FelietonyJak szybko i skutecznie zniszczyć górnictwo i energetykę?

Redakcja5 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Porzucenie przez Polskę swoich zasobów węgla, zawalenie górnictwa węglowego, tak głębinowego (węgla kamiennego) jak i odkrywkowego (węgiel brunatny) i jednocześnie potężnego sektora energetycznego, opartego o te surowce… aż dech zapiera.

To wydarzenie bez precedensu w swej skali i gwałtowności. Zasoby węgla mogłyby nam służyć jeszcze setki lat, potężna branża energetyczna – dostarczać tani prąd… ale nie, odrzucamy to wszystko i pogrążamy się w ratowanie globalnego klimatu. Jak to się stało? Dlaczego to robimy?

A przecież jeszcze niedawno premier Donald Tusk otwierając nowy blok węglowy w Bełchatowie mówił, że „to początek wielkiej przygody z polską nowoczesną energetyką” i zapewniał: „energia pozyskiwana z węgla brunatnego jest najtańszą energią… Węgiel brunatny ma przyszłość”.

A dzisiaj zewsząd słyszymy że to nie dość że „brudna”, to na dodatek i najdroższa energia. Okazuje się, że na polskiej giełdzie energia z węgla jest najdroższa w Europie. Nawet polski minister przekonuje nas, że „ceny energii z odnawialnych źródeł energii od dłuższego czasu są bardzo konkurencyjne, a nawet niższe niż z ceny energii z węgla”.

Więc jak to jest? Czy węgiel jest tanim surowcem energetycznym, jak twierdził premier Tusk, czy wręcz przeciwnie?

Jest oczywiście tani, ale rozmaite oświadczenia i informacje pomijają milczeniem pewien „drobny” szczegół, sprytną sztuczkę, dzięki której mamy takie zamieszanie. Otóż węgiel obciążono potężnym podatkiem. I według nowej mody to nie jest danina nakładana przez państwo, ale instrument finansowy, o którego wartości decydują tzw. rynki finansowe, czyli po ludzku kapitał spekulacyjny. W  tym przypadku chodzi o opłaty emisyjne, które muszą wykupić producenci  energii przy spalaniu tego taniego surowca. Oczywiście na końcu tego łańcuszka za wszystko płaci odbiorca, otrzymujący coraz wyższe rachunki za prąd w domu. Do niego takie skomplikowane mechanizmy nie docierają, on patrzy na kwotę do zapłaty na rachunku, składającym się z coraz większej ilości składników, i pyta: „dlaczego znowu drożej?”

Właśnie dlatego, że coraz więcej w cenie jest tego „podatku od CO2”. Doszło do tego, że  obciążenia, którymi obłożono węgiel, są WIĘKSZE niż podatki nałożone na olej napędowy. A przecież wiadomo, że paliwa są piekielnie mocno opodatkowane. Koszt węgla spalanego w elektrowniach zawiera 55% podatku (koszt emisji, który ostatecznie idzie do budżetu państwa), gdy diesel – 52%.

Udział surowca i podatków w węglu energetycznym i oleju napędowym

Ostatnio obrazowo przedstawił efekty tej sztuczki minister Jacek Sasin: „dzisiaj wytworzenie 1 megawata energii z węgla pociąga za sobą koszty opłat za emisję CO2, które są wyższe niż koszt paliwa, czyli 130 zł płacimy za węgiel spalony, aby wytworzyć tę energię, a 160 zł to opłaty klimatyczne”.

To powoduje, że energia jest coraz droższa, bo coraz więcej trzeba płacić za pozwolenia. Gdy otwierano nowy blok w Bełchatowie, pozwolenia na emisję były warte kilku euro za tonę. Ale po reformie systemu, na który polski rząd się zgodził, koszty co2 gwałtownie wzrosły. W 2019 r. PGE zapłaciła za prawa do emisji 3,4 miliarda złotych. W 2020 r. ta kwota wzrosła prawie dwukrotnie – do 6,2 miliarda. Strach pomyśleć, ile będą wynosić w tym roku, gdy spekulacja wyniosła notowania pod 50 euro?

Ten ekonomiczny mechanizm działa, został skutecznie zastosowany do osiągania klimatycznych celów. O takiej sztuczce mówiło się kiedyś, że można „do rachunku dopisać numer butów i kołnierzyka”. Praktykowano je w knajpach, gdzie kelnerzy zarabiali w ten sposób na pijanych w sztok klientach. Tylko kto tu jest kelnerem, i dlaczego Polska gra rolę pijanego klienta?  O tym już niedługo.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 19-20 (9-16.05.2021)

Redakcja