OpinieNie jestem zaskoczony

Wspomoz Fundacje

Jeśli coś zaskakuje w słynnym już zdjęciu Ewy Kopacz to właśnie samo „zaskoczenie”, które mniej lub bardziej szczerze artykułują prawicowi publicyści i komentatorzy. Bo niby co ma nas tutaj zaskoczyć?

To, że lekarz nie popada w stany depresyjne przy okoliczności sekcji zwłok bynajmniej dziwnym nie jest. Gdyby lekarze czy pielęgniarki mieli rozklejać się przy każdym denacie napotkanym w swoim życiu zawodowym, zwyczajnie zwariowaliby. Nie nadawaliby się do pracy w zawodzie, gdzie spory poziom profesjonalnego dystansu jest nieodzowny.

Mogłoby mnie zaskoczyć, że pani Ewa dała sobie zrobić, w takiej a nie innej okoliczności, dość swobodne fotografie. Skądinąd ewidentnie pozowane, więc wykonane za wiedzą i zgodą portretowanych. Bym jednak poczuł się tym faktem zaskoczony musiałyby zaistnieć dwa, w oczywisty sposób nieprawdopodobne czynniki.

Po pierwsze musiałbym mieć znacząco wyższą opinie o intelekcie pani Kopacz. Tymczasem bohaterka obecnego skandaliku przez cały okres swojej działalności publicznej udowadnia konsekwentnie, że rozum nie jest największą z jej cnót. I nie chodzi mi bynajmniej o lapsusy w rodzaju „rzucania kamieniami w dinozaury”, ale o ocenę generalną. Podejrzewam zatem, że pani Ewka zwyczajnie nie pomyślała o potencjalnych konsekwencjach jakie po latach może przynieść jej dezynwoltura.

Po drugie musiałbym mieć znacząco wyższą opinie o profesjonalizmie naszego państwa. Tak ważny polityk jak Ewa Kopacz, szczególnie w sytuacji oddelegowania do trudnego i odpowiedzialnego zadania, wykonywanego na obcym, potencjalnie wrogim terenie, powinien być do tego przygotowany. Powinien przejść właściwe przeszkolenie i zostać otoczony pełną ochroną kontrwywiadowczą. Nawet w sytuacji gdy intelekt, czy zwykła ostrożność zawiedzie, gdy w niwecz obrócą się efekty mozolnych szkoleń w tle powinni stać niezawodni „smutni panowie”. I natychmiast przerwać beztroskie figle niezbyt ostrożnego polityka. Tak zresztą czynią państwa poważne. Jednak przypominam, że na kilka dni przed wykonaniem owej sławetnej fotografii, Polska rękoma swych urzędników wsadziła na pokład jednego, przestarzałego samolotu sporą część lokalnej elity politycznej. Co zakończyło się właśnie okolicznością stanowiącą asumpt do wykonania inkryminowanej fotografii. Stąd konkluzja, że Rzeczpospolita nie mogła być wówczas, podobnie zresztą jak dziś, zaliczona do grona państw poważnych. Zatem i tutaj nie ma mowy o zaskoczeniu.

Na koniec nie zaskakuje mnie, że PiS kolejnym „rozpaczliwcem” usiłuje ogrzać dawno wystygły już kotlet. Katastrofa smoleńska stała się fundamentem pod zawłaszczenie sceny politycznej przez szkodliwy dla Polski duopol PiS/anty-PiS. Dlatego próba reanimacji tematu przez partię rządzącą naszym nieszczęsnym krajem jest całkowicie racjonalna i bynajmniej nie zaskakująca. Inna, rzecz, że nie wierzę by Polacy dali się po raz kolejny podpuścić. Może z wyjątkiem tych, którym emocje skutecznie przeszkadzają w myśleniu.

Przemysław Piasta

Przemysław Piasta

Historyk i przedsiębiorca. Prezes Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego. Autor wielu publikacji popularnych i naukowych.