PolskaByć jak Marian Banaś

Przemysław Piasta2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Marian Banaś swoją karierę na stanowisku szefa NIK rozpoczął w sposób haniebny. Jego powołanie nastąpiło 30 sierpnia 2019 roku, a już 21 września magazyn śledczy Superwizjer wyemitował reportaż sugerujący jego związki ze światem przestępczym. Zarzuty wobec nowo powołanego szefa NIK były tego formatu, że nawet Jarosław Kaczyński i jego świta odwrócili się od swego niedawnego nominata. Jednak Banaś nie ustąpił.

Sugestie dymisji ze stanowiska początkowo „miękko” formułowane przez polityków PiS szybko przerodziły się w groźby, naciski i wrogie kroki. To był poważny błąd. Omyłka, która miała okazać się tragiczna dla PiS-u lecz niezwykle pożyteczna dla Polski. Bowiem osaczony z wszystkich stron, pozbawiony politycznego zaplecza Banaś nie poddał się. Nie schował się w kącie pogrążając się w błogim zapomnieniu.

Zrobił coś dokładnie przeciwnego. Wziął się za swoją pracę. Z wielką energią, zaangażowaniem i kompetencją wprawił w ruch machinę NIK. Na przekór rzucanym pod nogi kłodom, uczynił z niej na powrót najwyższy organ kontroli Rzeczypospolitej Polskiej. Nie zaś pustą dekorację do której nawykli polscy politycy. Mając nad swoimi poprzednikami wielką przewagę jaką dają niezależność i motywacja właściwa desperatom, wszczął kontrole. Rzetelne, niezależne i do bólu skuteczne.

Fragment po fragmencie z wystąpień pokontrolnych NIK zaczął się wyłaniać prawdziwy obraz Polski PiS. Jakże odmienny od telewizyjnej propagandy. Obraz nieudolności, korupcji i nepotyzmu. Obraz gigantycznej rozrzutności. I powszechnego bezprawia.

Wydawało się, że nie może być wniosków bardziej druzgocących niż te płynące z kontroli tak zwanych wyborów kopertowych. Najwyższa Izba Kontroli złożyła wtedy do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez najważniejsze osoby w państwie. Chodzi o premiera Mateusza Morawieckiego, szefa KPRM Michała Dworczyka, ministra aktywów Jacka Sasina i szefa MSW Mariusza Kamińskiego. NIK ustaliła m.in. że decyzje podejmowane przez Prezesa Rady Ministrów i jego współpracowników w celu organizacji tak zwanych korespondencyjnych wyborów prezydenckich w maju 2020 roku były bezprawne. Że najwyżsi w Polsce urzędnicy działając bez właściwego upoważnienia zmarnowali gigantyczną kwotę 76 milionów złotych. Rzecz jasna z naszych podatków. Okazało się, że były to jednak przysłowiowe drobne.

Prawdziwie ciekawe rzeczy dzieją się w Ministerstwie – nomen omen – Sprawiedliwości. Na zwołanej na 30.09 konferencji prasowej przedstawiciele NIK przedstawili wnioski z kontroli wydatkowania środków z będącego w dyspozycji ministra Ziobry Funduszu Sprawiedliwości. Są to wnioski, mówiąc ogólnikowo, druzgocące. W ocenie kontrolerów NIK środki Funduszu Sprawiedliwości rozdawane były w sposób całkowicie uznaniowy, poza kontrolą publiczną. Łączna kwota nieprawidłowo wydanych pieniędzy sięgnęła ponad 280 mln zł. Do prokuratury złożono pięć zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa. Prezes NIK skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie konstytucyjności przepisów dotyczących Funduszu Sprawiedliwości.

„NIK oceniła negatywnie działania Ministra Sprawiedliwości w zakresie realizacji umów dotacji na powierzanie zadań Funduszu. – czytamy w notatce prasowej NIK – Przedstawiona ocena wynikała w szczególności z regularnego dotowania przedsięwzięć niemających w praktyce żadnego lub mających jedynie marginalny związek z celami Funduszu Sprawiedliwości. Wpływało to negatywnie na możliwość rzetelnej realizacji pierwotnych celów Funduszu w zakresie kompensowania skutków przestępstw i pomocy postpenitencjarnej. W konsekwencji, spośród 681 409,2 tys. zł dotacji przyznanych ze środków Funduszu w okresie objętym kontrolą, jedynie 228 502,0 tys. zł (34%) przeznaczono na pomoc świadczoną bezpośrednio osobom pokrzywdzonym przestępstwem (i osobom im najbliższym), a 24 225,0 tys. zł (4%) na pomoc postpenitencjarną.”.

Kontrola NIK w Ministerstwie Sprawiedliwości po raz kolejny obnażyła patologię obecnej władzy. I co z tego? – zapytacie. Słusznie, przecież nie ma się co łudzić, że podległa ministrowi Ziobrze prokuratura postawi tegoż ministra w stan oskarżenia. Jednak fakt, że jest w Polsce choć jedna instytucja kontrolna niezależna od władzy wykonawczej jest wartością sam w sobie. Dziś ludzie Mariana Banasia zbierają konkretne dowody przestępstw popełnianych przez najwyższych państwowych urzędników. I choć obecnie ten materiał ma głównie wartość informacyjną, w krótkim czasie może stać się istotnym materiałem dowodowym. Dużo szybciej niż zdaje się to naszym władcom z PiS.

Przemysław Piasta

Przemysław Piasta

Historyk i przedsiębiorca. Prezes Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego. Autor wielu publikacji popularnych i naukowych.