AktualnościOpinieOś Kaczyński – Le Pen?

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Przywódcy 16 partii prawicowych i centrowych podpisało wspólną deklarację na temat przyszłości Unii Europejskiej. Jednym z sygnatariuszy jest Prawo i Sprawiedliwość, w imieniu którego deklarację podpisał Jarosław Kaczyński.  

Oto pełna lista ugrupowań, które podpisały dokument:   Rassemblement National (Francja), Lega Per Salvini Premier (Włochy), Prawo i Sprawiedliwość, Fidesz – Węgry, Vox – Hiszpania, Fratelli d’Italia (Frères d’Italie) – Włochy, Freiheitliche Partei Österreichs – FPÖ – Austria, Vlaams Belang – VB – Belgia – Flandria, Dansk Folkeparti – DF – Dania, Eesti Konservatiivne Rahvaerakond – EKRE – Estonia, Perussuomalaiset – PS – Finlandia, Lietuvos lenkų rinkimų akcija  – Litwa, Partidul Național Țărănesc Creștin Democrat (PNT-CD) – Rumunia, Ellinikí Lýsi (Solution grecque, EL) – Grecja, Bălgarsko nacionalno dviženie (Mouvement national bulgare, VMRO) – Bułgaria, Ja21 – Holandia.

Poniżej pełny tekst deklaracji:

„W rozpoczynającej się debacie o przyszłości Europy nie może zabraknąć głosu partii przywiązanych do wolności i tradycji narodów Europy, reprezentujących obywateli przywiązanych do europejskiej tradycji.

Burzliwa historia Europy, zwłaszcza w ubiegłym stuleciu, przyniosła wiele nieszczęść. Narody broniące przed agresorami suwerenności i integralności terytorialnej poniosły przekraczające ludzką wyobraźnię ofiary. Po II wojnie niektóre kraje Europy musiały przez dziesięciolecia zmagać się z dominacją sowieckiego totalitaryzmu zanim odzyskały niepodległość.

Ta niepodległość, więzi transatlantyckie między UE i NATO, podobnie jak pokój między współpracującymi ze sobą narodami są dla znacznej rzeszy Europejczyków wielką zdobyczą, dając im poczucie trwałego bezpieczeństwa oraz tworząc optymalne warunki rozwoju. Proces integracji dokonał wiele dla zbudowania trwałych struktur współpracy i utrzymania pokoju, wzajemnego zrozumienia oraz dobrych stosunków między państwami. To dzieło należy podtrzymywać jako wartość o znaczeniu epokowym.

Seria poważnych kryzysów, które nią wstrząsnęły w ciągu ostatnich dziesięciu lat pokazała jednak, że dzieło europejskiej współpracy się chwieje, przede wszystkim dlatego, że narody czują, iż powoli odbiera im się prawo do wykonywania ich uprawnionej, suwerennej władzy.

Unia Europejska wymaga głębokiej reformy, gdyż dzisiaj zamiast chronić Europę i jej dziedzictwo, zamiast umożliwiać swobodny rozwój narodom europejskim, sama staje się źródłem problemów, niepokoju i niepewności. Unia staje się coraz bardziej narzędziem radykalnych sił, które chciałyby dokonywać kulturowej i religijnej przemiany Europy, dążących do wykreowania europejskiego superpaństwa, destrukcji czy anulowania tradycji europejskiej, przemiany podstawowych instytucji społecznych i zasad moralnych.

Wykorzystywanie struktur politycznych oraz prawa do kreowania europejskiego superpaństwa i nowych struktur społecznych jest przejawem znanej z przeszłości niebezpiecznej i inwazyjnej inżynierii społecznej, która musi wywołać uzasadniony opór. Moralistyczna nadaktywność, jaką obserwujemy w ciągu ostatnich lat w unijnych instytucjach, spowodowała niebezpieczną tendencję do narzucania ideologicznego monopolu.

My jesteśmy przekonani, że współpraca narodów europejskich powinna opierać się na tradycji, na szacunku do kultury i historii państw europejskich, na poszanowaniu judeo-chrześcijańsklego dziedzictwa Europy i łączących nasze narody wspólnych wartości, a nie na ich destrukcji. Podkreślamy nasze przekonanie, że rodzina stanowi podstawową komórkę naszych narodów. W czasach, gdy Europa stoi przed poważnym kryzysem demograficznym, z niskim wskaźnikiem urodzeń i starzejącą się populacją, to polityka prorodzinna powinna być właściwą odpowiedzią – zamiast masowej imigracji.

My jesteśmy przekonani, że suwerenami w Europie są i pozostaną narody europejskie. Unia Europejska została powołana przez te narody do osiągnięcia celów, które mogą zostać przez nią zrealizowane skuteczniej niż przez pojedyncze państwa członkowskie. Granice kompetencji Unii wyznacza jednak zasada przyznania — wszystkie kompetencje nieprzyznane Unii należą do państw członkowskich, w zgodzie z zasadą subsydiarności

Poprzez konsekwentną reinterpretację treści Traktatów, dokonywaną w ostatnich dekadach przez instytucje Unii Europejskiej, granice te uległy znacznemu przesunięciu na niekorzyść państw. Jest to niezgodne z podstawowymi wartościami Unii i prowadzi do spadku zaufania europejskich narodów i obywateli do jej instytucji. Aby zatrzymać i odwrócić ten trend, konieczne jest stworzenie – obok istniejącej zasady przyznania – zbioru nienaruszalnych kompetencji państw członkowskich Unii Europejskiej i odpowiedniego mechanizmu ich ochrony z udziałem krajowych sądów konstytucyjnych lub organów o równoważnych im kompetencjach. Wszelkie próby przekształcania urzędów europejskich w ciała nadrzędne wobec konstytucyjnych instytucji narodowych rodzą chaos, podważają sens traktatów, kwestionują podstawową rolę konstytucji państw członkowskich, a wynikłe stąd spory kompetencyjne są w rezultacie rozstrzygane przez brutalne narzucanie woli silniejszych politycznie podmiotów podmiotom słabszym. To zaś niszczy podstawę funkcjonowania wspólnoty europejskiej jako wspólnoty wolnych narodów.

My uważamy, że podstawowym trybem dochodzenia do wspólnego stanowiska w Unii powinien pozostać konsensus. Obserwowane ostatnio próby obchodzenia tego trybu czy pomysły jego likwidacji grożą wyłączeniem niektórych krajów z wpływu na podejmowanie decyzji i przekształceniem Unii w szczególną formę oligarchii. Doprowadzić to może do faktycznego ubezwłasnowolnienia konstytucyjnych ciał krajowych, w tym rządów i parlamentów, zredukowanych do funkcji zatwierdzania decyzji już przez innych podjętych.

W krajach członkowskich ciągle istnieje przemożna wola współpracy, a duch wspólnoty i przyjaźni przenika narody i społeczeństwa naszego kontynentu. Są one naszym kapitałem. Unia zreformowana go wykorzysta, Unia odrzucająca reformy ten wielki kapitał zmarnuje.

Dlatego dzisiaj zwracamy się do wszystkich partii i ugrupowań podzielających nasze poglądy z tym dokumentem jako podstawą do współpracy kulturowej i politycznej, szanując rolę istniejących grup politycznych.

Razem zreformujmy Unię dla przyszłości Europy!”.

Reakcja polskiego establishmentu była histeryczna. Gazeta Wyborcza piórem red. Pawła Wrońskiego obwieściła o powstaniu „Putinowskiej międzynarodówki”. Podobne były głosy polityków PO, zarzucających Kaczyńskiemu sojusz z Marine Le Pen, mimo że jeszcze pięć lat temu zarzekał się, że z tą partią (Zgromadzenie Narodowe) nigdy nie zawrze porozumienia. Były też odgrzane kotlety na temat Matteo Salviniego i jego koszulki z Putinem. Nikt jednak z tego obozu nie podjął się analizy, czy diagnoza jaką prezentuje 16 partii na temat kondycji Unii Europejskiej jest prawdziwa czy nie. Zamiast dyskusji mamy do czynienia z festiwalem prymitywnych bon-motów z Putinem i Rosją w roli głównej.

Z drugiej strony pojawiały się też zarzuty, że to „koalicja trumpowska”, koń trojański Ameryki wewnątrz Europy, itp., ale też bez odpowiedzi na pytanie, czy jeśli chodzi o diagnozę stanu UE dokument mówi prawdę czy nie.

Oczywiście można zadać sobie pytanie – co skłoniło Jarosława Kaczyńskiego do podpisania tego dokumentu i przełamania swojej niechęci do partii Marine Le Pen? Na pewno bardziej odpowiadają mu inni partnerzy – przede wszystkim Fidesz Viktora Orbana, który bez wątpienia jest akuszerem tej koalicji. Także hiszpańska partia Vox, której liderzy odwiedzili niedawno Warszawę, nie budzi sprzeciwu. Kaczyński musiał się jednak zgodzić na ten krok, bo musi mieć jakiś sojuszników w Unii Europejskiej.  Bruksela i jej establishment ciągle nękają Polskę a to w sprawie praworządności, a to w sprawie energetyki czy LGBT.  W takiej samej sytuacji jest Orban, którego partia ostatecznie opuściła Europejską Partię Ludową. Próba stworzenia trzeciej siły w UE jest ruchem, który się narzuca. Czy układ ten ma cechy trwałości? Dopóki w Brukseli będą się nasilać tendencje do narzucania wszystkim członkom jednej agendy ideologicznej i politycznej, na pewno tak. Nie ma lepszego spoiwa jak obrona przed wspólnym wrogiem. I to, że między sygnatariuszami tej deklaracja jest sporo różnic, w tej sytuacji nie ma aż tak wielkiego znaczenia.

Jan Engelgard

 

 

Redakcja