FelietonyZnak epoki: pracownik

Redakcja7 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Jest w naszej naturze skłonność do definiowania, szeregowania i katalogowania. W tak zwanych epokach zracjonalizowanych nauk daje to ludziom pozór rządzenia.  Kto bowiem posiada skuteczną władzę nazywania ten panuje, a przynajmniej tak się jemu wydaje. Jest to zaledwie jakieś złudzenie współczesności. Ludzie starają się poznać własny status jako gatunku. 

Tak więc ludziom przypisuje się różne społeczne role, które na co dzień pełnią, a nawet w nich realnie żyją. Mają one ogromne znaczenie, gdyż ustalają wewnętrzną hierarchię.  Jest to o tyle bardzo ważne, iż każda jednostka – raz do jakiejś grupy zaliczana – na ogół pozostaje w niej przez całe swoje życie, a przynajmniej jego znakomitą większość. Budowa tej piramidalnej struktury jest do tego stopnia ważna i istotna, iż w niektórych kulturach sakralizuje się ją, przez co jeszcze bardziej utrwala oraz umacnia. Taka jest reguła, ale jest i druga: nigdy i nigdzie nie było tak, by te podziały były nieprzekraczalne. Istnieje bowiem prawo krążenia elit, upadku jednych, choćby przez degenerację biologiczną, triumf nowych.

Często ma to charakter krwawych rewolt. Zjawiska te są różnie opisywane. Mimo swojego istotnego charakteru – nie są osią historii, jak się utrzymuje. Zawsze każda osoba, poza wieloma stygmatami, była przede wszystkim przypisana do rodu, klanu, kasty, stanu, itd. Dziedziczność tych kostiumów przez wieki była oczywista. Na tej stabilności polegał właśnie porządek społeczny. Oczywiście te prawidłowości odnoszące się do struktur społecznych, charakteryzujących różne epoki należy umieszczać w szerszym kontekście: cywilizacyjnym, gospodarczym, religijnym. Jednak w naszych czasach i te żelazne prawa dziejów zostały zakwestionowane i być może definitywnie unieważnione? Popatrzmy na to co się dzieje. Te znaki nowych odsłon są powszechne. Niezależne od duchowych kontekstów życia poszczególnych kultur, procesów wytwarzania i dystrybucji dóbr. Jednym słowem standaryzacja. I tak na przykład do końca lat sześćdziesiątych na ulicach wielu dużych polskich miast robotnicy w ubraniach roboczych podążali do fabryk, wojskowi w mundurach jechali do swoich jednostek, księża w sutannach kierowali się z prowincjonalnych parafii do kurii, studenci i uczniowie byli rozpoznawalni dzięki tarczom, lub nakryciom głowy. Później coś się zaczęło załamywać, aż dotarliśmy do współczesności. Teraz nie ma już inteligentów, robotników, chłopów, itd…

Ulice stały się jednorodne, tłumy zaś właściwie nierozpoznawalne. Świat zaludnił człowiek masowy, znany jako konsument albo  elektorat. To już nawet nie horda. Wszystko co stare i niedzisiejsze gdzieś tam bytuje jeszcze na obrzeżach życia niczym resztki tak zwanych prymitywnych ludów, ukrytych w dżunglach, gdzie mogą praktykować swoje stare kulty, czasami nawet kanibalizm. Teraz bulwary, teatry, muzea, sklepy i restauracje opanowali ci, których bez wyjątku nazywamy pracownikami.

Człowieczeństwo definiowane jest przez umowę o pracę, nawet jeżeli jest to tak zwana umowa śmieciowa. Te rzesze gorączkowo biegają do galerii handlowych, kupując wszystko co im tylko wpadnie w ręce. Wszędzie ludzka ciżba, galopujące tabuny. No i to wołanie o młodość. Świat po prostu sparszywiał. Zachodni liberalizm i jego ateistyczno – hedonistyczne teorie skutecznie czuwają nad dopilnowaniem, by upadek był nieodwracalny. Na zakończenie chcę dodać, iż nie jest to skutek praw historii, lub dziejowy proces. Taka sytuacja została zaprojektowana…Błąd w pojmowaniu tej sprawy polega na tym, że ci konstruktorzy mylnie sądzą, że ułatwi to sprawowanie ich rządów. Na szczęście są w błędzie.

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 21-22 (23-30.05.2021)

Redakcja