OpinieŚwiatCzy Poroszenko trafi za kraty?

Redakcja3 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Jak w każdym kraju, zdrada ścigana jest karnie również na Ukrainie. W ukraińskim Kodeksie karnym artykuł o zdradzie jest dość pojemny, co umożliwiało Petrowi Poroszence nadużywać go i stosować jako narzędzie służące do terroryzowania osób inaczej myślących za jego rządów.

Zdrada!

W Kodeksie mowa jest m.in. o tym, że zdrady państwowej dopuszcza się ten, kto działa przeciwko bezpieczeństwu narodowemu na rzecz kraju obcego. Na przykład, dziennikarz Rusłan Kocaba usłyszał taki zarzut za to, że opublikował nagranie wideo, w którym apelował, by nie walczyć zbrojnie. Prokuratura uznała to za cios w potencjał obronny kraju. Inny dziennikarz, Kiriłł Wyszyński na podstawie tego samego artykułu oskarżony został o zdradę mającą polegać na „stwarzaniu zagrożenia informacyjnego”, choć w innych ukraińskich aktach prawnych za bezpieczeństwo informacyjne uznaje się bezpieczeństwo sieci komputerowych, czyli baz danych; zamknięte państwowe systemy informatyczne; a jemu zarzucono opublikowanie kilkudziesięciu artykułów na stronie internetowej, czyli wyrażanie poglądów w tekstach publicystycznych.

Zdarzały się nawet przypadki, że z artykułu o zdradzie państwa zapadały wyroki, a osoby pozbawione wolności nakłaniane były do wyrażenia zgody na wyjazd w ramach wymiany więźniów. Dowodem oskarżenia była wyłącznie korespondencja z rzekomymi agentami FSB i wyrażanie krytyki pod adresem władz.

Artykuł polityczny

Przed 2014 rokiem sprawy z art. 111 („zdrada państwa”) można było policzyć na palcach, ale za czasów Poroszenki wypracowano algorytm oskarżeń i prześladowań na podstawie zarzutu popełnienia tego ciężkiego przestępstwa, za które groziło od 12 do 15 lat więzienia. Ludzi zamykano z tego artykułu na podstawie najmniejszego nawet podejrzenia, robiąc to na mocy przegłosowanej przez partię ówczesnego prezydenta specjalnej ustawy, którą wkrótce ze niekonstytucyjną uznał Trybunał Konstytucyjny.

Podstawą oskarżeń stawały się jakiekolwiek formy współpracy z Ługańską Republiką Ludową, Doniecką Republiką Ludową czy Rosją, nawet w sferze humanitarnej. Przykładowo, w Kijowie sądzono chirurga, który pracował jako lekarz po przejęciu Krymu przez Rosję, zajmując przy tym stanowisko w lokalnej administracji ochrony zdrowia. Tym samym zdradą państwa i stwarzaniem zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego stało się nawet leczenie ludzi i pomoc chorym. Oskarżano o zdradę organizatorów konwojów z pomocą humanitarną, żywnością i lekarstwami do ŁRL i DRL. To też miała być rzekomo działalność przeciwko bezpieczeństwu narodowemu.

Wspomniany artykuł Kodeksu karnego stał się tym samym pałką, którą okładano osoby niewygodne dla władzy. Okazuje się teraz, że nie minęły nawet dwa lata od zmiany głowy państwa i już, zgodnie ze schematem wypracowanym przez Poroszenkę, oskarżają jego samego. Pod koniec 2021 roku byłego prezydenta Ukrainy poinformowano o ciążących na nim podejrzeniach zdrady państwa.

Ucieczka do Polski

Nie czekając na oficjalne postawienie zarzutów, jeszcze tego samego dnia Poroszenko pojechał na lotnisko, gdzie kupił bilety do Stambułu, a stamtąd poleciał do Polski i innych krajów europejskich. Jest tam do dziś, a tymczasem sąd w Kijowie – jak poinformowały media – podjął decyzję o wydaniu nakazu jego zatrzymania w związku z niestawieniem się na przesłuchanie.

Zatrzymanie to jeszcze nie aresztowanie. Ma ono na celu doprowadzenie go do sądu, jednak jego posiedzenie nie może odbyć się tego samego dnia, gdy tylko Poroszenko postawi nogę na terytorium Ukrainy, czyli przekroczy granicę. Zatrzymanie jest tymczasowym ograniczeniem wolności do chwili orzeczenia dalszych środków zapobiegawczych. Jest więc pewne (chyba, że dogada się z Wołodymyrem Zełeńskim), że zakują go w kajdanki i posadzą w celi co najmniej na dobę lub dwie, jak tylko pojawi się w kraju. Jeśli zaś nie wróci, straci swoją partię i mandat poselski. Jeśli wróci, trafi na parę dni za kraty. A może i na dłużej…

Przecież niektórzy jego rzekomi wspólnicy w sprawie Wiktor Miedwiedczuk (szef innej partii opozycyjnej) są w areszcie domowym, a inni, w tym byli ministrowie z czasów jego rządów, albo ukrywają się zagranicą albo siedzą w aresztach.

Sąd może też zastosować wobec Poroszenki ogromną kwotę kaucji. Prokuratura domaga się około miliarda hrywien. Byłoby to przedziwnym wirażem w karierze piątego prezydenta Ukrainy, który tak długo i cierpliwie zmierzał niegdyś do władzy.

Nieoczekiwany zwrot

Poroszenko zaczynał swoją drogę biznesową jeszcze w czasach radzieckich od półlegalnej działalności, w ramach której sklecił produkujący słodycze holding. Potem został deputowanym, co ciekawe, z ramienia partii swojego obecnego wspólnika Wiktora Miedwiedczuka, ojcem chrzestnym dziecka którego jest Władimir Putin.

Później utworzył stację telewizyjną, kupił koncern medialny, otworzył bank, fabrykę samochodów, został ministrem w czasach Wiktora Juszczenki i Wiktora Janukowycza. Tego ostatniego sądzono właśnie z artykułu o zdradzie, już za rządów Poroszenki. Zaocznie.

W czasie działań wojennych Petro Poroszenko zarabiał nie tylko na słodyczach, mediach i banku, ale też na wielkich kontraktach dla armii; jego firma montowała wozy opancerzone, a stocznia budowała kutry dla marynarki wojennej. Cały ten sprzęt wkrótce uznano za nieprzydatny do eksploatacji w warunkach bojowych, a często po prostu wybrakowany, za co zresztą zapadły już wyroki wobec szeregu menedżerów firm Poroszenki.

Odwet

Nikt by Poroszenki pewnie nie ruszał, gdyby nie to, że do biura Zełeńskiego ktoś przyniósł niepublikowane sondaże, według których w drugiej turze wyborów prezydenckich były prezydent, który dwa lata temu przegrał z kretesem z niegdysiejszym komikiem, teraz nieznacznie, ale jednak, wyprzedziłby obecnego. Czyli miałby szansę na rewanż.

I wtedy Zełeński zdecydował się na ustrzelenie dwóch zajęcy jednym wystrzałem: najpierw o zdradę oskarżono szefa jednej partii opozycyjnej, rzekomo prorosyjskiego Miedwiedczuka, a chwilę później do tej samej sprawy dodano Poroszenkę.

Treść zarzutów jest zaskakująca: obu politykom zarzucono współpracę z obcym państwem przeciwko państwu ukraińskiemu. Chodziło o to, że mieli oni organizować transporty węgla z proklamowanych wówczas ŁRL i DRL na Ukrainę, choć przecież to właśnie z Donbasu zawsze pochodziły podstawowe typy węgla dostarczane do elektrociepłowni w środkowej części kraju. W ten sposób w okresie głębokiego kryzysu energetycznego udało im się zapobiec przerwom w dostawach energii elektrycznej w czasie największych mrozów, dzięki dostawom węgla z jednej części Ukrainy, wprawdzie niekontrolowanej przez oficjalne władze, do drugiej.

Wychodzi jednak na to, że zdaniem biura Zełeńskiego i prokuratury, wzmocnieniem bezpieczeństwa narodowego byłoby takie działanie, które doprowadziłoby do zamarznięcia mieszkańców ukraińskich miast.

I jak tu nie krzyknąć: masz pan za swoje, panie Poroszenko! Przecież represje polityczne z artykułu o zdradzie państwa rozpoczął właśnie on. A teraz obrywa od potworka, którego sam stworzył. A jednak…

…nikogo nie zamkną

Dojdzie wszakże do zatrzymania i już samo to będzie nowym politycznym spektaklem. Podobnym do tego, który zorganizował sam Poroszenko przeciwko swojemu byłemu współpracownikowi Micheilowi Saakaszwiliemu. Najpierw przygarnął go, dał obywatelstwo, by chwilę później ścigać za pomocą funkcjonariuszy SBU po dachach kijowskich domów, próbując na siłę pozbyć się go z kraju.

Zatem będą ścigać i Petra; przecież Zełeński musi spełnić choćby niektóre obietnice… A była wśród nich i ta, że Poroszenko będzie siedział. Nawet jeden dzień byłego prezydenta w celi izby zatrzymań będzie wyglądał dla masowego odbiorcy, jak spełnienie danego słowa – postarają się już o to filmowi scenarzyści Zełeńskiego. Może i nie nauczyli się oni rządzenia państwem, ale kręcenie dobrych filmów nadal im wychodzi.

Wasilij Murawicki

(korespondencja z Kijowa)

Redakcja