FelietonyPolskaŚwiatKoniuszewski: Rosja – Niemcy

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

W poprzednim tekście o hipotetycznych relacjach USA-Republika Federalna Niemiec ustaliliśmy, że Berlin raczej bezpowrotnie stracił imperialną pozycję, ale wciąż jest i z pewnością tak zostanie, lokalnym mocarstwem. Z tym, że podążając w tym kierunku

Niemcy muszą wpisać się w projekty kogoś mocniejszego. Roztrząsaliśmy zatem różne hipotezy odnoszące się do relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Drugą możliwością jest ściślejsza współpraca z Rosją. Najpierw postawmy sobie pytanie wstępne: czy jest ona rzeczywiście możliwa? A jeśli tak: to w jakich okolicznościach jest ona w zasięgu realnych potencjałów obydwu stron? Jednak muszą się ziścić i to jednocześnie dwa warunki: Niemcy będą w stanie zlikwidować swoje głębokie więzi ze Stanami i winny to uczynić samodzielnie.

Ale z kolei Berlin sam nigdy nie osiągnie takiego statusu, chyba że na skutek geopolitycznej dynamiki, gdy Biały Dom zmuszony zostanie do wycofania się z europejskiego frontu. W innej sytuacji stan relacji amerykańsko – niemieckich właściwie będzie zakonserwowany, mniej więcej na dzisiejszym poziomie. Tylko przy założeniu relatywnego osłabienia Ameryki otwiera się projekt powierzenia Niemcom roli głównego wasala imperium.  I dopiero pełna porażka Waszyngtonu – i tylko wówczas – umożliwi nową jakość w relacjach rosyjsko – niemieckich. Dawni wielowiekowi rywale staną znowu naprzeciw siebie. Podstawowe pytanie brzmi zatem, czy połączą je relacje oparte na dążności do wspólnej realizacji uzgodnionych celów, czy odwrotnie: pojawią się pola silnej rywalizacji i możliwych konfliktów?

Zwróćmy uwagę i na to, że współcześnie dysproporcja militarnych sił między tymi dwoma krajami jest tak znaczna na niekorzyść Berlina, że o analogiach z okresu obydwu światowych wojen nawet nie ma co wspominać. Przy założeniu zatem, że Niemcy będą mogły i chciały, klucz do dalszego rozwoju sytuacji będzie trzymała Rosja. A to z kolei zależy od jej aspiracji dotyczących Europy. Jakie one w istocie są i gdzie widzą granicę swojej strefy wpływów. Na jakich zatem warunkach Moskwa może współpracować z Niemcami? Musimy już teraz przyjąć, że Kreml zaakceptuje niemiecką dominację nad Zachodnią Europą, czyli obszarem tak zwanej starej Unii Europejskiej. To jest bowiem naturalny bieg spraw po wycofaniu  się USA.

Ale co z Europą Centralną, Wschodnią i Bałkanami? I tu z całą pewnością czerwoną linią dla Moskwy będą kraje tworzące niegdyś Związek Radziecki, w tym, a nawet przede wszystkim Ukraina. Jeśli Niemcy rozpoczęłyby walkę o Ukrainę relacje między Rosją a nimi zmienią się w konfrontacyjne zmagania: czyli Kreml zgłosi swoje roszczenia o zwierzchnictwo nad Polską i Czechami. Na Bałkanach sprawa jest dość prosta, dzielą się bowiem one na Zachodnie i Wschodnie. Powracając do Europy Środkowej i rozgraniczenie rysujących się geopolitycznych wielkich przestrzeni, nie będzie ono związane z silnymi napięciami.

Tak naprawdę pozostaje więc problem Polski. Co z nią? Należy sobie życzyć, by Kreml był na tyle silny i zdeterminowany i dla własnej głębi strategicznej nie rezygnował ze swoich aspiracji w Warszawie. W takich okolicznościach Polska powinna stać się państwem buforowym, potrzebnym w tej roli i dla Rosji, i dla Niemiec. Swoista szara strefa, której się niepotrzebnie boją polscy mesjaniści. Jest na to szansa, o ile wszystkie te sprawy potoczą się w przedstawionym kierunku.

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 5-6 (28.01-4.02.2024)

Redakcja