KresyPublicystykaCo jest potrzebne Ukrainie?

Jan Engelgard1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

W 2014 roku Anne Applebaum, amerykańska dziennikarka i pisarka, żona Radka Sikorskiego, będąc chyba pod wrażeniem ukraińskiego Majdanu, opublikowała tekst o kontrowersyjnym tytule: „Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina” (Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs).

Teza, jak w tytule, była udowadniana przy pomocy różnych konstrukcji odwołujących się do historycznych doświadczeń w innych państwach, przy czym autorka, już na początku, jasno dała do zrozumienia, że ma pełną świadomość, iż w przeszłości ci ukraińscy nacjonaliści dokonywali rzeczy strasznych, biorąc udział w masowych mordach na Polakach i Żydach.

Obecna, nowa sytuacja, jest zaś tak odmienna od tego co było podczas panowania totalitaryzmów, że tamten koszmar już się nie powtórzy, zaś umiarkowany nacjonalizm jest niezbędny dla stworzenia normalnej Ukrainy. Od tego czasu mija już siedem lat i pora ocenić czy ta akceptacja dla odradzania się ukraińskiego nacjonalizmu rzeczywiście pomogła w budowaniu normalnej Ukrainy.  Wyjść należy od tego, że nacjonalizmy są różne. Czym innym jest nacjonalizm niemiecki, a czym innym polski, czy szkocki. Jak słusznie się czasami mówi, z tym nacjonalizmami jest jak z muzyką ludową. I taniec żydowskich Chasydów i taniec ludów Kaukazu z szablami, to jest niby ta sama kategoria, ale różnica między nimi jest ogromna i dla każdego widoczna. Nacjonalizm niemiecki doprowadził finalnie do obozów śmierci i Holokaustu, zaś nacjonalizm ukraiński jest do niego podobny.

To z Niemiec ukraińscy nacjonaliści brali nie tylko inspirację i wzory, ale też pieniądze na działalność i polecenia do wykonania. Stąd też to podobieństwo miedzy nacjonalizmem ukraińskim i niemieckim jest bardzo duże. Trzeba to brać pod uwagę, a tego związku pani Applebaum jakby nie zauważała i jeszcze na koniec swojego tekstu życzyła sobie, by dzisiejsi zwolennicy nacjonalistycznych idei na Ukrainie mieli więcej okazji do wznoszenia okrzyków „sława Ukrainie – herojam sława”. Dziś nie trzeba chyba nikogo zbytnio przekonywać, że te nadzieje na budowę na Ukrainie normalnego państwa się nie spełniły, i tylko nacjonalizm najbardziej urósł tam w siłę i zagarnia coraz większe obszary państwa, szerząc się w instytucjach i na terenach gdzie go dotychczas nie było. Banderowskie okrzyki i marsze wprowadzono już do oficjalnego ceremoniału ukraińskiej armii.

Ci co z pobłażaniem, lub nawet akceptacją, patrzyli na odradzanie się banderyzmu, sądzili pewnie, że to się da kontrolować i wykorzystać tylko dla jednego celu, mobilizacji przeciwko Rosji. Mieli pewnie na uwadze doświadczenia chorwackie, gdzie podobnie wykorzystano nacjonalizm do mobilizacji przeciwko Serbom, a potem to wyciszono, eliminując z życia politycznego autora zwycięstwa, generała Ante Gotovinę. Na Chorwacji jednak zawsze pilnowano by nie przekraczać pewnych granic i ustaszowskie pozdrowienie „Za dom – spremni” (Dla ojczyzny – gotowi), będące analogiem banderowskiego pozdrowienia, nie zostało ostatecznie zaakceptowane i sądy w Chorwacji uważają je za przejaw rasizmu i nazizmu, zaś FIFA zawiesiła chorwackiego piłkarza, którzy pozwolił sobie użyć takich słów.

Na Ukrainie będzie bardzo trudno cofnąć sytuację, choćby do takiej jak w Chorwacji, gdyż niepowstrzymany rozwój skrajnych postaci nacjonalizmu trwa tam o wiele dłużej. Co gorsza, na Ukrainie szerzy się nie tylko skrajny nacjonalizm w postaci banderyzmu, ale też regularny nazizm, czego widocznym przejawem jest heroizacja SS Galizien, monumentalne nekropolie członków tej formacji SS, doroczne parady na ulicach i cała sieć organizacji, zarówno politycznych jak i paramilitarnych, które wykorzystują nazistowską ideologię i ją usprawiedliwiają.

Zaczyna to już mieć wymiar międzynarodowy i staje się przedmiotem zaniepokojenia w innych państwach, także w USA. Ukraina staje się centrum spotkań dla radykałów z innych części świata, krajem gdzie swobodnie można manifestować i praktykować tego rodzaju poglądy i idee. Niecałe dwa lata temu, do Lwowie zawitał syn Otto Wächtera, Gruppenführera SS i gubernatora Dystryktu Kraków i Dystryktu Galicja, odpowiedzialnego za mordy na tysiącach Żydów i Polaków.

Otto Wächter został uznany za zbrodniarza wojennego przez Trybunał Norymberski. Stał on też za utworzeniem dywizji SS Galizien i był najwyższym przedstawicielem III Rzeszy, który przyjmował defiladę tej formacji po sformowaniu. Obecnie jego syn przyjeżdża do Lwowa, ale nie po to by się kajać, czy wyjaśniać jak wielkim złem był nazizm, ale po to by tłumaczyć działania swego ojca i spotkać się z żyjącymi weteranami SS Galizien oraz z członkami organizacji kultywującymi tradycje tej formacji.

To wszystko jawi się jak jakiś koszmar, rzeczywistość która byłaby powszechna w Europie, tylko wtedy, gdyby Hitler wygrał wojnę. Dotychczas takie wydarzenia, organizacje, jak i związani z tym ludzie, funkcjonowały, prawie wyłącznie, w zachodnich obwodach Ukrainy, tych, które do roku 1939 były częścią II RP. Teraz to się jednak zmienia. W tym roku, po raz pierwszy, doszło do marszu ku czci SS Galizien, w stolicy kraju, w Kijowie. Władze tego miasta na to pozwoliły.

Parady w Kijowie to nie jest jednak szczyt ambicji tych czcicieli nazistowskich tradycji. Podczas ostatniego wystąpienia we Lwowie, ku czci poległych ukraińskich esesmanów, Wasyl Byczko, wiceszef organizacji nazywającej się Rezerwami Dywizji Hałyczyna, chwalił się, że jego organizacja po raz pierwszy maszerowała po Kijowie i zapowiedział, że już niedługo będzie maszerował po Doniecku, a także Moskwie. Tym samym, dzisiejsze Rezerwy Dywizji Hałyczyna już przewyższyły jakiekolwiek osiągnięcia pierwowzoru z SS, któremu nigdy nie udało się maszerować po Kijowie, o Doniecku i Moskwie nie wspominając. Ci esesmani z dywizji SS Galizien, zaraz po umieszczeniu na froncie w lipcu 1944 roku, wpadli w kocioł pod Brodami i zostali wybici, prawie do nogi, przez Armię Czerwoną. Zostały z tego tylko resztki i pułki policyjne SS, które brały potem, miedzy innymi, udział w masowych mordach na Polaków, w tym w Hucie Pieniackiej.

Cała ta sprawa z dzisiejszymi „rezerwami” niesławnej dywizji ukraińskich nazistowskich kolaborantów ma także pewien polski kontekst. Wyżej wspomniałem o przechwałkach wiceszefa tej organizacji, który chce maszerować po Moskwie. Daleko bardziej ciekawą postacią jest sam szef tych „rezerw”. Jest nim niejaki Wołodymyr Prawosudow, znany pod pseudonimem „Szturm”. Został on w Polsce, wraz z innymi osobami z Ukrainy, uznany za Człowieka Roku 2014 przez tygodnik „Gazeta Polska”. Uroczyste wręczenie nagród miało miejsce 2 lutego 2015 roku podczas gali w Teatrze Palladium w Warszawie.

Należy tu dodać, że tę nagrodę otrzymał za działalność na Majdanie, gdzie dowodził jedną z sotni. Już wtedy był on znany z tego, że angażował się w heroizację UPA, tworząc, między innymi, filmiki sławiące działania UPA. Szkoda, że redakcja „Gazety Polskiej” nie wzięła tego pod uwagę gdy nadawała mu tytuł Człowieka Roku.

Prawosudow był też w szeregach kontrowersyjnego ochotniczego batalionu Aidar. Tę formację odwiedziła posłanka, obecnie wicemarszałek Sejmu, Gosiewska, z domu Kierat. W Internecie można znaleźć jej zdjęcie, na którym „Szturm” przytula ją kałasznikowem z długim magazynkiem.  W następnych latach „Szturm” rozwinął jeszcze swoje działania i w 2016 roku powołał tę „Rezerwę Dywizji Hałyczyna”, której szefuje.

Od tego czasu można go było często obserwować, jak w wielu miejscach, grupa pod jego przewodnictwem, występując w esesmańskich mundurach, z bronią i ze sztandarami na których były insygnia dywizji SS Galizien, asystowała przy różnych dziwnych imprezach ku czci tej dywizji. Sam „Szturm” występował tam w mundurze z dystynkcjami stopnia Sturmscharführera SS, co chyba też wyjaśnia skąd się wziął jego pseudonim. I trzeba koniecznie dodać, że nie mamy tu do czynienia z charakteryzacją na potrzeby filmu, czy rekonstrukcji historycznej, co jeszcze można by, od biedy, jakoś zrozumieć, ale o asystę i oprawę uroczystości ku czci żyjących weteranów SS, ich pogrzebów, czy też imprez mających na celu propagowanie chwały SS Galizien.

Jednak ten bezczelny marsz w Kijowie, prowadzony przez Rezerwy Dywizji Hałyczyna, okazał się jednak przekroczeniem pewnej czerwonej linii. Po różnych protestach, w tym wyrażonych przez MSZ Izraela i ambasadę Niemiec, także i władze ukraińskie musiały w końcu zareagować. Marsz w Kijowie potępił ukraiński MSZ stwierdzając, że „Ministerstwo spraw zagranicznych Ukrainy zdecydowanie potępia wszelkie przejawy gloryfikacji wojsk Waffen-SS”.

Kuriozalny to przypadek, gdy ministerstwo spraw zagranicznych potępia to co dzieje się w jego kraju. Wygląda to na głos rozpaczy mówiący, że nazizm szerzy się na Ukrainie, a rząd tego kraju nie może sobie z tym poradzić. Może zatem znajdą się takie kraju, które by w tym mogły pomóc. Myślę, że jeden taki kraj na pewno by się zgłosił. Podsumowując to wszystko i patrząc na minione siedem lat uważam, że nacjonalizm to wcale nie było dokładnie to, czego Ukraina potrzebowała. Wręcz przeciwnie, z tego powodu, że przymykano oko na jego szerzenie się, coraz mocniej staje pytanie, kto przeprowadzi denazyfikację na Ukrainie.

Stanisław Lewicki

Jan Engelgard