PublicystykaWybieram Europę

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Geopolityka nie jest jak niektórzy twierdzą narzędziem powstałym po to, by „dostarczyć rzekomo naukowej legitymizacji różnych imperialnych projektów –czy to amerykańskich, czy to niemieckich”. Takie rozumienie geopolityki dowodzi zupełnej ignorancji wagi problemów, którymi zajmuje się ta dziedzina.

A problemy są ważkie i nie dotyczą tylko imperiów, ale każdego bytu politycznego, który ma swoje miejsce gdzieś na mapie. Za tym tworem stoją zwykle konkretni ludzie, całe wspólnoty i ich problemy związane z walką o zachowanie status quo i oddziaływaniami na inne podmioty polityczne w czasie i przestrzeni. Dla życia tych zbiorowości są to zazwyczaj problemy fundamentalne dotyczące bezpieczeństwa fizycznego, zaplecza żywnościowego i surowcowego, możliwego rozwoju. Geopolityka niczego nie legitymizuje, wprost przeciwnie, to zazwyczaj realny bilans zasobów i możliwości ich wykorzystania w interesie lub też nie władających nimi zbiorowości. Tak jak ekonomia jest ona jedną ze stosunkowo nowych dziedzin wiedzy i dotyczy analizy realnego ludzkiego działania (a nie jakiegoś spisku kapitalistów). Geopolityka od ekonomii różni się tym, że rozpatruje realne możliwości oddziaływania różnych bytów pomiędzy sobą w kontekście geograficznym, gospodarczym i historycznym. Wnioski formułuje posługując się w największym stopniu indukcją i nie zakładając niczego a priori. Wolna jest, zatem zupełnie od założeń ideologicznych, czy też etycznych i tak jak ekonomia za wartości pozytywne uważa przysporzenie zbiorowości policzalnych sił i zasobów, a negatywnie ocenia możliwości ich postradania ich lub zniszczenia na skutek błędnych działań. Jest w dużej mierze konkretna i mierzalna. Może być zatem obiektywną analizą dla konkretnych społeczności i wykładnikiem projekcji możliwych działań służących dobru danej grupy społecznej.

Próbując sporządzić taki bilans korzyści i strat sporządzić dla Polski w kontekście jej stanowiska w kontekście konfliktu na Ukrainie również nie należy kierować się jakimiś sympatiami i emocjami. W myśl zasad, jakie narzuca metoda geopolityczna należy na zimno policzyć wszystkie korzyści, wszystkie przyszłe zyski i wszystkie możliwe zagrożenia związane z kluczowym wyborem geopolitycznym, przed którym stoi Polska. Bo jest to wybór niewątpliwe fundamentalny. To, czy będziemy wierni naszym proeuropejskim, pro-kontynentalnym uwarunkowaniem, czy też zdecydujemy się uczestniczyć w atlantyckiej awanturze podsuwanej nam przez USA i Wielka Brytanię pod nazwą Międzymorza, zadecyduje niewątpliwie o losach naszego kraju na dziesięciolecia.

Geografia

Nie jesteśmy państwem morskim. Od tysiąca lat nasze dzieje toczą się na kontynencie – na Nizinie Wschodnioeuropejskiej pomiędzy ludami ruskimi i germańskimi, które od blisko trzystu lat górują nad nami demograficznie i cywilizacyjnie. Utrzymujemy się pracując i handlując z kontynentem. Nie posiadamy naturalnych obronnych granic. Na nizinach silniejsze ościenne państwa mogą z łatwością pokonać słabszą demograficznie Polskę. Dotyczy to Niemiec, Rosji, ale także i Ukrainy, która od roku 2014 skutecznie przeprowadziła militaryzacje swojego kraju i wojskowo zdecydowanie góruje nad Polską. Będąc słabszą i stale zagrożoną – aby przetrwać – Polska musi prowadzić politykę balansowania pomiędzy silniejszymi podmiotami i zmuszona jest dążyć do utrzymywania stanu pokoju w naszej części Europy. Dla naszych przodków Druga Wojna Światowa stanowiła wystarczającą lekcję, która potwierdziła nasza słabość militarną i przemysłową względem sąsiadów. To krwawe doświadczenie okupione zostało hekatombą 20% narodu i dewastacją naszych ziem. Dlatego po roku 1945 Polska – pomna niedawnych klęsk- zawsze była forpocztą wszelkich inicjatyw pokojowych na kontynencie.
Ukształtowanie terenu i położenie Polski w samym centrum Europy sprawia, że nasze ziemie przebiegają najważniejsze szlaki kontynentalne Wchód- Zachód łączące Zachód kontynentu z Rosją i dalej z Chinami i całą Azją. To sprawia, że jesteśmy naturalnymi pośrednikami w wielkiej wymianie towarowej i możemy czerpać z tego faktu olbrzymie korzyści. Ponadto będąc bliżej źródeł surowców z Rosji, jak i sami dysponując olbrzymimi zasobami minerałów możemy być podwykonawcami wielkiej gospodarki niemieckiej i z tego tytułu rozwijać nasze zaplecze przemysłowe. Dzięki temu jesteśmy niewątpliwie bardziej konkurencyjni ekonomicznie niż państwa południa i zachodu Europy. Dlatego też w warunkach spokoju i równowagi na kontynencie Polsce nie zagrozi nigdy ani głód ani bezrobocie.

Co dostajemy od Kontynentu 

Kontynent europejski od stuleci był najbogatszą i najbardziej rozwiniętą częścią świata. Od czasu wynalezienia kolei w XIX wieku i szybkich magistrali drogowych łączących ośrodki przemysłowe w końcu XX wieku ciężar wymiany towarowej w większej mierze realizowany jest bezpośrednio siłami kontynentu, bez pośrednictwa mórz i oceanów, co jeszcze 200 lat temu było nie do pomyślenia. Przemożna przewaga państw morskich i ich dominacja w handlu i bankowości odchodzi powoli do lamusa. Postęp techniczny sprawił, że w wielkiej wymianie handlowej mogą uczestniczyć nawet państwa bez dostępu do morza. Polska będąc ważna częścią kontynentu –może – jak wspomniano brać nieustanie udział w wielkiej wymianie handlowej Europy ze Wschodem. Położenie pomostowe naszego kraju sprawia, że najważniejsze państwa kontynentu takie jak Niemcy, Francja, Włochy, Rosja są zainteresowane w tym, aby ich towary i usługi w sposób bezpieczny przemieszczały się poprzez polskie korytarze transportowe. Jeszcze bardziej powinno na tym zależeć samym Polakom, gdyż z tego ruchu czepią profity i powoduje on, że najważniejsze państwa kontynentu są zainteresowane w utrzymaniu w Polsce pokoju i porządku. Tym samym poprzez fakt współpracy handlowej i włączeniu naszego kraju w europejski krwioobieg handlowy niwelują się potencjalne zagrożenia ze strony państw ościennych. Kontynent dążąc do zabezpieczenia swoich interesów dzieli się z Polską całym zapleczem instytucjonalnym i kulturowym. Dzięki temu Polacy mogą przyswoić sobie najlepsze rozwiązania wypracowanie w europejskim biznesie i administracji prze dziesiątki lat, a także pozyskiwać kapitał. Ten transfer wiedzy i know-how pozwala wielu polskim biznesom i instytucjom czerpać z najlepszych wzorców i skutecznie się rozwijać. Bliskość ekonomiczna najbardziej rozwiniętych gospodarek sprawia, że poprzez otwarte w dużej mierze granice zachodzi proces szybkiego bogacenia się Polaków i wyrównywania poziomów zamożności pomiędzy nami a bogatym Zachodem. W skrócie od kontynentu obecnie otrzymujemy, spokój, bezpieczeństwo, szanse na rozwój gospodarczy i bogacenie się populacji.

Co możemy dostać od Anglosasów 

Wielka Brytania i USA od wieków kreowały się na przyjaciół Polski I Polaków. Ale w rzeczywistości wydaje się, że nie łączyły nas i nie łączą nas żadne ważne interesy ekonomiczne. Anglia jest oddalona od Polski o około 2500 km, a USA około 8000 km. Państwa anglosaskie skupione na zabezpieczeniu morskiej wymiany handlowej nigdy nie były zainteresowane bezpieczeństwem i rozwojem lądowych szlaków komunikacyjnych wiodących poprzez kontynent. Wprost przeciwnie, nigdy nie było to w ich interesie. Zawsze uważały takie szklaki za wrogą sobie konkurencję i robiły od wieków wszystko, aby maksymalnie utrudnić wymianę handlową na kontynencie europejskim. Generowane przez ich politykę konflikty – zwłaszcza we wschodniej części Europy – zmuszały kompanie handlowe do rezygnacji ze szlaków kontynentalnych i powrotu na szlaki oceaniczne, które są kontrolowane przez Anglosasów i ich marynarkę wojenną. Dlatego wiele wojen, szczególnie w naszej części kontynentu było inicjowanych przez interesy Jej Królewskiej Mości a potem różnych korporacji amerykańskich. Również wszystkie inicjatywy zmierzające do konsolidacji wewnętrznej kontynentu spotykały się zawsze z gwałtowna kontestacją Londynu i Waszyngtonu. Tak tez dzieje się i teraz . Unia Europejska jest solą w oku państw anglosaskich.
Widzimy zatem, że nasze krajowe interesy bezpieczeństwa są krańcowo sprzeczne z celami kreślonymi w Waszyngtonie i Londynie. My pragniemy pokoju i stabilizacji, kraje morskie zaś starają się wszelkimi sposobami podniecać konflikty i prowokować niestabilności, bo” zaczopowanie” wymiany handlowej na kontynencie daje im duże korzyści gospodarcze.
Ze zrozumiałych względów, mając odmienne interesy, kraje morza nie inwestują w Polsce w sposób strategiczny. Po co miałyby wspierać obszar, który jest ich konkurentem i który w ich ocenie powinien stać się terenem konfliktu. Dowodem na takie postrzeganie wzajemnych stosunków jest wymiana gospodarcza pomiędzy krajami morza a Polską, które nie przekracza paru procent i jest dziesięć razy mniejsza od wymiany z Niemcami i skromniejsza nawet od wymiany Rosją.
Jak widzimy trudno znaleźć jakiekolwiek wymierne korzyści we współpracy z Anglosasami, nasze cele są zupełnie odmienne zarówno na polu gospodarczym, jak i politycznym.
Nie odnosimy również korzyści na niwie kulturalnej jak i informacyjnej. Kosmopolityczna narracja i anty-kultura rozprzestrzeniana przez ośrodki propagandy anglosaskiej dekonstruuje nasz świat zbudowany na etyce i solidaryzmie. Na pewno nie jest to wartość dodana, ale duże zagorzenie dla ładu społecznego.
Jak więc widzimy państwa morskie nie mogą nam zaproponować nic istotnego, co budowałoby nasze bezpieczeństwo i zamożność. Ze względu na krańcową rozbieżność wzajemnych celów nie powinniśmy uważać ich z parterów, ale raczej za poważne zagrożenie.

To Anglosasom zależy na naszej przyjaźni i współpracy, bo jako państwa silniejsze mogą nas wykorzystać do realizacji swoich celów politycznych. Na pewno nie są w stanie zrobić tego z Niemcami, Rosją, czy też Francją – państwami dysponującymi elitami narodowymi i biznesowymi, które od razu rozpoznają bezwartościowość ich oferty politycznej. Ale w krajach takich jak Polska, Litwa, Ukraina – pozbawionych elit i zależnych ekonomicznie i kulturalnie – narracje anglosaskie uchodzą za prawdę objawioną i staja się z reguły fundamentem bieżącej polityki.
Anglosasi wykorzystując swoją olbrzymia przewagę informacyjną w mediach i „sprzedają” nam mity zbudowane na fałszywych resentymentach historycznych i podlane częstokroć pikantnymi tonami nacjonalizmu, a na Ukrainie nawet faszyzmu.
Przesłanie narracji anglosaskiej jest dosyć prymitywne. Aby oddzielić Polskę od kontynentu kreślą nam prometejską wizję nowego imperium – Międzymorza, w której Polacy, jak w pierwszej Rzeczypospolitej szlacheckiej będą sprawować rząd dusz nad wschodem Europy razem z braćmi – Ukraińcami. Dzięki temu zostaną równi Niemcom i Francuzom oraz zostaną jedynymi obrońcami – przedmurzem Europy – od hord turańskich Rosjan. Ameryka da im opiekę, pomoc i „gaz wolności”, który będą demokratycznie rozsyłać po całej Europie.
Grając na nutach polskich kompleksów wobec Zachodu i prymitywnego nacjonalizmu propaganda Londynu miło łechce polskie poczucie dumy narodowej i powoduje, że wielu traci poczucie realizmu i popada w jakiś dziwny narodowy amok i wzmożenie. Nawet wydaje się, że czasami znowu dochodzą nas okrzyki: „Na Moskwę, Na Berlin”, tak jak w 1920: „Na Kijów..

Rozbudzone emocje imperialne zaczynają wypierać zwykły rachunek ekonomiczny i ewidentne korzyści życia pośród wspólnoty kontynentalnej. Bo nawet pobieżne porównanie potencjałów państw Zachodu z Polską dobitnie udowadnia nam, że nie posiadamy nawet 5% potencjału gospodarczego Niemiec i Francji i nie mamy, na czym budować tego Międzymorza. Również Rosja i Chiny nie będą sprzyjały budowie tworu, który w interesie anglosaskim, będzie tamował przepływ towarów i usług. Tak naprawdę, żadnej potęgi politycznej nie zbudujemy. Przyczynimy się wyłącznie do pauperyzacji państw regionu i pogłębimy wzajemne animozje.. Bez współpracy Niemiec, Francji i Rosji położenie pomostowe Polski będzie bez znaczenia. Ponadto wszystkie ościenne państwa będą dążyć do zaprowadzenia porządku nad Wisłą i przywrócenia status quo ante zgodnie z ich interesami.
Czy Polacy do końca zaakceptują narzucone im fałszywe narracje i wypełnią mitologię realną treścią polityczną? Trzeba mieć nadzieję, że nie. Może zostały jeszcze w naszym narodzie jakieś pokłady zdrowego rozsądku i egoistycznej kalkulacji każącej preferować własne interesy. Przykład Ukrainy jednakże dowodzi, że wcale tak być nie musi i może spełnić się czarny scenariusz.

Rosja czy Ukraina? 

Ukraina to koronny przykład, że kreowane z zewnątrz mity mogą do tego stopnia zdominować budowane latami instynkty samozachowawcze pośród społeczeństwa, że grozi to rozpadem a nawet likwidacją państwa. Pomimo znajomości swojego położenia geograficznego i licznych doświadczeń historycznych narzucone społeczeństwu ukraińskiemu anglosaskie elity polityczne – wbrew interesowi większości obywateli i gospodarki – doprowadziły do wojny z Federacją Rosyjską, zamieniając w parę miesięcy cały dorobek materialny i instytucjonalny państwa w kupę gruzów. Nie czas i miejsce analizować tutaj przyczyny tego konfliktu. Ważniejsza jest odpowiedź jak Polacy winni się wobec niego zachować.
Zgodnie z tym, co wykazano powyżej – w imię wartości kontynentalnych, europejskich i pokoju w naszej części świata rozumni Polacy powinni dyskretnie sprzyjać Rosji, która chce zaprowadzić ład w swojej strefie interesów na Ukrainie i przywrócić tam status quo ante.
Nie możemy litować się i usprawiedliwiać fatalnej polityki elit ukraińskich i być zakładnikiem moralnym ich klęsk. To dorośli ludzi i niech sami odpowiadają sami za swoje poczynania. My zaś musimy zadbać- o interesy naszego kraju, o interesy naszej gospodarki i bezpieczeństwo naszych obywateli. Ukraina tego za nas nie zrobi. Chętnie weźmie każdą pomoc, ale nigdy jej nie zwróci.
Faktem jest, że To Rosja jest producentem najtańszych węglowodorów na świecie. Bez tych paliw – gazu, ropy naftowej, węgla nasza gospodarka upadnie, albo stanie się niekonkurencyjna. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy polskie gospodarstwa – w imię popierania Ukrainy- stać na płacenie 4000 złotych za tonę węgla, 10 złotych za litr paliwa albo 10-krotną podwyżkę cen gazu. Wiemy bardzo dobrze, że nie. Nikt nas tego na dłuższą metę tego nie wytrzyma, kluczowe przedsiębiorstw uzależnione od tych paliw – upadną. Emeryci nie będą w stanie wydać 12 tys. złotych za sam węgiel w okresie zimowym, i po prostu nie będą ogrzewać swoich domów. Kto kupi wielokrotnie droższe nawozy? Sama kalkulacja ekonomiczna podpowiada nam , że dla naszego istnienia ważniejsze są dostawy tanich paliw z Rosji niż fałszywy mit skrzywdzonej Ukrainy. Cóż, bowiem może nam dać Ukraina? Jakie surowce? Jakie konkretne interesy, jakie korzyści dla polskiej gospodarki?

Ważnym elementem gospodarczym, który może zagwarantować nam tylko Rosja to stabilność i bezpieczeństwo szlaków handlowych wiodących z Europy do Chin. Najdłuższa odnoga lądowego Jedwabnego Szlaku przebiega przez terytorium Rosji i to ona gwarantuje wszelkie zyski swoim partnerom. Dlatego każdy, kto chce uczestniczyć w zyskach z handlu kontynentalnego musi zabiegać o dobre relacje z Rosją. Ukraina nie jest parterem w tej grze i jako państwo upadłe nie jest w stanie zagwarantować ładu i bezpieczeństwa obrotowi gospodarczemu nawet na swoim terytorium.

Zwolennicy bezmyślnej pomocy Ukrainie używają koronnego argumentu, że Kijów broni nas przed rosyjskim imperializmem. Ale czy tak jest w istocie? Pomiędzy Polską i Rosją nie ma żadnych sporów o charakterze terytorialnym i etnicznym. Zostały także ostatecznie załatwione wszystkie kwestie historyczne. Natomiast faktem jest, że Ukraina rości sobie prawa do ziem państwa polskiego – Chełmszczyzny i Podkarpacia ( Zakerzonie) . Nie są zamknięte również kwestie historyczne – Polacy nie mogą ekshumować pomordowanych w Rzezi Wołyńskiej i wznosić im upamiętnień. Ukraina nie potępiła także zbrodni faszystowskich z okresu II wojny światowej a jej elity otwarcie lansują kult UPA i Stefana Bandery. Rodzi to uzasadnione obawy w polskim społeczeństwie, czy państwo szczycące się kolaboracją z Hitlerem i gloryfikujące ludobójców powtórnie nie wkroczy na ścieżkę narodowego szowinizmu. Niepokoi również nieuzasadniony militaryzm ukraiński i wielokrotna przewaga wojskowego potencjału ukraińskiego nad polskim. Dlatego też w naszym interesie jest sojusz z państwem mogącym okiełznać te wszystkie zagrożenia militarne, które generuje niestabilne państwo ukraińskie. Chcąc, nie chcąc Rosja jest tutaj naszym naturalnym sojusznikiem.

Bardzo ważnym aspektem są także kwestie kulturowe i cywilizacyjne. Niewątpliwe w Rosji dominuje jeszcze spojrzenie realistyczne na większość spraw i powaga dla zawartych porozumień i umów. Rosja jest wolna od większości fałszywych mitów – ekologizmu, elektro-mobilności, gender itd. Rosja nie narzuca nikomu swojej ideologii, czy też systemu wartości, nie każe zamykać kopalni i likwidować samochodów ani krzywdzić dzieci przymuszaniem do akceptacji pedofilii. Nikt nie handluje tutaj surogatkami, czy tez nie prowadzi eksperymentów nad śmiertelnymi patogenami. Widzimy natomiast swoistego rodzaju ład oparty na etyce naturalnej i chrześcijańskiej. Rosja jest państwem poważnym, czego nie można powiedzieć o Ukrainie, która jawi się, jako forpoczta wszelkich zachodnich dewiacji i wynaturzeń. W interesie Polski jest mieć rzeczywistego, przewidywalnego partnera, który mogły być odtrutką na „choroby” ideologiczne Zachodu. Ukraina takim partnerem na pewno nigdy nie będzie.

Autor zdaje sobie sprawę, że jego poglądy mogą się wielu ozdobom wydawać kontrowersyjne i obrazoburcze, atakujące tworzony w mediach mainstreamowych mit „niepokalanej” Ukrainy. Ale analizy geopolityczne – nawet te najprostsze, nie kierują się – jak wspomniano- emocjami, upodobaniami, ideologią, czy tez etyką. To suchy rejestr korzyści i możliwych zatrat. Bilans ten wyraźnie nam pokazuje, że lepiej wyjdziemy, jako państwo utrzymując jak najlepsze stosunki z Rosją i dystansując się od militarnego wspierania Ukrainy. Tego wymaga interes naszego państwa. I nie jest to zdanie odosobnione czy tez skrajne. Takie stanowisko względem konfliktu na Ukrainie zajmuje większość cywilizowanego świata. Tak myślą Chińczycy, Hindusi, cała Afryka i Azja, oraz większość Europy. Dlatego mając wzgląd na to, co możemy zyskać i stracić powinniśmy, tak, jak Marcin Luter na Sejmie w Wormacji w 1526 roku stać twardo przy swoich wnioskach i na zarzuty o zdradę, czy też herezję śmiało odpowiedzieć przeciwnikom: „Tutaj stoję ( na tej ziemi) i nie mogę inaczej ( wybierać)”. Niech szantażujący nas moralnie Ukrainą Anglosasi „sprzedają” swoje mitologie gdzieś indziej.

Piotr Panasiuk

Redakcja