HistoriaRecenzjeWarszawskie królestwo Stanisława Lorentza

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Mój pierwszy wpis na facebooku po otrzymaniu z rąk Autorki omawianej książki brzmiał:

„Dzisiaj w Muzeum Niepodległości otrzymałem egzemplarz tej książki od autorki (z dedykacją). \Już pobieżna lektura nasuwa wniosek, że jest to książka bardzo ważna, pokazująca działalność organizacji społecznej, która w okresie po Październiku skupiła wybitnych ludzi o różnych poglądach, byłych akowców, żołnierzy 1 Armii WP, historyków (wielu znałem potem z okresu studiów na UW), dziennikarzy, aktorów, twórców sztuki. W wykazie  zaproszonych na I zebranie TPW znalazłem gen. Zygmunta Berlinga, ale także kilku akowców, Antoniego Słonimskiego, a także „moczarowców”. Było to możliwe dzięki specyficznej atmosferze „Polski gomułkowskiej”, tak obecnie ośmieszanej, i jakże niedocenianej”.

Po przeczytaniu książki potwierdzam tę pierwszą opinię. Na tle całej masy książek poświęconych czasom PRL ta wyróżnia się wręcz całkowitą „apolitycznością”, co jest jej wielkim atutem. Albowiem obecnie modne jest pisanie o PRL „martyrologicznie” albo przez okulary opozycji i „Solidarności”. Kiedyś w rozmowie z prof. Marianem M. Drozdowskim, który nota bene jest jednym z bohaterów omawianej książki – zgodziliśmy się, że w takiej wizji historii nie ma narodu. Jego praca, wysiłek i losy zwykłych ludzi giną w mrokach niepamięci. Obecni historycy wręcz odrzucają od siebie samą myśl, że mogliby napisać, że w latach 1945-1989 można było zrobić coś dobrego. Ta książka pokazuje, że można pisać inaczej, po prostu przedstawić uczciwie fakty, bez zbędnego dydaktyzmu czy szukania dziur w całym.

Autorka pisze we wstępie: „W 1963 roku powołano do życia Towarzystwo Przyjaciół Warszawy, a jednym z Oddziałów stowarzyszenia stało się Towarzystwo Przyjaciół Starej Warszawy. Wśród założycieli Towarzystwa Przyjaciół Warszawy znalazły się te same osoby, które przed wojną działały w towarzystwach przyjaciół dzielnic Warszawy. Siłą sprawczą Towarzystwa Przyjaciół Warszawy była grupa ludzi skupionych w nieoficjalnym Klubie Przyjaciół Warszawy, którzy pragnęli stworzyć organizację, gdzie mogliby realizować obywatelskie projekty dotyczące Warszawy. Był to przede wszystkim prof. Jerzy Loth, mecenas Bronisław Wróblewski i redaktor Dobrosław Kobielski. Wiedziano, że należy zaprosić do współpracy osoby o wielkim autorytecie. I tak, gdy tylko pojawiła się intencja utworzenia Towarzystwa, doproszono ludzi, którzy wywierali wpływ na opinię publiczną i ówczesne władze. Były to m.in. osoby znane z działalności konspiracyjnej w czasie okupacji niemieckiej, uczestnicy Powstania Warszawskiego, a także kierujące ważnymi instytucjami varsavianistycznymi. Nie brakło też osób powszechnie znanych jak aktorów, redaktorów czy pisarzy. Był to przede wszystkim prof. Stanisław Lorentz, wieloletni dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, orędownik odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie, z którym współpracowało i liczyło się grono najważniejszych historyków, m.in.: prof. Janusz Durko, prof. Aleksander Gieysztor, prof. Stanisław Herbst, prof. Tadeusz Łepkowski czy prof. Juliusz Wiktor Gomulicki”.

Ci wybitni naukowcy wymienieni na końcu to mózg całego przedsięwzięcia. To swoisty sztab skupiony wokół prof. Stanisława Lorentza (1889-1991). A są to nazwiska z najwyższej półki. Miałem szczęście zetknąć się z niektórymi z nich jako student historii Uniwersytetu Warszawskiego, pamiętam prof. Aleksandra Gieysztora i nie wymienionego tu, ale obecnego często na kartach książki prof. Andrzeja Zahorskiego, zakochanego w historii Warszawy, w epoce kościuszkowskiej i napoleońskiej, wielkiego erudytę i wykładowcę. Ale postacią najważniejszą był od samego początku prof. Stanisław Lorentz. Postać zasługująca na najwyższy szacunek, człowiek, który był swoistym pomostem pomiędzy Polską przedwojenną a powojenną, bo on nie miał wątpliwości, że bez względu na oceny polityczne i oczekiwania obozu politycznego, z którym bez wątpienia był związany (był bliskim współpracownikiem Stefana Starzyńskiego), najwyższą wartością jest kultura i ciągłość państwa. Było coś z symbolu, że Lorentz był dyrektorem Muzeum Narodowego od roku 1935 do… 1982, a więc także w epoce stalinowskiej. I chociaż Autorka raczej nie skupia się na politycznych aspektach jego funkcjonowania w Polsce po 1945 roku – to bez większego trudu można dojść do wniosku, ze Lorentz był pragmatykiem. Towarzystwo Przyjaciół Warszawy to było jego dzieło, ale do pracy w nim zaproszono ludzi wszystkich odcieni politycznych i różnych życiorysów. A był to okres sprzyjający takim inicjatywom, kilka lat po Przełomie Październikowym, który otworzył zupełnie nowy okres w historii PRL. Nie jest prawdą popularna obecnie teza, że już w 1957 roku nastąpił „odwrót” od Października. To nieprawda, większa część zdobyczy tego Przełomu była już czymś trwałym, zwłaszcza na polu kultury.

Autorka uważa, że głównym celem jaki wyznaczył sobie Stanisław Lorentz inicjując powstanie TPW była odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie. Czekał na to w sumie dosyć niedługo, bo już na początku lat 70. Edward Gierek zgodził się na realizację tego postulatu. Był to wielki sukces Lorentza. Oczywiście zdawał on sobie sprawę, że zarówno on jaki TPW musi przekonywać władze partyjne do pewnych postulatów, stąd bardzo zręczna taktyka, polegająca również na pozyskiwaniu sojuszników w obozie władzy. Może niektórych zdziwi dzisiaj to, że w kalendarzu najważniejszych rocznic obchodzonych przez TPW był 17 stycznia, czyli Dzień Wyzwolenia Warszawy. Dzisiaj pisze się to w cudzysłowie, ale wtedy nadawano tej rocznicy wielkie znaczenie. Można się o tym przekonać czytając, zamieszczone w aneksach książki, tezy wystąpienia Stanisława Lorentza  w dniu 15 stycznia 1979 roku, w 34. rocznicę wyzwolenia miasta. Oto główne myśli zawarte w tym przemówieniu:  „Styczeń przed 34 laty. Warszawa „strzaskana leży pod gruzami”, miasto umarłe, prawie nie istnieje, zniszczenia wojenne sięgają 84%. 17 stycznia 1945 r. – Warszawa wyzwolona, wolna! Powracają na ruiny warszawiacy, wraca do ruin życie. Następują lata heroicznej odbudowy, czas nazywany przez poetę, Władysława Broniewskiego – „okresem ruinie wydzieranej cegły”. Nacisk położony przez Lorentza na zmartwychwstanie z ruin i powrót do życia Miasta Nieujarzmionego był tezą słuszną, dzisiaj w ogóle nie podejmowaną. Sama rocznica jest obecnie wydarzeniem wstydliwym.

Warto sięgnąć po książkę Beaty Michalec, gdyż zawiera ona ogrom materiału faktograficznego i bogate (choć oczywiście niepełne) kalendarium aktywności TPW. Jak pisze sama Autorka, jej monografia nie wyczerpuje tematu, ale wszystko przed nią i innymi badaczami. Marzy mi się np. monografia wielce zasłużonego tygodnika „Stolica” (red. nacz. Leszek Wysznacki), swoistego fenomenu tamtego czasu.

Jan Engelgard

Na zdjęciu: Inauguracyjne posiedzenie Obywatelskiego Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. Sala Balowa pałacu Na Wyspie w Łazienkach Królewskich, 26 stycznia 1971. Przemawia Józef Kępa, w pierwszym rzędzie siedzi prof. Stanisław Lorentz

Beata Michalec, „Towarzystwo Przyjaciół Warszawy w latach 1963-1991”, red. Tadeusz Skoczek, Wyd. Muzeum Niepodległości w Warszawie, Warszawa 2024, ss. 591. 

Myśl Polska, nr 23-24 (2-9.06.2024)

 

Redakcja