WywiadyPrzeciwko aparatom ideologicznym państwa – rozmowa z prof. Jerzym Kochanem

Redakcja1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

Panie Profesorze, czy polska prokuratura zleci też policji lub służbom czytanie Pańskich kolejnych książek, tak, jak w 2018 roku zleciła policjantom przyglądanie się konferencji w Pobierowie zorganizowanej w 200. rocznicę urodzin Karla Marxa?

– Przypomina Pan niesławną wizytację ogólnopolskiej konferencji naukowej przez troje policjantów nasłanych przez prokuraturę w celu sprawdzenia czy jej uczestnicy nie prowadzą działalności antypaństwowej… To było faktycznie kuriozalne wydarzenie. Minister Joachim Brudziński telefonował zresztą natychmiast do rektora Uniwersytetu Szczecińskiego prof. Edwarda Włodarczyka i do mnie z przeprosinami i gorąco zarzekał się, że to nie on posłał policję na konferencję organizowaną na jego macierzystej uczelni przez jednego z jego wykładowców. Brudziński w trakcie swych studiów na szczecińskiej politologii miał ze mną zajęcia z filozofii, w tym także z marksistowskiej. Co zacieklejsi krytycy Brudzińskiego męczyli mnie potem pytaniami dlaczego mu zaliczyłem filozofię, w której była też oczywiście omawiana filozofia marksistowska. Znudzony tymi pytaniami, zacząłem w końcu odpowiadać, że ze strachu, bowiem bałem się, że mnie pobije.

Muszę powiedzieć, że znalazłem natychmiastowe i wielkie wsparcie ze strony rektora mojej uczelni prof. Włodarczyka, który z całą energią stanął w obronie wolności badań naukowych i autonomii uniwersytetu. Środowisko akademickie zareagowało stanowczo i spontanicznie. Nic dziwnego, że PiS robi od lat wszystko, żeby uniwersytety za wszelką cenę jak najszybciej spacyfikować, opanować i zpisić! Sprawa była bardzo głośna na świecie. Weszła jako news do serwisu Associated Press I poszła jako skandal w obieg. Odnaleźliśmy ponad 14 000 lokalizacji tej informacji w mediach światowych, w tym w „The Washington Post”, w „Guardianie”… Posyłanie policji na konferencje naukowe nie mieści się po prostu w głowie nowoczesnego człowieka na całym świecie. Władzom pisowskim w Polsce wydaje się, że mogą one robić bezkarnie nawet takie kompromitujące rzeczy. Nie jest to tylko przeszłość. Obecny minister nauki i szkolnictwa wyższego otwarcie mówi o zwalczaniu marksizmu i nie pojmuje nawet, że kompromituje się tym i ośmiesza.

Wracając do Pana pytania o czytanie moich książek przez pracowników ministerstwa spraw wewnętrznych, bardzo bym się cieszył! Siła teorii Marxa jest uwodzicielska i do dziś bez jego dorobku współczesny świat nie da się zrozumieć. Układ sił politycznych w Polsce pozwala na sprzeczne z prawem prześladowanie wszelkich lewicowych poglądów i starania o ich kryminalizację i likwidację. Ostatnio Facebook zablokował stronę ”Socjalizm Teraz”. Może zapisał się do PiSu?

Przyznam, że niezwykle intrygującym fragmentem Pańskiej najnowszej książki „Filozofia. Marksizm. Socjalizm…” są teksty poświęcone dorobkowi Dowa Bera Borochowa i Juliana Bruna. Czy mógłby Pan na kanwie ich przemyśleń przedstawić stosunek Pana jako marksisty do kwestii narodowej? Czy naród jest dziś jeszcze realnie istniejącą formułą wspólnotową?

– Bardzo się cieszę, że te teksty zwróciły Pana uwagę. Pisałem je trochę na przekór panującym trendom. Pokazują one, jak wielkie znaczenie do kwestii narodowej przywiązywali żydowscy teoretycy marksistowscy przed pierwszą wojną światową i po pierwszej wojnie światowej. Borochow jest w Polsce prawie kompletnie zapoznany. Tymczasem jego analizy teoretyczne są w świecie uznawane za odkrywcze i oryginalne. Dość powiedzieć, że dla niego naród to wspólnota nie tylko kulturowa, duchowa, etc., ale przede wszystkim wspólnota ufundowana na bazie swoistej organizacji stosunków własnościowych, to forma walki i konkurencji w rywalizacji ekonomicznej w ramach gospodarki światowej. Ale nie tylko! Borochow świetnie pokazuje, że konflikty narodowe lub ich brak w ramach jednego państwa też mają podłoże ekonomiczne i są związane z szansami zarobkowania pracowników najemnych. Sprzeczności te są tak intensywne, że mogą rozbijać solidarność klasową w formie niechęci do konkurencyjnych pracowników najemnych. Stąd może być wrogość do emigrantów, do Irlandczyków, do chłopów czy chłopo-robotników, realnie – każdego, kto zagraża szansom zarobkowym danej grupy pracowników najemnych, a więc także robotników.  Borochow pokazuje przekonująco, że niewielki procent żydowskich robotników w przemyśle był w dużym stopniu spowodowany niedopuszczeniem do zatrudniania polskich Żydów w fabrykach przez robotników Polaków. Wymyślano tu różne uzasadnienia, byle tylko także i w ten sposób pozbyć się ewentualnej, choć częściowej konkurencji na rynku, który charakteryzował się stałym strukturalnym bezrobociem.

Borochow pokazuje możliwość istnienia sprzeczności wewnątrz klasy robotniczej, rywalizację i konkurencję w wyścigu o maksymalizację ceny sprzedaży swej siły roboczej. Jedność klasy robotniczej, pracowników najemnych nie jest czymś naturalnym. To sprawa jej wypracowania, budowy w oparciu mądry i dialektyczny marksizm. Nie da się tego osiągnąć bez zrozumienia subtelności sprzeczności i złożoności stosunków narodowych. Naród w analizie Borochowa nie jest już tylko wspólnotą ducha, lecz bytem określanym przez stosunki własnościowe, co doskonale odróżnia idealistyczne pojmowanie narodu od materialistyczno-historycznego ugruntowania narodu w stosunkach ekonomicznych, szczególnie stosunkach własności.

Podobnie jest z Julianem Brunem, którego Stefana Żeromskiego tragedia pomyłek to nie tylko wyśmienita krytyka literacka, ale przede wszystkim głęboka analiza kwestii narodowej w marksizmie i w warunkach polskich. Naród to dla Bruna postępowa forma organizacji stanu trzeciego do walki z feudalizmem, to my przeciwstawione im, to lud, naród, narod, the people, obywatele! Dramat polega na tym, że aby złapać za słowo i rzeczywiście uznać naród za wspólnotę równych obywateli, trzeba przekroczyć organicystyczne pojmowanie społeczeństwa i od niemej wspólnoty wszystkich przejść dalej i ująć społeczeństwo jako pełen sprzeczności byt klasowy, a potem stanąć po stronie olbrzymiej większości społeczeństwa, tj. klasy wyzyskiwanych pracowników najemnych. A to oznacza zniesienie wyzysku kapitalistycznego, socjalizm i głęboki proces nie tylko uspołecznienia środków produkcji, cyrkulacji i usług, ale także uspołecznienia indywidualnej własności siły roboczej. Uspołecznienie siły roboczej to rozwój spożycia zbiorowego, czyli bezpłatna opieka zdrowotna, szkolnictwo, dostęp do kultury, wypoczynku.

Klincz w polskiej polityce jest obecnie spowodowany przede wszystkim tym, że Platforma Obywatelska i tak zwana totalna opozycja nie jest w stanie przekroczyć klasowych ograniczeń poznawczych i wykreować programu politycznego uspołecznienia siły roboczej. Zresztą, jakże mamy się spodziewać socjalistycznego programu od PO, partii, która w parlamencie europejskim występuje w bloku partii ludowych czyli partii chrześcijańskiej demokracji, obok kanclerz Angeli Merkel, szefowej rządzącej prawicy niemieckiej. Polskiej PO nie stać jednak nawet na program na miarę niemieckich chadeków.

Naród to zjawisko historyczne ściśle związane z kapitalizmem. Ale kapitalizm rozwija się nierównomiernie. Dlatego także w XXI wieku możemy obserwować społeczeństwa, w których procesy narodowościowe są na różnym stopniu zaawansowania. Przykład Szkocji, Katalonii, ale także Białorusi czy Ukrainy pokazuje, że są to kraje, w których procesy narodowościowe zintensyfikowały się niespodziewanie właśnie teraz i nie wiadomo czym to się skończy. Nie wiadomo, bowiem nachodzą na te procesy przemiany o charakterze paneuropejskim i globalnym. Nasz wspaniały socjolog o światowej sławie Zygmunt Bauman już jakiś czas temu pisał o tworzeniu się w nowoczesnym zglobalizowanym świecie coraz liczniejszej społeczności „turystów”, tj. kosmopolitycznych obywateli świata, którzy są globalnymi pracownikami globalnych koncernów i instytucji. Te piętra uspołecznienia globalnego, produkcji, handlu, kultury, nie likwidują jednak tego, co lokalne, narodowe, europejskie czy afrykańskie. Także i w naszych rodzinach wigilijne spotkanie gromadzi nieraz mieszkańców kilku kontynentów, krewnych o różnych kolorach skóry i różnych tradycjach kulturowych. To jest już nasza codzienność.

Problemem jest więc pożegnanie tradycyjnego patriotyzmu i mądre, realistyczne odpowiedzenie sobie na pytanie co to znaczy być dzisiaj patriotą, internacjonalistą, Europejczykiem, człowiekiem. Największy problem w Polsce to brak świadomości, że z tradycyjnym patriotyzmem, a są przecież tacy, co za wolną Polskę uznają tylko tą od roku 1990, ba, od 2015, że z tą wymarzoną po latach rozbiorów i wojen niepodległą Polska trzeba się już żegnać. Będą to długie pożegnania. I oby łagodne, ewolucyjne. Marksizm w sprawach narodowych jest szczególnie wyczulony na wszelki fałsz. Po wielu doświadczeniach, tragediach i sukcesach. Przywołana książka Juliana Bruna odegrała niezwykłą rolę w rozwoju lewicowej inteligencji w II RP. W wielu wspomnieniach to lektura Bruna prowadziła od powstań do rewolucji, do odpowiedzi nie tylko że Polska, ale i jaka Polska! Brun pisał swą książkę o Żeromskim siedząc w polskim więzieniu.

Dokonuje Pan wolnej od fałszerstw IPN oceny Polski Ludowej. Jak widzi Pan jej ewolucję ideową z punktu widzenia roli marksizmu w poszczególnych jej okresach?

– Trudno krótko na to pytanie odpowiedzieć. Może powiem niestandardowo. Z latami, przy całym krytycyzmie, coraz bardziej jestem przepełniony niezwykłym podziwem dla sił socjalistycznych, które w powojennej Polsce, po strasznej wojnie, milionach ofiar, w strasznie skomplikowanej sytuacji politycznej i międzynarodowej, dały radę dokonać tak gigantycznych zmian, przebudowy całego kraju. Chodzi oczywiście również o rozwój i upowszechnienie marksizmu, a w zasadzie o rewolucję kulturalną.

Marksizm w Polsce był w zasadzie tylko popularyzowany, i to na kiepskim poziomie. Historia to skomplikowany proces społeczny, polityczny, a nie wdrażanie teoretycznych ustaleń filozofów. Zaplecze intelektualne było też kiepskie. Partia bała się marksistowskich intelektualistów, filozofów, teoretyków. Nie potrafiła ich skutecznie włączyć w życie polityczne. Wiele szkód narobiły ujawniające się tendencje antyinteligenckie, także hańbiące działania antysemickie, które często były swoistą formą niszczenia polskiej radykalnej lewicy. Polska lewica bez żydowskich rewolucjonistów jest kaleka i bardzo osłabiona. Dotyczy to także teoretyków, filozofów, ekonomistów marksistowskich. Róża Luksemburg, Oskar Lange czy Adam Schaff to wspaniałe gwiazdy światowego marksizmu na zawsze.

Widoczny był stopniowy proces upaństwawiania marksizmu, czynienia z teorii radykalnej krytyki wszelkiego wyzysku swoistej apologetyki społecznego status quo. Miejsce konfliktu, sprzeczności zajmowała ewolucja, harmonia, jedność moralno-polityczna narodu. Marksizm krytyczny traktowany był jako niepotrzebne zakłócanie spokoju i stabilizacji. Może gdyby nie kryzys ekonomiczny roku 1980 sytuacja nie musiałaby ulec dramatycznemu zaognieniu. Stało się jednak inaczej. Uśpione społeczeństwo nie było w stanie stawić czoła kryzysowi socjalistycznej gospodarki i wybuchowi wojny politycznej z siłami restauracji kapitalizmu.

Zmarły niedawno prof. Andrzej Walicki oceniał, że jedną z najistotniejszych przyczyn upadku Związku Radzieckiego i całego bloku wschodniego był uwiąd ideologiczny klasy rządzącej. Czy podziela Pan opinię, że przywódcy bloku wschodniego przegrali, bo sami przestali wierzyć w ideologię, do której werbalnie się odwoływali?

– To klasyczne idealistyczne tłumaczenie: wiara czyni cuda! Nie, przegrana dokonała się na polu gospodarczym. Główna przyczyna to przegrany wyścig zbrojeń, blokada gospodarcza, szeroki front konfrontacji ze światem kapitalistycznym i przegrana w Afganistanie. Pociechą może być to, że – jak się zdaje – inni wyciągnęli nauki z klęski RWPG. Aktualny model socjalizmu z chińską specyfiką zdaje się być konsekwencją tych nauk. Polityka to jednak sztuka. Ten nowy chiński pomysł to kurs nie na autarkię tylko na otwartą konfrontację z rynkiem światowym, a więc więcej NEP-u, to kurs na szeroki „front ludowy” przy dominacji instytucjonalnej KPCh, wreszcie próba wejścia z takim społeczeństwem w turbo-przebudowie w postnowoczesny matrix. Jak dotąd można odnotować wielkie sukcesy takiego podejścia. Ale świat też jest inny niż w roku 1917.

W przypadku Polski mamy dwa dodatkowe punkty krytyczne, które bardzo utrudniły proces tworzenia socjalizmu. Pierwszy to wojna koreańska i deformacja procesu odbudowy kraju wydatkami na zbrojenia w obliczu niebezpieczeństwa wojny z użyciem broni atomowej. Drugi punkt to wojna w Afganistanie i związane z nią sankcje gospodarcze wprowadzone przez USA, i to nie tylko, wobec nie tylko ZSRR, ale i wszystkich krajów socjalistycznych.  Pogrzebały one możliwość sukcesu otwartej na Zachód polityki gospodarczej Edwarda Gierka. Idea samospłaty kredytów wydanych na inwestycje napotkała na blokady gospodarcze. Oba te przypadki zdemolowały plany gospodarcze.

Skoro wspomnieliśmy Walickiego, podchodzi Pan dość krytycznie do jego „Marksizmu i skoku do królestwa wolności”, podobnie jak wskazuje Pan na nadużycia w Głównych nurtach marksizmu Leszka Kołakowskiego. Czy w Polsce powstała zatem jakaś próba syntezy myśli marksistowskiej, którą mógłby Pan polecić jako naukowo rzetelną?

– Jestem krytyczny wobec profesora Walickiego, ponieważ nie jest on marksistą, raczej już marksologiem. Bawi mnie to, że w Polsce uchodzi on chyba za marksistę, bo pisze o Marxie. Tymczasem na przykład w przywołanej przed chwilą książce Walicki pisze wyraźnie, że książka ma być ostrzeżeniem dla tych badaczy w kręgach liberalnych, którzy ulegają urokom „młodego Marxa” z jego teorią alienacji (z młodzieńczych Rękopisów). Walicki uznaje tego „młodego Marxa” za szczególnie groźnego ze względu na atrakcyjność jego humanizmu. A więc cała książka ma skompromitować „młodego Marxa”. W ten sposób Walicki plasuje się na prawo od Leszka Kołakowskiego, który niszczy starego Marxa (tego z Kapitału), ale do „młodego Marxa” ma wyraźny sentyment.

Co do książek marksistowskich, mamy książki z lat siedemdziesiątych. Od prawie pól wieku mało co się na ten temat pokazuje. Prawicowa ofensywa zmiotła marksizm w Polsce, tak jak i siły socjalistyczne w polityce. Z lewicy parlamentarnej chyba wszyscy wstydzą się słowa socjalizm. Marksizm na uczelniach jest oficjalnie prześladowany, i to już przez dziesiątki lat. Skutki są druzgocące. Walka polityczna, ideologiczna trwa, a marksizmem straszy się obywateli, jak małe dzieci Baba Jagą. Są oczywiście małe grupki marksizujące, ale jakby prywatnie, po cichu, pod pseudonimem. Nie zdajemy sobie często sprawy, jaka tu panuje jednowymiarowa dyktatura. Sojusz turbo-liberalnego kapitalizmu ze zmurszałą kruchtą w pięciu smakach panuje.

Osobiście robię, co mogę, aby wypełniać taką lukę. Napisałem i wydałem książkę pod tytułem Socjalizm, będącą współczesną interpretacją teorii socjalizmu. Tegoroczna książka Filozofia, marksizm, socjalizm jest dość obszerną prezentacją tego jak może wyglądać marksistowska interpretacja współczesności, także tej polskiej. Ale Polacy to mało filozoficzny naród, mało teoretyczny. Nie ma sporów teologicznych, nie ma sporów filozoficznych. Trwa wojna polsko-ruska – jak genialnie to zdiagnozowała Dorota Masłowska – pod flagą biało-czerwoną i jest promocja z okazji USA. Na scenie są żołnierze wyklęci i zwycięstwo pod Wiedniem. Wyobraźnia społeczna łasa jest na złodziejstwo, podsłuchy, pedofilię i molestowanie seksualne. Wyrzucone w błoto miliardy na inwestycję w budowę nowej elektrowni na węgiel nie robią na nikim większego wrażenia. Z pośmiewiska z demokracji w Polsce są codzienne transmisje telewizyjne. I nic! POPiS trwa! Co więc polecam do czytania? Moje książki!

Stoi Pan na czele Stowarzyszenia Marksistów Polskich. Jaka jest obecnie kondycja myśli marksistowskiej w naszym kraju?

– Kondycja myśli marksistowskiej jest kiepska, ale są zwiastuny zmian. Czy ktoś jeszcze kilka lat temu wyobrażał sobie masowe, pełne młodzieży demonstracje w całym kraju przeciwko rządom PiSu?  Jestem niepoprawnym optymistą. Wszystko z liberalnego porządku się wali: gospodarka, kultura, ekologia. Grozi nam wielka katastrofa całego ekosystemu i wojny o wodę, żywność, kopaliny. Już nawet nie „Socjalizm albo barbarzyństwo”, jak głosiła Róża Luksemburg w przeddzień pierwszej wojny światowej. Teraz grozi nam coś wręcz niewyobrażalnego. I wiele wskazuje, że być może jest już za późno na skuteczny ratunek. Marksiści mają co robić!

Czy mamy jeszcze wśród intelektualistów polskiej lewicy klasycznych marksistów, czy przeważają raczej zwolennicy neomarksizmu, Antonio Gramsciego i Szkoły Frankfurckiej?

– Marksizm współczesny to bogaty bukiet o wielokolorowych kwiatach. Uprawiać marksizm jest trudno i ryzykownie. Jest reakcją w różnych krajach i w różnych warunkach na historyczne przemiany. Uczmy się cieszyć tym bogactwem i czerpać z niego inspiracje do własnego uprawiania teorii i do wielkich dyskusji w ramach marksizmu. Bogactwo to oznaka zdrowia! Spory, walka teoretyczna, dyskusje to znaki życia i rozwoju. Dzisiaj Szkoła Frankfurcka to już klasyka. Antonio Gramsci to wielki teoretyk marksistowski i czołowy twórca Komunistycznej Partii Włoch, więzień włoskich faszystów. Niech nikogo nie zmyli tym, że zajmował się także kulturą. Bez dominacji kulturowej, bez rewolucji kulturalnej nie ma skutecznej dyktatury proletariatu i socjalistycznego społeczeństwa. Socjalizm bowiem to nowy paradygmat kulturowy, a nie tylko podwyżka płac, nie tylko bread, także roses, nie tylko chleb, ale i róże!

Duża część współczesnej lewicy wydaje się koncentrować bardziej na kwestiach obyczajowych niż społecznych. Czy nie sądzi Pan, że to właśnie ta tendencja przesądziła o spadku znaczenia lewicy w Polsce i w Europie?

– Moim zdaniem jest akurat odwrotnie. Klęska lewicy zepchnęła ją do okopów łatwiejszych do bronienia w warunkach klęski na głównych frontach. Kapitalistyczne aparaty ideologiczne państwa mają kłopoty z pacyfikowaniem ruchów kontrkulturowych. To trochę tak jak swego czasu w Polsce z Pomarańczową Alternatywą. Nie można posłać milicji z pałkami i gazem łzawiącym na manifestujących krasnali w czerwonych czapkach obdarowujących funkcjonariuszy deficytowym papierem toaletowym. A więc takie „niestandardowe” środki są czasem nowoczesną formą skutecznego oddziaływania politycznego. Dzieje się to spontaniczne, ale nie jest obojętne dla podstawowych wartości socjalistycznych. Pamiętajmy, że do kanonu myśli socjalistycznej należy twierdzenie, że stopień wyzwolenia kobiet jest papierkiem lakmusowym stopnia wyzwolenia ludzkości. Cały ruch feministyczny daje się wpisać w tradycje ruchu robotniczego, tym bardziej im bardziej jest radykalny i bezkompromisowy! Wsparcie dla takich „ruchów obyczajowych” to okazja do zdobycia nowych sojuszników i towarzyszy w walce.

Czy istnieje coś takiego, jak Zachód i czy można mówić o przynależności do niego Polski i krajów naszego regionu Europy?

– Od czasów rzymskich, co najmniej, jest w Europie stale obecny problem granicy (limes) i barbarzyńców za tą granicą. Polska wywalczyła sobie ostatnio obecność na Zachodzie Europy. Ruch protestu klasy robotniczej w sierpniu 1980 i później nie był kolejnym powstaniem narodowym czy powstaniem antysocjalistycznym. Mieliśmy do czynienia z walką o dostęp pracowników najemnych do najlepszego rynku pracy na świecie, rynku, gdzie najkorzystniej można sprzedawać swój czas pracy jako pracownik najemny. Przy wielu kosztach i nieszczęściach cel ten został osiągnięty. Globalna konfrontacja zmusza stary Zachód do ekspansji i nowego redefiniowania swojej specyfiki w nowym języku postmodernistycznego i zglobalizowanego świata. Podstawowy wyznacznik przynależności do Zachodu, to dochód narodowy na głowę mieszkańca. Ale są i inne.  Czy Polska należy do Zachodu? O to się toczy teraz walka. Czesi należą.

Czy Polska powinna wystąpić z NATO?

– Problem ten analizuję w kilku kontekstach w swojej książce. Najbardziej mnie jednak interesuje fenomen powszechnej zgody wszystkich parlamentarnych sił politycznych co do konieczności członkostwa w NATO. Pogratulować aparatom ideologicznym państwa, szkole, dziennikarzom i partiom politycznym, spontanicznej autocenzurze, że wszyscy razem wytworzyli urojony klimat bezpośredniego zagrożenia inwazją zbrojną na Polskę! Co więcej, wytworzono powszechne przekonanie o konieczności szybkich i kosztownych zbrojeń (prawdę mówiąc, bezsensownych: marynarka wojenna na Bałtyku, czołgi na Moskwę?). Polityka zbrojeń i konfrontacji, sprowadzania obcych wojsk na swoje terytorium, wreszcie atmosfera strachu i zagrożenia w miejsce polityki pokojowej współpracy, poszanowania specyfiki i odrębności różnych państw regionu. W tym szaleństwie uznaje się nawet za racjonalne wysyłanie polskich żołnierzy na podbój Afganistanu. Nie ma też śladu działalności polskiej na rzecz odprężenia, łagodzenia konfliktów. Co jest? Awanturnictwo. Po prostu nieodpowiedzialne awanturnictwo. Nawet z Czechami, z Izraelem. To jest polityka na miarę ołowianych żołnierzyków i klocków Lego.

Czy jest alternatywa dla takiej polityki?

– Już na pierwszy rzut oka na mapę Europy nasuwa się pomysł obrania drogi Finlandii czy Austrii. A więc na przykład wariantu: członkostwo w Unii Europejskiej bez członkostwa w NATO. Nie będę tu rozwijał konsekwencji takiego wyboru politycznego dla całości naszego życia społecznego. Każdy powinien to spokojnie sam przemyśleć. Otwierają się po prostu nowe horyzonty. Jakże inne od biegania w zaprzęgu amerykańskiej polityki. Oczywiście pojawia się pytanie nie czy Polska chce, tylko czy Polska może wystąpić z NATO? Ale nawet jak nie może, bo jej nie pozwolą chcieć, to może nie warto być aż tak spontanicznie dyspozycyjnym wobec panującego mocarstwa. Ostatecznie można też nawet będąc w NATO prowadzić politykę łagodzącą kanty i uspakajającą jastrzębie prące do konfrontacji i sankcji. Nic takiego nie ma. Patrząc po tym, co widać w mediach, Polacy o niczym innym tak nie marzą jak o byciu w NATO i kupowaniu amerykańskich czołgów. Wszyscy!

Dlaczego marksizm może być skuteczną metodą analizy stosunków międzynarodowych?

JK: Najkrócej można to pytanie odpowiedzieć tak: marksizm jest złożoną i naukową teorią zawierającą rozbudowaną ontologię społeczną. Nadaje się do analizy zjawisk społecznych przede wszystkim dlatego, że jest nowoczesnym materializmem zakładającym, że u podstaw życia społecznego znajdują się społeczne stosunki produkcji i wymiany. To pozwala od początku szukać tajemnicy wydarzeń i procesów historycznych w stosunkach ekonomicznych, a potem dopiero w sferze polityki, kultury, stosunkach wyznaniowych itp. Historia jawi się z tej perspektywy jako proces walki klasowej w wymiarze narodowym i międzynarodowym. Dialektyczny materializm historyczny jest uniwersalną metodologią badania społeczeństwa, otwartą na bogactwo treściowe sprzeczności i zjawisk konkretno-historycznych, od zjawisk makrospołecznych do mikrosocjologicznych. Reszta jest kwestią badawczej solidności, pracowitości i geniuszu teoretyka.

Rozmawiał Mateusz Piskorski

Prof. Jerzy Kochan (ur. 1952 w Gdańsku) – polski filozof, pracownik Instytutu Filozofii i Kognitywistyki Uniwersytetu Szczecińskiego, prezes Stowarzyszenia Marksistów Polskich, redaktor naczelny czasopisma filozoficznego „Nowa Krytyka”.

Myśl Polska, nr 35-36 (29.08-5.09.2021)

Redakcja