OpinieMogiła myślenia, czyli apoteoza neobanderyzmu

Redakcja10 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

11 lutego br.na Onecie pojawił się jeden z najbardziej skandalicznych tekstów, jakie ukazały się w polskojęzycznych mediach w ostatnich kilkunastu miesiącach. M. Wyrwał w sposób entuzjastyczny relacjonuje swój pobyt w neobanderowskim batalionie na wschodzie Ukrainy w tekście pt. „Jak już trafi, to mogiła”.

To najskrajniej jednostronne, najbardziej prostacko propagandowe zaprzeczenie wszystkiego, czym powinno być dziennikarstwo. Wyrwał zwraca się nie do Polaków. Żaden świadomy Polak tego nie kupi. On zwraca się do zastępu gnuśnej i przyjmującej za swoje każdy idiotyzm, masy upośledzonej mentalnie, a  żyjącej w Polsce, którą uważa się już za tak dalece zdegradowaną umysłowo, że kupi wszystko. Nacjonalizm ukraińskich braci Wyrwała okazuje się dobry, bo jest skierowany przeciwko Rosjanom. Szkoda czasu na sięganie w przeszłość tego internetowego szmatławca, żeby pokazywać świętoszkowate oburzenie Onetu, kiedy chodziło o domniemany nacjonalizm polski. Ale ukraiński jest w porządku. A polska masa nie powinna się nic a nic martwić, że ten ukraiński nacjonalizm występuje pod czerwono-czarnymi sztandarami UPA („Na głównym budynku bazy rozwieszona jest flaga Warty Kiywskoj Rusi w czarno-czerwonych barwach”) i z „Batką – Ojcem” Banderą na sztandarze. Bo przecież im chodzi wyłącznie o walkę z Rosją.

Wyrwał wspomina: [Kiedy jeździł na front w 2015] „Nocowali mnie i karmili – zwykle ci z batalionów Prawy Sektor lub OUN. Tak, to nacjonaliści. Tak, odwołują się do Bandery, który tak źle kojarzy się Polakom. Prawdą jest również to, że zawsze mnie przekonywali, iż ich nacjonalizm opiera się na oporze wobec Rosji, a ja jestem ich „polskim bratem”. Tematu Bandery nie poruszali w ogóle.”

No,patrzcie jacy uczciwi, mili, i pomocni.

I dalej: „Jeden mój znajomy żołnierz robił za snajpera z myśliwskim Remingtonem. Był z zawodu lekarzem, ale też myśliwym, a myśliwych prawie zawsze brali na snajperów. Skończyło się tak, że swoich leczył, a do obcych strzelał. Zapadła mi w pamięć (i już nigdy z niej nie wyjdzie) jego historia o tym, jak wybiera cel: „Najpierw szukasz najwyższego stopniem. Ale jeśli go nie znajdziesz, no cóż, wybierasz takiego, który wygląda najbardziej inteligentnie”. Wstrząsające? Dzień jak co dzień na wojnie”.

Prawda, że proste?! A gdyby to byli rosyjscy snajperzy? Na słowa potępienia brakło by miejsca na serwerze Onetu. A tu? Ot, wojna po prostu.

I jeszcze to: „Mój znajomy wrócił po gorącym okresie wojny z Rosją do zawodu lekarza. Misza pozostał w nowej pracy. Jest instruktorem. Szkoli przyszłych żołnierzy, dobrowolców, a nawet starsze dzieci”.

Wspaniała przyszłość czeka te dzieci, także Ukraińców budujących swą tożsamość na Banderze i ich polskich sojuszników, którzy w razie czego zostaną przenocowani przez pełnych wrażliwości banderowców.

Człowiek przeciera oczy ze zdumienia – czy to możliwe, żeby w Polsce, kraju, w którym duża część narodu doświadczona była najdzikszymi zbrodniami szowinizmu ukraińskiego, pisać takie rzeczy w XXI wieku? A jednak możliwe. Okazuje się, że można rusofobię eksploatować wzdłuż i wszerz nawet idąc tak daleko, aby ludzi nawiązujących wprost do katów, do obłąkanego Bandery i jego równie obłąkanej ideologii, uznawać za przyjaciół i bohaterów. Przestrogą w tym patologicznym spojrzeniu musi być również postrzeganie Rosjan. To, że ich zabijanie jest tu traktowane jak przysłowiowa „bułka z masłem”, to jedno. Ale jest i coś więcej – pada słowo obcy. Obcymi są Rosjanie. Rosjanie weszli. Ci, co nie weszli, to separatyści. I ci separatyści, to najpewniej nie Rosjanie, bo Wyrwał pisze „Rosjanie”, w sensie, ci co najechali Ukrainę i „separatyści”, jakby ci nie mieli narodowości. Sugestia jest oczywista – żadni Rosjanie nie mieszkają na terenie Donbasu. W ten prosty[-acki] sposób Wyrwał przekreśla potrzebę zastanowienia się, czy może Rosjanie mieszkający od setek lat na terytoriach objętych wojną, mają jakieś racje, jakieś uzasadnione,  a może i nawet nieuzasadnione, ale wymagające wyjaśnienia, obawy? Ten sposób widzenia rosyjskich współmieszkańców też normalnym Polakom coś przypomina – na Wołyniu i Podolu, mieszkający tam od setek lat Polacy też byli „ciużyńcami”, obcymi, okupantami, których należy wyciąć. Można też ich spalić żywcem, jak nie raz na Wołyniu i w Odessie w 2014. Zakłamany świat i tak będzie milczał, bo Ukraina jest mu potrzebna tylko do jednego – do walki z Rosją. A jak już się wycięło, czy spaliło, to po kilkudziesięciu latach wystarczy zagrać na nucie rusofobii wobec części bezmyślnych potomków wczorajszych Polaków z nadzieją, że pójdą ręka w rękę z gloryfikatorami i następcami morderców. Byle na Moskala!

Jest w tym wybitnie szkodliwym tekście i jeden element humorystyczny. Oto Wyrwał pisze o porozumieniach mińskich: „W rosyjskiej interpretacji dość ogólnych zapisów porozumienia Ukraina zobowiązała się przyznać prorosyjskim separatystom szeroką autonomię, a także wziąć na siebie odpowiedzialność za gospodarczą zapaść zagarniętych przez Rosjan i wspierających ich separatystów części regionów donieckiego i ługańskiego”.

Mniejsza już o całą resztę, ale ta „gospodarcza zapaść” spowodowana oczywiście przez Rosjan, to już dowód na to, że Wyrwał zbliża się w poziomie groteski do samego Zełeńskiego. No, ale może ma rację – popuśćmy wodzę fantazji –  wszak od czasu inwazji rosyjskiej minęło już osiem lat i płynąca mlekiem i miodem Ukraina bez Rosjan przeżywa od tej pory okres najlepszej prosperity w historii. Ludzie nie tylko są uśmiechnięci i żyją dostatniej, ale i co najmniej 1,5 miliona Polaków wyjechało szukać lepszego życia na Ukrainę, nie mówiąc już o milionach, które uciekły na tereny tego nowego tygrysa ekonomii z rosyjskiego więzienia narodów.

Wyrwał i jemu podobni nie są bynajmniej mentalnie niezdrowi. To całkowicie świadomi agenci wpływu ukraińskiego i szerzej wpływu tych sił, które działają w celu, z jednej strony, powalenia Rosji i wzięcia jej pod but jedynego hegemona światowego – USA. Z drugiej, ich zadaniem lokalnym, na polskim gruncie, jest tak zbałamucić, zwłaszcza tych bezkrytycznie przyjmujących propagandę, gnuśnych Polaków, aby wbrew swoim interesom, wbrew logice współżycia w najbliższym sąsiedztwie geograficznym, stanęli do walki z Rosją – w najlepszym wypadku, ramię w ramię z banderowcami w prawdziwej wojnie, a w najgorszym, aby choć mentalnie stali murem za neobanderowską Ukrainą. Można jedynie zadać pytanie, patrząc na metody usprawiedliwiania neobanderyzmu jakoby słuszną walką z Rosją, kiedy głoszący podobne poglądy, w tym i Wyrwał, zastosują owo uzasadnienie retrospektywnie już nie tylko do UPA, ale i do III Rzeszy, która wszak wg niektórych broniła zachodniej cywilizacji przed azjatycką dziczą. Nie wahajcie się, powiedzcie „B”!

Adam Śmiech

Redakcja