HistoriaZiemie zachodnieAntoni Abraham – król Kaszubów

Redakcja4 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Już za życia współcześni nadali godność „króla Kaszubów” – Tóna (Antoni) Abraham. Urodził się 19 grudnia 1869 roku w osadzie Zdrada koło Mechowej w Powiecie Puckim. I jakby zgodnie z nazwą osady – cała jego działalność była… „zdradą” wobec zaborcy na rzecz polskości Kaszub.

Jeśli nie liczyć ukończonej jednoklasowej szkoły podstawowej, nie posiadał żadnego wykształcenia. Pochodził z ubogiej rodziny, co uniemożliwiało mu dalszą naukę. Ale jego ambicja spowodowała, że starał się zdobyć samodzielnie. Pomocna w tym była rodzina, która pomimo ciężkich warunków bytowych, dbała o kultywowanie patriotyzmu. Na swej drodze życiowej spotkał również księdza Teofila Bączkowskiego, który widząc w nim pragnienie nauki, uczył go języka polskiego i historii Polski. To był uniwersytet, który umożliwił mu zdobycie wiedzy teoretycznej.

W roku 1896 zakłada rodzinę i osiada w Orlu koło Bolszewa. Doczekał się pięciorga dzieci. Ale w domu bywał gościem. Pracuje wówczas jako domokrążca – przedstawiciel wytwórni maszyn do szycia Singer i Neidlinger. Wędrówki w roli handlowca po ziemi kaszubskiej dają mu możliwość do agitacji na rzecz polskości Kaszub. Za tą działalność wielokrotnie trafiał do aresztu, nakładano na niego mandaty i kary grzywny. Te przykre wydarzenia nie osłabiły jego postawy, a wręcz utwierdziły go w słuszności co do pracy na rzecz obrony Kaszubów przed wynarodowieniem. Z biegiem lat staje się trybunem ludowym.

We współpracy z Józefem Czyżewskim, wybitnym przedstawicielem polskiej społeczności w Gdańsku,. zakłada w 1891 r Towarzystwo Ludowe „Jedność”, które w 1904 roku przeradza się w Związek Polskich Towarzystw Ludowych. Stało się ono inspiracją do powstawania takich organizacji na terenie całych Kaszub. Dodatkowym aspektem przydającym mu popularności są liczne publikacje, m. in. w „Gazecie Gdańskiej”, której nota bene był kolporterem. W 1901 roku zamieszkał w Oliwie przy Ludolfinger Weg nr 2 (dziś ul. Józefa Czyżewskiego). Po wybuchu wojny światowej wraz z dwoma synami i zięciem (którzy polegli) został wcielony do wojska. Po jej zakończeniu powraca do Oliwy. I wówczas następuje kulminacja jego działalności.

Antoni Abraham

W obliczu dziejowej chwili w historii Pomorza – powrotu do Macierzy, nie może być obojętnym wobec toczących się wydarzeń. Rozpoczęły się zmagania propagandowe między Niemcami i Polakami o Pomorze. Pojedynek obu stron rozgrywał się na poziomie wieców, na których obie strony zapewniały o słuszności swoich argumentów. Niemcy głosili na wszelkie sposoby, że Kaszubi to nie Polacy i że pragną pozostać przy Rzeszy Niemieckiej. Druga strona – Polska – natychmiast odpowiadała w ten sam sposób. Wiele spośród organizowanych wieców było inspirowanych i zwoływanych przez Antoniego Abrahama. Na wiecu zwołanym przez niego w dniu 30 marca 1919 roku w Miszewie pod Żukowem zapada następującej treści rezolucja:

„My, Kaszubi, zebrani w Miszewie na wiecu, oświadczamy, że nie jesteśmy Niemcami, tylko czujemy się dziś tak jak i dawniej Polakami. Krętactwa gazet hakatystycznych, że jesteśmy Niemcami, uważamy za ciężka zniewagę i stanowczo temu protestujemy”. Znacznie dalej w swojej wymowie idzie uchwała wiecu z dnia 6 kwietnia zwołanego w Oliwie: „My, zebrani na wiecu polscy parafianie Oliwy, żądamy i domagamy się, aby Polskie Pomorze z  Gdańskiem do Polski przyłączone zostało. Ucisku narodowego, jak dotychczas, znieść nie możemy i  wszystkiemi siłami tak ducha, jak ciała, dążenie nasze serdecznie poprzeć gotowiśmy. Nie ma Polski bez Kaszubów, bez Kaszubów Polski. Rada Ludowa. Oliwa dnia 6 kwietnia 1919”.

W owym czasie tymczasową władzę polską na Pomorzu sprawował Podkomisariat Naczelnej Rady Ludowej w Gdańsku. Jemu podlegały wszystkie Rady Ludowe działające na Pomorzu. W miejsce dotychczasowej policji tworzono straże ludowe czyli własną formację policyjną. Gdy w lutym 1919 roku na Pomorze dotarła informacja, że Lloyd George jest przeciwny przyłączeniu Pomorza do Polski, Podkomisariat postanowił opanować Gdańsk przy użyciu formacji paramilitarnych. Jako ciekawostkę można podać fakt, że została już wybita odznaka Frontu Pomorskiego (jeden z takich egzemplarzy znajduje się w zbiorach Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni). Puczu dokonać mieli sami Kaszubi. Takiego obrotu sprawy obawiali się niemieccy mieszkańcy Gdańska i z rezygnacją przyjmowali ewentualność powrotu miasta do Rzeczypospolitej. Niestety dla strony polskiej (kaszubskiej) do Gdańska przybyły oddziały Grenzschutzu. Wzmocnieni tym Niemcy ponownie podjęli kolejną akcję propagandową wszem i wobec głosząc, że kraj nadmorski (czytaj Pomorze) jest na wskroś niemiecki.

Wobec narastającej wrogiej propagandy musiała nastąpić reakcja strony polskiej. W odpowiedzi na te działania nieprzyjaciela Podkomisariat gdański postanowił działać w samym Paryżu. W tym celu przygotowano delegację zaopatrzoną w memoriał dowodzący polskości Pomorza i żądaniem przyłączenia go do Polski. Na delegatów przeznaczono gdańskiego adwokata dra Mieczysława Marchlewskiego, mieszkańca Kościerzyny Tomasza Rogalę i mieszkającego już wówczas w Oliwie jako reprezentanta Kaszubów Antoniego Abrahama.

Jednak z uwagi, że Pomorze nadal znajdowało się pod administracją niemiecką, wyprawa, jej zorganizowanie było ryzykowne i uciążliwe. Dowodem tego był fakt, że kolejnym delegatem miał być Antoni Miotk z Pucka. Lecz z uwagi na ścisły nadzór Grenzschutzu, nie mógł dołączyć do pozostałej trójki. Aby delegaci mogli udać się do Paryża, musieli wpierw dotrzeć do Warszawy, czyli przedostać się przez granicę obstawioną przez oddziały wojska niemieckiego. Drogę przez Poznań uniemożliwiało powstanie wielkopolskie. Ponadto w dniu planowanego wyjazdu delegacji w Gdańsku wybuchł strajk kolejarzy. Wobec powyższego, Tomasza Rogalę i Antoniego Abrahama przewieziono samochodem do Grudziądza. Trzeci delegat, dr Marchlewski, próbował pieszo przedrzeć się przez powiat brodnicki, co zakończyło się niepowodzeniem. Na Pomorzu został zarządzony stan oblężenia. Równocześnie Tomasz Rogala i Antoni Abraham przebyli szczęśliwie granicę, zmieszani z grupą robotników rolnych idących do pracy. Z Grudziądza udali się koleją do Warszawy.

W przypadku tej przeprawy istnieje jeszcze jedna wersja ich drogi. Mieli jakoby dostać się do okopów powstańczych oddziałów wielkopolskich. Stamtąd pod eskortą oficerów mieli być przewiezieni do Poznania skąd już bez przeszkód dotarli do Warszawy. W stolicy zostali zaopatrzeni przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych w niezbędne do dalszej podróży paszporty, które wystawiono z datą 13 kwietnia 1919 r. i ważnością na kolejne dwa miesiące, czyli do 13 czerwca. Jako oficjalna misja urzędowa uzyskali również wizy ambasady francuskiej. Zaopatrzeni w niezbędne dokumenty wyruszyli w dalszą podróż. Z uwagi na sytuację polityczną, musiała się ona odbyć z pominięciem terytoriów niemieckich. Zatem droga wiodła przez Kraków, Wiedeń i Bazyleę, by 18 kwietnia dotrzeć do Paryża.

Jedną z pierwszych wizyt było spotkanie z Komitetem Narodowym Polskim. Kolejne spotkania odbyli z Ignacym Janem Paderewskim i Erazmem Piltzem. Złożyli również wizyty w ambasadach państw obcych. Nie ominęli także redakcji największych dzienników. Wszędzie tam przedstawiali materiały dowodzące polskości Pomorza i zamieszkujących je Kaszubów. Materialnymi argumentami przemawiającymi za racjami delegatów były przywiezione przez nich roczniki młodokaszubskiego „Gryfa” a także książka telefoniczna Gdańska z roku 1914. Zaznaczono w niej ponad 9 tysięcy nazwisk kończących na -ski lub -icz. Choć w niektórych przypadkach były one już po części zniekształcone i zniemczone. Obok racji historycznych, dowodzili, że język kaszubski jest zupełnie zbliżony do polskiego. Aby tego dowieść posługiwali się w rozmowach językiem kaszubskim.

Finałem ich misji było spotkanie z Davidem Lloyd Georgem i Thomasem Woodrow Wilsonem, podczas której zapytano ich: „Czego wy chcecie, kiedy wasz rząd Pomorza się zrzekł?”. Odpowiedź Antoniego Abrahama a w zasadzie jej forma przeszła do legendy. Otóż miał on wówczas uderzyć pięścią w stół i odrzec – oczywiście po kaszubsku: „Pomorza nom ani kusi purtk zabrać ni może” (Pomorza nawet diabeł kusy odebrać nam nie może). Zapewniał, że nie dopuści by Pomorze pozostało przy Rzeszy. Bo jeśli tak się stanie, na jego apel stanie 4000 Kaszubów, olbrzymów jak on sam i bez niczyjego poparcia, sami zagarną Pomorze wraz z Gdańskiem dla Polski.

Dla pełni zrozumienia tych słów niezbędna jest uwaga co do postury Antoniego Abrahama. Był mężczyzną postawnym o wzroście niemal 2 metrów, plecy jak u niedźwiedzia, dłonie takie jak ma lew a głos piorunujący. Tak opisywali go współcześni. Zawartość tabakierki, z której korzystał starczyłaby dla niejednego na kilka lat. Z racji postury i swojej działalności był zatem Stolemem (są to postaci z legend kaszubskich obdarzone nadludzka siłą, zamieszkujące w pradawnych wiekach ziemię Kaszubską). A więc armię takich Stolemów mógł przeciwstawić wrogom polskości Gdańska i Pomorza.

Tak zdecydowana postawa delegatów ułatwiła delegacji polskiej forsowanie przyłączenia Pomorza do Polski. Ostateczny skutek nie do końca zadowalał mieszkańców Pomorza. W sprawie Gdańska zapadła decyzja o utworzeniu Wolnego Miasta pod nadzorem Ligi Narodów. Ponadto poza granicami pozostały ziemie Kaszub zachodnich np. Powiat Bytowski, a także kraina Słowińców (okolice Słupska, dziś nosząca miano „Krainy w kratę”).

29 kwietnia obaj delegaci wyruszyli w drogę powrotną. Po powrocie do Oliwy Abraham współpracował z aliancką komisją, która przybyła na Pomorze w celu wytyczenia granicy polsko – niemieckiej i polsko – gdańskiej. Uczestniczył też (i był jednym z organizatorów) uroczystości powitania wojsk gen. Józefa Hallera w Wejherowie, który zdążał do Pucka na symboliczne Zaślubiny Polski z Morzem. W sierpniu 1920 r. Antoni Abraham przeniósł się do Gdyni, gdzie po raz kolejny podejmuje działalność społeczną. Ogromna wagę przykładał do integracji Kaszub z resztą kraju. Jednym z problemów była słaba znajomość języka polskiego wśród Kaszubów. Dlatego zachęcał ich do nauki języka, do poznawania literatury ojczystej, kultury i historii. Dostrzegał również problem wzajemnych niechęci dlatego był zwolennikiem podejmowania działań zmierzających do budowy wspólnej ojczyzny.

Gen. Józef Haller z rybakiem kaszubskim – Puck (11 lutego 1920 roku)

W tym działaniu widział możliwość poprawy materialnego bytu Kaszubów. Jedna z dróg do tego celu była budowa miasta i portu w Gdyni. Dlatego też został członkiem Towarzystwa Przyjaciół Pomorza, założonego przez przebywającego wówczas w Gdyni, Stefana Żeromskiego, z którym zawarł bliższą znajomość. Jego dotychczasowa działalność oraz postawa obywatelska zostały nagrodzone: 2 maja 1922 r. otrzymał Order Odrodzenia Polski za „zasługi położone dla Rzeczypospolitej Polskiej na polu pracy obywatelskiej”. W 1923 r. uczestniczył w wycieczce Kaszubów w głąb kraju. Wówczas też został przyjęty przez prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. Niebawem uczestniczył w uroczystościach towarzyszących przyjazdowi tegoż prezydenta do Gdyni: witał go (i premiera gen. Władysława Sikorskiego) wraz z gdyńskim wójtem Janem Radtke w imieniu Kaszubów. Także towarzyszył mu, kiedy ten wizytował budujący się gdyński port.

Niestety choroba (nowotwór żołądka) spowodowała, że trafił do szpitala Najświętszej Marii Panny w Gdańsku. Prezydent Wojciechowski przekazał środki finansowe na leczenie, które nie przyniosło poprawy. 23 czerwca 1923 r. Antoni Abraham zmarł. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją narodową, w której uczestniczyli tłumnie zarówno mieszkańcy Kaszub, jak i innych ziem polskich. Towarzyszył tej smutnej ceremonii ryk syren okrętowych i gwizd parowozów. Został pochowany na cmentarzu na Oksywiu, a na jego grobie położono głaz ważący półtorej tony.

Nawiązując do wydarzeń związanych z konferencją pokojową w Paryżu, warto tutaj przytoczyć opinię na ten temat wyrażoną przez Tadeusza Bolduana w 60. rocznicę misji delegacji kaszubskiej: „Sam fakt, że Kaszubi przybyli do Wersalu z żądaniem przyłączenia ich ziemi do Polski, miał głęboki wydźwięk moralny i polityczny. O niczym nie zadecydowali, ale dołożyli własną cegiełkę do zebranych przez delegację polską dowodów na polskość Pomorza, wyrazili też niezłomną wolę Kaszubów ponownego zjednoczenia z państwem polskim”.

Andrzej Kotecki

Na zdjęciu Antoni Abraham (w środku) tuż przed śmiercią podczas wycieczki do Wieliczki.

W tekście wykorzystano informacje z prac: Józef Borzyszkowski, „Historia Kaszubów w dziejach Pomorza”, tom III cz. 2, Instytut Kaszubski, Gdańsk 2019; Dariusz Małszycki, „Antoni Abraham – pierwszy król Kaszubów” – trójmiasto.pl/Antoni Abraham – dostęp 5 VI 2021; Władysław Pniewski, „Antoni Abraham (1869-1923). Wielki Patriota z ludu Kaszubskiego”, Polski Związek Zachodni, Warszawa 1936; Maria Sadurska, „Tóna Abraham – król kaszubski” – gdanskstrefa.com – dostęp 5 VI 2021; Wiesław Ślubowski, „Zanim Polska wróciła na Kaszuby”, „Jantarowe Szlaki”, 1964, nr 9/10.

Myśl Polska, nr 25-26 (20-27.06.2021)

Redakcja