HistoriaZwiązki Romana Dmowskiego z rodziną Lutosławskich

Redakcja4 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Wszystko zaczęło się w roku 1900 w Krakowie. Wówczas do salonu profesorstwa Wincentego i Sofii Lutosławskich, modnej wówczas formy życia towarzyskiego i kulturalnego zarazem, zawitał krótko po powrocie z podróży z Brazylii, Roman Dmowski.  Stał się jednym z częstszych gości domu na Groblach, a między nim a gospodarzami szybko narodziła się przyjaźń.

Wincenty Lutosławski był wówczas wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego, o znacznej pozycji w świecie nauki. Towarzyszyła mu sława wybitnego myśliciela, cenionego w kraju i zagranicą badacza Platona. Na przełomie XIX i XX wieku był to bez wątpienia najbardziej znany polski filozof. Zasłynął także jako wybitny społecznik (m. in. założyciel Stowarzyszenia Patriotyczno-Religijnego „Eleusis”), płodny autor, poliglota, wykładowca wielu renomowanych europejskich uczelni. Ona – poetka i pisarka z Hiszpanii, która dostąpiła zaszczytu deklamowania swoich wierszy na dworze królewskim, w Madrycie poznała młodego polskiego filozofa (klasyczna miłość  od pierwszego wejrzenia).

Burzliwe relacje z Wincentym

W roku 1900, gdy w domu na krakowskich Groblach zaczął gościć Roman Dmowski mieli trzy córki, które od razu pokochały Pana Romana jak nazywano Dmowskiego wtedy oraz przez cały okres znajomości z liderem Narodowej Demokracji. Maria zwana Manitą, Izabella zwana Belą, Halina zwana Halitą – to właśnie one, nazywane tak nieco „z hiszpańska”, podobnie jak matka – Sofia Pérez de Eguea y Casanova, zwana Sofityną (na zdjęciu z córkami Marią i Halina ok. 1918 roku). Dmowski także doczekał się przezwiska, otóż zwano go „Portugalem”, bowiem znał język portugalski, za pomocą którego rozmawiał z Sofią (pochodziła z hiszpańskiej Galicji, której dialekt jest zbliżony do portugalskiego).

Gośćmi salonu towarzyskiego Lutosławskich zwanego „Hiszpanią” była ówczesna elita towarzyska miasta. To między innymi znakomici malarze jak Józef Mehoffer, Leon Wyczółkowski czy Jan Stanisławski, ludzie pióra – Władysław Reymont, Lucjan Rydel, Włodzimierz Tetmajer i oczywiście czołowi działacze endecji, a wśród nich Jan Ludwik Popławski oraz Zygmunt Balicki wraz z żoną – Gabrielą, przez których Lutosławscy poznali Dmowskiego. Milczącym gościem, który z uwagą przysłuchiwał się toczonym rozmowom był Stanisław Wyspiański. Przyjmuje się, że to właśnie dyskusje z Dmowskim w domu Lutosławskich zainspirowały Wyspiańskiego do napisania sztuki „Wyzwolenie”, wystawionej po raz pierwszy w roku 1902.

Wspólne obiady, kolacje, spędzanie świąt, układanie przez Dmowskiego zabawnych wierszyków dla córek Sofii i Wincentego, anegdoty i żarty – to obraz tamtych „krakowskich lat”. Tak było również później. Lutosławscy w roku 1905 wyjechali do Madrytu (bywali na dworze królewskim Alfonsa XII i Marii Krystyny), a gdy po dwóch latach pobytu za granicą wrócili do kraju, podjęli decyzję by zamieszkać, tak jak Dmowski, w Warszawie.

Więzi te jeszcze bardziej się umocniły, gdy znana nam już Maria Lutosławska „Manita” poślubiła  współpracownika Dmowskiego, członka Ligi Narodowej, wydawcę Mieczysława Niklewicza. Dmowski był świadkiem na ich ślubie w roku 1909. Z aprobatą przyjął ich postanowienie, pana młodego zaś pouczał w jednym z listów (a w zasadzie ostrzegał, przy czym ostrzeżenie to ma charakter interesującego spostrzeżenia kulturowego): „Tylko niech Pan nie zsafanduleje, co jest w Polsce najczęstszym ożenku skutkiem”. W roku 1911 Dmowski trzymać będzie do chrztu ich pierwsze dziecko – Krystynę i odwiedzi rodzinny dwór Lutosławskich w Drozdowie, które było wówczas pokaźnym i bogatym majątkiem, kojarzonym przez ówczesnym Polaków przede wszystkim ze słynnym browarem. Później będzie również ojcem chrzestnym innego dziecka Marii i Mieczysława Niklewiczów – urodzonego  w roku 1920 syna Ryszarda.

Mieczysław Niklewicz

Lutosławscy zatem stali się najbliższymi przyjaciółmi Romana Dmowskiego, a ich więzi miały się okazać dozgonne. Dla starszych był przyjacielem, dla młodych autorytetem, który pośrednio uczestniczył w ich wychowaniu i kształtowaniu charakterów. O tym ostatnim pisała jedna z trzech córek profesorstwa Lutosławskich – Izabella, żona pułkownika Romualda Wolikowskiego: „Kochał nas jak dzieci, a później z kolei kochał nasze dzieci, które wychowywał jak własne, wyrabiając w nich prostotę, hart, rzetelność, a przede wszystkim odpowiedzialność, pierwszą cechę kształtującą wolę”.

Znajomość z Romanem Dmowskich rozpoczęta w Krakowie miała także inny wymiar, a mianowicie wiązała się również z działalnością polityczną. Włączenie przedstawicieli rodziny Lutosławskich w działalność endecji było skutkiem znajomości z Dmowskim, który miał przemożny wpływ intelektualny na członków rodziny: znanego już nam profesora Wincentego oraz jego braci Józefa, Mariana oraz Kazimierza. Wszyscy czterej należeli do Ligi Narodowej.

Wincenty Lutosławski na początku pierwszej dekady XX wieku stał się ważnym działaczem narodowym. Zajmował się rozwijaniem struktur endecji w terenie oraz rozpowszechnianiem prasy narodowej. Zapisał się jako autor rozważań na temat wspólnoty narodowej i w pewnym momencie zaczęto w nim upatrywać przyszłego filozofa narodu, niejako twórcy filozofii polskiego nacjonalizmu. Jednak jego drogi i drogi endecji po kilku latach się rozeszły. Po pierwsze z przyczyn światopoglądowych, takich jak chociażby kłócący się z ideami Dmowskiego mesjanizm, którego Lutosławski był gorącym propagatorem. Po drugie wynikało to z faktu, że Wincenty Lutosławski w 1909 roku porzucił swoją żonę Sofię, małżeństwo z nią mimo trzech córek uznając za nieważne, z powodu – jak twierdził – braku pełnego zjednoczenia duchowego. Związał się z młodszą Wandą Peszyńską, działaczką stowarzyszenia Eleusis mającego misję kształtowania katolickiej elity przyszłej Polski. Rodzina stanęła po stronie zdradzonej żony, a nawet znaczna jej część zerwała z Wincentym wszelkie kontakty. Za przyjaciela przestał uważać go Roman Dmowski, praktycznie zrywając z nim stosunki towarzyskie.

Nie można jednak pominąć faktu, że profesor Wincenty przyczynił się do rozwoju endecji i poszerzenia szeregów obozu o znaczące osoby: Bernarda Chrzanowskiego, Mariana Seydę, a także wspomnianych braci, których namawiał by skierowali się pod ideowe skrzydła Narodowej Demokracji, z tą różnicą, że oni w szeregach obozu zostali, on nie. W latach późniejszych, a konkretnie w czasach I wojny światowej, filozof podkreślał tę swoją zasługę  w jednym z listów kierowanych do Dmowskiego: „Dałem twej partii moich braci”.

Kim byli bracia Lutosławscy?

Marian Lutosławski, z wykształcenia inżynier, konstruktor i wykładowca stał się ważnym współpracownikiem Dmowskiego. Przyjęty w szeregi Ligi Narodowej był także działaczem Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego w Królestwie Kongresowym oraz jednym z założycieli Polskiej Macierzy Szkolnej. W trakcie I wojny światowej włączony został do prac Komitetu Narodowego Polskiego kierowanego przez konserwatystę hrabiego Zygmunta Wielopolskiego (Dmowski kierował w tzw. pierwszym KNP Komitetem Wykonawczym).

Został także jednym z najważniejszych członków Rady Polskiej Zjednoczenia Międzypartyjnego jednoczącej polskie środowiska polityczne w Rosji oraz Polskiego Klubu Narodowego w Moskwie. W 1916 roku udał się na zachód i odebrał od Dmowskiego wytyczne dla polskiej emigracyjnej dyplomacji na wschodzie. Lider endecji w roku 1918 wzywał go do przyjazdu do Francji i włączenia się do prac drugiego Komitetu Narodowego Polskiego, widział w nim bowiem ważnego współpracownika. W istocie Mariana Lutosławskiego możemy uznać za liczącego się działacza politycznego, obytego w pracy par excellence dyplomatycznej. Jego działania w latach 1916-1918 to m.in. efektywne kontakty z dyplomatami Francji, Anglii, USA czy wspólne uzgodnienia linii postępowania wobec władz wyłonionych po rewolucji lutowej z Tomaszem Masarykiem.

Józef (ojciec sławnego kompozytora Witolda Lutosławskiego) odznaczył się na polu publicystyki. Wspólnie z dwoma działaczami narodowymi Władysławem Jabłonowskim i Tadeuszem Grużewskim redagował pismo o tytule „Myśl Polska”, które założono w Warszawie w 1906 roku, m.in. dzięki wsparciu finansowym Mariana Lutosławskiego posiadającego wówczas dobrze prosperujące biuro projektowe. Twórcą pisma, którego pełny tytuł brzmiał „Myśl Polska – tygodnik poświęcony zagadnieniom życia narodowego w zakresie politycznym, społecznym, naukowym, literackim i artystycznym” był ksiądz prałat Zygmunt Józef Skarżyński, pisarz religijny i organizator polskiej prasy katolickiej. Józef, podobnie jak brat Marian, był działaczem organizacji politycznych na emigracji w Rosji, zaangażowanym w sprawę formowania polskich oddziałów zbrojnych.

W roku 1918 w Moskwie został wraz ze starszym od siebie Marianem rozstrzelany za działalność w organizacjach polskich, przerzut żołnierzy i ochotników na zachód oraz poinformowanie dyplomatów państw zachodnich o podpisaniu przez bolszewicką Rosję i Niemcy w dniu 22 grudnia 1917 roku (na trzy miesiące przed traktatem brzeskim) tajnego traktatu przewidującego zbrojną i dyplomatyczną współpracę skierowaną przeciwko planom odzyskania przez Polskę niepodległości.

Kazimierz Lutosławski poznał Dmowskiego jeszcze jako student medycyny w Zurychu. Włączył się tam w działalność Związku Młodzieży Polskiej „Zet” i pomagał organizować spotkania Romana Dmowskiego z działaczami emigracyjnymi przebywającymi w Szwajcarii. W roku 1903 został członkiem Ligi Narodowej. Uważał się za ucznia Dmowskiego, wiążąc idee endecji z koncepcją odrodzenia narodowego, którą realizował jako twórca niezależnego szkolnictwa oraz jeden z najważniejszych organizatorów harcerstwa, na którego metodykę i ideę wychowawczą znacznie wpłynął. Pozostał ważnym działaczem endecji także po przyjęciu święceń kapłańskich w 1912 roku. On zdołał wydostać się z bolszewickiej Rosji, w której zamordowano jego braci i w 1919 roku zasiąść w ławach Sejmu Ustawodawczego jako znany opinii publicznej aktywny ksiądz-poseł.

Czas I wojny światowej był okresem zrozumiałej rozłąki. Emigracja wojenna, potem konferencja paryska sprawiały, że albo nie utrzymywano kontaktów wcale, albo prowadzono  jedynie korespondencję pocztową. Tak było aż do powrotu Dmowskiego do kraju w 1920 roku, powrotu skromnego, albowiem w Warszawie witała go niewielka grupa przyjaciół, w tym rodzina Niklewiczów. Zupełnie nieadekwatnie do zasług dla kraju, ale takie było jego życzenie.

Okres obejmujący lata 1922-1934 to czas, w którym Niklewiczowie, Izabella z mężem oraz Halina Lutosławska byli częstymi gośćmi w majątku Dmowskiego w Chludowie pod Poznaniem. On z kolei odwiedzał ich w Warszawie oraz w Drozdowie. Halina wyszła za mąż za doktora Czesława Meissnera, działacza endeckiego z Poznania, późniejszego posła na sejm. Sam Dmowski zapraszał Meissnera do Chludowa z myślą o swatach. Nie musiał jednak dużo się starać, bo Czesław i Halina zakochali się w sobie od razu, bez konieczności jakichkolwiek „podstępów Amora”. Potem Dmowski trzymał do chrztu ich córkę Zofię.

Odwiedziny w Chludowie to czas zapamiętany przez dzieci Niklewiczów i Meissnerów jako wspaniałe chwile dzieciństwa. Dmowski miał w majątku osiołka z małym zaprzęgiem do przejażdżek oraz specjalnie umeblowany pokój dla dzieci. Pisał do Marii Wiktorii Niklewiczówny zwanej Neną urocze, opatrzone ilustracjami listy, w których wcielał się w rolę psa Bystrka. Historyk Paweł Wieczorkiewicz uznał je za przykład znakomitej literatury dziecięcej. Można by je śmiało zamieścić w książkach dla dzieci lub we fragmentach w podręcznikach dla klas 1-3 szkół podstawowych.

Niklewiczowie i Meissnerowie byli też nielicznymi z wtajemniczonych osób wiedzących, że pod pseudonimem Kazimierz Wybranowski (autora powieści „W połowie drogi” i „Dziedzictwo”) kryje się Pan Roman. Był to krąg przyjaciół i współpracowników. Meissner jak wspomniano to działacz Narodowej Demokracji. Niklewicz był w tym czasie wydawcą pism Dmowskiego oraz prasy, m.in. „Gazety Warszawskiej” oraz „Myśli Narodowej”.

Z Dmowskim współpracował Kazimierz Lutosławski, w tym czasie poseł do Sejmu I kadencji. Księdza Kazimierza należy łączyć z nurtem w endecji lat ’20 związanym z położeniem większych akcentów na rolę katolicyzmu w życiu narodu. Księdzu Lutosławskiemu bardzo zależało na uczynieniu z Narodowej Demokracji obozu katolicko-narodowego. On, jeśli nie antycypował takiego zaakcentowania związków myśli endeckiej z katolicyzmem (a są po temu powody – jego refleksje z lat wcześniejszych), to z całą pewnością taki proces konstruowania oblicza ideowego endecji współtworzył. Oczywiście znaczenie przełomowe miała rozprawa Dmowskiego „Kościół, naród i państwo”, która przyczyniła się do odrodzenia katolickiego młodego pokolenia Polaków. W niej padają słynne słowa: „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia w nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła jest niszczeniem samej istoty narodu”. Gdybyśmy mieli wskazać osobę, która przedtem poruszała podobne wątki co Dmowski, to musiałoby paść nazwisko księdza Lutosławskiego. On, na przykład, znacząco wpłynął na katolicko-narodowy charakter Młodzieży Wszechpolskiej. Kapłan ten przestrzegał przed tworzeniem hierarchii ważności w której głosi się, że naród jest ważniejszy od Kościoła (a takie przypadki w szeregach młodych narodowców na początku lat 20. się trafiały).

Gdy w roku 1924, zupełnie niespodziewanie, ksiądz Kazimierz Lutosławski zmarł na szkarlatynę Dmowski przyjechał do Drozdowa na pogrzeb. Na akademii ku czci zmarłego wygłosił bardzo interesującą mowę w której podkreślił, że „zasługi księdza Lutosławskiego mają wielkie znaczenie w dzisiejszej chwili i dla przyszłości”, a jego przekonania „zasługują  ażeby były podzielane i szerzone po kraju”.

Czas Marii Niklewiczowej

Ostatni okres życia, po sprzedaży Chludowa (1934) Roman Dmowski spędził w towarzystwie, a potem pod opieką Marii i Mieczysława Niklewiczów, których po śmierci matki i brata Wacława uważał za przybraną rodzinę. Mieszkał z nimi najpierw w Warszawie w ich mieszkaniu, a od czerwca 1938 roku w drozdowskim dworze wchodzącym w skład resztki rodzinnego majątku, który wykupiła Maria Niklewiczowa (niestety nie ominęły Drozdowa skutki wielkiego kryzysu gospodarczego, więc w latach 30. gospodarcza siła tej miejscowości była już przeszłością).

Zajmował w dworze obszerny pokój z wyjściem na oszkloną werandę z widokiem na park z przesieką między drzewami dającymi piękny widok na dolinę Narwi. Tu przyjmował gości – działaczy narodowych: Jędrzeja Giertycha, Kazimierza Kowalskiego oraz Jana Załuskę. Odwiedzali go duchowni: drozdowski proboszcz ksiądz Antoni Mielnickim, ksiądz prałat Piotr Krysiak z Łomży oraz biskup łomżyński Stanisław Kostka Łukomski, ważna postać ówczesnego Kościoła, sympatyzujący z endecją, z którą był związany na początku XX wieku jako członek afiliowanego przez Ligę Narodową tzw. Collegium Sectretum, czyli stowarzyszenia kapłanów zaangażowanych w dzieło pogłębiania tożsamości narodowej Polaków, w szczególności warstw niższych. W dworku w urządzonej za życia księdza Kazimierza Lutosławskiego małej kaplicy mógł uczestniczyć w mszach świętych.

Stan jego zdrowia uległ pogorszeniu w grudniu 1938 roku. W nocy 2 stycznia roku 1939 zakończyło się jego ziemskie życie.

W Drozdowie narodowcy łomżyńscy pełnili wartę przy jego trumnie, którą 4 stycznia okrytą sztandarem Stronnictwa Narodowego powiatu łomżyńskiego przewieziono do łomżyńskiej katedry, gdzie chory, z gorączką, biskup Łukomski odprawił mszę przy bardzo licznym udziale mieszkańców Łomży (miasto tego dnia stanęło).

Pogrzeb Romana Dmowskiego (7 stycznia 1939). W kondukcie Maria i Mieczysław Niklewiczowie z synami. Z prawej prezydent Stanisław Wojciechowski.

W kondukcie pogrzebowym w Warszawie, 7 stycznia, za trumną Dmowskiego, a zatem w roli tradycyjnie zarezerwowanej dla najbliżej rodziny, szli Niklewiczowie. Pogrzeb ten można śmiało nazwać „ludowym”. Dmowskiego żegnali przede wszystkim zwykli ludzie. O takim ludowym, nieelitarnym charakterze świadczy też miejsce pochówku – cmentarz bródnowski. Tak o ostatnim pożegnaniu Dmowskiego pisała Izabella Wolikowska: „Byłam w życiu w rożnych krajach na pogrzebach dostojników, widziałam z bliska pogrzeby dwóch królewien hiszpańskich, prezydenta Francji, ludzi których chowano z pompą i możliwościami materialnymi – nieograniczonymi. Ale tak zdumiewającego pogrzebu, takiej powagi i ciężkiej żałości w tysiącach ludzi kroczących w orszaku, takich twarzy szlachetnych naszej młodzieży, opanowanej, ale wpatrzonej w trumnę jak w sztandar, i takiego bogactwa najpiękniejszych kwiatów w pełni zimy – dotąd w życiu nie widziałam”.

Po zgonie, jeszcze w Drozdowie, Maria Wiktora Niklewiczówna, do której Pan Roman w imieniu psa Bystrka kierował zabawne listy, pobrała wraz z artystą Janem Wleciałem odlew do  maski pośmiertnej Dmowskiego. Ta osobliwa pamiątka ukazująca oblicze człowieka stojącego wobec misterium śmierci zachowała się do dnia dzisiejszego i wisi w salonie dworskim Muzeum Przyrody w Drozdowie.

Kronikarze życia Dmowskiego

Historia związków Romana Dmowskiego i rodziny Lutosławskich to także ważne ślady w polskim piśmiennictwie. Prowadzona korespondencja oraz zebrane przez siostry Izabellę oraz Marię wspomnienia ukazują nam Dmowskiego w relacjach osobistych i pozwalają zrozumieć jego niektóre decyzje, np. fakt, że nigdy się nie ożenił był efektem przemyślanej decyzji, bowiem uważał, że nie sposób godzić zaangażowania politycznego w realiach zaborów z byciem dobrym mężem. Wpłynęło na to także jego aresztowanie i osadzenie w Cytadeli Warszawskiej, podczas którego zdał sobie sprawę, że cena aktywności politycznej może być wysoka. Zawsze jednak pozostał wielkim obrońcą rodziny i człowiekiem przypisującym wielką wartość poświęceniu się kobiet wychowywaniu dzieci, czyli jak to się niekiedy określa (trafnie czy nie, to zostawmy teraz na marginesie) tradycyjnej roli kobiety czy inaczej – tzw. tradycyjnemu modelowi rodziny.

Tę i znacznie więcej informacji na temat życia Dmowskiego, jego zamiłowań i charakteru znajdziemy w ze wszech miar godnych polecenia książkach niegdyś małym panien z krakowskiego salonu. To pozycje nie do pominięcia w badaniach historycznych, a także jako lektury obowiązkowe dla zdeklarowanych miłośników osoby i idei Dmowskiego: „Pan Roman. Wspomnienia o Romanie Dmowskim” Marii Niklewiczowej oraz „Roman Dmowski. Człowiek, Polak, Przyjaciel” Izabelli Wolikowskiej.

Powyższe rozważania na temat związków Romana Dmowskiego z rodziną Lutosławskich, kolejnymi pokoleniami – braćmi Wincentym, Marianem, Kazimierzem i Józefem, dziećmi oraz wnukami trzech z wymienionych (Marian, Józef i Wincenty) można podsumować następująco: Roman Dmowski pozostawał od momentu poznania w wielkiej przyjaźni z Lutosławskimi, a pod koniec życia pod ich troskliwą opieką; oni byli związani z Panem Romanem wielką przyjaźnią będąc jednocześnie w ideowej – że użyję słów Tadeusza Bieleckiego – „szkole Dmowskiego”.

Tomasz Szymański

Muzeum Przyrody – Dwór Lutosławskich w Drozdowie

Jest to fragment tekstu opublikowanego w książce „Roman Dmowski – Niepodległość – Dziedzictwo – Pamięć”.

Myśl Polska, nr 29-30 (17-24.07.2022)

Redakcja