KulturaRecenzjeBalzak feministą?

Redakcja4 lata temu
Wspomoz Fundacje

Napisana w 1830 r. „Eugenia Grandet” uważana jest dziś za pierwsze dojrzałe dzieło w dorobku pisarskim Honoriusza Balzaka (1799-1850), a zarazem, obok „Ojca Goriot” (1835) za jedno z jego dzieł najwybitniejszych. Powieść ceniona jest za realistyczny portret kształtowania się elit finansowo-społecznych porewolucyjnej Francji oraz za subtelne zobrazowanie psychiki kobiecej. Współzależność charakteru i środowiska społecznego była przy tym centralnym założeniem pisarstwa Balzaka, który – jak późniejsi pisarze realiści – badał w swojej literaturze społeczeństwo, jak bada się gatunek zwierzęcy: z podziałem na odmiany i typy ludzkie, ze środowiskowymi mechanizmami zachowań społecznych, wśród których naczelne miejsce dawał pieniądzowi i usytuowaniu w konkretnej warstwie społecznej.

Główną zaletą Balzakowskiego cyklu literackiego „Komedia ludzka”, do którego należy i „Eugenia Grandet”, jest więc opis mechaniki społecznej i gospodarczej Francji czasów kontrrewolucyjnej Restauracji (1814-1830) i następującej po niej liberalnej Monarchii Lipcowej (1830-1848). Widzimy w tych utworach („Komedia ludzka” to 24 powieści i kilkadziesiąt krótszych form) powierzchowność kontrrewolucyjnej restauracji Burbonów, która wcale nie odtworzyła harmonijnego społeczeństwa patriarchalnego, spajanego honorem i katolicką etyką społeczną.

W żyłach porewolucyjnej Francji płynie złoto, a, jak głosi szyld nad wejściem tytułowego przybytku w opowiadaniu „Czerwona oberża” (1831), „U początków każdej fortuny leży zbrodnia”. W „Eugenii Grandet”śledzimy narodziny burżuazyjnych fortun rozkwitających w czasie Restauracji: ojciec tytułowej bohaterki, początkowo zwykły rzemieślnik, przejął w okresie Rewolucji za łapówkę majątek kościelny, następnie wzbogacił się na dostawach dla napoleońskiej armii, by w okresie Restauracji spekulować na obligacjach państwowych.

Jest tu podziw dla ruchliwości i przedsiębiorczości ojca Grandet, ale też świadomość że francuski kapitalizm XIX wieku ufundowany został na krwi ofiar rewolucji i na zbrodni zgilotynowania Ludwika XVI – sam Balzac był przecież legitymistą, zarazem zaś nieszczęśliwym niewolnikiem pieniądza, za którym gonił bez powodzenia całe swoje, przedwcześnie zakończone życie. Pieniądz, jeszcze u Boccaccia mający powab wręcz uwodzicielski, u Balzaca staje się demonem korumpującym i dręczącym zniewolonych przez siebie ludzi.

Dostajemy zatem u Balzaca wiedzę o spekulacjach, bankructwach, malwersacjach, walce o spadki i procesach, jakiej na próżno szukać by u historyków. Mamy też jednak namalowane z żywiołowym rozmachem obrazy służalczości, przebiegłości, zdrady popełnianej w walce o powodzenie, mamy obrazy występku, chytrości i pustoszących życie manii, sknerstwa i rujnującej rozrzutności, mamy gry o franki i o tysiące franków, mamy podstępy małe i wielkie. Na tym tle zaś serca czyste i charaktery prawe zbrukane chciwością i pogonią za sławą „w świecie”, przez mechanizm których zostają zmielone. Mamy młodzieńców fałszujących weksle na nazwisko brata i prostytuujące się dla nich kobiety. Mamy nastolatki sprzedawane z nędzy do burdeli i bankrutów kończących samobójstwem.

Taki właśnie obraz kapitalizmu i rodzącego się społeczeństwa burżuazyjnego wyłania się z kart „Komedii ludzkiej”. Jak powiada na kartach powieści Ojciec Grandet „Życie to jest interes”, najczystsze i najbardziej niewinne odruchy serca zostają więc w kapitalizmie poddane logice robienia interesu. Miłość, ufność i wierność czystej i niewinnej Eugenii zdradzona zostaje z pobudek materialnych, a ona sama po latach decyduje się na białe małżeństwo dla pieniędzy. Jej wiarołomny kuzyn Karol Grandet dorabia się na handlu niewolnikami, następnie zaś żeni z panną brzydką ale posażną, by zdobyć tytuł hrabiowski i wejść do upragnionego „monde’u”. Stary Grandet – zaczynający jako energiczny przedsiębiorca i władca pieniądza, kończy – niczym Molierowski Harpagon – jako żałosny niewolnik, o sparaliżowanej woli działania, umierając wpatrzony chciwie w swe dukaty. Demon Mamony odniósł zwycięstwo zupełne i zawładnął wszystkimi. Uśmierci go dopiero wiele lat później w dalekiej Rosji student Raskolnikow.

W najnowszej ekranizacji powieści dokonanej przez Marca Dugaina pod tytułem „Eugénie Grandet” z literackiego pierwowzoru zostało nader niewiele. Fabuła w zasadzie odpowiada tej powieściowej, pozmieniane zostały jednak drobne szczegóły, co finalnie obróciło jednak na nice treść i wymowę utworu.

Zacznijmy jednak od dobrych stron francusko-belgijskiej produkcji. Należy do nich niewątpliwie rola Oliviera Gourmeta jako Félixa Grandeta: postać ojca Eugenii jest w interpretacji aktora osobą silną, energiczną, ruchliwą, brutalną i przy tym prostacką. Dziś moglibyśmy go nazwać „januszem biznesu” o „niskim kapitale kulturowym”. Tacy jednak właśnie ludzie stanowią pierwsze pokolenie każdej rodzącej się fortuny i tacy właśnie budują zawsze kapitalizm. Ojciec Grandet jest amoralny, pozbawiony zasad i sentymentów, monotematycznie zainteresowany władzą nad pieniądzem. Załamanemu samobójstwem ojca bratankowi Karolowi Grandet potrafi wyrazić współczucie jedynie z powodu jego sytuacji finansowej. Stary Grandet również jednak ulega w końcu demonowi Mamony, którego próbował zaprząc dla swoich celów – kończy jako psychicznie zdruzgotany, żałosny psychopata.

Plusem produkcji M. Dugaina są też niewątpliwie scenografia autorstwa Séverine Baehrel i kostiumy zaprojektowane przez Isabelle Bolton. Trzymają się one realistycznej Balzakowskiej idei korespondencji pomiędzy fizjonomią człowieka i jego wyglądem oraz doborem przedmiotów w jego otoczeniu, a historią jego życia, formatem intelektualnym i usposobieniem moralnym. W swoich powieściach Balzak ilustruje cechy duchowe, tryb życia i nawyki swych bohaterów obrazami ich życia zawodowego, wyglądu wnętrz w których żyją oraz strojów jakie przywdziewają. Jest to i w „Eugenii Grandet”, gdzie prostota i czystość tytułowej bohaterki odzwierciedla się w jej ubogim ale czystym i uporządkowanym ubiorze. Film M. Dugaina dość wiernie podejmuje ten wątek.

Marc Dugain idzie jednak zarazem dalej niż Balzak, dając nam też niekiedy pejzaże towarzyszącej bohaterce natury. Balzak był tymczasem pisarzem typowo „miejskim”, a natura nie pojawia się w jego utworach zbyt często. „Eugenia Grandet” zaczyna się co prawda słynnym zdaniem „Istnieją w niektórych miastach prowincjonalnych domy, których widok rodzi melancholię…” dając tym już na początku wyraz swojemu przekonaniu o korespondencji ludzkiego wnętrza i środowiska życia człowieka. O przyrodzie nie ma jednak dalej mowy. Filmowa Eugenia, niczym Jayne Eyre z powieści Charlotte Brontë lub bohaterowie „Tajemniczego Ogrodu” Frances Hodgson Burnett, znajduje tymczasem ukojenie przed tyranizującym ją ojcem właśnie w Naturze – jej radością staje się obracany w dłoni listek, topolowa aleja, śpiew ptaków, przepływające po niebie chmury, blask słońca na twarzy.

Obok takiego wątku „neopogańskiego” pojawia się też kolejne „unowocześnienie” treści utworu przez francuskiego reżysera: bohaterka Balzaca staje się w jego filmie jeśli nawet nie „feministką”, to w każdym razie „silną kobietą” zbuntowaną przeciw dominacji mężczyzn. Filmowa Eugenia potrafi „napyskować”swojemu ojcu, za nic ma społeczną konwencję zakazującą kobiecie samej dysponować majątkiem, oddaje się bez ślubu Karolowi Grandetowi, na koniec zaś, zapytana co zrobi z odziedziczoną fortuną, odpowiada że „będzie podróżować, na starość zaś wróci do ziemi, z której wyszła”.

To pomieszanie swoistego „chtonicznego neopogaństwa” i współczesnych nam postaw „emancypacyjnych”nie ma oczywiście żadnego umocowania w literackim pierwowzorze filmu. Eugenia Balzaca nie puszcza się bynajmniej przed ślubem jak jej filmowa odpowiedniczka i nawet decydując się w końcu na małżeństwo dla pieniędzy, zastrzega że ma być ono czystym kontraktem gospodarczym, w sensie braku pożycia intymnego. Nie jest też bohaterka Balzaca oczywiście „podróżniczką” ani żadną XIX-wieczną „businesswoman”. Tego typu wstawki, w istocie upadlające przecież i degradujące powieściową bohaterkę, odbierać należy jako „narzecze” typowe dla dzisiejszej zdegenerowanej epoki i jej emancypacyjno-permisywnego klimatu kulturowego, coś zatem równie absurdalnego jak wpychanie wszędzie czarnoskórych, kobiet i zboczeńców w produkcjach Netflixa.

O ile zatem powieść Honoriusza Balzaca jest proto-naturalistycznym obrazem społeczeństwa burżuazyjnego i kapitalizmu, do tego zaś wnikliwym i dogłębnym studium psychiki kobiecej, o tyle ekranizacja Marca Dugaina jest zaledwie sprawnie zrealizowaną ramotką, w duchu dzisiejszego permisywizmu, feminizmu i emancypacji zniekształcającym wymowę literackiego pierwowzoru. Powtórzmy tu zatem z myślą o wszystkich, którzy powieści nie czytali, a zdarzy im się obejrzeć film Dugaina: Balzac nie napisał powieści o kobiecie walczącej przeciw męskiej tyranii swojego psychopatycznego ojca i patriarchalnego społeczeństwa oraz triumfującej nad swoim słabszym od siebie ukochanym. Nie napisał również powieści o kobiecie łamiącej w imię emancypacji kolejne konwencje społeczne, na czele z tą dotyczącą moralności seksualnej – jego Eugenia nie staje się kobietą upadłą. Nie napisał wreszcie powieści o kobiecie utrzymującej psychiczną równowagę i odzyskującą radość życia w kontakcie z przyrodą i podróżowaniu.

Autor „Eugenii Grandet” przedstawił nam studium społecznego zepsucia, korupcji moralności i dezintegracji ludzkiej osoby w państwie liberalnym i w gospodarce kapitalistycznej. Wszyscy bohaterowie jego „Eugenii Grandet” – tytułowa bohaterka, jej ojciec, matka, Karol Grandet, a nawet rywalizujące w powieściowym Saumur rodziny Cruchotów i de Grassinsów – kończą pozbawione sił życiowych, wycieńczone, życiowo złamane. W filmie Marca Dugaina wątek ten też się pojawia – szczególnie w postaci Ojca Grandet, historii dodano jednak także współczesny wymiar feministycznej emancypacji, nie znajdujący zupełnie uzasadnienia w powieściowym pierwowzorze. Jeśli już mielibyśmy o taki dodatkowy wymiar podobny film wzbogacić, to, biorąc pod uwagę że sam Balzac był swedenborgianinem, można by, jak sugerowaliśmy to wcześniej, za mechaniką kapitalistyczną dopatrzyć się sił demonicznych.

W ujęciu materialnym jednak, tak powieść jak i film powinny nas prowadzić do wniosku, że o ile gospodarka rynkowa ma swoje zalety i może rozbudzać nawet bardziej szlachetne wymiary osobowości ludzkiej (przedsiębiorczość i pracowitość, samodyscyplina i oszczędność, racjonalność i metodyczność itp.), o tyle pozbawienie jej w ustroju (demo)liberalnym porządkujących ją ram, powoduje że niszczy ona człowieka i społeczeństwo.

Ronald Lasecki

Tytuł: „Eugénie Grandet”
Reżyseria: Marc Dugain
Obsada: Joséphine Japy, Olivier Gourmet, Valérie Bonneton, César Domboy i in.
Rok produkcji: 2021
Kraj produkcji: Francja, Belgia

Redakcja