ŚwiatUkraina: niepewny los europejskich inwestorów

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Na Ukrainie zaczyna się wielka polityczno-korupcyjna rywalizacja, w której centrum znalazł się Wołodymyr Zełeński, a naprzeciwko siebie dwaj konkurujący między sobą jego oponenci – Wiktor Miedwiedczuk i były prezydent Petro Poroszenko. W tym samym czasie 11 października Unia Europejska wyasygnowała 600 mln euro pomocy makrofinansowej, która ma zostać przeznaczona na stabilizację ukraińskiego budżetu, w szczególności pokryć straty państwowych spółek, na przykład banku Ukreksimbank.

Zełeński w rajach podatkowych

Na początku października zwykle bardzo aktywny w mediach prezydent Zełeński zamilkł. W poniedziałek 4 października największe europejskie i amerykańskie serwisy informowały o panamskim raju podatkowym, którego największym spośród urzędujących polityków beneficjentem był właśnie on. Okazało się w ten sposób, że człowiek, który doszedł do władzy dzięki hasłom walki z oligarchami, apelom o przejrzystość i postulatom zniszczenia systemowej korupcji w kraju: 1) ukrył swoją firmę, stosując offshoring; 2) uniknął w ten sposób płacenia milionów hrywien podatków; 3) jego firma zagranicą otrzymała 40 mln dolarów od spółki oligarchy Igora Kołomojskiego; 4) firma ta pojawia się w sprawie nielegalnego transferu środków z banku Priwat.

Po kilku dniach od wybuchu skandalu z rajami podatkowymi, szef państwowego banku Ukreksimbank, powołany na to stanowisko przyjaciel Zełeńskiego z czasów dzieciństwa Jewhen Mecger napada w swoim własnym gabinecie, wraz z ochroniarzami, na dziennikarzy radia „Swoboda”. Dzieje się to w trakcie umówionego wcześniej wywiadu.

Kredyty na kijowskie centrum handlowe

Przyczyna: dziennikarze zadają niewygodne pytanie o to, jak to się stało, że przynoszący straty za czasów Zełeńskiego, powołany do obsługi transakcji importowych i eksportowych, państwowy bank udzielił przedsiębiorcy z Gorłowki, właścicielowi zakładów w „Donieckiej Republice Ludowej” kredytu w wysokości 60 mld dolarów na kupno przez niego centrum handlowego w Kijowie. Zabezpieczeniem tej pożyczki stało się samo kupowane centrum handlowe.

Centrum handlowe też jest niezwykłe – to obiekt SkyMall. Toczą się o nie od dziesięciu lat zacięte batalie sądowe, kontrola nad nim przechodziła do kolejnych grup finansowo-przemysłowych. Pieniądze na jego powstanie wyłożył inwestor z Estonii. Po pewnym czasie jego partnerzy w tym biznesie odmówili realizacji swoich zobowiązań i estoński obywatel udał się do ukraińskich sądów.

Estońska prezydent: nie inwestujcie na Ukrainie!

Latem tego roku prezydent Estonii Kersti Kaljulaid wygłosiła dość zaskakującą tyradę pod adresem ukraińskiego prezydenta, w której stwierdziła, że inwestorzy z jej kraju „nawet mając korzystne dla siebie rozstrzygnięcie arbitrażowe, nie mogli odzyskać swego majątku”. „Nie radziłabym zatem Estończykom inwestować na Ukrainie” – podsumowała.

Chodziło jej właśnie o centrum handlowe SkyMall, wygrane przez estońskiego inwestora procesy i stracone przez estońskie firmy pieniądze. Wychodzi więc na to, że państwowy Ukreksimbank udzielił wątpliwego kredytu ze środków budżetowych na zakup centrum handlowego, które najwyraźniej w sensie prawnym nie należy nawet do sprzedającego je podmiotu, który przejął kontrolę nad nim ignorując prawa inwestora z Estonii. Takie jest przynajmniej zdanie samego inwestora i prezydenta jego kraju.

Warto nadmienić, że w ubiegłym roku straty Ukreksimbanku osiągnęły niewiarygodny pułap 5 mld hrywien i rekompensowane były ze środków budżetowych, w tym pochodzących z europejskiego wsparcia makrofinansowego; bankructwo tego banku oznaczałoby bowiem destabilizację systemu finansowego Ukrainy.

Kołomojskiego kłopoty w Izraelu

To jednak nie wszystko. W lipcu kijowska, anglojęzyczna gazeta „Kyiv Post” napisała, że izraelska policja wszczęła śledztwo w sprawie oszustwa. Wśród podejrzanych miało znajdować się pięć osób, w tym Igor Kołomojski i jego wspólnicy, w szczególności były szef banku Priwat Aleksandr Dubilet. Sprawa polega na tym, że firmy Kołomojskiego otrzymały od estońskiej spółki węgiel o wartości 20 mld dolarów, lecz za niego nie zapłaciły. Oszukane firmy zarejestrowane są w Estonii, lecz – zdaniem dziennikarzy – znajdują się pod kontrolą białoruskiego biznesmena Nikołaja Worobia.

Dostawami węgla, m.in. pochodzącymi z Donbasu, zajmował się jego partner na Ukrainie Siergiej Kuziara, którego pod koniec września aresztowały ukraińskie służby specjalne, wypuszczając go następnie za niewiarygodnie wysoką kaucję 500 mln hrywien. Tymczasem 8 października kolega Zełeńskiego z lat młodości, szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Iwan Bakanow oraz prokurator generalna Irina Wieniediktowa postanowili postawić nowe zarzuty deputowanemu i liderowi partii uznawanej za prorosyjską Wiktorowi Miedwiedczukowi. Ich istotą jest oskarżenie go o to, że w latach 2014-2015 organizował on dostawy węgla z Doniecka, we współpracy ze wspomnianym Siergiejem Kuziarą.

Polityczno-korupcyjne gry za pieniądze UE

Mamy zatem sytuację, w której w odpowiedzi na sprawę kryminalną przeciwko Kołomojskiemu w Izraelu, dotyczącą kradzieży milionów dolarów na szkodę estońskiego przedsiębiorcy pochodzącego z Białorusi Nikołaja Worobia, na Ukrainie aresztowany zostaje znany przedsiębiorca z branży węglowej Kuziara, następnie zwolniony po wpłaceniu ogromnej kaucji. Zajmuje się tym kontrolowana przez Zełeńskiego SBU, która łączy Kuziarę z przeciwnikiem prezydenta Miedwiedczukiem, a tego z kolei z Poroszenką.

Wygląda więc na to, że na Ukrainie, z bezpośrednim udziałem jej prezydenta, toczą się jakieś skomplikowane gry polityczno-korupcyjne, które nijak się mają do europejskich standardów politycznych, ani do obietnic samego Zełeńskiego. A wszystko to finansowane jest m.in. ze środków unijnych.

Wasilij Murawickij

korespondencja z Ukrainy

Redakcja