ŚwiatTwarze Ukrainy: Dawid Arachamia

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Ekipa Wołodymyra Zełeńskiego to taki start-up. Polityka to taki challenge, a on lubi challengować. Dlaczego? Bo jest doerem, który podejmuje się każdej roboty. A poza tym, do parlamentu wysłał go amerykański dyplomata.

To tylko skromne fragmenty pseudobiznesowej nowomowy z wywiadu, którego Dawid Arachamia udzielił kanałowi YouTube FranchTV. Opowiadał też, jak wziął sobie coacha, który pomógł mu sterować największą frakcją w ukraińskiej Radzie Najwyższej, prezydencką Sługą Narodu.

Gruzin z Soczi, uciekinier z Abchazji

Urodził się 23 maja 1979 roku w czarnomorskim, rosyjskim kurorcie Soczi, w rodzinie nauczyciela i kosmetolożki. Rodzina Arachamia wywodzi się z grupy etnicznej Megrelów, jednego z subetnosów gruzińskich. W rodzinnym domu panowała atmosfera gruzińskiego nacjonalizmu, co dość typowe dla ludności megrelskiej, z której pochodził m.in. pierwszy, nacjonalistyczny prezydent Gruzji Zwiad Gamsachurdia.

Później Arachamiowie przenieśli się do nadmorskiej Gagry, drugiego co do wielkości miasta Abchazji. W 1992 roku, po rozpoczęciu wojny abchasko-gruzińskiej, wrócili jednak do Soczi. Nie na długo. W kolejnych latach przeprowadzali się do różnych republik byłego Związku Radzieckiego, w tym do stolicy Gruzji, na Łotwę, do Rosji (Penza). W końcu trafili do ukraińskiego Nikołajewa, zajmując mieszkanie swoich krewnych, którzy z kolei przeprowadzili się na Kamczatkę.

W 1997 roku Dawid Arachamia zakończył szkołę nr 36 w Nikołajewie. Choć uczył się całkiem nieźle, zdecydował się na studia na prywatnej uczelni. Była to miejscowa niepubliczna, nie ciesząca się zbyt wielką renomą szkoła – Ukraińsko-Fiński Instytut Finansów, Systemów Informatycznych, Zarządzania i Biznesu, przemianowany wkrótce na Uniwersytet Europejski. Niebawem ukończył tam studia ekonomiczne.

Prymus, internauta i haker

Jeszcze podczas studiów zatrudnił się jako specjalista ds. marketingu w firmie konsultingowej. Niektórzy twierdzą, że stało się to za pośrednictwem amerykańskiej rządowej agencji Korpus Pokoju (ang. Peace Corps), wówczas bardzo aktywnej na Ukrainie. Zajmowała się ona m.in. przygotowaniem wspierających Waszyngton kadr w krajach Europy Wschodniej.

Wkrótce przeniósł się również jako specjalista ds. marketingu do niewielkiej ukraińskiej firmy zajmującej się projektowaniem stron internetowych. Interes szedł jednak nie najlepiej. Amerykańscy sponsorzy kariery młodego Arachamii zaproponowali mu udział w wymianie studenckiej. W ten sposób Gruzin trafił na nowojorski Brooklyn. Zarejestrował tam na siebie firmę IT Artvertex. Biznesowa kariera za oceanem nie trwała jednak długo; Federalne Biuro Śledcze (FBI) wykryło, że należąca do Gruzina firma zajmowała się cardingiem. Okazało się, że trafiło do niej 70 tys. dolarów pochodzących z kradzieży środków z kart kredytowych. Sam zainteresowany twierdził, że podjął po tym współpracę z amerykańskimi organami ścigania.

I być może to właśnie ta współpraca zaowocowała zadziwiającą karierą młodego Gruzina w sektorze IT. Wkrótce powstała firma TemplateMonster, powiązana z podmiotami amerykańskimi i ukraińskimi. Co ciekawe, z jednej strony wspomagać miała walkę z internetowymi złodziejami i hakerami, przede wszystkim rosyjskimi, infiltrując to środowisko, z drugiej zaś zaczęła otrzymywać zlecenia od rządowych agencji amerykańskich. Amerykańska firma obecnego szefa parlamentarnej frakcji Zełeńskiego w 2010 roku weszła w spór z gigantem IT, Microsoft. Korporacja Billa Gatesa zażądała od niej zapłaty 110 mln dolarów, ale wkrótce zgodziła się na mediację i układ z TemplateMonster. Informatyczny moloch rzadko w takich sytuacjach ustępuje.

Majdanowiec

Tuż przed tzw. Euromajdanem, w 2013 roku, amerykańską firmę Arachamii kupił szerzej nieznany fundusz inwestycyjny. Gruzin jeszcze przez pewien czas zarządzał TemplateMonster, a jednocześnie nie ujawniał kwoty, za którą ją sprzedał. W jednym z późniejszych wywiadów przyznał, że było to ok. 100 mln dolarów, jednak, gdy wszedł już do świata polityki deklarował majątek o wartości zaledwie 2-3 mln dolarów. Zrodziło to spekulacje, czy to rzeczywiście on był faktycznym właścicielem firmy IT; niektórzy twierdzili, że w całym biznesie odgrywał jedynie rolę tzw. słupa.

Za czasów prezydentury Wiktora Janukowycza oddziałem TemplateMonster w Nikołajewie zainteresowała się ukraińska prokuratura. Choć Dawid Arachamia spotykał się wówczas w tej sprawie z centralnym kierownictwem organów śledczych, jednocześnie wciąż zastanawiał się nad przeniesieniem biznesu do Bułgarii i do Polski. Swoje rodzinne miasto nazywał pogardliwie „miastem tituszek” (tituszkami określano dresiarzy i chuliganów wspierających odpłatnie władzę Partii Regionów).

Wcześniej Arachamia nigdy nie wypowiadał się publicznie na tematy polityczne. Nie wiemy czy to problemy z rządzącą partią prezydencką wpłynęły na jego decyzję o włączeniu się do operacji, której pierwszym celem było usunięcie Janukowycza. Wiemy, że włączył się aktywnie do działań Euromajdanu w obwodzie nikołajewskim.

Fundraiser i rządowy doradca

Wiosną 2014 roku Arachamia zaczął otwarcie nawoływać do obrony Nikołajewa, który – jako miasto w dużym stopniu rosyjskojęzyczne – mógł, jego zdaniem, przejść pod kontrolę rosyjską. Zaczęto wymieniać go w mediach jako aktywistę. Najprawdopodobniej to wtedy Gruzin zdecydował się na wejście do polityki. W jaki sposób? Korzystając ze swoich doświadczeń w sektorze IT.

Pod Nikołajewem stacjonowała 79. Samodzielna Brygada Desantowo-Szturmowa wojska ukraińskiego. Jak wszystkie jednostki na Ukrainie, niedoinwestowana i ciągle borykająca się z problemami sprzętowymi. W 2014 roku wyruszyła ona najpierw na granicę z Krymem, a następnie trafiła na Donbas, biorąc udział w tzw. operacji antyterrorystycznej kijowskiego reżimu.

W marcu 2014 roku Arachamia ogłosił internetową zbiórkę i projekt „Pierwszego Ludowego Pułku Desantowego”. Ludzie mieli wpłacać na wyposażenie wojskowe armii zbankrutowanego państwa. W całej akcji Gruzinowi pomagał mer Nikołajewa, znany mu już wcześniej Jurij Granaturow. Ten były polityk Partii Regionów wkrótce uzyskał dowód wdzięczności w postaci wsparcia jego kandydatury w kolejnych wyborach włodarza miasta.

Akcja Arachamii zyskała spore nagłośnienie, a on sam zaczął występować w mediach. Zapewne dzięki temu gruziński przedsiębiorca wkrótce został doradcą szefa obwodowej administracji państwowej w obwodzie nikołajewskim, partyjnego współpracownika Julii Timoszenko i gorącego zwolennika Euromajdanu, Wadima Merikowa. Tak zaczęła się droga Dawida Arachamii do kijowskiej centrali postmajdanowej Ukrainy. Wkrótce został pełnomocnikiem ds. zakupów oraz członkiem rady ds. ochotników u kolejnych ministrów obrony związanych z Petro Poroszenką, Walerija Geleteja i Anatolija Połtoraka. Sprawami zbiórek publicznych na ukraińską armię i inne uzbrojone oddziały walczące z separatystami na Donbasie zajmował się w tym okresie ze znanym mu już wcześniej aferzystą, w przeszłości twórcą piramid finansowych, Jurijem Birjukowem. Ten ostatni w 2019 roku znalazł się w obszarze zainteresowania Państwowego Biura Śledczego w związku z podejrzeniami, że zbiórki środków na cele wojskowe służyły praniu brudnych pieniędzy oraz sprawami korupcyjnymi dotyczącymi handlu pochodzącym z rezerw wojskowych paliwem. Po dojściu do władzy Zełeńskiego zainteresowanie to bezpowrotnie minęło.

Od Poroszenki, przez Saakaszwiliego po „Sługę Narodu”

Arachamia stanął wkrótce przed ważnym wyborem politycznym, którego usilnie starał się do tej pory unikać. Z jednej strony jego kariera zależała od Poroszenki i jego ludzi. Z drugiej jawnie sympatyzował z byłym prezydentem Gruzji robiącym wówczas karierę na Ukrainie, Michaiłem Saakaszwilim. Gdy rozgorzał konflikt oligarchy-prezydenta z politycznym skandalistą i happenerem z Kaukazu, Gruzin z Nikołajewa został doradcą Ruchu Nowych Sił, opozycyjnej wobec poroszenkowskiej Europejskiej Solidarności partii Saakaszwiliego. Próbując lawirować między politycznymi oponentami, nie zdołał do końca przekonać do siebie ani jednego, ani drugiego. Musiał szukać odskoczni dla dalszej kariery politycznej w innych miejscach.

 

Warto wspomnieć, że mający wciąż obywatelstwo gruzińskie i będący rezydentem podatkowym w Stanach Zjednoczonych, Arachamia uzyskał w tym okresie, w 2015 roku bilet do ukraińskiej polityki – obywatelstwo Ukrainy, którym nie był wcześniej specjalnie zainteresowany, choć mieszkał w tym kraju od 1992 roku.

Wiosna 2019 roku, kampania przed wyborami prezydenckimi. W marcu Arachamia pisze publicznie w mediach społecznościowych, że zagłosuje na Poroszenkę: „żeby skończyli to, co zaczęli. Pozostali kandydaci mają bardzo niekonkretne programy, bazujące raczej na emocjach niż na logice” – stwierdził. Jeszcze w kwietniu, gdy klęska prezydenta-oligarchy była już oczywista, uznawał, że znakomicie pełnił on obowiązki głowy państwa.

Tajemnicze rekomendacje i polecenie dyplomaty

I tu pojawia się największa zagadka. Arachamia relacjonuje, że zadzwonił do niego nowy prezydent Zełeński i zaprosił na rozmowę. Skąd się znali, skoro Gruzin nie należał do żadnej z ukraińskich grup interesów otaczających byłego aktora – komika? Odpowiedzi nie znamy. Spekulacje głoszą, że były szef TemplateMonster został polecony przez Amerykanów. Zresztą wkrótce wybucha skandal związany z posiadaniem przez niego podwójnego obywatelstwa, niedopuszczalnego na Ukrainie. Nacjonalistyczny polityk, parlamentarzysta i zastępca dowódcy słynnego pułku „Azow”, Igor Mosijczuk, opublikował zdjęcie amerykańskiego paszportu Arachamii. Sam zainteresowany zapewniał, że jest obywatelem wyłącznie ukraińskim, ale nie ma jak tego potwierdzić w związku z brakiem odpowiednich procedur w przepisach amerykańskich.

Po rozmowie z Zełeńskim obecny szef frakcji Sługi Narodu wybrany zostaje do rady nadzorczej ukraińskiego koncernu zbrojeniowego „Ukroboronprom”. Chwilę później otrzymuje propozycję startu w wyborach parlamentarnych z czwartego, „biorącego” miejsca na liście tworzonej przez ludzi Zełeńskiego partii. Jak sam wspomina, ostatecznie do kandydowania przekonała go rozmowa z amerykańskim dyplomatą w Kijowie, którego nazwiska jednak nie wymienia. To właśnie on miał powiedzieć mu, że potrzebny jest teraz na odcinku politycznym, a nie biznesowym.

Arachamia nie jest związany z żadnym z klanów oligarchicznych. Nie ma również bezpośrednich związków z żadną z frakcji wyjątkowo synkretycznej partii Zełeńskiego. W polityce parlamentarnej jest nowicjuszem, choć – jak sam wspomina – poznał dużą część ukraińskiego establishmentu politycznego przy innych okazjach. Pomimo braku doświadczenia, staje na czele targanej wewnętrznymi konfliktami frakcji i stosuje w niej działania przypominające praktyki menedżerskie w korporacji. Dzieli klub parlamentarny na kilka grup, wyznacza osoby odpowiedzialne za ich zachowanie i dyscyplinę. Organizuje szkolenia i spotkania, w tym w ulubionym ośrodku Rinata Achmetowa w Truskawcu. Doradzają mu specjaliści z dziedziny tzw. coachingu. Choć wszedł do polityki, stara się przenosić przyzwyczajenia typowe dla struktury korporacyjnej do zarządzania deputowanymi frakcji. Wkrótce, dzięki swej pozycji menedżera i rozgrywającego, uznany zostaje za jednego z kilku najbardziej wpływowych ludzi w ukraińskiej sferze publicznej.

Prywatyzator i negocjator w bejsbolówce

W Radzie Najwyższej lobbuje za określonymi rozwiązaniami w sferze polityki gospodarczej. Sprywatyzować chce całe, niesprywatyzowane jeszcze do tej pory obszary ukraińskiej gospodarki. Opowiada się, zgodnie z oczekiwaniami tej specyficznej branży, za liberalizacją przepisów dotyczących gier hazardowych, co rodzi u mediów podejrzenia o korupcję. Naprędce skleca koalicje, negocjuje przed głosowaniami, zarządza. Jest najwyraźniej w swoim żywiole.

Na inne obszary działalności Arachamia nie ma zbyt wiele czasu. Zapytany przez dziennikarzy o książkę, którą ma zamiar przeczytać, oznajmia, że chce doczytać dzieło Niccolo Machiavellego, tyle, że zapomniał jego tytułu. – „Książę”? – pytają przedstawiciele mediów. – O! Właśnie! – odpowiada szef frakcji prezydenckiej w ukraińskim parlamencie. Nie jest intelektualistą, większość swej wiedzy czerpie z korporacyjnych kursów i tzw. coachingu.

Po rozpoczęciu konfliktu zbrojnego z Rosją Gruzin staje na czele ukraińskiej delegacji negocjującej z Rosjanami. Na rozmowach pojawia się w czapce-bejsbolówce, której ani na chwilę nie zdejmuje. „W czasie pokoju nie noszę bejsbolówek. Ale skoro musimy podawać ręce i przestrzegać określonego protokołu, zdecydowałem się ją zakładać, by pokazać mój prawdziwy stosunek do tego kraju” – mówi o Rosji Arachamia. Choć funkcjonował w resorcie obrony, a następnie wszedł w skład parlamentarnej komisji obrony narodowej, nie ma zbyt wielkiego pojęcia o tej sferze. Swego czasu zasłynął prowokacyjnym oświadczeniem, w którym stwierdził, że Ukraina popełniła niegdyś błąd pozbywając się ze swego terytorium radzieckiej broni jądrowej. – Skąd Zełeński bierze takich idiotów? – pytał wówczas były ukraiński premier Mykoła Azarow.

Nie wiadomo kto Arachamię podsunął najpierw Poroszence, a później Zełeńskiemu. Wiadomo, że obecny szef frakcji Sługi Narodu to osobowość będąca dość egzotyczną mieszanką internetowego hochsztaplera, drobnego kombinatora w sferze półlegalnych biznesów, korporacyjnego menedżera używającego charakterystycznej dla tej grupy nowomowy i zwolennika zastosowania teorii zarządzania biznesem w każdej dziedzinie życia.

Nie jest ukraińskim (ani gruzińskim) nacjonalistą; trudno posądzać go o wyznawanie jakichkolwiek poglądów. Rozmawia natomiast z amerykańskimi dyplomatami (czy tylko?) i wiele wskazuje, że to oni – mimo jego licznych wad i ograniczeń – uznają go za właściwego człowieka na właściwym miejscu. Może również dlatego, że jego zdjęcia z negocjacji z Rosjanami pokazują przepaść pomiędzy światem politycznym Ukrainy a Rosji, bijącą po oczach odmienność Kijowa od ogólnie przyjętych w dyplomacji i w polityce standardów.

Mateusz Piskorski

Fot. Wikipedia Commons

Myśl Polska, nr 19-20 (8-15.05.2022

Redakcja