AktualnościŚwiatKonferencja o nowej strategii antychińskiej Waszyngtonu

Redakcja10 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Grupa Badawcza Ekonomii Geopolitycznej (Geopolitical Economy Research Group – GERG, Uniwersytet Manitoba w Kanadzie) przeprowadziła kolejną sesję naukową online. Tym razem dyskutowano na temat nowej strategii administracji amerykańskiej wobec Chin.

Telegramy – długi i dłuższy

Kanwą do debaty międzynarodowego grona uczonych stała się publikacja przez Radę Atlantycką (ang. Atlantic Council), amerykański think-tank zajmujący się sprawami międzynarodowymi, dokumentu pod tytułem Dłuższy telegram. Ku nowej strategii Stanów Zjednoczonych wobec Chin (The Longer Telegram: Toward A New American China Strategy).

Tytuł raportu nawiązuje do słynnego Długiego telegramu (Long Telegram) z lutego 1946 roku, który wyszedł spod pióra ówczesnego zastępcy szefa misji dyplomatycznej Stanów Zjednoczonych w Moskwie George’a Kennana. Kennan po raz pierwszy po zakończeniu wojny światowej zaproponował tam prowadzenie polityki powstrzymywania rozwoju i ekspansji systemu radzieckiego, uznając, że charakter polityki zagranicznej kierownictwa radzieckiego wynika z przyjętej przez to państwo ideologii.

Dłuższy telegram opublikowany przez Radę Atlantycką ma anonimowego autora / autorów. Eksperci domyślają się, że może to być ktoś z byłych wysoko postawionych republikanów, choć sformułowana w „telegramie” propozycja polityki amerykańskiej wobec Chin adresowana jest do nowej, demokratycznej administracji Joe Bidena. Od przypomnienia zbieżności pomiędzy tymi dwoma dokumentami przypomniała, otwierając konferencję, prowadząca dyskusję współprzewodnicząca GERG prof. Radhika Desai.

Polityka amerykańska – „irracjonalizm, paranoja, agresja”

Prof. Jeffrey Sommers z amerykańskiego Uniwersytetu Wisconsin ocenił, że polityka Waszyngtonu konsekwentnie łamie starą zasadę hipokratesowską „po pierwsze, nie szkodzić”, coraz bardziej pogłębiając destabilizację na świecie. W jego ocenie, jako jeden z pierwszych aktualny trend związany z przejęciem władzy przez Bidena i jego zaplecze, zrozumiał prof. Aleksandr Dugin, wskazujący na nieuchronny zmierzch dominacji centrum atlantyckiego.

Sytuacja wewnętrzna, podobnie jak polityka zagraniczna, Stanów Zjednoczonych charakteryzuje się, zdaniem Sommersa, „irracjonalizmem, paranoją i agresją”. Waszyngton nie ma żadnych zasobów, które pozwalałyby mu na skuteczne powstrzymywanie wzrostu znaczenia Pekinu, a tym bardziej kontrolowania kierunku rozwoju Chin. Prof. Sommers podkreślił też, że w żadnym momencie nie było wśród elit amerykańskich dyskusji o ewentualnym sojuszu z Rosją przeciwko ChRL; nawet w czasie kadencji Donalda Trumpa i jego dążenia do zaatakowania Iranu, można było mówić co najwyżej o próbach doprowadzenia do neutralnej postawy Moskwy.

Imperializm przyjdzie z Azji?

Prof. George Derlugyan, politolog z Uniwersytetu Nowojorskiego w Abu Dabi (Zjednoczone Emiraty Arabskie) nakreślił ciąg historyczny formowania się współczesnych imperiów, zwracając uwagę nie na ich aspekt terytorialny czy demograficzny, lecz związany z mobilnością, handlem i opanowywaniem szlaków międzynarodowych. Pod tym kątem, według niego, „pierwszym imperium hegemonicznym” były Niderlandy, które następnie zastąpiła Wielka Brytania i Stany Zjednoczone.

Derlugyan skrytykował teorię zderzenia cywilizacji sformułowaną przez Samuela Huntingtona w 1993 roku, przypominając, że doprowadziła ona de facto do legitymizacji tez o wojnie wyznaniowej i cywilizacyjnej wykorzystywanych przez fundamentalistów islamskich. Jednocześnie, na przestrzeni wieków, imperia uniwersalne tłamsiły aspiracje historycznych mocarstw regionalnych. Teraz, zdaniem uczonego, „widzimy powrót mocarstw z XVI wieku, które chcą odwetu: Chin, Indii, a nawet Wietnamu”. Prof. Derlugyan wyraził obawę, że wraz ze zmierzchem potęgi Zachodu nieuchronnie zbliża się epoka „imperializmu azjatyckiego”.

Xi Jinping na celowniku Waszyngtonu

Dr Jenny Clegg, brytyjska badaczka stosunków międzynarodowych, specjalizująca się w studiach nad polityką chińską, analizując raport sygnowany przez Radę Atlantycką, zwróciła uwagę, że doszło w nim do zredefiniowania metod rywalizacji elit amerykańskich z ChRL. Obecnie preferowana jest – postulowana przez Dłuższy telegram – strategii destabilizacji wewnętrznej i kreowania podziałów w ramach Komunistycznej Partii Chin. Działania w tym kierunku mogą się nasilać, bo „kurs na zderzenie Stanów Zjednoczonych z Chinami jest nieunikniony”.

Amerykanie przeceniają jednak głębokość podziałów w rządzącej Chińską Republiką Ludową partii. Xi Jinping nie zainicjował samodzielnie wzmocnienia pozycji jednostki i zerwania z kadencyjnością; decyzja taka była wynikiem wewnątrzchińskiego kompromisu, wynikającego ze zrozumienia roli silnego przywództwa w dobie konfrontacji. Wprawdzie niektórzy przedstawiciele grupy tzw. książąt partyjnych budzą niechęć społeczeństwa, jednak KPCh ma nadal ogromne poparcie. Jedynym środowiskiem antagonistycznym wobec jej rządów może być część wielkiego kapitału chińskiego.

Trójkąt Kissingera

Prof. Oleg Barabanow z Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO) uznał, że raport anonimowego autora o rozwoju konfrontacji chińsko-amerykańskiej zawiera korzystne z punktu widzenia Moskwy założenie o możliwości powrotu koncepcji tzw. trójkąta Kissingera. Przypomniał, że Henry Kissinger, sekretarz stanu w administracji prezydenta Richarda Nixona, był architektem zbliżenia amerykańsko-chińskiego wymierzonego przeciwko Związkowi Radzieckiemu.

Dziś Waszyngton, jeśli kierować się wytycznymi Rady Atlantyckiej, może natomiast rozważać odmrożenie stosunków z Moskwą i podjęcie próby pozyskania jej do współpracy przeciwko Pekinowi. Barabanow stwierdził, że elementy realizmu w duchu Kissingera obecne w raporcie mogą świadczyć o tym, że jego autorem jest ktoś spoza administracji demokratycznej. Ta ostatnia prezentuje nastawienie ideologiczne, utrzymane w duchu liberalnego populizmu. Moskwa i Pekin nie mają jej w sferze ideologicznej nic atrakcyjnego do przeciwstawienia. Jego zdaniem, taką alternatywą nie jest „prawicowy populizm” prezydenta Władimira Putina, ani „populizm lewicowo-narodowowyzwoleńczy” przewodniczącego Xi.

Zerwanie z Chinami nie jest możliwe

Były ambasador Indii Bhadrakumar Melkulangara stwierdził, że Joe Biden różni się od Trumpa znacznie większymi umiejętnościami dyplomatycznymi. Jednocześnie uznał, że Chiny odgrywają dziś zdecydowanie zbyt wielką rolę w światowej gospodarce, by można było myśleć o jakichkolwiek próbach realizacji wobec nich strategii powstrzymywania, podobnej do tej, którą w okresie zimnej wojny stosowano wobec ZSRR.

Przeciwko wciąganiu do konfliktu amerykańsko-chińskiego Europy wypowiedział się zdecydowanie niemiecki politolog, członek Rady Naukowej Fundacji im. Rozy Luxemburg, prof. Michael Brie. Stwierdził on, że Pekin nie dąży do uzyskania roli hegemonicznej, w odróznieniu od innych imperiów. Zerwanie z nim współpracy oznaczałoby rezygnację przez Unię Europejską z własnych interesów.

Świat kontrhegemoniczny

Jean Pierre Page z instytutu badawczego francuskiej centrali związkowej CGT przypomniał, że jeszcze Zbigniew Brzeziński pisał o tym, że największym zagrożeniem, któremu Waszyngton powinien przeciwdziałac wszelkimi środkami jest „ryzyko powstania sojuszy kontrhegemonicznych”. Raport Rady Atlantyckiej stanowi nawiązanie do tej zasady. Zmianie uległy tylko metody działania administracji amerykańskiej. O ile Mike Pompeo stosował retorykę rodem z „ewangelickiej krucjaty”, o tyle jego następca Anthony Blinken woli zakulisowe działania przeciwko Xi Jinpingowi.

Debata odbywała się pod znamiennym tytułem „Dłuższy telegram: za pierwszym razem sukces, za drugim razem fiasko?”. Grupa Badawcza Ekonomii Geopolitycznej planuje kolejne przedsięwzięcia dotyczące innych regionów świata i ich perspektyw w realiach nowej zimnej wojny.

Mateusz Piskorski

Foto: geopoliticaleconomy.org

Redakcja