Adam Wielomski: My, na narodowej i konserwatywnej prawicy uwielbiamy zajmować się historią. Co było, jak było i jak doszło do tego, że jest tak, jak jest. Tymczasem świat nie żyje przeszłością, lecz patrzy w przyszłość. Dlatego trzeba dziś czytać tych, którzy twierdzą, że przepowiadają przyszłość, ale są na tyle wpływowi, że ich przepowiednie tak naprawdę są jej planowaniem. Jedną z takich osób jest Klaus Schwab – współzałożyciel Światowego Forum Ekonomicznego, czyli jeden z największych teoretyków i praktyków globalizacji.
Jestem właśnie po lekturze jego książki „Czwarta rewolucja przemysłowa” (2018), gdzie naszkicował co nas wkrótce czeka. Schwab jest oczywiście zachwycony przyszłością, w której będziemy świadkami przyśpieszenia procesów globalizacji dzięki wszechobecnemu Internetowi i towarzyszącemu globalizacji zanikowi państw narodowych. I trzeba rzeczywiście starannie wczytać się w jego książkę, aby zobaczyć, że poza tym, że pracownik z Bangladeszu, za pomocą Internetu, będzie mógł pracować w Europie lub w Ameryce, za wizją tą kryją się straszliwe zagrożenia dla nas wszystkich. Jakie to zagrożenia? Klaus Schwab pisze wprost, że w najbliższym czasie czeka nas seria bankructw małej i drobnej przedsiębiorczości, likwidacja i pauperyzacja klasy średniej, czemu towarzyszyć będzie postępująca koncentracja kapitału w rękach nielicznych właścicieli o kosmopolitycznym charakterze. Nie będzie już bogatych, klasy średniej i robotników. W to miejsce będzie elita finansowa i prekariat pozbawiony umów o pracę i świadczeń emerytalnych, o ile sam sobie nie odłoży na nie pieniędzy. Znaczną część ludzi czeka zaś bezrobocie o charakterze chronicznym. Pracę będą mieli tylko zarządcy biznesu i ci wysoko wykształceni, którzy pracują on-line (ale bez stałych umów o pracę). Reszta zostanie bez własności i pracy, na garnuszku państwa, niczym plebs w starożytnym Rzymie.
Futurologia? Przecież to powoli dzieje się na naszych oczach. Lockdown zaś jeszcze bardziej tę przyszłość przybliża, eksterminując drobną i średnią własność.
Magdalena Ziętek-Wielomska: Na proroctwa Schwaba nakłada się wizja izraelskiego historyka Yuvala Noaha Harariego, uważanego za jednego z największych myślicieli współczesnego świata. Harari jest twórcą tzw. dataizmu, mieszka z mężem (!) koło Jerozolimy i jest weganinem. Czytając jego prace nie trudno dostrzec, że uważa je za biblię nowej epoki. Kreśli w nich obraz świata i ludzi, który ma być powszechnie obowiązującym w Nowej Erze, w miejsce tych dotychczasowych. Odwołując się do stereotypu nauki twierdzi, że człowiek zasadniczo niczym nie różni się od zwierząt i maszyn, z czego wywodzi konkretne postulaty praktyczne. Przede wszystkim ludzie mają poczuć się braćmi zwierząt i zacząć je traktować w sposób równy sobie (koniec gnębienia ssaka przez ssaka). Dalej mają przestać szukać sensu życia w zaświatach i przyzwyczaić się na dobre do życia bez poczucia jego sensowności, dla poprawienia nastroju odurzając się różnymi środkami (albo uprawiając medytacje sterując swoim nastrojem za pomocą technik oddechowych).
Następnie mają przyzwyczaić się do myśli, że przegrają rywalizację z nowoczesnymi urządzeniami, które dużo sprawniej przetwarzają informacje niż nasze mózgi i że w związku z tym stajemy się zbędni na naszej planecie. Obydwie wizje – Schwaba i Izraelity Harariego – są zupełnie komplementarne. Wąska grupa osób będzie wytwarzać owe nowoczesne maszyny i czerpać z tego profity, a reszta zostanie sprowadzona do roli pariasów. Większość będzie weganami bratającymi się ze ssakami, będzie łykać prochy dla poprawienia nastroju – ewentualnie uprawiać jogę – i zrezygnuje z posiadania potomstwa, dla którego nie będzie widzieć żadnej przyszłości. Mając to przed oczami trudno jest nie zadać sobie pytania o to, dlaczego właśnie w Izraelu wyszczepiono największą ilość mieszkańców, czemu Schwab ciągle przyklaskuje? Czyli, dlaczego właśnie tam w największym stopniu idzie nowe…?
Myśl Polska, nr 11-12 (14-21.03.2021)



