HistoriaRecenzjeMitteleuropa – miraż czy konieczność?

Redakcja1 rok temu
Wspomoz Fundacje

Czytam „Mitteleuropę” Friedricha Naumanna z 1915. Pisana była w czasie kiedy potęga niemiecka była u szczytu i snuł wizję stworzenia obszaru zdominowanego przez Niemcy, czyli Europy Środkowej.

Chciał stworzenia „narodu gospodarczego”,  bo w jego koncepcji to jedność gospodarcza i atrakcyjność niemieckiej odmiany kapitalizmu, różniącej się od anglosaskiego – miała być podstawą integracji.

Ta wizja, odrzucona z przyczyn narodowych i geopolitycznych przez Dmowskiego (ten program wykluczał budowę niepodległego państwa polskiego a w Mitteleuropie nie znaleźli się by wszyscy Polacy), nie podobała się także niemieckim (pruskim) nacjonalistom, bo Naumann krytykował germanizację. Książka jest doskonale napisana, to co w niej najciekawsze, to teza, że we współczesnym świecie nie ma i nie będzie miejsca na całkowicie niezależne państwa, i mogą one przetrwać w izolacji  co najwyżej jedno pokolenie. Uważał, że procesy jakbyśmy je dzisiaj nazwali globalizacji są nieuchronne a to wymusi powstawanie dużych bloków państw i narodów, przy czym widział tym czasie trzy takie obszary organizowane przez USA, Anglię i Rosję. Niemcy, według niego, mogły do tego grona dołączyć, ale pod pewnymi warunkami. Co ciekawe, mimo że był wrogiem Rosji, uważał, że ma ona bardzo duże zdolności integracyjne, choć z drugiej strony uznał, że kusząca wizja współpracy Rosji i Niemiec (np. na polu gospodarczym) – byłaby dla Niemiec zabójcza i sprowadziłaby je do roli wasala Rosji.

Friedrich Naumann (1911)

Co do Polski i Polaków, to Naumann widział miejsce Polaków w Mitteleuropie (ale nie państwa polskiego), zalecał jednak odejście od germanizacji i pruskiej polityki walki z polskością i katolicyzmem. Pisał, podając przykład lojalności Polaków w początkowej fazie wojny: „Nikogo, kto nie dawał wiary przemowom zagorzałych polakożerców, nie powinien jednak dziwić fakt, że pomimo to Polacy z Prus niemal bez wyjątku wiernie wypełniali i nadal wypełniają swój obowiązek. Magnetyczna i realna siła każdego państwa powstającego do walki jest tak wielka, że nie potrafi się jej oprzeć żadna część społeczeństwa. Pomyślmy choćby o licznych Niemcach, którzy niestety walczą teraz w armii carskiej! Nie wszystkich przecież do tego zmuszono. Tak jak oni Polacy z Rosji dołączyli do armii rosyjskiej, z Prus – do niemieckiej, a z Galicji – do austriackiej. Ponieważ nie mogli walczyć o utraconą ojczyznę swoich marzeń, oddali się na służbę państwom, których są obywatelami. Jeżeli polegną, polegną za kraj, od którego domagają się szacunku dla swoich braci. I w tym wypadku po wojnie konieczna będzie zdecydowana rewizja wszystkich stosowanych dotąd metod, odejście od przymusowej germanizacji i wypracowanie lepszych reguł współistnienia w obrębie jednego kraju. To zaś w zupełnie naturalny sposób otwiera oczy nam, Niemcom z Rzeszy, na kwestie narodowościowe w Austrii i na Węgrzech. Musimy zacząć je wreszcie rozumieć, musimy się tego nauczyć”.

Naumann miał rację, ale nie przewidział jednego – załamanie się państwa niemieckiego w 1918 roku było też końcem lojalności Polaków wobec niego, choć nie wszędzie (vide Prusy Wschodnie).

A na koniec najważniejszy fragment dotyczący nieuchronności procesów integracyjnych: „Dopóki więc świeci słońce, musimy pielęgnować w sobie ideę dołączenia do szeregu światowych potęg gospodarczych najwyższej rangi. Jej realizacja wymaga przyłączenia innych środkowoeuropejskich państw i narodów. One z kolei, pomijając naszych niemieckich pobratymców w Austrii i na Węgrzech, nie mają bezpośredniego własnego interesu w tym, by w radzie dziejowych przywódców świata zasiadali właśnie Niemcy.

Nie sposób domagać się od nich tego, by podzielali naszą wrażliwość historyczną, ponieważ inaczej bije w nich serce, w ich żyłach płynie inna krew i są ulepieni z innej gliny. Ze swojego punktu widzenia zadają sobie pytanie, czy mając wybór między przywództwem niemieckim, rosyjskim i angielskim, chcą należeć do wielkiego imperium niemieckiego, czy też nie. Ich sytuacja przypomina powyższe rozważania dotyczące naszego hipotetycznego wyboru między potęgą angielską lub rosyjską, z tą tylko różnicą, że mniejsze narody w ogóle nie mogą śnić o przywództwie w wielkim bloku ekonomicznym.

W istocie mogą wybierać jedynie między izolacją a integracją. Ponieważ zaś z wyżej przytoczonych powodów stan izolacji trudno będzie znieść już za jedno pokolenie, prędzej czy później będą musiały podjąć decyzję, z jakim blokiem – w zależności od położenia geograficznego, sposobu produkcji i dominujących prądów umysłowych – chcą współpracować. Jest to brutalne prawo, ciężki los, ale taki jest przemożny nakaz współczesnej epoki, kategoryczny imperatyw ewolucji ludzkości. W czasach, gdy między państwa terytorialne i narodowe z jednej strony a ludzkość jako taką – z drugiej wciskają się potężne formy pośrednie, na nic się zdadzą skargi i złorzeczenia.

Trzeba czynić to, co nieuniknione, prędzej czy później, bardziej dobrowolnie lub bardziej pod przymusem, ale reguły gry zostały narzucone i nie ma innego wyjścia, niż ich przestrzegać. Ten zaś, kto szybciej się ich nauczy, uzyska koniec końców lepsze warunki niż ten, kto pozwala, by miotały nim dziejowe fale. Opornym nie musimy tego obwieszczać za pomocą wielu słów, ponieważ słowa są tutaj słabe – lepiej od nich przemawiają doświadczenia gospodarcze. Małe państwa, których nie stać na prowadzenie wojen celnych, a które dzień w dzień są skazane na import i eksport, muszą być zapisane do księgi akcyjnej jednej z wielkich światowych firm, zanim te globalne przedsiębiorstwa zaczną się od siebie izolować jeszcze bardziej niż przed wojną”.

Oczywiście wszyscy będą zadawać pytanie – czy wizja Naumanna ma jeszcze jakąś aktualność? Czy obecnie Niemcy po cichu realizują jego pomysły? Na pierwszy rzut oka wygląda, że tak, jednak jest to złudzenie. Po pierwsze, w 1915 roku Niemcy były jednym z najpotężniejszych państw na świecie, Naumann wierzył w ich zwycięstwo i  dlatego snuł program „zagospodarowania” go. Jednak Niemcy wojnę przegrały, powstało niepodległe państwo polskie, którego on nie przewidywał w swojej koncepcji – dla niego. Podczas II wojny światowej Niemcy w ogóle nie kierowały się wskazaniami Naumanna, będą owładnięte obłędną ideologią rasową, wedle której Słowianie to podludzie. Niemiecka Europa w  wydaniu przywódców III Rzeszy nie miała wiele wspólnego z wizjami Naumanna. Ktoś powie jednak, tak jak autor wstępu prof. Grzegorz Kucharczyk – Naumann „odżył” w czasach obecnych, bo przecież Unia Europejska jest przez Niemcy zdominowana.

Tyle tylko, że obecnie Niemcy są krajem niesuwerennym, na terenie którego stacjonuje 40.000 żołnierzy amerykańskich, który jest opleciony siatką amerykańskich instytucji zajmujących się pilnowaniem „prawomyślności” ideologicznej i politycznej. W tej sytuacji trudno mówić o możliwości realizacji własnych, całkowicie niemieckich pomysłów politycznych i gospodarczych. Owszem, gospodarka niemiecka miała pewną autonomię i mogła uzyskiwać dominującą pozycję w Europie Środkowej, ale tylko w pewnych granicach, a obecnie walczy o przetrwanie przyciśnięta do muru przez Amerykanów i niszczona szaleńczą politykę zielonego rządu Niemiec. W tej sytuacji nie można mówić, że Naumann „wiecznie żywy”. Jego książkę i wielkie wizje należy traktować jako ciekawy przyczynek do historii niemieckiego marzenia o wielkości, choć nawet on chyba nie przekroczył pewnej granicy rozsądku, która nakazywała mu ostrożność i ważenie sił i możliwości. Zresztą dzisiaj Naumann (Fundacja im. Friedricha Naumanna) służy Niemcom do propagandowania idei raczej odległych od tego, jak w jego czasach wyobrażano sobie Niemcy i ich misję dziejową. Naumann dzisiaj służy idei neoliberalnego globalizmu a nie niemieckiemu nacjonalizmowi.

Jan Engelgard

  1. Naumann, „Mitteleuropa – nowy porządek w sercu Europy”, Instytut Pileckiego, Warszawa 2022, ss. 328.

Myśl Polska, nr 17-18 (23-30.04.2023)

Redakcja