FelietonyKoniuszewski: My, rozbitkowie

Redakcja1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

Nad naszym losem nie ma się co zbytnio rozczulać. Jeśli bowiem narody potraktujemy jako kategorię polityczną musimy uznać, że są w Europie te od nas nieszczęśliwsze, bardziej doświadczone i nawet nieludzko skrzywdzone. Choćby Węgrzy współcześnie.

Odarto ich właściwie z wszystkich historycznych ziem i to – o ironio – w imię praw innych narodów! Można by zauważyć, że krzywda jednych nacji bywa przyczyną szczęścia innych. My, na tle szeregu innych nie mamy specjalnych powodów do wylewania morza łez nad naszym nieszczęśliwym losem. Oczywiście, pod jednym istotnym warunkiem: że nie mianujemy się narodem wybranym, powołanym do zbawiania innych. Jeśli jesteśmy po prostu zwyczajni, normalni, nasze dzieje, teraźniejszość, z pewnością przyszłość też są zwyczajne, przeciętne, średnie. A przecież właśnie tacy jesteśmy. Bądźmy zatem sobą!

Ale po kolei. Narody to byty historyczne. To znaczy, że każdy ma swój początek, takie czy inne dzieje, a skoro tak: musi mieć również swój koniec. Tylko jeden lud uważa się za wieczny, ale on także miał swój początek. Ponadto, pojęcie naród w każdej epoce miało nieco inne znaczenie. Najczęściej – uogólniając – odnosiło się do wąskich, elitarnych kręgów danej społeczności. Ogół to ludzie, po prostu, miejscowi. W ocenach swój – obcy kierowali się głównie religią, zwyczajami, miejscem i językiem. Uogólnienie to domena warstw kierowniczych. Pojęcie narodu rozpowszechniło się razem z karabinem szybkostrzelnym, powszechną służbą wojska, oświatą, prasą, dokumentami stanu cywilnego, itd. Dzisiaj w Europie chyba nie ma ani jednego człowieka nie przypisanego do jakiegoś narodu.

W takich okolicznościach, na mocy tych samych praw, kształtował się i nasz naród. To co współcześnie widzimy to dzieło ostatnich dwóch wieków. I w całym tym zjawisku umasowienia naród stracił swoją dawniejszą naturę wiążącą go z rasą i krwią. Stał się właściwie już nawet nie kulturowym, ale wręcz pojęciem prawnym. To normy bowiem decydują o przynależności doń danej osoby. Z tego podwórka należy także wyprowadzić ideę, że każdy naród, nawet lilipuci, ma prawo do tak zwanego samostanowienia.  Dla przykładu zniknęła federacyjna Jugosławia. Wróćmy jednak do Polski. Na szczęście, mimo wielonarodowego charakteru II RP, po drugiej wojnie Polska stała się państwem terytorialnie bardzo zwartym i o jednolitym charakterze narodowym.

Wówczas to – a nie wcześniej – zakończony został historyczny proces budowy idei narodowej. Wiele zjawisk służyło temu. Między innymi homerycki eksodus Polaków z Kresów Wschodnich na obszary Kresów Zachodnich. Następnie tak zwana pierwsza duża industrializacja stalinowskiej epoki, druga ukierunkowana fala  uprzemysłowienia Polski, narodowo – twórcza ideologia czasów Gomułki. Zatarły się wcześniejsze dzielnicowe różnice, stępiono zbyt ostre podziały stanowe. W epoce narodów był to wyjątkowo wielki sukces. Tak duży, że w pewnej chwili wydawało się, że dzięki temu przezwyciężymy inteligencko – mesjanistyczny impast. Tę truciznę, zatruwającą nasz byt. Jednak wszystko zaczęło się z wolna, ale stanowczo odmieniać. Najpierw okazało się, że w celu pozyskania zachodnich pożyczek w Polsce mieszkają Ślązacy i Mazurzy, którzy wolą być Niemcami. Zakończyło zaś wielkim napływem Ukraińców. I Jeśli nawet skutków tego jeszcze zbyt dobrze nie widać, to ten fakt oznacza tylko jedno: na wspólnym terytorium mieszkają już dwa narody. Jeszcze jest chwila czasu, by Polakom zapewnić supremację, ale tylko chwila…

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 15-16 (7-14.04.2024)

Redakcja