ŚwiatCenzura korporacyjna

Redakcja3 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Jak wiadomo, korporacje z grupy GAFA (Google – Amazon – Facebook – Apple) wykorzystują coraz częściej swoją niemal monopolistyczną pozycję na rynku mediów społecznościowych i aplikacji, by wprowadzać w życie cenzurę. Ostatnio działania takie znów podjął koncern Google.

Kolejne uderzenie w dziennikarzy

Objęto nimi kilkanaście portali internetowych, przede wszystkim zajmujących się problematyką ukraińską, w tym tych, których redakcje znajdują się na Krymie i w Sewastopolu. Wśród nich jest m.in. portal informacyjny Politnavigator. Wielu jego dziennikarzy i autorów padło ofiarą represji i ataków na Ukrainie po przewrocie w tym kraju w 2014 roku.

Siergiej Ruljow został pobity przez bojówkarzy kijowskiego Majdanu, a następnie był poddawany torturom. Walentin Filippow pochodzi z Odessy, z której musiał wyjechać po tragedii w tamtejszym Domu Związków Zawodowych, gdzie 2 maja 2014 roku neobanderowscy nacjonaliści spalili żywcem kilkadziesiąt osób. Płaton Biesiedin i kilku innych publicystów zostało pozbawionych możliwości publikacji na Ukrainie. Redaktor naczelny portalu Siergiej Stiepanow wrócił na rodzinny Krym z Kijowa, gdzie groziły mu represje.

Google cenzuruje

„W ramach podejmowanych działań publikowano w języku rosyjskim treści krytykujące rząd Ukrainy i wspierające Rosję” – głosi oświadczenie amerykańskiej korporacji. W ten sposób uzasadnia ona zablokowanie możliwości wyszukiwania w wyszukiwarce Google i Discover artykułów publikowanych m.in. na domenie Politnavigatora. „Nie wiem, które strony jeszcze zablokowano” – mówi nam redaktor naczelny portalu Siergiej Stiepanow.

Siergiej Stiepanow, redaktor naczelny portalu Politnavigator

Stiepanow opowiada, jak doszło do zablokowania redagowanego przez niego medium: „Dwa tygodnie temu pracownik naszego działu technicznego napisał, że w panelu administratora w Google pojawiła się informacja o sankcjach wprowadzonych rzekomo w związku z podejrzeniem publikowania fałszywych treści. Zgłoszono też zastrzeżenie, jakobyśmy nie zamieszczali wystarczającej liczby danych o portalu: dziennikarzach, redakcji i kontaktach. Nigdy wcześniej (a w wiadomościach Google jesteśmy od 2014 roku) nie było takich uwag. Zdziwiliśmy się tym, jednak dodaliśmy możliwie najwięcej informacji w dziale ‘O stronie’. To jednak nie pomogło przerwać blokady. Administracja Google odpowiadała nam automatycznie generowanymi odpowiedziami”.

Korporacje ramię w ramię z Zełeńskim

Blokada informacji odbiegających od oficjalnego stanowiska Kijowa przez Google zbiegła się w czasie z działaniami cenzury i krokami w kierunku likwidacji niezależnych mediów podejmowanymi przez ukraińskie władze. „Kilka dni temu przeczytałem w wiadomościach, że Google wprowadził politycznie motywowane sankcje i wtedy wszystko stało się dla mnie jasne” – opowiada Siergiej Stiepanow. „W czasie, gdy Wołodymyr Zełeński zamyka na Ukrainie wszystkie opozycyjne kanały telewizyjne, wspomagany jest jeszcze cenzurą z zagranicy” – dodaje.

„Można teraz dotrzeć wyłącznie do tych informacji, które zgodne są z jedynie słuszną interpretacją i punktem widzenia Kijowa oraz jego zachodnich protektorów” – podsumowuje Stiepanow. Okazuje się, że treści odbiegające od oficjalnego stanowiska Kijowa uznawane są za zagrożenie, co świadczy o niepewności tzw. Zachodu co do postaw ukraińskiego społeczeństwa, w znacznym stopniu rosyjskojęzycznego.

Mit wolności słowa

Działania korporacji amerykańskich wspierających krajową cenzurę wprowadzaną przez coraz bardziej autorytarne władze Ukrainy sprzeczne są z podstawowymi standardami w zakresie wolności słowa. „Sądzę, że to kolejny dowód fałszywości mitu ‘wolności słowa’ na Zachodzie. Jeszcze w czasach Wiktora Janukowycza różne zachodnie fundacje przekonywały, że represje wobec mediów są specyfiką wyłącznie postradzieckich reżimów autorytarnych. Przekonujemy się jednak, że w rzeczywistości jest całkiem inaczej” – mówi Stiepanow.

„Wczoraj YouTube zablokował nasz materiał filmowy z sondą wśród mieszkańców Jałty, którzy kpili z Platformy Krymskiej Zełeńskiego i podkreślali, że nie uda mu się odzyskać Krymu. Film zablokowano, powołując się na to, że rzekomo zawiera ‘obraźliwe treści’. Mieszkańcy Krymu faktycznie nie szczędzili słów pod adresem Zełeńskiego, jednak wydaje mi się, że prawdziwą przyczyną usunięcia filmu była jego popularność; zdążyło go obejrzeć kilkadziesiąt tysięcy osób” – dodaje redaktor naczelny portalu Politnavigator.

MP

Redakcja