OpinieŚwiatNiemcy w niewoli niebezpiecznej iluzji 

Redakcja9 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty wywiadu z Siergiejem Nieczajewem, ambasadorem Rosji w Niemczech, jaki ukazał się na portalu lenta.ru

Pod koniec czerwca w Kopenhadze dyplomaci państw G7 i ich odpowiednicy z krajów rozwijających się w Azji, Ameryce Łacińskiej i Afryce dyskutowali za zamkniętymi drzwiami o perspektywach rozmów pokojowych w sprawie Ukrainy. Jakie jest stanowisko Berlina w sprawie dyplomatycznego uregulowania konfliktu?

– W Kopenhadze dyskutowano nie tyle o tych perspektywach, ile o tak zwanej „formule pokojowej” przedstawionej przez Wołodymyra Zełenskiego na sugestię jego kuratorów. Jak wiadomo, składa się na nią oderwane od rzeczywistości, absurdalne ultimatum stawiane naszemu krajowi. Oczywiście ta inicjatywa jest dla nas nie do przyjęcia. Zachód zademonstrował realną postawę wobec pokojowego rozwiązania wiosną ubiegłego roku, kiedy zabronił Kijowowi zawierania porozumień uzgodnionych i parafowanych przez ukraińską delegację podczas rozmów ze stroną rosyjską. Jeśli chodzi o stanowisko Niemiec, to nie ma w nim istotnych zmian. To godne ubolewania.

Jak ocenia Pan perspektywy transferu przez Niemcy rakiet dalekiego zasięgu Taurus na Ukrainę? A na ile prawdopodobne jest, że Berlin ponownie rozważy swoje powściągliwe stanowisko w sprawie dostaw myśliwców F-16 do Kijowa?

– Niemieckie Ministerstwo Obrony na tym etapie powstrzymuje się od udziału w tzw. koalicji myśliwców. Ale powodem tego nie jest zmiana nastawienia do sytuacji na Ukrainie, ale po pierwsze brak niezbędnych dla Kijowa F-16, a po drugie świadomość ryzyka eskalacji związanego z użyciem zachodnich samolotów myśliwskich. Jeśli chodzi o dostawy rakiet dalekiego zasięgu, jak dotąd niszę tę aktywnie wypełniają Brytyjczycy i Francuzi. Tymczasem Niemcy aktywnie dostarczają systemy obrony powietrznej, haubice samobieżne, czołgi ciężkie i ogromną ilość amunicji. Zakres niemieckich dostaw na Ukrainę jest bardzo szeroki. Rozbite Leopardy i inny sprzęt wojskowy są szybko wymieniane, aby pomóc reklamowanej ukraińskiej „kontrofensywie”. Gorące głowy w Niemczech wciąż żywią nadzieję na jej powodzenie. Jednak ona stopniowo topnieje. Jeśli chodzi o czerwone linie, Berlin wielokrotnie udowadniał, że jest gotów łatwo przekroczyć niegdyś niewzruszone tabu, takie jak odmowa dostarczania broni i sprzętu wojskowego do stref konfliktu Jednocześnie miejscowi politycy nie wydają się być zakłopotani oczywistymi paralelami historycznymi, co jest przygnębiające.

Jak bardzo wzrosło obciążenie ambasady w związku z zamknięciem czterech z pięciu rosyjskich konsulatów generalnych w Niemczech? Jakie, Pana zdaniem, są drogi wyjścia z wojny dyplomatycznej między Niemcami a Rosją?

– Nigdy nie byliśmy inicjatorami wojen dyplomatycznych, ale tylko w latach 2022-2023 Berlin bezzasadnie wydalił ponad 70 pracowników rosyjskich misji do Niemiec. Wraz z członkami rodzin, z których wielu zapewniało wykonywanie zadań związanych z pracą konsularną, procesem edukacyjnym w szkołach, funkcjami technicznymi i biurowymi. Po ustaleniu równych kwot dla maksymalnej liczby pracowników misji zagranicznych obu krajów w Berlinie podjęto kolejną bezprecedensową decyzję o cofnięciu zgody na pracę czterech z pięciu rosyjskich konsulatów generalnych w Niemczech. Do końca 2023 r. konsulaty generalne w Hamburgu, Lipsku, Monachium i Frankfurcie nad Menem muszą zakończyć działalność.

Tylko ambasada w Berlinie i konsulat generalny w Bonn będą nadal realizować zadania związane z zapewnieniem politycznej, dyplomatycznej, kulturalnej, humanitarnej, historycznej, pamiątkowej i konsularnej i prawnej obecności naszego kraju w Niemczech. Przełomowy krok w stosunkach rosyjsko-niemieckich narusza prawa i interesy setek tysięcy obywateli rosyjskich przebywających na stałe w Niemczech i znacznie komplikuje ich obsługę konsularną. Obecnie stoimy przed poważnymi wyzwaniami związanymi z koniecznością ograniczenia pracy przedstawicielstw, sformatowania okręgów konsularnych oraz przeniesienia obsługi do Berlina i Bonn. Oczywiście będzie to wymagało czasu, wysiłku i pieniędzy. Dołożymy wszelkich starań, aby utrzymać usługi konsularne dla naszych obywateli na odpowiednim poziomie.

Tego lata do Moskwy przybędzie nowy ambasador Niemiec, Alexander Lambsdorff. Czy pan go zna? Jakie są Pana oczekiwania w związku z jego powołaniem?

– Dopóki nie zmieni się linia oficjalnego Berlina, który opiera się na konfrontacji z naszym krajem, zamrożeniu kontaktów i zniszczeniu unikalnego kompleksu więzi rosyjsko-niemieckich, zbudowanych wysiłkiem więcej niż jednego pokolenia Rosjan i Niemców, nie można mieć wielkich nadziei. Alexander Lambsdorff, którego znamy, reprezentuje Wolnych Demokratów, jedną z partii koalicji rządzącej, i nie ma uprawnień do przekraczania granic nakreślonych przez rząd. Poczekajmy jednak.

Od ponad roku wolumen dwustronnej wymiany handlowej stale spada, a Rosja spada coraz niżej w rankingu partnerów handlowych Niemiec. Jak mocno uderzyło to w gospodarki obu krajów?

– W 2022 r. obroty handlowe między naszymi krajami wyniosły nieco ponad 40 mld euro, co stanowi połowę rekordowych danych z lat 2011-2012. Jednocześnie znaczną jego część stanowiły rosyjskie nośniki energii, które nadal płynęły do Niemiec w pierwszej połowie roku. Niemiecki eksport zmniejszył się o połowę, do 14,5 mld euro. Biorąc pod uwagę prowadzoną przez Berlin politykę „całkowitej niezależności” od rosyjskich nośników energii, zerwanie więzi handlowych i gospodarczych oraz wynalezienie nowych pakietów sankcji, tendencja do spadku dwustronnej wymiany handlowej w 2023 roku będzie się utrzymywać. Zdaniem większości ekspertów do końca tego roku kraj czeka dalszy spadek produktu brutto lub stagnacja. Dług publiczny rośnie, utrzymuje się wysoka inflacja, przedsiębiorstwa bankrutują, produkcja przemysłowa jest wyprowadzana za granicę, realne dochody ludności spadają. Władze RFN nie zamierzają jednak rezygnować ani z destrukcyjnych postaw antyrosyjskich, ani z planów „zielonej transformacji” i przyspieszonego osiągnięcia neutralności klimatycznej, które wiążą się z bezprecedensowymi kosztami finansowymi. W dłuższej perspektywie społeczeństwu obiecuje się „cud gospodarczy”. To, czy obywatele kraju w to wierzą, czy nie, to nie moja sprawa. Rosyjska gospodarka, która została dotknięta bezprecedensowymi w historii świata zachodnimi sankcjami, wręcz przeciwnie, pokazuje stabilność i wzrost. Dostrzegają to niemieccy przedsiębiorcy i mimo ogromnej presji politycznej nie spieszą się z zerwaniem więzi z rynkiem rosyjskim. Nadal opowiadamy się za pragmatyzmem, równym i wzajemnie korzystnym partnerstwem. Dla tych, którzy stosują podobne podejście, drzwi są otwarte. W odniesieniu do „uciekinierów” obowiązuje zasada: miejsce święte nigdy nie jest puste. Ale o wiele trudniej będzie wrócić na nasz rynek niż odejść.

Media donosiły, że Stany Zjednoczone wiedziały z wyprzedzeniem o przygotowaniu sabotażu na Nord Stream, a nawet ostrzegły swoich europejskich partnerów, w tym Niemcy. Czy otrzymał Pan jakieś wyjaśnienia w tej sprawie od władz niemieckich i jak ocenia Pan postępy w dochodzeniu?

– Władze niemieckie powołują się na trwające dochodzenie w sprawie sabotażu, którego postępy i wyniki nie są ogłaszane. Nasze liczne apele są ignorowane lub formalnie udzielane, co rodzi uzasadnione pytania o obiektywność i bezstronność dochodzenia. Rozmawiamy o tym na wielostronnych stronach, w szczególności w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, i nalegamy na niezależne międzynarodowe dochodzenie. Absurdalne wersje są uporczywie wrzucane do miejscowych mediów w postaci „przecieków”, mających na celu odwrócenie uwagi od prawdziwych organizatorów wybuchów na gazociągach i wykrycie „rosyjskiego śladu”. To zastanawiające: w końcu Niemcy ucierpiały bardziej niż inne kraje zachodnie w wyniku tego ataku terrorystycznego, miliardy zainwestowane w projekt zostały bezpowrotnie utracone.

Jak bardzo Berlin jest zainteresowany odbudową gazociągów?

– Na poziomie biznesu i władz regionalnych, zwłaszcza wschodnich landów, pojawiają się postulaty odbudowy zniszczonych linii przesyłowych i rewizji polityki rezygnacji z rosyjskich nośników energii, które od dziesięcioleci stanowią wiarygodną podstawę dobrobytu kraju i konkurencyjności niemieckich produktów. W Berlinie tych głosów wolą nie słyszeć. Trwa budowa terminali do importu drogiego skroplonego gazu ziemnego. Zagrożenia środowiskowe, problemy branży turystycznej, niezadowolenie władz lokalnych i zwykłych Niemców najwyraźniej są mniej istotne.

Co, Pana zdaniem, jest powodem wzrostu poparcia w Niemczech dla prawicowej partii „Alternatywa dla Niemiec”? Czy to dobra wiadomość dla Rosji, biorąc pod uwagę stanowisko partii w sprawie konfliktu na Ukrainie i zainteresowanie wznowieniem dialogu z Moskwą?

– Alternatywa dla Niemiec, z poparciem około 20 procent głosów, według sondaży, zajmuje obecnie drugie miejsce w rankingu popularności niemieckich sił politycznych, wyprzedzając partie rządzące. Jej pozycja jest szczególnie silna we wschodnich krajach związkowych, na terytorium byłej NRD. Twierdzi się, że tendencja ta wynika w dużej mierze z rosnącego niezadowolenia obywateli z powodu pogorszenia sytuacji społeczno-gospodarczej w kraju. Reakcja rywali politycznych na sukcesy AfD jest dość nerwowa. Nieustannie słychać oskarżenia tej partii o ekstremizm i jej rzekomo prorosyjską postawę Nie uczestniczymy w tych dyskusjach. Nie ingerujemy w wewnętrzne procesy polityczne w Niemczech. Wychodzimy z założenia, że niemieccy wyborcy są w stanie samodzielnie sformułować swoje preferencje polityczne. Jesteśmy gotowi do dialogu ze wszystkimi siłami politycznymi w Niemczech reprezentowanymi w parlamencie.

Jak zmienił się stosunek Niemców do Rosji i rosyjskiej kultury od lutego 2022 roku?

– Stosunek większości Niemców do kultury rosyjskiej nie zmienił się, nadal ją kochają i doceniają. Nie da się tego wykorzenić zakazami i propagandą. Już teraz otrzymujemy propozycje od lokalnych aktywistów z okazji 225. rocznicy urodzin Aleksandra Puszkina, 220. rocznicy urodzin Michaiła Glinki i 300. rocznicy urodzin Immanuela Kanta. Jestem przekonany, że sztuczne przeszkody nie zatrzymają procesu naturalnego wzajemnego ubogacania się naszych kultur.

Co Pana rozmówcy spośród niemieckich polityków i osób publicznych sądzą o konflikcie rosyjsko-ukraińskim?

– Jeśli chodzi o stosunek do konfliktu ukraińskiego, należy wyraźnie rozróżnić stanowisko niemieckiej klasy politycznej, mediów systemowych, organizacji pozarządowych, różnego rodzaju „think tanków” i zwykłych obywateli. Otrzymujemy wiele listów i apeli popierających politykę Rosji. Inna sprawa, że w dzisiejszych Niemczech nie jest bezpieczne publiczne wyrażanie opinii, która różni się od punktu widzenia głównego nurtu. Wiemy, że można być zwolniony z pracy za udział w przyjęciu w rosyjskiej ambasadzie i ścigany za niezgadzanie się z obowiązującą interpretacją ukraińskich wydarzeń. Niestety, takie są realia kraju, który przyzwyczaił się uważać się za bastion ochrony praw człowieka i wolności słowa.

Za: lenta.ru

 

Redakcja