AktualnościZmarł Przemysław Górny

Redakcja7 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

W wieku 90 lat zmarł Przemysław Górny założyciel tajnej endeckiej Ligi Narodowo-Demokratycznej. Bez wątpienia polityczny szaleniec, człowiek idei, uczciwy do bólu. Pamiętam jego pierwsze spotkanie z seniorem endecji Władysławem Wójcikiem. Po 10 minutach stwierdził że „Ten Górny to jest wariat, ale nie idiota”.

Jego ojciec Stefan był członkiem Stronnictwa Narodowego (SN) i Narodowej Organizacji Wojskowej. Aresztowany przez Gestapo, zamordowany w obozie koncentracyjnym w Mathausen. Trafił do domu dziecka. Po wojnie samotnie wychowywała jego matka. W 1951 roku zdobył tytuł młodzieżowego wicemistrza Polski w boksie.

W 1954 został przyjęty na Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Odmówił wstąpienia do Związku Młodzieży Polskiej (ZMP). W latach 1955–1959 był przewodniczącym Zrzeszenia Studentów Polskich na UW. Był jednym z organizatorów manifestacji powitania prymasa Stefana Wyszyńskiego. W 1955 był jednym z założycieli Związku Młodych Demokratów wraz z mądrym Karolem Głogowskim.

W 1957 roku poznał działaczy narodowych Jana Bogdanowicza, Wiesława Chrzanowskiego i Leona Mireckiego. Rozmowy z nimi miały wpływ na podjęcie przez niego samodzielnej decyzji o utworzeniu tajnej organizacji pod nazwą Liga Narodowo-Demokratyczna. LND była pierwszą organizacją endecką założoną po wojnie. W 1960 roku Służba Bezpieczeństwa aresztowali kilku członków LND w tym Bogdanowicza, Mireckiego, Górnego, Kosseckiego, Barańskiego, Klatę i Krzyżowskiego. Śledztwo prowadzone pod nadzorem wiceministra MSW Alstera zakończyło się procesem przy drzwiach zamkniętych. Kosseckiego i Górnego skazano na 2 lata więzienia, Krzyżewskiego i Klatę na 10 miesięcy, Barańskiego i Kwietnia na 6 miesięcy. Seniorów Bogdanowicza i Mireckiego uniewinniono. Funkcjonariusze SB relacjonowali w raportach, że „w czasie rozmów Górny jest arogancki i opryskliwy”. Trudno było temu zaprzeczyć.

W 1965 został ponownie aresztowany na 6 miesięcy pod fałszywymi zarzutami udziału w napadzie na bank. Następnie zatrzymano go w styczniu 1966 pod zarzutem nielegalnego przekroczenia granicy i zamiaru reaktywacji ZMD na emigracji. Skazano go za to na karę 2,5 roku pozbawienia wolności. W listopadzie 1967 został warunkowo zwolniony z więzienia. Dwa dni później uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu.

Górny jednak dał się lubić. Lubili go nawet przeciwnicy polityczni. Jacek Kuroń tak go wspominał „Przemek Górny, wówczas student prawa. Mówił napiętym głosem, na granicy krzyku, atakował panujący ustrój jako niepolski, mówił, że rządzą nie-Polacy, aresztując i prześladując Polaków (…) posługiwał się zwrotem nie-Polacy w odniesieniu do ZSRR, ale częściej do Żydów. W obcych narodowi polskiemu wzorach i w obcoplemieńcach w aparacie władzy widział źródło zła (…) Wobec Przemka nie potrafiłem zdobyć się na żadną tolerancję. Nie dostrzegałem więc w tym, co mówił, jakże oczywistej prawdy, że to obecność w Polsce armii sowieckiej narzuciła nam sowiecki system. Dzięki mówieniu tej prawdy Przemek zyskiwał poparcie ludzi jak najdalszych od endeckich poglądów (…) Ciekawe, że o ile poglądy głoszone przez Przemka Górnego wywoływały moją żywą niechęć, o tyle sam Przemek, jego odwaga, żarliwość i to połatane ubranie budziły moją prawdziwą sympatię. Polemizowaliśmy później ze sobą wielokrotnie w czasie różnych dyskusji publicznych i polubiłem go, mam wrażenie, że z wzajemnością. (…) Po 1965 siedzieliśmy kiedyś na Mokotowie w sąsiednich celach. Próbowano go wówczas przesłuchać na okoliczność znajomości ze mną i Karolem Modzelewskim (śledztwo dotyczyło Listu otwartego). Odmówił wyjaśnień, podczas gdy jego koledzy z narodowej konspiracji obciążali nas, jak umieli. (…) Później zniknął z życia politycznego. Przyszedł okres gierkowski – jego zwolennicy stabilizowali się, niektórzy wybierali partyjne i prokuratorskie kariery. Przemek zgorzkniał i spalił się w samotnej walce”.

Marek Nowakowski tak go wspomina z czasów swojej młodości – „Wola walki była w nim uderzająca (…) Przemek przyszedł na to zebranie i zaczął mówić (…) szalenie bluźniercze rzeczy. Zapamiętałem go jako trybuna ludowego, występującego w obronie dobrej sprawy z otwartą przyłbicą. Oponentem Przemka był oficjalny działacz ZMP Jacek Kuroń. Oni się starli oni w polemice namiętnej, takiej wprost (…) Zaczął organizować Związek Młodych Demokratów, to miał być związek całkowicie odrębny od ZMP, pozbawiony programu socjalistycznego i oto walczył Przemek”

Po 1989 działał społecznie, m.in. pracując z młodzieżą. Wstąpił do Narodowego Towarzystwa Oświatowego (kol. Eugeniusza Grzejdziaka i kol. Mirosława Kimnesa) Blisko współpracował z Obozem Wielkiej Polski (OWP) kol. Dawida Berezickiego. W lutym 1992 został zrehabilitowany podczas procesu rehabilitacyjnego członków LND.

Ja poznałem Górnego jako 16-latek, odciągał mnie wtedy o Polskiej Wspólnoty Narodowej. Zachęcał do wstąpienia do Stronnictwa Narodowego „Szczerbiec” by chwilę później je krytykować. Wierzył w teczki, setki spisków i tysiące agentów. Ale bez wątpienia dalej był uczciwy w swoim politycznym fanatyzmie. Nie robił tego dla pieniędzy, władzy czy sławy. Górny brał udział w kolejnych próbach zjednoczenia, kongresów, powoływania nowych Stronnictw i łączenia tych już istniejących. Marazm i niemożność realnego działania go zżerała.

W 2004 roku zrobiliśmy z nim wywiad dla „Ojczyzny” pod tytułem „Nie wystarczy żarliwość”. Tam podszedł dosyć krytycznie do swojego działania. Mówił rozsądnie „Przekleństwem naszego ruchu jest chęć wykluczania z góry i potępiania wszystkich za przeszłość. A co my wykluczamy? PZPR, ZMP, PRON, Solidarność, KIK, wojsko … wszystko nam się nie podoba. No to wykluczamy i bezpartyjnych, bo 99 szło głosować na komune. To skąd wziąć tych godnych , żeby mogli do obozu należeć i do Stronnictwa wstąpić? Z Madagaskaru? Kosmitów? Co to, my elity? Niektórzy patrioci popełniają błąd arystokratyzmu”.

Potem było znacznie gorzej. W 2006 roku został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Zerwałem z nim wtedy wszelkie kontakty. Od kwietnia 2010 roku był aktywny wśród obrońców krzyża przed Pałacem Prezydenckim, opowiadał o „zamachu”. Pojawiał się na PiS-owskich imprezach.

Zmarł 25 stycznia tego roku o czym poinformował Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego.

 

Łukasz Marcin Jastrzębski

Redakcja