PublicystykaNie-wojna z Białorusią

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Adam Wielomski: Niestety, świat zmienia i znana formuła Grocjusza z XVII stulecia, że „państwa są albo w stanie pokoju, albo w stanie wojny” już nie obowiązuje. Mamy dziś liczne wojny gospodarcze i, jak to dziwacznie nazwano ostatnio, „hybrydowe”.

Jedną z takich nie-wojen jest konflikt z Białorusią, mający aktualnie miejsce na granicy polsko-białoruskiej. Przyznam, że jest to nie-wojna dla mnie wyjątkowo niekomfortowa. Jestem świadomy, że to strona Polska tę nie-wojnę zaczęła i podsyca ją od wielu lat w celu obalenia Aleksandra Łukaszenki. Gdybyśmy prowadzili tę działalność w polskim interesie, to zapewne byłbym sercem po stronie naszego państwa. Niestety, celem tych działań nie jest zainstalowanie w Mińsku jakiejś pro-polskiej ekipy. Celem tej nie-wojny od początku było zainstalowanie w Mińsku nie ekipy politycznej nam przychylnej w rozmaitych sprawach, lecz jakiegoś miejscowego Balcerowicza w roli białoruskiego ministra finansów i prywatyzacja gospodarki tego państwa. Czytaj: rozkradzenie zasobów Białorusi przez zachodnich „inwestorów” za kilka procent ich wartości w ramach procesów dla niepoznaki zwanych prywatyzacją. W zyskach tych nie będzie uczestniczyło ani Państwo Polskie, ani polscy „inwestorzy”. Są zbyt małymi graczami. Walczymy w interesie międzynarodowych korporacji. Stąd moja, widoczna zapewne od lat, sympatia dla Łukaszenki i broniącej swojej suwerenności państwowej Białorusi. Niestety, po różnego rodzaju operacjach w których braliśmy czynny udział, Aleksander Łukaszenko w końcu nam odpowiedział, używając do tego imigrantów, na przybyciu których zarabia podobno po 1000 dolarów od głowy. Przy okazji udało mu się nie tylko zrobić nam problem na granicy, ale i pobudzić do działania V kolumnę w kraju, złożoną z rozmaitych osobników „postępowych” i „celebrytów”, zawsze gotowych wystąpić przeciwko Państwu Polskiemu i polskości, wspomaganych przez prywatne media należące do zagranicznych korporacji. Może nawet tych samych, które chcą „sprywatyzować” białoruską gospodarkę. Niestety, nie-wojna też jest konfliktem, w dodatku – chyba po raz pierwszy – zaatakowano nas, nawet jeśli jest to tylko kontratak. W sytuacji, gdy na szali znajdują się moje prywatne sympatie i Państwo Polskie, czuję obowiązek pierwszej lojalności wobec własnego państwa. Mimo wszystko. Dlatego w toczącej się nie-wojnie muszę poprzeć mój rząd i moje państwo, moją ojczyznę, przynajmniej dopóki atakowane jest terytorium RP i to atakowane dosłownie. Myślę, że celem Łukaszenki jest zmuszenie Polski do zawarcia rodzaju dżentelmeńskiej umowy: ja wam nie wysyłam na granicę uchodźców, a wy uznajecie suwerenność Białorusi. Chciałbym, aby ta nie-wojna takim paktem się skończyła, lecz w to nie wierzę. Międzynarodowe koncerny mają zbyt silną pozycję w Polsce, a „inwestorzy” już przebierają nóżkami do prywatyzacji. Zostaliśmy polem bitwy w tej nie-wojnie.

Magdalena Ziętek-Wielomska: Moim zdaniem wydarzenia te stanowią już element wojny o to, kto będzie przyszłym hegemonem naszego regionu: Niemcy czy Chiny. W tle oczywiście ciągle mamy USA, ale one powoli schodzą ze sceny jako globalne mocarstwo. Nasz problem polega na tym, że właśnie na Bugu doszło do spotkania wpływów chińskich i niemieckich i że to właśnie my znajdujemy się na granicy starcia tych interesów. Chińczycy oczywiście ze swoim projektem chcieliby przejść przez terytorium Polski, w najgorszym razie zostaje im droga przez Obwód Kaliningradzki do Bałtyku. Niemcy chcą oczywiście trzymać pod swoją kontrolą cały region, stąd też dość aktywnie same zaangażowały się we wspieranie białoruskiej opozycji. Kilka dni temu przecież ambasador Niemiec w Polsce Arndt Freytag von Loringhoven chwalił się na Twitterze, że w Bundestagu przemawiała sama Swiatłana Cichanouska i że niemieccy parlamentarzyści zgotowali jej owację na stojąco. To nie Putin, a Chińczycy uratowali Łukaszenkę przed Zachodem. A Niemcy mają interes w tym, żebyśmy wierzyli, że to Putin nas atakuje.

Myśl Polska, nr 47-48 (21-28.11.2021)

Redakcja