GospodarkaHistoriaRękas: Czy Hitler był liberałem?

Redakcja3 godziny temu
Wspomoz Fundacje

Tytułowe pytanie nie jest bynajmniej bardziej prowokacyjne niż upieranie się, że nazizm był socjalizmem. Niestety, ale znajomość gospodarczej historii III Rzeszy zbyt często ogranicza się do rozszyfrowania skrótu NSDAP co, przyznajmy, nie jest nadmiernie pogłębioną metodą analizy ekonomicznej. 

Uproszczenia wynikają w szczególności ze skłonności ideologicznych, w tym zwłaszcza z łatwości szafowania łatką socjalizmu i lewicowości, będącej skutkiem dziecięcej choroby libertarianizmu, która niczym ospa wietrzna co jakiś czas odnawia się w polskim antysystemie. 

A może by coś przeczytać?

Winne jest jednak także ubóstwo źródeł, faktycznie bowiem poza naukowym opracowaniem profesora Czesława Łuczaka, wydanym po raz pierwszy jeszcze w latach 1980-tych, ci nieliczni, którzy zdecydowali się coś przeczytać o historii gospodarczej Niemiec mogli sięgać po artykuły dra hab. Zbigniewa Klimiuka, profesora Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych czy  prof. Marii Zmierczak (skądinąd historyka doktryn) i kilkorga innych autorów badających przede wszystkim zakres interwencji państwa w życie ekonomiczne Niemiec lat 1930-tych i 1940-tych i wpływ tych procesów na niemieckie przygotowania wojenne. W istocie podejście to nie odbiegało zatem od poglądów Adama Tooze, wyłożonych przez niego w dwóch znanych polskim czytelnikom pracach: U progu Wielkiego Kryzysu. Wielka Wojna i przebudowa światowego porządku oraz Cena zniszczenia. Wzrost i załamanie nazistowskiej gospodarki. 

Rzesza miała kapitalistów czy kapitaliści mieli Rzeszę?

Te rzeczywiście znakomite opracowania, dające nie-ekonomistom wgląd w procesy decyzyjne polityki gospodarczej III Rzeszy, służą jednak przede wszystkim weryfikacji postawionej na wstępie przez dra Toozego hipotezy o nadrzędności hitlerowskiej wizji Lebensraumu – wielkiej niemieckiej przestrzeni życiowej, w stosunku do wszystkich cząstkowych działań organizujących niemiecki przemysł i finanse. Tooze zatem, podobnie jak polscy badacze, skupił się przede wszystkim na tym jakie kroki gospodarcze Adolfa Hitlera podejmowane były w nadrzędnym celu ekspansji terytorialnej Rzeszy. Mniej natomiast interesowało go sprzężenie zwrotne, a więc do jakiego stopnia niemiecki imperializm był motywowany partykularnymi interesami niemieckiego kapitału, który odnalazł w nim metodę jeśli nie maksymalizacji zysków (faktycznie utrudnionych przeregulowaniem niemieckiej gospodarki, w szczególności po 1936 roku), to na pewno skokowej akumulacji kapitału, która następowała nie tylko i nie przede wszystkim w wyniku interwencji państwa w gospodarkę, ale przeciwnie – w wyniku zgrania interesów państwa i wielkich posiadaczy. System interakcji stworzony w ramach systemu gospodarczego III Rzeszy działał bowiem w obie strony, zarówno podporządkowując niemiecki prywatny przemysł i finanse celom politycznym nazizmu, jak i priorytetyzując te cele państwa, które najlepiej odpowiadały interesom wielkokapitalistycznym. Problem z postrzeganiem niemieckiego kapitalizmu lat 1930-tych wynika przy tym z zaburzonej percepcji, która ignoruje rzeczywistość sprzed Wielkiej Depresji, czyli realia oligopolizacji i międzynarodowych trustów, które schroniwszy się w okresie załamania pod skrzydła państw – wobec ustępowania objawów kryzysu szukały możliwości przywrócenia swojej własności nad sektorami okresowo przekazanymi sferze publicznej oraz dążyły do wznowienia i wzmożenia maksymalnej akumulacji.

Hitler reprywatyzator

Hitler nie był socjalistą, a wystarczającym na to dowodem był jego stosunek do własności środków produkcji, tego podstawowego kryterium wyznaczonego jeszcze przez Karla Marxa.  Hitler nie mógł być socjalistą, ponieważ mimo swoich ideologicznych nawoływań do wyniesienia dobra wspólnoty narodowej ponad wszystko – był zadeklarowanym przeciwnikiem wspólnej własności, zwłaszcza w przemyśle. Jako kanclerz Niemiec Hitler przeprowadził najbardziej ambitny program prywatyzacji majątku państwowego do czasów Margaret Thatcher, Leszka Balcerowicza i gdańskich liberałów Donalda Tuska. Było to też działanie całkowicie pod prąd ówczesnym dominującym trendom ekonomicznym świata. Gdy niemal wszyscy nacjonalizowali na potęgę – Hitler wyzbywał się własności państwowej na rzecz wielkiego kapitału prywatnego. Nie zaprzeczają temu nawet krytycy hitlerowskiego prymatu polityki nad gospodarką. W wyniku działań rządów NSDAP w ręce prywatnego kapitału przekazano na powrót kontrolę m.in. nad bankami, przemysłem stalowym i stoczniowym, które znalazły się w gestii państwa w wyniku Wielkiej Depresji i uporu, z jakim rządy przednazistowskie starały się trzymać polityki deflacyjne. W okresie 1930-1932 państwo odciążyło kapitał prywatny od odpowiedzialności za Gelsenkirchener Bergwerks, kontrolującą drugi największy koncern przemysłowy Niemiec Vereignite Stahlwerke AG (pierwszym była grupa IG Farben). Podobny los spotkał banki, jak Darmstädter und Nationalbank, Dresdener Bank, Commerz Bank, podporządkowany państwowym instytucjom finansowym został też Deutsche Bank. Podobne procesy przed, podkreślmy, objęciem władzy przez nazistów, zachodziły też m.in. w transporcie morskim (przejęcie Hamburg-SüdAmerika i Hansa Dampf, przemyśle stoczniowym (Deutschen Schiff-und Machisnenbau AG Bremen ‘Deschimag’) hutnictwie (Vereinigte Oberschlesische Hüttenwerke AG). Wszystkie te firmy zostały re-prywatyzowane pod rządami NSDAP. Szczególnie spektakularna była pod tym względem redukcja państwowych udziałów w Vereignite Stahlwerke AG, które zmniejszyły się z 52% do 25% na korzyść potentata przemysłowego Fritza Thyssena. W istocie firmy te zostały przed wielki kapitał przekazane państwu niemieckiemu na przechowanie w okresie Wielkiej Depresji, zaś naziści dopilnowali tylko, by powróciły do swych właścicieli. Masowa prywatyzacja jest zatem koronnym dowodem przeciw socjalizmowi Hitlera, zaś kontrargument o zastąpieniu własności kontrolą państwa musiałby wykazać, że na którymś etapie interesy wielkich prywatnych koncernów przemysłowych i samej Rzeszy rzeczywiście były rozbieżne i że to rząd i partia narzucały swoją wolę wielkiemu kapitałowi, a nie odwrotnie. 

Tylko głupi liberał nie bierze z państwowego

M.in. Adam Tooze poświęcił wiele miejsca dopasowaniu politycznych haseł Hitlera z wymiernymi potrzebami wielkiego przemysłu, bardzo otwartego na zamówienia i programy rządowe. Tylko w bajkach kapitaliści nie biorą pieniędzy od rządów i nie korzystają z udogodnień takich jak cła. To pod ich osłoną IG Farben rozwinęło swój program produkcji benzyny syntetycznej, zaś wśród beneficjentów współpracy z nazistami byli też tacy potentaci jak Gustav Krupp i Albert Vögler, skądinąd wcześniej aktywny działacz Deutsche Volkspartei, partii niemieckiego narodowego-liberalizmu. Tak, Hitler chciał silnego niemieckiego przemysłu, nieskrępowanego podatkami, uprawnieniami związków zawodowych czy koniecznością dzielenia się zyskami z robotnikami w formie wyższych pensji – bo chciał broni i sprzętu pozwalającego zdobyć Lebensraum. Ale wielki przemysł chciał Hitlera – bo gwarantował szybszą i większą akumulację kapitału, nawet jeśli domagał się jego dalszego reinwestowania.

Czy podatki za Hitlera były niższe?

Ciekawą sprzecznością w dywagacjach na temat rzekomego socjalizmu Hitlera – jest kwestia podatku dochodowego. No bo jeśli Janusz Korwin-Mikke ma rację i podatki w III Rzeszy rzeczywiście były niższe – to gdzie tam socjalizm? I znowu jednak, praktyka gospodarcza nie jest opowiastką libertarian. Hitler faktycznie deklarował się jako przeciwnik podnoszenia podatku dochodowego od osób fizycznych, natomiast podobnie jak Leszek Balcerowicz popierał podatek od nienormatywnych wzrostów wynagrodzeń, uważany za kotwicę antyinflacyjną. Innym podobieństwem między III Rzeszą a III RP była skłonność do aprecjacji własnej waluty (choć w Niemczech odbywało się to w warunkach ochrony krajowego rynku, a więc dokładnie przeciwnie niż w Polsce po 1989 roku). Inaczej jednak niż nad Wisłą bezpośrednie podatki od dochodów (tj. od wynagrodzeń, od osób fizycznych, od osób prawnych, podatki lokalne od działalności gospodarczej itp.) stanowiły nie więcej niż 12,5% dochodów budżetowych państwa. Podatek dochodowy od przedsiębiorstw rósł przy tym bardziej znacząco niż ten od osób fizycznych, ale dopiero w czasie wojny, gdy z 30% został podwyższony do 37,5% w roku podatkowym 1941/42 i ostatecznie 48,75% rok później. 

Co jednak najbardziej interesujące dla czytelników JKM, nazistowski PIT wyglądał jak na tabeli poniżej:

Stawki podatku dochodowego jako procent dochodu podlegającego opodatkowaniu:

Dochód 1925 1934 1939 1942
1,000 10 6,5 6,5 5,5
5,000 10 16,6 17,6 24,9
10,000 10,5 19,8 22,3 33
20,000 13,5 26,9 30,2 44
40,000 20,8 39,9 44,9 59,8
60,000 25 46,6 52,4 64.9
100,000 30 50 55 65,4
500,000 38 50 55 65,9
3,000,000 39,7 50 55 66
Maksymalna stawka 40 50 55 66

Źródło: M. Buggeln, Was Nazi Germany an “Accommodating Dictatorship”? A Comparative Perspective on Taxation of the Rich in World War II, “Central European History, 56,2023, str.  415–435.

Jak więc widać, stawki podatku dochodowego od osób fizycznych w III Rzeszy były zdecydowanie dalekie od liberalnego ideału, kiedy więc JKM ponownie odpali swój znany przedwyborczy protokół – warto by go zapytać dla kogo podatki za Hitlera były niższe? Z pewnością bowiem dla gorzej zarabiających, co jednak wiązało się ze zgodną decyzją państwa i wielkiego kapitału, by nie zwiększać dochodów robotniczych, natomiast zakładany wzrost poziomu życia uzyskiwać po pierwsze bezpośrednią pomocą społeczną, na czele z Niemiecką Pomocą Zimową (Winterhilfswerk) trafiającą właśnie do rodzin bynajmniej nie bezrobotnych czy niepełnosprawnych, ale właśnie robotników uzyskujących najniższe dochody. Drugą metodą, opisywaną przed Adama Tooze była natomiast próba dotowania przemysłu celem uzyskania możliwie tanich i dostępnych towarów konsumpcyjnych, jak radia i samochody, co zwłaszcza w tym ostatnim przypadki zakończyło się klasyczną piramidą finansową składających się na Garbusy, z których ani jeden nie trafił do nabywców przed upadkiem III Rzeszy. 

Z drugiej jednak strony należy zauważyć, że znowu w analizie porównawczej Niemcy hitlerowskie okazywały się w latach 1930-tych mniej fiskalne niż Zjednoczone Królestwo czy nawet Stany Zjednoczone, a dotyczyło to w szczególności stawki od podatku dochodowego od uzyskujących najwyższe dochody, co było szczególnie ważne wobec relatywnie większej akumulacji kapitału w rękach górnego promila w stosunku do majątku i dochodu narodowego w Niemczech.

Maksymalna stawka podatku dochodowego.

Rok USA UK III Rzesza Francja
1933 63% 66% 40% 37%
1934 63% 64% 50% 30%
1935 63% 64% 50% 36%
1936 79% 65% 50% 48%
1937 79% 66% 50% 52%
1938 79% 75% 50% 53%
1939 79% 83% 55% 53%
1940 81% 90% 60% 53%
1941 81% 98% 60% 60%
1942 88% 98% 66% 70%
1943 88% 98% 66% 70%
1944 94% 98% 66% 60%
1945 94% 98% 66% 60%

Źródło: Thomas Piketty, http://piketty.pse.ens.fr/fr/ oraz op. cit M. Buggeln,

Dopowiadając zatem JKM – podatki za Hitlera były niższe dla najbogatszych i niż w UK oraz USA, choć w sumie jeszcze lepiej było im we Francji i to niezależnie od tego czy rządził Édouard Daladier, Léon Blum, Pierre Laval czy Philippe Pétain.

Wojna wybuchła przez niemieckich emerytów?

Głównym źródłem dochodów budżetowych III Rzeszy nie były podatki dochodowe, jednak przedwojenna prawa ręka Hitlera w zakresie finansów, Hjalmar Schacht umiał łatać problemy finansowe państwa, imając się metod znanych nam także z praktyki finansowej III RP. Jedną z nich było korzystanie przez państwo ze składek emerytalnych kumulowanych przez fundusze, odrębne dla poszczególnych rodzajów zatrudnienia i sektorów gospodarki. Pomimo kryzysu, bezrobocia, niskich dochodów osobistych i subiektywnego odczucia zapóźnienia Niemiec wobec dominujących gospodarek amerykańskiej i brytyjskiej – dynamika sektora ubezpieczeń społecznych Rzeszy była wystarczająca, by skusić polityków, którzy na fundusze emerytalne zaczęli przerzucać zadłużenie państwa wyrażane obligacjami, jak również inwestując we wskazywane przez państwo i prywatny kapitał przedsięwzięcia gospodarcze, przede wszystkim służące rozwojowi programu niemieckich zbrojeń. 

I znowu, z punktu widzenia Hitlera zabieranie składek przyszłym niemieckim emerytom było zadowalającym ekwiwalentem podwyższania podatków. Z pewnością nie jest to rozwiązanie z podręczników liberalizmu (w którym to systemie przecież zresztą żadnych obowiązkowych ubezpieczeń być nie może), mieści się jednak ono znakomicie w powszechnej dziś praktyce rolowania zadłużenia wewnętrznego. Ważną jednakowoż lekcją z zastosowania tego mechanizmu w III Rzeszy winny być jego polityczne skutki. Jak się ocenia na przełomie 1937/38 roku Schacht, minister gospodarki i szef Reichsbanku, zorientował się bowiem, że nie ma możliwości spłacenia zobowiązań emerytalnych i zarazem utrzymania płynności finansowej Niemiec. Przyspieszenie programu ekspansji terytorialnej, Anschluß Austrii, przyłączenie Sudetów i następnie upadek Czechosłowacji były zatem nie tylko skutkami przyspieszenia programu zbrojeń wobec niedoboru mocy przemysłowych i wyścigiem z czasem oraz wzrostem produkcji wojennej UK i docelowo USA, jak opisuje Tooze. Były to także skutki efektywnego bankructwa systemu emerytalnego Rzeszy, który zaczął od rozpaczliwego poszukiwania… nowych składkowiczów. Schacht do czasu wspierając imperializm Hitlera był zatem poniekąd prekursorem strategii pp. Angeli Merkel i Ursuli von der Leyen również lansujących ekspansję Unii Europejskiej i pozyskiwanie nowych płatników składek. Wprawdzie zamiast kolonii dla Rzeszy to ich mieszkańcy muszą się dziś pofatygować do niemieckiej metropolii, istota procesu jednak pozostaje ta sama: ktoś musi zapłacić za niemieckie emerytury.

Ciągłość strategiczna walki o wielką przestrzeń gospodarczą Niemiec

Hitler był jednak także nie tyle prekursorem dzisiejszych gospodarczych Wielkich Niemiec, co raczej działał w ciągłości polityki niemieckiej, której kierownicy już w apogeum XIX-wiecznej fazy przemysłowej uzmysłowili sobie podstawową blokadę, uniemożliwiającą Niemcom realne dogonienie Imperium Brytyjskiego i Stanów Zjednoczonych. Ograniczeniem tym było stłoczenie Niemców w warunkach nie pozwalających im na stworzenie 150-milionowego rynku, z podobnym do amerykańskiego dostępem do surowców, z podobną do mieszkańców kolonii brytyjskich armią konsumentów własnych wyrobów przemysłowych i ze stabilnością aprowizacyjną pozwalającą przekierować masy niemieckiej ludności rolniczej i drobnohandlowej na potrzeby wielkiego przemysłu. Pierwszym, które dostrzegł te wszystkie uwarunkowania niemieckiej drogi do wielkości nie był bynajmniej Hitler, ale polityk jak najbardziej liberalny (dla porządku dodajmy – narodowo-liberalny), czyli Friedrich Naumann, twórca koncepcji Miitteleuropy, czy jak to się mówi w III RP – Międzymorza, albo – jak kto woli – wschodniej flanki Unii Europejskiej i NATO. 

Jak zwał, tak zwał, nieodmiennie od przeszło stu lat chodzi o powiększoną strefę życiową dla Niemiec, rozumianą właśnie jako to głębokie przedpole niemieckiej gospodarki. Oczywiście Naumann czy jego współcześni naśladowcy to zwolennicy odmiennych metod zarządzania niż te wdrożone ostatecznie przez Hitlera, jednak zasada i cel pozostają te same – zwiększenie potencjału Niemiec o zarządzane i limitowane moce produkcyjne i nabywcze Europy Środkowej. Naumann, rzecz jasna, proponował uzupełnianie niemieckiego kija (który też uważał za niezbędny, by takich np. Polaków nauczyć ukierunkowanej pracy) germańską marchewką dla lokalnych elit wciąganych w proces zarządzania niższego szczebla. Hitler z kolei wierzył w ograniczanie kosztów przez eksterminację zbędnych Słowian – wszystko to jednak, przyznajmy, są przecież detale planu, w którego realizacji nadal, chcąc nie chcąc, mamy okazję uczestniczyć.

Skądinąd zresztą naumanniści, początkowo nieufni wobec polityki Hitlera, szybko przekonali się, że wbrew ich obawom żadnym socjalistą on nie jest, a zatem nic nie stoi na przeszkodzie entuzjastycznego poparcia NSDAP przez narodowych liberałów, takich jak choćby Robert Bosch, dla których nazistowski kapitalizm społeczny był najlepszą gwarancją maksymalizacji osobistych zysków i pomnażania majątków. Dla szczerego liberała bowiem prawdziwie wolnym może być tylko człowiek bogaty, a jeśli bogactwo to przychodzi wraz odpowiednią polityką państwa – to widać jest ona wystarczająco liberalna. W tym bowiem cała rzecz, że typowy zwolennik liberalizmu przeczytał setki książek na jego temat – a rzeczywisty beneficjent liberalizmu ma setki milionów na książeczkach czekowych.

Jak III Rzesza zaplanowała RFN

To fundamentalne rozróżnienie skłoniło do nazizmu nie tylko narodowych i socliberałów, ale także przyszłych twórców niemieckiego cudu gospodarczego, ordoliberałów, w tym samego Ludwiga Erharda, który (mimo usilnych prób czyszczenia własnego życiorysu) był bezpośrednio zaangażowany w podtrzymywanie liberalnego kursu polityki gospodarczej Rzeszy nawet po dymisji Schachta, wspieranego jeszcze przez ojców ordoliberalizmu jak Walter Eucken, Franz Boehm, and Hans Grossman-Doerth. Jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało, Erhard został wyznaczony do prac nad powojenną odbudową Niemiec przez prominentnego kierownika nazistowskiej polityki gospodarczej, SS-Gruppenführera Otto Ohlendorfa, zastępcę dyrektora ministerstwa gospodarki Rzeszy odpowiedzialnego za strategię ekonomiczną, a przy okazji także zbrodniarza wojennego i dowódcę Einsatzgruppe D. Koncepcje Euckena i Erharda nie były zatem tak opozycyjne i antynazistowskie jak przedstawiano w Republice Federalnej Niemiec, a wyrastały bezpośrednio ze strategii nazistów, narodowych- i ordoliberałów zmierzających do uzyskania tych samych celów różnymi środkami. 

Adam Tooze w swej wspomnianej na początku pracy wielokrotnie zwrócił uwagę na podobieństwo powojennej strategii odbudowy Niemiec z koncepcjami przednazistowskiego kierownika polityki Republiki Weimarskiej, Gustava Stresemanna, który szansę na powrót do niemieckiej polityki imperialnej upatrywał w ścisłym powiązaniu niemieckich i amerykańskich interesów finansowych jako mechanizmu lewarowania współpracy gospodarczej z Francją i docelowo Wielką Brytanią, a wszystko to w zamiarze powrotu do celu głównego: uzyskania dominacji gospodarczej i politycznej nad Europą Środkową. Patrząc z tej perspektywy polityka Hitlera nie była w żadnym punkcie odejściem od tych założeń, a to, co można jej z niemieckiego punktu widzenia zarzucić, to nadmierny pośpiech i zbytnie uleganie żądzy pomnażania kapitału przez niemiecki przemysł i sfery finansowe. Ten sam plan rozpisany na dekady, bez wojen i łapanek na ulicach – działa już jednak o wiele sprawniej, zapewniając mieszkańcom Nieniec mniejsze różnice socjalne i naturalnie wyższy poziom życia niż w okresie hitlerowskim, także porównując do innych czołowych gospodarek europejskich i światowych. Strategię dopasowuje się bowiem do okresu historycznego i pod tym względem niemieckie elity nie zmieniają swego nastawienia, konsekwentnie też ignorując bądź manipulując nastrojami zwykłych Niemców.

Hitler jako epizod niemieckiej historii mieścił się w szerszym planie strategicznym, nie ma więc większego sensu przypisywanie jego ukierunkowanych na wielkość Niemiec działań a to socjalizmowi, a to w ogóle nazizmowi jako zjawisku jakoś szczególnie wyjątkowemu i wymykającemu się zwykłej ekonomicznej czy politologicznej analizie. Nie, Hitler nie był ani liberałem, ani socjalistą, co nie znaczy jednak, że nie posługiwał się liberalnymi instrumentami ekonomicznymi i socjalistycznymi hasłami, gdy tylko było to wygodne dla wizji Wielkich Niemiec. Wizji podzielanej przez wielki niemiecki kapitał, który najwyraźniej do dziś dnia zdania nie zmienił.

Konrad Rękas

Redakcja