PolitykaBiernacki: Upadek – początek końca

Redakcja7 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

„Moskwa chce podzielić ukraińskie społeczeństwo, siejąc na Ukrainie chaos. Obrała sobie również za cel usunięcie urzędującego prezydenta” – powiedział szef ukraińskiego państwa Wołodymyr Zełenski, cytowany przez agencję Bloomberga.

Jak dodał, rosyjski plan określany jest jako „Majdan 3” (17.11.2023, PAP). Ta informacja Polskiej Agencji Prasowej przeszła praktycznie bez echa. Poza nielicznymi niszowymi portalami, które jedynie powieliły tekst, nikt tego nie skomentował.

Koniec pewnego projektu

Albo Zełenski blefuje, by pod pretekstem walki z putinowskim majdanem odroczyć wybory prezydenckie, wiedząc, że start w nich to jego pewna przegrana; albo anglosascy sponsorzy chcą rękoma Rosjan pozbyć się Zełenskiego, który dla wszystkich staje się coraz większym problemem. Wtedy, po obaleniu przez „wraży majdan”, Amerykanie mogą dać schronienie byłemu prezydentowi Ukrainy i oficjalnie pozostać tymi „dobrymi”. Bo gdyby musieli go potraktować tak, jak nieraz traktują swoich już niepotrzebnych, byłych  przyjaciół, np. Saddama Husajna, nie wyglądałoby to dobrze. To są tylko mniej lub bardziej prawdopodobne prognozy, a taktyka pozbycia się Zełenskiego może być całkiem inna. Pewnie przez najbliższe miesiące będzie „grillowany” aż do całkowitego „zużycia”. Jedno jest pewne, wrzutka z „Majdanem 3” to kolejna informacja, która świadczy o początku końca operacji „Projekt Zełenski”.  Swoją drogą, ciekawi mnie czy nasi politycy pojadą na ewentualny majdan, by bronić Ukraińców przed władzą kolejnego „tyrana, namiestnika Moskwy”?

Cel to ruina

Bo upadek Zełenskiego jest już przesądzony i będzie on symbolem gigantycznej klęski, wieloletniej głupiej polskiej polityki wschodniej. Nie dlatego, że pomagamy Ukrainie. Dlatego, że znacznie „wyszliśmy przed szereg” i w tej pomocy przyjęliśmy wariant bezalternatywny, fanatyczny i nie oparty na żadnej kalkulacji zysków i strat. Niestety wśród styropianowych elit dominuje postawa, by bez względu na skutki szkodzić Rosji. Rujnowanie polskiej i europejskiej gospodarki to dla naszych „mężów stanu” surogat tego, o czym marzą od zawsze – by polska młodzież ginęła za ojczyznę. Na razie cieszą się, że tę młodzież zubożyli i pogorszyli jej perspektywy życiowe. Bo kolejne pakiety niezliczonej ilości sankcji, nakładanych przez UE na Rosję nie powaliły jej gospodarki, ale mocno nadwerężają gospodarki poszczególnych państw członkowskich i obniżają poziom życia ich obywateli. Prognozy wzrostu PKB na 2024 rok w Rosji to 2,9% natomiast w UE -2,7% . Według kłamstw polskich i zachodnich polityków, którymi przez ostatnie dwa lata nas karmili, Rosja powinna dawno mieć ujemne PKB i być pokonana militarnie. Jest wprost przeciwnie. Miejsce zachodnich firm, które wycofały się z Rosji ze wspólnych biznesów, dość szybko zajęły nowe przedsiębiorstwa, głównie z Chin. Przestawiona na tryb wojenny gospodarka rosyjska w kluczowych dziedzinach produkcji zbrojeniowej ma większe moce produkcyjne niż cały kolektywny Zachód. Niedawno polskie media głównego nurtu kpiły, że Rosja zakupiła w Korei Północnej 1 mln pocisków artyleryjskich. Jeśli USA uzyska planowane na 2025 roku zdolności produkcyjne, to taką ilość będą mogli wyprodukować przez rok. Dziś zajmie im to aż dwa lata.

Pato-eksperci

Wiosenno-letnia ukraińska ofensywa de facto zakończyła się po czterech dniach, co przyznają dziś ukraińscy generałowie, a pole walki usłane było już wtedy zniszczonym zachodnim sprzętem i ciałami ukraińskich żołnierzy. Jednak przez kolejne miesiące politycy, pato-eksperci i cała masa usłużnych dziennikarzy, opowiadali nam o rosyjskich klęskach i sukcesach Ukraińców. Zacytuję gen. Leona Komornickiego „chciejstwo, kłamstwo i oszustwo, które zakorzeniło się w naszej przestrzeni medialnej, które zrodzili, wygenerowali domorośli stratedzy, blogerzy. Proszę spojrzeć w przestrzeń europejską. Czy gdziekolwiek w Europie jest taki urodzaj specjalistów od wojny? Media nie potrafiły wyselekcjonować grupy prawdziwych ekspertów, myślących kategoriami naszego bezpieczeństwa, ale i znajomości polskiej sztuki wojennej, zasad sztuki operacyjnej oraz znajomości Rosji, rosyjskiej armii.  (…) Teraz trzeba to wszystko wyplewić, szczególnie w świadomości młodych ludzi, którzy chłonęli to jak gąbka. Było na to duże zapotrzebowanie, powstały warsztaciki ekspertów, mieliśmy te wszystkie wywiady, komentarze na YouTubie. 90% tej informacji zbudowane były bez poparcia lub w oparciu na rosyjskiej i ukraińskiej dezinformacji” (dorzeczy.pl 04.12.2023).

O ile cytowany generał, na tematy ukraińskie wypowiadał się dość powściągliwie, to innego generała można śmiało awansować na generalissimusa patologicznych ekspertów. Gen. Waldemar Skrzypczak, bo o nim mowa, zasłynął z hurtowego wypowiadania głupot. Ponad rok temu ogłosił upadek „imperium Putina” i oczywiście klęskę militarną Rosji – głównie z powodu braku amunicji. Hitem było jego stwierdzenie, że Obwód Kaliningradzki to polskie terytorium pod okupacją rosyjską i trzeba się o te ziemie upomnieć. Kaliningrad został przyznany ZSRR na mocy ustaleń w Poczdamie, które ratyfikowali m. in. prezydent USA i premier Wielkiej Brytanii, o czym pan „ekspert” nie wie, lub chce rozpocząć proces zmiany granic w Europie. Wtedy  dzisiejsza Polska wróciłaby do granic Księstwa Warszawskiego. Ale nawet ten rusofob i ukraiński propagandysta, ma także dość Zełenskiego bo 7 grudnia 2023 roku na łamach „Rzeczpospolitej” stwierdził, że „być może nastał czas by Wołodymyr Zełenski ustąpił”. Dla tego, czy innego pato-eksperta nagła zmiana poglądów o 180% jest normą. Jeszcze niedawno widzieli w Zełenskim Mahatmę Gandhiego, Napoleona i Winstona Churchilla w jednym, a dziś wyrzucają go jak pustą butelkę. Mają „parcie na szkło” i dzięki takim zabiegom utrzymają swoją popularność w mediach, by lansować kolejną efemerydę.

Przyjdzie czas rozliczeń

Gorzej jest z rządzącymi, bo od dawna wolą być  vloggerami niż politykami. Prędzej czy później jednak zostaną rozliczeni jako politycy, a nie vloggerzy. To jednak oni nadali medialny azymut komentatorom, robiąc z Zełenskiego półboga. Było to uwielbienie porównywalne z tym, jakim przez wielu Polaków obdarzany jest Jan Paweł II. To Prezydent RP, przy gorącym aplauzie polityków wszystkich opcji i szeroko pojętego salonu, uhonorował Zełenskiego najwyższym odznaczeniem państwowym RP – Orderem Orła Białego. To politycy, a nie vloggerzy, wyprowadzili z polskiego budżetu dziesiątki miliardów złotych i przekazali je władzom w Kijowie. Prędzej czy później, ktoś ich zapyta: co Polska z tego ma? Bo dyrdymały, że Ukraina walczy za Polskę i całą Europę są wyśmiewane przez coraz większą część elektoratu. Prawda jest taka, że Polska nic z tego nie ma. Kroplówka finansowa dla kijowskiej administracji skutkuje tylko niepotrzebnym przedłużaniem wojny i setkami tysiącami zabitych. W niedawnej wypowiedzi Aleksiej Arestowicz, były doradca prezydenta Ukrainy, stwierdził, że gdyby strona ukraińska podpisała parafowane ponad rok temu porozumienie pokojowe, to żyłoby o 200 – 300 tys. Ukraińców więcej. Mam wrażenie, że straszenie Rosją będzie niedługo równie nieskuteczne, jak straszenie ateistów piekłem.

Upadek polskiej klasy politycznej

Tytułowy „upadek – początek końca” nie dotyczy tylko Zełenskiego. Miałem na myśli także upadek polskich polityków. Większość z nich żyje w intelektualnych miazmatach polskiego mesjanizmu, który zawsze był dla Polaków szkodliwy. Postawili wszystko na jedną kartę (Zełenskiego) i przegrali, a mimo to ponownie zostali wybrali do parlamentu. Mam jednak nadzieję, że upadek Zełenskiego będzie początkiem końca wielu polskich karier politycznych, bo wreszcie duża część elektoratu  otrzeźwieje. Przecież mówiono im coś innego! Zełenski do końca 2023 roku miał pokonać Władimira Putina, odebrać Krym i Donbas. A potem kolektywny Zachód miał Rosję zwasalizować, może nawet rozczłonkować. Polska, jako lokalne mocarstwo, razem z Ukrainą miała Moskwę „wziąć pod but” i eksploatować.

Rzeczywistość okazuje się dla nas brutalna. To Ukraina coraz bardziej eksploatuje Polskę, a nasi politycy to akceptują. Skoro tuż po wyborach, podczas polsko – ukraińskiego konfliktu transportowego, prominentny poseł od Donalda Tuska Michał Szczerba pojechał do Kijowa, by zapewnić Ukraińców o dalszej bezwarunkowej pomocy, należy domniemywać, że zwycięska koalicja, podobnie jak poprzednicy, nadal chce być sługami Ukrainy. Ukraina bez spełnienia jakichkolwiek warunków, w wielu dziedzinach, jest już faktycznie w UE, co dla niektórych branż polskiej gospodarki jest zabójcze.

Szach i mat, tylko dla kogo?

Polski polityk zamiast do Kijowa powinien pojechać do Brukseli, żeby walczyć o polskie sprawy. Tym bardziej, że zaktywizowało się lobby ukraińskie w Polsce i zaczęło atakować protestujących transportowców. Ci ludzie apelują wprost do polskich władz, by rozprawiły się z protestem „organizowanym przez prorosyjską partię”, a zorganizowani Ukraińcy straszą lokalnego wójta i jego rodzinę. Najbardziej radykalny był dr hab. Wojciech Krzysztofiak, pracownik naukowy Uniwersytetu Szczecińskiego, bo postulował by protestujących aresztować pod zarzutem działalności szpiegowskiej na rzecz Rosji, a trochę wcześniej sugerował, by NATO wkroczyło na Ukrainę.

Jak widać polskie wariatkowo ma się dobrze. Ten protest, pozornie lokalny i niedotyczący większości ludzi, jest testem dla naszych polityków. Zobaczymy w czyim interesie działają ludzie, którym płacimy? Jeśli nie chcą pracować na rzecz Polski i Polaków, bo są ukraińskimi patriotami, to nic nie stoi na przeszkodzie żeby wyjechali do swojego ukochanego kraju i tam robili kariery. W tej sprawie jedynie Konfederacja walczy o polskie interesy, a większość polityków jest bierna, oczywiście poza ekstremistami pokroju Michała Szczerby, który zdefiniował swoją służalczość wobec Ukrainy. Konflikt transportowców jest rozwojowy, bo Ukraińcy zaczynają nas pięknie ogrywać. Zaczęli przewozić przez granicę swoje TIR-y koleją. Jak napisał jeden z ukraińskich internautów „Szach mat polscy przewoźnicy”. Jeśli polscy wyborcy nie zrobią „szach mata” swoim politykom służącym Ukrainie, to będzie coraz gorzej, bo proces degeneracji struktur społecznych, państwowych i gospodarczych będzie narastał. Jeszcze mamy wybór.

Cezary Michał Biernacki

Redakcja