FelietonyKoniuszewski: Rok 1939

Redakcja17 minut temu
Wspomoz Fundacje

Idąc przetartymi tropami historii alternatywnej, zatrzymajmy się na wojennych wydarzeniach 1939 r., by zauważyć, czy ich przebieg mógłby być inny, gdyby wówczas, a także wcześniej piłsudczycy nie rządzili Polską.

Co oznacza, że zamach stanu w 1926r. byłby nieudany. Gdyby taki był bieg historii, to z całą pewnością w rzeczonym roku wybuchu wojny, narodowi demokraci mieliby swój znaczący udział w krajowych władzach.  Gdybanie jest zawsze mocno ryzykowne, ale spróbujmy. Co by zatem było gdyby? Najpierw poczyńmy kilka chyba dość pewnych założeń. Przede wszystkim do wojny z Niemcami i w takich okolicznościach również by doszło. Ponadto bylibyśmy w zachodnim sojuszu, przede wszystkim w oparciu o Francję.

Tu inne rozwiązania nie wchodziły wówczas w grę. Pakt z Berlinem rządzonym przez Hitlera byłby dla nas geopolityczną katastrofą. Głównie dlatego, że Rzesza tę wojnę, by i tak ostatecznie przegrała. Polska zaś zakończyłaby ją zachowując państwowość, ale w uszczuplonych granicach, bez Kresów (co oczywiste) i być może z granicą na Nysie Kłodzkiej i bez Szczecina. To w najlepszym razie. Z kolei sojusz ze Stalinem był w Polsce niemożliwy, gdyż wówczas w Warszawie nie było miejsca na władzę tak silnej politycznej formacji, z taką możliwością presji. Możemy więc, opierając się na powyższych spostrzeżeniach mniemać, że próżny trud. A jednak… Przede wszystkim pod rządami jakiegoś bloku centro – prawicowego, Rzeczypospolita nie byłaby państwem, aż tak bardzo anachronicznym? Armią nienowocześnie zarządzaną i przestarzale uzbrojoną. I to dowództwo! Właściwie w kampanii wrześniowej naczelny sztab nie funkcjonował. Jego rola była iluzoryczna i bez zasadniczego znaczenia dla biegu kampanii. Co to może zatem oznaczać? A to, że realny opór, z armią stanowiącą strategiczną jedność i efektywną możliwością obrony, trwałby nie około trzech tygodni, ale nawet trzy razy dłużej. Można powiedzieć, że cóż to znaczy?  To przecież i tak krótko, aby miałoby znaczenie i wpływ na przebieg militarnych działań, zaś w ślad za nimi na polityczną sytuację Polski.

Ale co jest najważniejsze, Zachód mógłby dojść wówczas do  przekonania, że jednak należy zaktywizować swoje frontowe działania i wrócić do przerwanych w sierpniu rozmów z Moskwą, zniechęcając ją do przestrzegania paktu nazwanego powszechnie układem Ribbentrop – Mołotow. To wszystko mogłoby nieco zmienić obraz i przebieg wojny. Oczywiście jej końcowy skutek byłby podobny do tego rzeczywistego z 1945 r., jednak bez takiej hekatomby  ofiar i materialnych strat. Wreszcie jest i taka możliwość, że sami Niemcy, widząc silny oraz  efektywny opór byliby skłonni do podjęcia z nami sensownych rozmów o zakończeniu wojny, bez dążności do unicestwienia naszego państwa i tylko z terytorialnymi ubytkami, które moglibyśmy zaakceptować. To wszystko mogłoby się zdarzyć, chociaż oczywiście nie musiało. Jednak podstawowe założenie jest takie, że współudział endeków, chadeków i ludowców wyzwoliłby siły  modernizacyjne działające wewnątrz Polski i przede wszystkim zapewniło armii kompetentniejsze dowództwo. Ja w to wierzę, że tak by w przybliżeniu się stało!

Antoni Koniuszewski

fot. NAC

Myśl Polska, nr 9-10 (1-8.03.2026)

Redakcja