PolitykaŚwiatZdrowie prezydenta Zemana najważniejsze

Redakcja10 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

8 i 9 października odbyły się dwudniowe wybory parlamentarne w Czechach. Podobnie, jak w przypadku innych naszych sąsiadów, większość polskich mediów poświęciła niezbyt wiele uwagi temu wydarzeniu. Koncentracja na krajowym spektaklu przesłania im tradycyjnie umiejętność szerszego spojrzenia i pogłębionej analizy wydarzeń zagranicznych, nawet tych u naszych bezpośrednich sąsiadów.

Tymczasem to przecież z Czechami rząd polski znalazł się dziś w poważnym konflikcie o dalsze funkcjonowanie kopalni węgla brunatnego w Turowie. Dziennie Warszawa traci na tym sporze 500 tys. euro, zgodnie z werdyktem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To już dziś kwota rzędu prawie 20 mln euro.

Czeskie wybory do Izby Poselskiej liczącej 200 mandatów odbywają się według ordynacji proporcjonalnej, zakładającej konieczność przekroczenia 5-procentowego progu wyborczego przez partie polityczne (w przypadku koalicji dwupartyjnej próg wynosi 8%, a wobec koalicji składającej się z trzech i więcej partii stosuje się próg 11%). Kraj podzielony jest na 14 okręgów wyborczych, a głosy przeliczane są metodą d’Hondta, preferującą większe ugrupowania. W minionych wyborach parlamentarnych udział wzięło ponad 65% uprawionych Czechów.

Jak wspomniał współpracujący z „Myślą Polską” czeski dziennikarz i komentator Roman Blaško, tym razem głównymi rywalami w kampanii byli liberałowie i neoliberałowie. Ci pierwsi to ugrupowanie premiera Andreja Babiša ANO (niegdyś był to skrót od nazwy Sojusz Rozczarowanych Obywateli, dziś po prostu słowo ano, czyli po czesku „tak”). Formacja powstała w 2011 roku, a jej założyciel znany był już wcześniej jako drugi na liście najbogatszych Czechów (kontroluje m.in. konglomerat rolno-spożywczy Agrofert i jeden z największych koncernów medialnych). Początkowo ugrupowanie głosiło za swoim liderem przede wszystkim hasła walki z korupcją i nepotyzmem, jednak z biegiem czasu przekształciło się w partię liberalną, co przypieczętowała jej afiliacja w Parlamencie Europejskim z Sojuszem Liberałów i Demokratów Europy (ALDE). ANO uważane jest za ruch pragmatyczny, choć oponenci określają go jako populistyczny. Swoją popularność zawdzięcza w dużej mierze osobistej rozpoznawalności Babiša. Od 2011 roku jego przedstawiciele wchodzą w skład różnorodnych gabinetów koalicyjnych. Ostatni gabinet na czele z czeskim miliarderem składał się poza jego macierzystą organizacją również z reprezentantów Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (ČSSD), co pozwalało na sprawowanie rządów przy nieoficjalnym wsparciu frakcji parlamentarnej Komunistycznej Partii Czech i Moraw (KSČM). W tegorocznych wyborach, prezentując dość eklektyczny program, partia premiera uzyskała 27,1% głosów, a liczba zdobytych przez nią mandatów spadła z 78 do 72.

Viktor Orban i Andrej Babiš

Z parlamentu wypadła jednak ČSSD, której po raz pierwszy nie udało się przekroczyć progu wyborczego (uzyskała wynik 4,65%). Stało się tak po raz pierwszy w jej najnowszej historii; przypomnijmy, że czescy socjaldemokraci jeszcze kilkanaście lat temu byli wiodącą siłą szeregu koalicji rządowych i nikt nawet nie dopuszczał możliwości, iż mogą stać się opozycją pozaparlamentarną. Na czele ugrupowania zabrakło jednak osobowości politycznych. Jego pozycję zbudował tak naprawdę obecny prezydent Czech Miloš Zeman, który stał na czele ugrupowania w latach 1993-2001. Po jego odejściu z funkcji, a następnie partii, ČSSD zabrakło nie tylko wyrazistego przywództwa, ale i programu odróżniającego tą formację od politycznej konkurencji. W obecnych wyborach duża część jej wyborców mogła zagłosować na starszego partnera koalicyjnego – ANO.

Pozycja Babiša w czeskiej polityce stała się katalizatorem procesów zjednoczeniowych wśród neoliberalnej, proatlantyckiej opozycji. To ona utworzyła z myślą o tegorocznych wyborach koalicję Razem (Spola) składającą się z Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), Unii Chrześcijańskiej i Demokratycznej – Czechosłowackiej Partii Ludowej (KDU – ČSL) oraz Tradycji – Odpowiedzialności – Dobrobytu (TOP 09). Poza tą ostatnią, formacje te miały niegdyś całkiem inne oblicze programowe: ODS była ugrupowaniem konserwatywnym , z którego wywodził się i na czele którego stał przez lata późniejszy prezydent Václav Klaus. Klaus, uznawany za jednego z najbardziej wyrazistych czeskich polityków ostatnich lat, w wyborach prezydenckich w 2018 roku poparł swego niegdysiejszego politycznego konkurenta Zemana (okazało się, że łamiący kanony politycznej poprawności politycy starszego pokolenia, choć pochodzą z różnych obozów politycznych, potrafią znaleźć wspólny język). 80-letni konserwatywny polityk dołączył też do nowej partii, kierowanego przez swego syna Václava Klausa jr Trójkolorowego Ruchu Obywatelskiego. Ugrupowanie to startowało samodzielnie w ostatnich wyborach, zdobywając w koalicji z mniejszymi partnerami 2,76%. Po rozwodzie z Klausem nowe kierownictwo ODS doprowadziło do ewolucji ugrupowania w kierunku coraz mniej konserwatywnym, a coraz bardziej neoliberalnym. Czescy chadecy i ludowcy to formacje historyczne, których początki sięgają jeszcze imperium Habsburgów i schyłku XIX wieku. Również oni dość daleko odeszli od swych programowych i ideowych korzeni. Blok Spola uzyskał 27,79% poparcia, ale w związku z ordynacją wyborczą o jeden mandat poselski mniej od ANO – 71.

W wyborach wziął także udział inny blok o charakterze liberalno-progresywnym, Piraci i Burmistrzowie, utworzony z Partii Piratów oraz samorządowego ugrupowania Burmistrzów i Niezależnych. O ile profil „piratów” jest dość jednoznacznie progresywny i politycznie poprawny, o tyle wśród samorządowców, którzy uzyskali znacznie więcej mandatów od swoich partnerów występują różne nurty i poglądy, co sprawia, że to właśnie oni mogą być skłonni do zmiany politycznych barw i sojuszy w trakcie kadencji. Ugrupowanie zdobyło 15,61% i 37 miejsc w Izbie Poselskiej.

Choć rozgrywka o utworzenie gabinetu rządowego toczyć będzie się pomiędzy ANO i Spolu, warto zwrócić uwagę na inne ruchy na czeskiej scenie politycznej, które mogły mieć istotny wpływ na aktualny układ sił. Wskazują one na niejednokrotnie zaskakujące przepływy elektoratów, szczególnie wśród ugrupowań deklarujących sprzeciw wobec obecnego establishmentu.

W powyborczą niedzielę rezygnację z funkcji partyjnego przewodniczącego złożył Vojtěch Filip, który od 2005 roku stał na czele Komunistycznej Partii Czech i Moraw (KSČM). Powód: najsłabszy w historii wynik czeskich komunistów, którzy zdobyli 3,6% głosów i po raz pierwszy od 1920 roku (licząc okres czechosłowacki) znaleźli się poza parlamentem. Blaško dzieli przyczyny porażki ugrupowania na obiektywne i subiektywne. Do tych pierwszych zalicza przede wszystkim zewnętrzny nacisk na dekomunizację czeskiej sceny politycznej. Zwraca uwagę, że przed kilkoma laty frakcja liberalna w Parlamencie Europejskim przyjęła rezolucję, w której otwarcie zapowiadała dążenie do eliminacji komunistów z systemów partyjnych Europy Środkowej i Wschodniej. A to właśnie neoliberałowie stanowią dziś dominującą opcję nad Wełtawą. Były również i przyczyny subiektywne. Do kwietnia tego roku KSČM nieformalnie wspierała swoimi głosami gabinet Babiša. Choć ugrupowanie było w dalszym ciągu poddawane izolacji ze strony pozostałych aktorów sceny politycznej, jego władze starały się łagodzić nieco swój przekaz, by uzyskać perspektywę dopuszczenia do grona formacji systemowych. Warto odnotować fakt, że mówimy tu o partii, która od 1990 roku regularnie uzyskiwała wyniki wyborcze powyżej 10% poparcia. W 2017 roku liczba oddanych na nią głosów spadła do 7,8%, a obecnie doszło do prawdziwej katastrofy i ostatecznej utraty statusu ważnej siły opozycji parlamentarnej. Przypomnijmy również, że KSČM to nie formacja skrajnie lewicowa w zachodnim rozumieniu tego terminu. Na jej oblicze programowe składała się obiektywna ocena okresu socjalistycznej Czechosłowacji, sprzeciw wobec obecności baz amerykańskich w kraju, odrzucenie NATO, krytyka aktualnego kształtu integracji europejskiej, wreszcie elementy apelu patriotycznego, przejawiającego się przede wszystkim w akcentowaniu zagrożenia ze strony rewizjonizmu niemieckiego i przywiązania do czeskich ziem odzyskanych. Stojący na czele partii Filip był ostro atakowany w mediach głównego nurtu także w związku z rozwijanymi przez siebie kontaktami z parlamentarzystami rosyjskimi oraz Komunistyczną Partią Chin, co wyraźnie wskazywało na priorytety KSČM w polityce zagranicznej. Roman Blaško, współpracujący również ze związanym z ugrupowaniem dziennikiem „Haló Noviny”, zauważa, że istotną częścią elektoratu byli ludzie w starszym wieku, przeważnie emeryci, których głosy przepłynęły do ANO; oraz czynni i emerytowani mundurowi, przede wszystkim żołnierze i policjanci, dla których powstała alternatywna propozycja pod postacią ruchu założonego przez popularnego oficera policji.

Chodzi tu o ruch obywatelski Przysięga, który zarejestrowany został na początku kwietnia, czyli pół roku przed wyznaczoną datą wyborów. Na jego czele stanął Robert Šlachta, były oficer Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej czeskiej policji, znany m.in. z brawurowych śledztw przeciwko skorumpowanym politykom. 50-letni były policjant założył partię polityczną po tym, jak ogromnym sukcesem stał się wywiad-rzeka przeprowadzony z nim przez jednego z czołowych czeskich dziennikarzy śledczych Josefa Klimę i wydany pod tytułem Trzydzieści lat pod przysięgą (Třicet let pod přísahou, 2020). We władzach ugrupowania stanęli obok niego dawni koledzy z lat służby. I ruch ten okazał się wielkim sukcesem, bo odpowiadając na zapotrzebowanie wyborców na hasła antykorupcyjne i skierowane przeciwko rządzącej klasie politycznej, zdołał uzyskać poparcie 4,68% wyborców, wyprzedzając tym samym ČSSD, KSČM, nie wspominając już o pozostałych siłach pozaparlamentarnych. Pomogła w tym zapewne również aktualna niezwykle krytyka Przysięgi stosowanych przez władze w Pradze ograniczeń i środków do walki z pandemią.

W czeskiej Izbie Poselskiej zasiądą jeszcze po raz kolejny przedstawiciele eurosceptycznej, antyimigranckiej czeskiej prawicy narodowej z partii Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD). Ugrupowanie to powstało w wyniku procesów zjednoczeniowych czeskich środowisk narodowych, zainicjowanych przez Tomio Okamurę, przedsiębiorcę urodzonego w Tokio, którego ojciec był pochodzenia japońskiego i koreańskiego. Ugrupowanie Okamury zdołało po raz kolejny zjednoczyć rozdrobnione przez lata czeskie środowiska nacjonalistyczne, potwierdzając swoją dominację w tym sektorze sceny politycznej i zdobywając znowu czwarte miejsce w wyborach, tym razem z nieco słabszym wynikiem 9,56%. SPD jest jak do tej pory raczej izolowana przez inne ugrupowania parlamentarne, ale to może się zmienić, jeśli Babiš będzie zdeterminowany do budowy większości parlamentarnej, wbrew przeciwnościom.

Petr Fiala

Pozycji SPD nie udało się osłabić innej formacji nacjonalistycznej biorącej udział w tegorocznych wyborach. Wolny Blok starał się prezentować jako opcja radykalniejsza w swojej krytyce systemu od SPD. Mimo to, założone przez popularną niegdyś posłankę do Parlamentu Europejskiego Janę Bobošikową, ugrupowanie zdobyło zaledwie 1,33% głosów. Pozostałe formacje opozycji pozaparlamentarnej uzyskały poparcie poniżej 1%.

Gdy w niedzielę po wyborach czeskie media obiegła fotografia prezydenta Zemana przewożonego na wózku inwalidzkim, w stanie przypominającym brak świadomości do szpitala, z miejsca pojawiły się przeróżne spekulacje. Prezydent twardo zapowiedział, że misję utworzenia kolejnego rządu powierzyć zamierza Andrejowi Babišowi, którego po pierwsze dość wyraźnie popierał podczas kampanii, a – po drugie – uważa, zgodnie z arytmetyką za lidera największej partii parlamentarnej. Neoliberalna Spola może dostrzegać tu wyraźne zagrożenie; zapowiedź prezydenta może dać czas obecnemu premierowi na targi koalicyjne i zdobycie nawet chwiejnej, ale jednak większości. Dlatego już dziś część senatorów opozycyjnych ponawia wniosek o impeachment prezydenta. W tej sytuacji neoliberałowie mieliby sytuację wyraźnie ułatwioną; obowiązki głowy państwa przejąłby przewodniczący Izby Poselskiej, którego Spolu wraz z Piratami i Burmistrzami może bez większych kłopotów wybrać. Ten z kolei, jak nietrudno się domyśleć, właśnie im powierzyłby misję tworzenia koalicyjnego rządu, na czele którego stanąłby zapewne Petr Fiala. Dlatego przyszłość czeskiej sceny politycznej zależy dziś w największym stopniu od stanu zdrowia Miloša Zemana. Jak donoszą nasze źródła w Pradze, jest on stabilny, choć wciąż wymagający intensywnej terapii. Najważniejsze jest jednak to, że 77-letni prezydent ma świadomość i komunikuje się z otoczeniem, co oznacza, że może – wbrew twierdzeniom opozycji – sprawować swoje obowiązki.

Mateusz Piskorski

Na zdjęciu: Milosz Zeman i Viktor Orban

Tekst ukaże się także w nr 43-44 (24-31.10.2021) Myśli Polskiej

 

 

Redakcja