedookreślonej i abstrakcyjnej. Co ciekawe, nawet z punktu widzenia „świata bez narodów” (bez pamięci historycznej, tożsamości, bohaterów, katów), czyli z perspektywy mainstreamu bezwarunkowe wspieranie Ukrainy jest szkodliwe dla „ludności, która żyje na tym obszarze”. Nie miałaby się ona jak bronić, skoro tak dużo oddała sprzętu „ludności, która żyje na tamtym obszarze” (ciekawe, że straszenie „wojną z Rosją” nie przeszkadza mainstreamowi w postulowaniu nieograniczonego rozbrajania Polski celem pomocy Ukrainie).
  1. „UPA to są ich bohaterowie” – tłumaczą ukrainofile, jakby jakieś fatum zesłało niczego nieświadomemu narodowi bohaterów, których ten naród musi czcić, tak jakby bezosobowe siły sprzysięgły się przeciwko poczciwcom i kazały im gloryfikować zwyrodnialców, sadystów cierpiących dziką rozkosz z mordowania. Tak jakby to „ruska propaganda” wymyśliła ludzi rozrywanych przez konie, kobiety gwałcone na oczach mężów, dzieci nabijane na widły. Podkreślmy tu, że ci „ich bohaterowie” zamordowali dużo więcej polskich kobiet i dzieci niż sowietów. Tak jakby ci bohaterowie nie byli dla nich tak bardzo ważni, że ryzykując utratę wszelkich szans na akces do organizacji międzynarodowych wysławiają ich ulicami, pomnikami, nazwami jednostek wojskowych. Tak jakby inne narody nie miały problemu z kolaborantami nazistowskimi i nie rozliczyły się z przeszłością (Strzałokrzyżowcy na Węgrzech, Żelazna Gwardia w Rumunii). Tak jakby siepacze UPA nie robili dokładnie tego co aktualnie ukrainofile sugerują przeciwnikom – występowali przeciwko sąsiadom, gdy ci walczyli ze śmiertelnym zagrożeniem. Każdy fakt, każdy konkret, każda analiza są tak ciężkie do podważenia, że ukrainofile muszą zasłaniać się insynuowaniem „ruskiej narracji”. Wskutek wiary we własną nieomylność i zatrzymania w czasie nie widzą kuriozalności tego powtarzanego z gorliwością i bezmyślnością chat-bota sloganu. Albo myślą, że inni nie widzą. A gdyby Niemcy postawili pomnik Adolfowi Hitlerowi w centrum Berlina? Przecież oni też „mają swoją perspektywę” – może i z punktu widzenia Polaków czy Żydów był zbrodniarzem, ale z perspektywy niemieckiej spowodował wzrost gospodarczy. Wyobrażamy sobie przyjęcie takiej logiki?
  1. Ukrainofile dokonali „makdonaldyzacji przebaczenia”, „makdonaldyzacji pojednania” – sięgnęli po doniosłe pojęcia, by uzasadnić nimi całkowicie nie doniosłe zamiary. To gorsze niż infantylizacja „faszyzmu” czy „stalinizmu” przez nagminne używanie tych pojęć do opisu spraw współczesnych. Siła duchowa, umiejętność wzniesienia się ponad odruch zemsty, zdolność udźwignięcia swoich krzywd – to wszystko sprawia, że przebaczenie to trudny, a zarazem piękny proces. Im szlachetniejsza jest jakaś inicjatywa, tym gorsze jest instrumentalizowanie stojących za nią wartości. „Zaiste nie w twojej mocy wybaczać w imię tych, których zdradzono o świcie” – pisał Zbigniew Herbert w „Przesłaniu Pana Cogito”. Ukrainofile, którzy przez wiele lat robili wszystko, by zamilczeć rzeź wołyńską, gdy okazało się, że narodu nie da się zmanipulować użyli „zastępczej formy zamilczenia”, czyli w tym przypadku wołania o przebaczenie i pojednanie. Nie bardzo tylko wiadomo kto i komu miałby przebaczać – ukrainofile Ukraińcom? Ci, którzy o rzezi nie chcieli słyszeć tym, którzy podobno nie mają nic wspólnego z banderowcami („to tylko historia”)? Proces pojednania miałby prawo zacząć choćby wspomniany ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który krzywdy narodu polskiego poniesione ze strony Ukraińców przeżył najgłębiej jak się da (tak jak Ali Agcy mógł wybaczyć Jan Paweł II) – nie wydaje się jednak, by przy obecnym stosunku Ukraińców do rzeźników z UPA ksiądz wykazałby taką chęć.
  1. „Polska straci na odebraniu Orderu Orła Białego” prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu” – mówią ukrainofile, z przedziwną troską o polski interes. Co to znaczy, że „Polska na tym straci”? Teza, że „Ukraińcy walczą za nas” jest jednym z najbardziej absolutyzowanych przekonań ukrainofili, uzasadnieniem wszelkich świadczeń na rzecz Ukraińców, usprawiedliwieniem skrajnie asymetrycznej polityki. A jak rozumieć opinię (wyrażoną choćby przez Normana Daviesa), że „Polska na tym straci”? Ukraińcy stwierdzą, że skoro my nie chcemy honorować osób gloryfikujących naszych katów to oni nie będą się stawiać tej Rosji i „walczyć za nas”? Jeśli przestaniemy Ukrainie pomagać to skapituluje przed Rosjanami, bo „nie będzie bronić Polaków”? Jakie ma mieć przełożenie teza ukrainofili na realne stosunki polsko-ukraińskie (jeśli nie ma mieć jakiegokolwiek, stanowi jedynie szantaż emocjonalny)? Alternatywnym wobec stanięcia w obronie naszych przodków wyborem byłoby działanie akceptujące zbrodniczy, antypolski banderyzm. Skoro godzimy się na takie „wszystko za nic”, może dorzucimy Ukrainie Przemyśl? W imię dobrych relacji chyba powinniśmy to zrobić… Godność nie musi się opłacać i dziwne, że pamięć pokordowanych Polaków znaczy dla ukrainofili tak niewiele, że gotowi są nią handlować. Dla ukrainofili nie tyle wartości nic nie znaczą, bo w imię swoich wartości gotowi są uprawiać ukrainofilski mesjanizm. Raczej obawiają się tego, że „rozpamiętywanie”, „grzebanie w historii” (takiej terminologii używają, nie uznając przeżyć i traum rodzin bestialsko zamordowanych Polaków) może spowodować „wzrost nastrojów nacjonalistycznych”, czytaj – większą świadomość narodową Polaków.
  1. Jednym z najbardziej zamiennych przejawów stosunku strony ukraińskiej do „pojednania” jest fakt, że Ukraińcy zgodzili się na ekshumacje na wielką skalę żołnierzy Wehrmachtu (ponad 100 tysięcy ciał przeniesiono na specjalne cmentarze wojskowe), a ekshumacje Polaków są prowadzone w kilkunastu miejscach z kilkunastu tysięcy.
  2. Narracja o pojednaniu niesie ze sobą fałszywe wyobrażenie o symetrii krzywd wyrządzonych sobie przez obydwa narody. Nikt nie mówił, by „Żydzi i Niemcy wybaczyli sobie wzajemne krzywdy”. Porównuje się polskich nacjonalistów, których dość skrajny przedstawiciel Jan Mosdorf z ONR pomagał Żydom w Auschwitz i tam zginął z szaleńczymi ludobójcami z UPA, w „Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty” wyzywającymi do likwidacji wrogów, sprawcami rzezi i pogromów na masową skalę Porównuje się kolaborantów nazistowskich, seryjnych morderców z UPA z Żołnierzami Niezłomnymi, którzy z kolaborantami walczyli i ginęli w imię niepodległej Polski.

Jacek Tomczak

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

 

Redakcja