FelietonyRetoryka wojny czy wojna retoryczna?

Redakcja9 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Joe Biden nazywający prezydenta innego mocarstwa, stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ „zabójcą” to pewna nowa jakość w amerykańskiej polityce wobec Rosji. Warto zastanowić się, skąd u człowieka nie obdarzonego zbyt wielką energią i umiejętnością błyskotliwej, ciętej riposty pojawił się taki, nieakceptowalny w dyplomacji język.

Po pierwsze, w Stanach Zjednoczonych, jak zauważył w swoim omawianym i publikowanym przez nas manifeście Aleksandr Dugin, wciąż toczy się bezwzględna konfrontacja wewnętrzna. Wypowiedź Bidena o Władimirze Putinie zbiegła się z publikacją kolejnych, sensacyjnych rzekomo raportów amerykańskich służb specjalnych, które z uporem maniaka, bez żadnych dowodów powtarzają mantrę o ingerencji Moskwy w amerykańskie wybory. Tamtejszy reżim nie chce przyznać, że burzliwy przebieg elekcji to po prostu potknięcie się systemu o własne nogi, wynik założonych w nim błędów i rażących niesprawności. Biden adresuje zatem swoją wypowiedź do odbiorcy wewnętrznego: ma on otrzymać sygnał, że popieranie Donalda Trumpa czy – tym bardziej – kwestionowanie wyboru kandydata Demokratów to kolaboracja z „zabójcą”. To po prostu kolejny element moralnego obrzydzania wewnętrznej opozycji, a nawet krok w kierunku jej dehumanizacji.

Po drugie, w odróżnieniu od administracji Trumpa preferującej ostre, ale otwarte konflikty, do Białego Domu weszła grupa specjalistów od wszelkich kolorowych rewolucji i operacji mających na celu destabilizację sytuacji w innych krajach. Sygnał Bidena był zatem również skierowany do wewnętrznych przeciwników Kremla, do tzw. opozycji antysystemowej w Rosji. Sądząc po komentarzam ludzi takich, jak Giennadij Gudkow, faktycznie trafiła tam na podatny grunt. Rosyjska, neoliberalna, prozachodnia opozycja nazwyczajniej w świecie cieszy się, że ktoś zdecydował się obrazić prezydenta ich kraju. Zdaniem Witolda Jurasza, jest to także sygnał dla wewnętrzsystemowej opozycji, coś w stylu deklaracji, że Waszyngton gotów jest do rozmów, ale nie z Putinem, tylko z kimś, kto go zastąpi. Jurasz chyba nie docenia faktu, że wprawdzie, jak mawiają w Moskwie, „Kreml ma wiele wież”, ale jednak spoiwem ich wszystkich jest właśnie Władimir Putin i jego prezydentura. Nie istnieje żadna alternatywna frakcja, gotowa do pałacowego przewrotu.

Po trzecie, pewną rolę mógł odegrać tu też element emocji osobistych. Choć Biden chwali się wszem i wobec swoimi dyplomatycznymi zaletami, w istocie jest małostkowym i nie potrafiącym zachować się na spotkaniach międzynarodowych bufonem. W jego biografii napisanej przez Mike’a McCormicka, byłego stenografistę Białego Domu, który był świadkiem wielu nieznanych opinii publicznej zachowań obecnego prezydenta (Mike McCormick, „Biden Unauthorized: And the 2020 Crackup of the Democratic Party”, Memphis 2020) opisane jest jedno ze spotkań Bidena z Putinem w Moskwie w 2011 roku. „Mniej więcej 10 minut po rozpoczęciu spotkania wiceprezydent Biden podjął próbę wygłoszenia wykładu na temat swoich wieloletnich doświadczeń w negocjacjach amerykańsko-rosyjskich od fatalnego zdania ‘Byłem tu już dawno temu. Pierwszy raz…’” – wspomina. I dodaje, że w tym momencie wyłączono mikrofon, a salę opuścili dziennikarze, co rozwścieczyło pragnącego zabłysnąć oderwanymi od rzeczywistości opowieściami Joe Bidena. Uraz psychiczny pozostał. Na jednym ze spotkań z rosyjskim przywódcą, „zachwyciwszy się znakomicie urządzonym gabinetem Putina, który Biden z drwiną przypisał przyjęciu przez Rosję kapitalizmu, popatrzył w oczy Putinowi i powiedział: ‘Nie sądzę, żebyście mieli duszę’, na co Putin miał odpowiedzieć mu po angielsku ‘To dobrze. To znaczy, że się zrozumiemy’”.

Wypowiedź Bidena nie będzie miała jakichś szczególnych konsekwencji. Jest raczej elementem konfrontacji, która i tak trwa i będzie się nasilać. Komentarz Putina na atak był najlepszy z możliwych: „Jak miałbym na to odpowiedzieć? Powiedziałbym mu, żeby był zdrów. Życzę mu zdrowia”. Życzenia rosyjskiego prezydenta raczej się nie spełnią. Administracja Bidena chora jest do szpiku kości. Ale to już odrębne zagadnienie.

Mateusz Piskorski

Fot. wikipedia commons

Myśl Polska, nr 13-14 (28.03-4.04.2021)

Redakcja