KulturaRecenzjeAntypolskie „Wesele”

Redakcja1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

Byłem  na najnowszym filmie Wojciecha Smarzowskiego „Wesele”. Liczyłem na większy obiektywizm i dużo lepsze kino. Zawiodłem się bardzo. Moim zdaniem jest to najsłabszy film w karierze tego zdolnego, chociaż kontrowersyjnego reżysera.

Oglądany obraz jest czymś w rodzaju „Smoleńska”, tym razem adresowanego do czytelnika „Gazety Wyborczej” i bezkrytycznego widza „Szkła Kontaktowego”.  Technicznie zrobiony oczywiście lepiej, propagandowo jednak bliźniaczy. Smarzowski umieścił w wielkim natężeniu treści nagromadzone przez lata w tekstach gazety Michnika, Grossa czy Całej.

Mamy w filmie widoczne wszystkie uprzedzenia względem Polaków. Film niby opowiada o weselu, które swojej córce Kasi (Michalina Łabacz) wyprawia właściciel zakładów mięsnych Ryszard Wilk (Robert Więckiewicz) Dziadek panny młodej Antoni (zmarły Ryszard Ronczewski) przypomina sobie sceny z życia w II RP i czasów okupacji. Niestety całość gubi się w natłoku wódy, wulgaryzmów i obrzydliwości przypisywanych Polakom. Na czoło wysuwa się oczywiście ludowy, katolicki, endecki, PRL-owski i nowoczesny antysemityzm we wszelakich formach. I miesza się tutaj z cwaniactwem, prymitywizmem, złodziejstwem, łapówkarstwem, zdradą, rasizmem i rozpustą.

To zaś oczywiście wkomponowane jest w tradycję katolicką. Widzimy brudną i kaleczącą polszczyznę hołotę, bez głębszych wartości i szacunku dla drugiego człowieka. Obraz jest tak bardzo przejaskrawiony, że z trudnością się go ogląda. Dla mnie to bardziej zbiór słabo połączonych scen niż film z czytelną akcją. W pewnych momentach widzimy coś co bardziej przypomina przedstawienie szkolne niż rozreklamowany w mediach film (np. gdy na ekranie pojawia się Norwid, smutny Dmowski, dziwny Piłsudski, ksiądz wygłaszający kazanie o Żydach i drugi o LGBT. Są również umundurowani członkowie Stronnictwa Narodowego poniżej pokazani jako… pomagierzy Niemców). Film jest do bólu przewidywalny.

Wciśnięto w niego również kilka scen, które mają niby równoważyć racje – w tym zdanie o dwóch stodołach wypowiadane przez niedawno zmarłego polskiego aktora żydowskiego pochodzenia Krzysztofa Kowalewskiego – tej, w której Polacy mordowali licznych Żydów i taką, gdzie ratowali nielicznych. Ale w jakich proporcjach nie możemy się jednak z tego filmu dowiedzieć?

Dla mnie obrzydliwą sceną jest oglądany przez „skrajnego polskiego szowinistę” (oczywiście z mieczykiem Chrobrego w klapie) na telefonie film mający pokazywać zbrodnie dokonywane w Izraelu na Palestyńczykach. Bo ten fragment ma podważać intencje tych osób, które ujmują się za wolną Palestyną. Ewidentnie chodzi o skojarzenie, że poparcie dla niepodległości Palestyńczyków, ma rzekomo podłoże antyżydowskie. Zdziwienie natomiast musi budzić marginalne pokazanie zbrodni hitlerowców. Oni są obecni, ale w większości scen jak statyści, bierni obserwatorzy polskiego zdziczenia.

Moim zdaniem reżyser po dobrym i ważnym dla Polaków „Wołyniu” postanowił odpokutować tym filmem i wkupić się w łaski tych Możnych i Wpływowych.  Bo „Wołyń” był źle przyjęty w tych właśnie środowiskach, które dzisiaj go oklaskują. Więc najprawdopodobniej mu się to udało. Zna pewnie losy, tych reżyserów, którzy wegetowali na bezrobociu za postawę i poglądy: Jerzego Gabrielskiego, (piewcy walki górników śląskich z obcym kapitałem w filmie „Czarne diamenty” z 1939 roku, który na premierę czekał 42 lata), Antoniego Bohdziewicza czy Bohdana Poręby.

Wojciech Smarzowski na spotkaniu z Kresowiakami w Legnicy

Wszelka narracja, że to film odważny i łamiący tabu jest totalna bzdurą. Film powiela to co od wielu lat wciska nam środowisko byłej Unii Wolności. I moim zdaniem nie jest przypadkowy czas premiery i nagłaśniania tego filmu. Kwestia odszkodowań dla Żydów od państwa polskiego pozostaje otwarta. Film będzie przez lata spełniał rolę taką samą jak „Malowany ptak” Jerzego Kosińskiego czy „Boża podszewka” Izabeli Cywińskiej. Gdyby reżyser chciał rzeczywiście zgłębić skomplikowane relacje polsko-żydowskie to przygotowanych przez życie scenariuszy miałby ogrom. Choćby z moich rodzinnych Siemianowic-Michałkowic. Mieszkała tutaj rodzina Kobylców, która w bohaterski sposób uratowała kilkudziesięciu Żydów. Pod podłogą swojego domu (skrzyżowanie ulic Walerego Łukasińskiego i Harcerskiej) wykopali i obudowali kryjówkę. Było to duże pomieszczenie połączone z piwnicą. Wyposażyli je w wentylację, elektryczność (!) i sygnalizację alarmową. W tym miejscu ukrywało się przez pewien czas ponad 20 Żydów.

W sumie przez całą wojnę prawie 70-ciu. Michałkowicki schron, o czym wspomina historyk Marcin Wądłowski, był wykorzystywany jako centrum żydowskiego podziemia antyhitlerowskiego. Tam również znajdował się punkt kontaktowy z żydowskimi organizacjami z Warszawy. Wspomniał o tym pułkownik Tadeusz Bednarczyk (AK). Niestety w wyniku doniesienia do hitlerowskiej policji rodzina została aresztowana, torturowana a w rezultacie wysłana do KL Auschwitz. Dzięki zaangażowaniu Żydów, którzy przeżyli rodzina została uhonorowana medalami Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Doceniono Piotra, Karolinę, Mieczysława, Alojzego i Klarę (1964 roku) Kobylców. Później medal otrzymał również Wiktor (1992 roku) A gdy do tego dodać rodzinną tragedię syna wcielonego do niemieckiej armii i zabitego przez ratowanych Żydów, to byłby scenariusz mądry i nieoczywisty. Niestety średnio oczekiwany przez środowisko do, którego był adresowany.

Jeżeli ktoś chce zobaczyć prawdziwie odważny film w tym temacie – to polecam „Sprawiedliwych” z 1968 roku. Prawdziwie wyklęty film. Obraz ten był zrealizowany przez wybitnego reżysera Janusza Kidawę i Ryszarda Gontarza. W tym filmie zawarta jest gorzka prawda i ten obraz pozostał do dzisiaj przemilczany. Film jest bezpłatnie dostępny między innymi na kanale Youtube.

Łukasz M. Jastrzębski

Fot. re-kino i Archiwum Myśli Polskiej

Myśl Polska, nr 45-46 (7-14.11.2021)

Redakcja