WywiadyWłosi nie chcą wojny

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Rozmowa z Maurizio Blondet`em, włoskim pisarzem katolickim  

Żyjemy w świecie, w którym z dnia na dzień tematy, które są jak najbardziej aktualne, nagle ustępują miejsca nagłym i w tym przypadku tragicznym wydarzeniom. Umawiając się z naszym gościem, nie sądziliśmy i nie mogliśmy przewidzieć, że będziemy świadkami tak ogromnej masakry, która wydarzyła się pod Moskwą. Zamach terrorystyczny, który miał miejsce w Rosji jest jednym z najtragiczniejszych tego typu aktów przemocy w ostatnich latach. Nasze myśli są z rodzinami ofiar i z całym narodem rosyjskim w tej chwili próby. Mieliśmy więc zacząć nasz wywiad zupełnie inaczej, ale musimy teraz rozpocząć od pytania o Pana ocenę tej tragedii i tego, jakie myśli w tej chwili są w Pana sercu.

– To olbrzymia tragedia o rozmiarach, które jeszcze w pełni nie są nam znane. Wiemy, że aresztowano już przynajmniej dwóch zamachowców, którzy są związani z islamską organizacją terrorystyczną ISIS i przyjechali do Rosji z Ukrainy. W mojej ocenie jest to jasny „podpis” autorów tego zamachu, ponieważ siły te są wspierane przez Amerykanów i reżim kijowski. Ten instrument w rękach służb tych krajów został wykorzystany do popełnienia tej zbrodni. Zbrodnia ta nie ma wytłumaczenia: to po prostu czyste zło. U nas we Włoszech media na razie bardziej skupiają się na kwestiach humanitarnych i relacjonują sam zamach niż jego przyczyny. Jasno widać porównanie do obecnych wydarzeń w Gazie, gdzie armia izraelska również popełnia podobne czyny w podobnym stylu jak ci, którzy dokonali tej zbrodni pod Moskwą. To samo zło, zarówno tam, jak i tu.

Te scenariusze wojenne prowadzą nas do pierwszego pytania: czy Włosi chcą wojny?

– Oczywiście, że Włosi nie chcą wojny. Żaden naród nie powinien pragnąć wojny. Włosi wyraźnie to pokazują, zwłaszcza w przypadku licznych manifestacji na rzecz pokoju, które odbywają się we wszystkich dużych miastach półwyspu. Media relacjonują te protesty przeciwko wojnom w sposób zwięzły, ale warto zauważyć, że młodzież jest przy tym bardzo aktywna i zaangażowana. Niestety, większość społeczeństwa, z wyjątkiem właśnie młodzieży, zachowuje się jak zombie. Efekty pandemii COVID-19 wciąż są widoczne, a pokolenie 30+ często podąża za mainstreamem, tak jak wcześniej podporządkowywało się bezprawnym obowiązkom. Włosi wydają się stracić swoją niezależność myślenia – jest to obecnie wyraźnie widoczne. W dzisiejszych czasach wojny są elitarne. Wybrane lub niewybrane elity decydują o losach ludzi, a powszechna obojętność jest ich przyzwoleniem. Demokracja często jawi się jako fasada, ponieważ to nie ci, których wybieramy, podejmują decyzje, a niewybrane instytucje działają ponad ich głowami.

Pan mówi o osobach czy instytucjach „niewybranych” – lecz trzeba jednak zwrócić uwagę że papież jako część tej niewybranej elity wybrał jednoznaczny język pokoju – i za to mu się dostało z każdej strony. Jak to więc jest? Jak Pan ocenia słowa papieża Franciszka?

– Słowa papieża były niesamowite i zaskoczyły mnie. Z jednej strony przyłączył się do grona tych, którzy głoszą kłamstwo na temat globalnego ocieplenia, a na dodatek sam aktywnie wspierał tę bujdę szczepionkową, która naraziła miliony ludzi na zagrożenie utraty zdrowia i życia poprzez przymusowe szczepienia. Z drugiej strony odważył się mówić o pokoju językiem ewangelicznym w sposób jasny, klarowny i jednoznaczny. To było niesamowite. Co do krytyki, która go spotkała, uważam, że to prostacka manipulacja jego słowami. Papież nie chciał, aby ktokolwiek się poddał, ale wyraźnie zachęcił do odwagi w rozpoczęciu negocjacji, aby uniknąć więcej niepotrzebnych ofiar, zarówno na Ukrainie, jak i w strefie Gazy. Bardzo niewiele mediów rzetelnie przyjrzało się temu, co powiedział. Wy jesteście jednym z niewielu wyjątków, za co należy wam uznanie

Zmiana rządu we Włoszech dawała nadzieję na bardziej trzeźwe spojrzenie na sytuację na Ukrainie. Jednak jak na razie tego nie widać. Dlaczego?

– Oj tak, taką nadzieję mieliśmy. Ci, którzy teraz rządzą we Włoszech, a w szczególności pani, która jest premierem, wywodzą się z takiego nurtu politycznego, który ma swoje korzenie w faszyzmie. Niemniej jednak warto zwrócić uwagę na ważny szczegół historyczny: włoski faszyzm różnił się znacznie od podobnych nurtów w innych krajach Europy. Był celowo i zdecydowanie socjalistyczny, skupiony na społecznym rozwoju klas uboższych – dlatego cieszył się popularnością w pierwszym okresie swojego istnienia. Politycznie dążyli do suwerennego i niezależnego państwa, odrzucając ideologie rasistowskie i ksenofobiczne. To, co pani Meloni powinna mieć w swoim curriculum politycznym, jest z pewnością związane z tymi aspektami. Jednak nas zaskoczyła. Jeśli można by było to zrozumieć jako trwanie przy sojuszu z USA, to jej nadgorliwość w podlizywaniu się tej euroatlantyckiej bandzie przekracza już granice dobrego smaku. Przykład? Kilka dni temu pani Meloni, obecnie kierująca pracą grupy G7, chciała, aby wydano deklarację uznającą wybory w Rosji za farsę. Nikt nie pytał o to, a odpowiedź ze strony Amerykanów była negatywna – taka deklaracja byłaby pozbawiona sensu i nie była potrzebna. Nadgorliwość doprowadziła do ośmieszenia. To było dość żenujące. Ignorancja i brak kompetencji włoskiej klasy politycznej budzą trwogę.

Wiem, że Pan śledzi sytuację polityczną w Polsce. W grudniu nastąpiła zmiana władzy po ośmiu latach – jak z perspektywy włoskiej ocenia Pan nowy rząd w odniesieniu to sytuacji geopolitycznej w naszym rejonie?

– Nowy rząd i nowy premier niestety działają w mojej ocenie jak ślepi egzekutorzy rozkazów z NATO i z Ameryki. Rozpoczęli od wznowienia trójkąta z prezydentem Macronem i kanclerzem Scholzem, aby zwiększyć presję na Niemców – jednakże bez większych skutków. Premier Tusk miał okazję przeciwstawić się słowom Macrona o wysyłaniu wojsk na Ukrainie, ale prawdopodobnie nie otrzymał zgody od NATO, aby się wypowiedzieć. Trudno mi się odnieść do polityki wewnętrznej, ale widzę Tuska jako niesamodzielnego polityka i agenta NATO oraz Ameryki; to nie wróży dobrze w obecnej sytuacji. Jedno jest raczej jasne: cała Europa, która tak ochoczo mówi o wojnie, zdaje sobie sprawę, że to blef – ponieważ nikt nie jest przygotowany na ewentualność konfliktu zbrojnego. Gospodarka nie jest nastawiona na obronność ani na zmianę w tym kierunku. To, co wysłano na Ukrainę, to raczej złom, który wiele czasu nie wytrzyma. Przy tej samobójczej retoryce Europa osłabiła sama siebie poprzez sankcje na Rosję. Teraz musi importować surowce z Ameryki i płacić za nie pięciokrotnie więcej – jak zawsze na końcu korzyści czerpią Amerykanie. Premier Węgier, Viktor Orbán, ma rację w kwestii sankcji: strzeliliśmy sobie podwójnie w klatkę piersiową. Choć wszyscy mówią, że Orban jest proputinowski, to prawda jest taka, że ma po prostu rację. Rosja poradziła sobie z sankcjami, a my wszyscy odczuwamy ich efekty na co dzień

Sankcje są wynikiem polityki USA, a za pół roku wybory prezydenckie. Prosto z mostu: Biden, Trump czy Kennedy? Na kogo Pan stawia i dlaczego?

– Żadnego z nich nie lubię, a nawet szczególnie nie cenię. Kennedy nie ma szans, a Trump, który jest faworytem, jest człowiekiem szorstkim i nieprzewidywalnym, więc w pewnym sensie niebezpiecznym. Z powodu rzekomych nieprawidłowości w wyborach w 2020 roku, około 70 milionów Amerykanów ich nie uznaje i nie ma zaufania do systemu wyborczego. Jeśli to połączy się z obawą tych wyborców przed falą imigracji z południa, może to mieć silne skutki destabilizujące – nawet ze skutkiem wybuchu nowej, drugiej dla USA wojny domowej. Oczywiście, to spowodowałoby, że Amerykanie, mając poważniejsze problemy wewnętrzne, przestaliby udawać szeryfa świata. To byłoby nawet pożądane dla nas wszystkich pragnących pokoju, ale nie wiem, czy nie życzę sobie za wiele… Nie wiem, czy się jasno wyrażam… Cóż, samemu trudno uwierzyć w taki scenariusz… Ale zobaczymy.

Co musi się wydarzyć by Ukraińcy zrozumieli jakie są realne zamiary reżimu w Kijowie? Czy idziemy w kierunku rozwiązania koreańskiego i czy to jest w ogóle sensownym pomysłem w obecnej sytuacji?

– Jestem sceptyczny co do tego czy scenariusz koreański jest możliwy, ponieważ ignorancja obecnych elit zachodnich doprowadza do ciągłej eskalacji konfliktu, a nie szukania rozwiązania. Rozwiązanie jak w Korei miałoby na celu zatrzymania konfliktu, a tu już słychać o wysyłaniu żołnierze z państw natowskich… To niedobrze wróży. To jest ostatni akt tego pokolenia prowojennego i ich ostatnia szansa na kolejną szarżę, tylko że tym razem, ponieważ konwencjonalnych broni już praktycznie na składach nie ma, ryzykujemy przechodzenia od razu na wyższy poziom: ten jądrowy – i to jest przerażająca wizja dla nas wszystkich. Ale widać również ich determinacja ostatniej szansy: wszyscy, którzy sprzeciwiają się ich wizji koniecznej wojny, są uznani za wrogów i niszczeni przez mainstreamowe media.

A my jako tygodnik „Myśl Polska” odczuwamy to codziennie od ponad dwóch lat, choć jesteśmy najstarszym działającym tygodnikiem w Polsce, blokowani jesteśmy w sieci i nie wszyscy mogą zobaczyć nasze materiały w Internecie.

– Rządzą nami silne lobby, które właśnie podejmują się cenzury i łamania prawa do wolnej prasy, a ci których wybieramy, nie rządzą niczym, tylko wykonują rozkazy wyżej postawionych mocodawców, takich jak w Forum Ekonomiczne w Davos.

Czego Maurizio Blondet życzy Polsce i Polakom na rok 2024 i na przyszłość?

– Przede wszystkim pokoju. Życzę, aby ludzie zaczęli zauważać i reagować, że te ukryte lobby światowe chcą, abyśmy się zwrócili jeden przeciwko drugiemu. Życzę Wam, abyście tym wpływom nie ulegali, abyście wytrzymali i byli zawsze samodzielni w myśleniu i żebyście docenili i wybrali pokój zamiast wojny.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Davide Carbonare

Maurizio Blondet (ur. 1944) – włoski pisarz. Jego artykuły ukazywały się m.in. na łamach „Oggi”, „Gente”, „il Giornale” i „Avvenire”. Redaktor szeregu mediów katolickich i alternatywnych, autor kilkunastu książek.

Fot. facebook

Myśl Polska, nr 17-18 (21-28.04.2024)

Redakcja