PolitykaŚwiatJastrzębski: Ukraiński pic na wodę – fotomontaż

Red.27 minut temu
Wspomoz Fundacje

Ukraiński pic na wodę – fotomontaż

Strona ukraińska poinformowała, że chce otworzyć archiwa służb dotyczące „zbrodni wołyńskiej” i zezwolić na ekshumacje na terenie Ukrainy. W moim dzieciństwie było popularne określenie sytuacji, które ma wyglądać poważnie, ale w rzeczywistości jest bez znaczenia – pic na wodę, fotomontaż. I właśnie z taką sytuacją moim zdaniem mamy do czynienia.

Budzi mój sprzeciw już samo mówienie przez stronę ukraińską o „zbrodni wołyńskiej”. Czy to kraina historyczna w dorzeczu górnego Bugu dokonała jakiejś zbrodni? Czy ma to sugerować, że równoważnych zbrodni na tym terenie dokonywali wszyscy jego mieszkańcy? Mówmy wprost, że idzie o ukraińskie mordy – często z szczególnym okrucieństwem – na ludności polskiej, rosyjskiej, czeskiej, węgierskiej, ormiańskiej itd. Mówimy przecież o niemieckich zbrodniach popełnionych na Polakach w Wielkopolsce, a nie „zbrodni wielkopolskiej”.

Nowe otwarcie z Polską?

Przywódca Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział nowe otwarcie z Polską. Stało się to po naradzie dotyczącej ukraińskiej polityki wobec Polski. Ma być zdecydowanie mniej konfrontacyjnie. W spotkaniu dotyczącym Polski uczestniczył szef jego gabinetu Kyryło Budanow, szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha, oraz dyrektor Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej i obrońca banderyzmu Ołeksandr Ałfiorow. Wielu publicystów widzi w tym wyciągniętą rękę Kijowa w stronę Warszawy. Ja mam inne zdanie.

Stosunki polsko-ukraińskie od nasilenia działań wojennych na Ukrainie w 2022 roku nie były nigdy tak złe jak są dzisiaj. Polskie społeczeństwo w swojej większości ma dosyć butnej polityki historycznej Kijowa, która heroizuje zbrodniarzy z OUN i UPA. Liczni Polacy zbulwersowali się bezczelnym zachowaniem przywódcy Ukrainy i jego otoczenia względem polskiego prezydenta Karola Nawrockiego. Społeczeństwo jest mocno zmęczone ciągłym dofinansowywaniem ukraińskiego budżetu. Nie do zniesienia dla znacznej części narodu jest roszczeniowa postawa Ukraińców przebywających w Polsce. To zmęczenie wydaje się naturalne biorąc pod uwagę dosyć długi czas wzmożonego konfliktu militarnego miedzy Rosją a Ukrainą wspieraną przez liczne państwa NATO.

Zdziwienie strony ukraińskiej

Rządzący Polską centralnie i lokalnie do tej pory działali zgodnie z zasadą rzecznika Ministerstwa Spraw Zagranicznych w rządzie PiS Łukasza Jasiny czyli bycia „sługą narodu ukraińskiego, jego próśb”. Rządzący, którzy bez wątpienia w dalszym ciągu popierają atlantycką i proukraińską orientację polityczną muszą się jednak liczyć z głosem społeczeństwa. Wybory się zbliżają. Przeciętny Kowalski ma naprawdę dosyć traktowania dobrostanu Ukrainy jako punktu odniesienia dla spraw polskich. Dzisiaj już wydaje się zupełnie nieaktualny dowcip z 2023 roku: „Gdy dziennikarz pyta kreatora mody – co nosi się najchętniej w tym sezonie nosi w Polsce? Ten odpowiada: ukraińskich aktywistów i polityków na rękach”.

Władze ukraińskie zupełnie nie wyczuły nastrojów polskiej ulicy. Władze w Kijowie zdawały sobie sprawę, że nadanie jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” czy odesłanie kurierem do prezydenta Polski Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego spowoduje pogorszenie stosunków z Polską. Jednak w najczarniejszym śnie nie spodziewali się tak radykalnej zmiany. To postawa władz ukraińskich spowodowała, że uroczystości poświęcone Polakom wymordowanym przez Ukraińców w tym roku odbywały się w całym kraju i dotarły do najmniejszych miejscowości. Nie czczono już tylko polskich ofiar, ale również sprzeciwiano się nieakceptowalnej w Polsce polityce historycznej Ukrainy.

Szary polski obywatel ma dosyć krzykliwych aktywistów w rodzaju Natalii Panczenko i proukraińskich lobbystów w rodzaju Pawła Kowala. Polacy mają serdecznie dosyć tych, którzy jawnie bronią banderyzmu, próbują relatywizować zbrodnie Ukraińców lub atakują w mediach społecznościowych ludzi organizujących uroczystości poświęcone Polakom pomordowanym przez Ukraińców w latach 1939-1947. Ogół Polaków dosyć rosnącej liczby przestępstw popełnianych przez obywateli Ukrainy. Przeciętny Polak widzi rażącą niewdzięczność za ogrom pomocy udzielonej Ukrainie w latach 2022-2026.

Trudna sytuacja Ukrainy

Sytuacja Ukrainy nie jest w tej chwili łatwa, a prawdę pisząc jest bardzo trudna. Co nie oznacza oczywiście tego, że ta rosyjska jest godna pozazdroszczenia. Bo również długotrwała wojna dała w kość władzom w Rosji. Jednak to na ulice Kijowa, Winnicy, Łucka, Odessy, Lwowa i innych miast wyszły tłumy protestujące przeciwko odwołaniu przez Wołodymyra Zełenskiego dotychczasowego ministra obrony Mychajło Fedorowa. Po ukraińskich miastach krążą nieoznakowane wojskowe busy, z których nagle wyskakują żołnierze i porywają młodych mężczyzn. Ukraińcy są zatrzymywani na ulicy i siłą wcielani do armii. W efekcie liczni mężczyźni unikają wychodzenia z domu, nawet w celu wykonania codziennych czynności, takich jak praca, zakupy czy odwiedziny rodziców. Do Kijowa właśnie trafiło kolejne 501 ciał, które według strony rosyjskiej należą do poległych ukraińskich wojskowych. Portale i gazety opisują coraz to nowe gorszące skandale korupcyjne. Kijów dowiaduje się, że kolejne kraje Unii Europejskiej nie mają już ochoty uczestniczyć w finansowaniu wojny prowadzonej z Federacją Rosyjską.

W Polsce w siłę rosną stronnictwa w powszechnej świadomości ukrainosceptyczne jak Konfederacja Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka oraz Korona Grzegorza Bruna. Do tej poru skrajnie ukrainofilskie Prawo i Sprawiedliwość ze względów taktycznych zmienia wbrew swojemu liderowi Jarosławowi Kaczyńskiemu przekaz dotyczący polityki Kijowa. Rekordy popularności bije twarda wobec Ukrainy europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik i był premier Leszek Miller. Obóz prezydencki jest głęboko zbulwersowany zamieszczeniem na powiązanej z ukraińską bezpieką liście Myrotworec, określanej jako „lista wrogów Ukrainy” szefa Kancelarii prezydenta RP Zbigniewa Boguckiego. Najbardziej widoczna jest zmiana w mediach społecznościowych, gdzie nawet liczni dotychczasowi stronnicy racji ukraińskich zmienili zdanie w tej sprawie. Władze Ukrainy zmuszone były do zmiany retoryki względem naszego kraju.

Mit ekshumacji

Premier Donald Tusk stwierdził: „Z satysfakcją i nadzieją przyjmuję słowa i decyzje Wołodymyra Zełenskiego, dotyczące relacji między naszymi państwami, które muszą być oparte na wzajemnym szacunku i prawdzie”. Nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Dokładnie przewidziałem zachowanie władz ukraińskich w swoich tekstach na łamach „Myśli Polskiej” dwa, a nawet trzy lata temu [chodzi między innymi o teksty: „Mit ekshumacji” i „Zabawa w kotka i myszkę”]. To co obserwujemy, jest tanim gestem pod publiczkę.

Mit ekshumacji jest potrzebny nie tylko Ukrainie, ale również rządzącym stronnikom polityki proukraińskiej w Polsce, by mogli społeczeństwu mydlić oczy rzekomo realnymi możliwościami godnego pochowania Polaków. Po tym triumfalnym komunikacie całkiem cicho przeszła informacja, że ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar stwierdził, że Ukraina złożyła do polskiego IPN wnioski o przeprowadzenie w Polsce prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych, miedzy innymi w Łaskowie koło Sahrynia. Idzie o miejsce, gdzie odziały Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich wiosną 1944 roku dokonały odwetu za niewyobrażalnie okrutne zbrodnie banderowskie.

IPN, zapytane przez PAP o wnioski strony ukraińskiej, przekazał, że w ubiegłym roku strona ukraińska przesłała pisma dotyczące trzech miejscowości w związku z planowanymi poszukiwaniami w Sahryniu, Łaskowie i Przemyślu. Karol Starowicz z IPN powiedział: „Jako Instytut udzieliliśmy wsparcia proceduralnego w sprawie Łaskowa, natomiast w odniesieniu do pozostałych dwóch miejscowości zwróciliśmy się o uzupełnienie wniosków. Do tej pory nie wpłynęły żadne nowe dokumenty ani uzupełnienia w tej sprawie”

Usłyszeliśmy głośno o możliwościach przeprowadzenia ekshumacji na Ukrainie, zaś po cichu puszczono informacje o ekshumacji, które odbędą się w Polsce. Taki system wzajemności jest nie do przyjęcia. Jest tym samym co zgoda na pochowanie ofiar niemieckiego ludobójstwa, w zamian za zgodę na pochowanie na przykład SS-manów. Ja nie jestem temu, by pochować jakiekolwiek szczątki. Jestem za to przeciwny symetryzacji w tej sprawie. Jeśli ekshumacji nie udało się przeprowadzić w czasie pokoju, czy ktoś naprawdę wierzy, że będzie to można rzetelnie zrobić w czasie wojny?

Mit otwarcia archiwów

Kilka dni temu rosyjska agencja TASS oraz Russia Today zaprezentowały odtajnione dokumenty rosyjskiej FSB na temat ukraińskiego zbrodniarza Dmytro Klaczkiwskiego pseudonim Kłyma Sawura. Najpierw media w Polsce powołując się na komunikat ukraińskiego rządowego Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji (CPD) podawały, że Rosja chce upublicznić jakieś fałszywki w celu skłócenia Warszawy z Kijowem. Po publikacji zaś ogłoszono, że dokumenty nie są żadną nowością i nie maja fundamentalnego znaczenia.

Moim zdaniem strona ukraińska boi się tego, że Rosjanie mogą ujawnią zapewne liczne zalegające w ich archiwach dokumenty dotyczące zbrodni ukraińskich na Polakach. Ukraińcy obawiają się, że zmieniłoby to w znacznym stopniu postrzeganie nie tylko Ukrainy, ale również Rosji przez Polaków. Z tego powodu zapowiedzieli nieskrepowany dostęp do swoich archiwów dla polskich historyków.

Mam wielkie wątpliwości trojakiej natury. Po pierwsze nie wierzę w ten dostęp, ponieważ trwająca wojna rosyjsko-ukraińska jest znakomitym pratekstem, by ze względów bezpieczeństwa odmawiać dostępu do interesujących dokumentów.

Po drugie uważam, że polski Instytut Pamięci Narodowej jest narzędziem w rękach polityków służącym do kreowania nastrojów w Polsce. Pamiętam dokładnie obrzydliwości dotyczące kwestii dekomunizacyjnych polegających na podważaniu bohaterstwa żołnierzy i funkcjonariuszy walczących z banderowcami lub kwestionowaniu słuszności Operacji Wisła. Jeśli robił to w warunkach pokoju polski IPN, to tym bardziej w aktualnie niesprzyjających okolicznościach wojennych zapewne robi to ukraiński IPN.

Po trzecie w przeszłości na antenie telewizji „Trwam” wybitny historyk z Wydziału Humanistycznego Politechniki Koszalińskiej, zajmujący się problematyką polsko-ukraińską prof. Czesław Partacz ujawnił, że już w latach 90-tych były niszczone archiwalne dokumenty dotyczące kwestii ukraińskiej. Profesor ujawnił, że w tamtym okresie archiwistka ukraińskiego pochodzenia zniszczyła takie dokumenty w katowickim oddziale Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Jeśli takie rzeczy miały miejsce w Polsce, to moim zdaniem niezwykle prawdopodobne jest to, że również na Ukrainie.

Mit pojednania

Na dzień dzisiejszy, moim zdaniem nie ma możliwości szczerego pojednania między Polską a Ukrainą. Dzisiejsze państwo ukraińskie ciągle neguje ludobójstwo dokonane na narodzie polskim i nie tylko polskim. Fałszuje historię mówiąc o jakimś wzajemnym konflikcie, wojnie domowej, sowieckiej inspiracji i zestawia ofiary po obu stronach. Nowe otwarcie w stosunkach polsko-ukraińskich powinno być poprzedzone rachunkiem sumienia, wyznaniem win i naprawieniem szkody.

Polska powinna oczekiwać potępienia przez władze na Ukrainie banderyzmu, delegalizacji organizacji neobanderowskich, likwidacji pomników i nazw sławiących zbrodniarzy i kolaborantów III Rzeszy na Ukrainie. Polacy powinni oczekiwać budowy pomnika i muzeum polskich ofiar ukraińskiego szowinizmu w Kijowie i Lwowie. Domagać się również zobowiązania do przyszłościowych realnych odszkodowań dla potomków pomordowanych przez Ukraińców. Tego wszystkiego nie da się moim zdaniem zrobić w warunkach wojennych. Czyli pic na wodę – fotomontaż.

Łukasz Jastrzębski 

Red.