Ameryka, która wywołała największy kryzys energetyczny w historii, doskonale nim zarządza. Mocniej podporządkowuje sobie sojuszników, przydusza wrogów. Zwiększa własne dochody, buduje wpływy i siłę. Energia staje się dla niej narzędziem globalnej władzy na kształt dolara.
Napaść USA i Izraela na Iran przekształciła się 8 kwietnia w blokadę morską. Nastąpiło zawieszenie broni, ale jego najważniejszy warunek – uwolnienie transportu ropy i gazu przez Cieśninę Ormuz – nie został spełniony. Już prawie trzy miesiące ten najważniejszy punkt światowej logistyki nie działa. Donald Trump, zaprzestawszy bombardowań Iranu, zaczął przyduszać energetycznie świat i skutecznie wykorzystuje sytuację do osłabienia energetycznych konkurentów i zajęcia ich rynków. Jak mawiają bowiem amerykańscy politycy: nie pozwól, by taki piękny kryzys się zmarnował, można przecież osiągnąć to, czego wcześniej nie byłeś w stanie…. Najmocniej przyduszane są państwa Zatoki Perskiej, najwięksi producenci, czerpiący dobrobyt praktycznie wyłącznie z eksportu ropy i gazu. A Waszyngton wprost oferuje Chinom, by zastąpiły ropę z Zatoki Perskiej – surowcami z Teksasu czy Alaski.
Amerykański eksport ropy naftowej w czasie tej wojny niezwykle wzrósł – o prawie 40 procent wobec lutego. Mobilizacja zasobów była błyskawiczna i dostawy skierowano do sojuszników – Europy, Japonii i Korei. W ciągu miesiąca Stany potrafiły je zwiększyć o 1,4 mln b/d (to dwa razy tyle, ile zużywa Polska). Produktów naftowych także, choćby paliwo lotnicze. Stany wykorzystały potęgę swego sektora rafineryjnego i eksport wzrósł ponad 80% r/r. Dzięki temu na sezon wakacyjny nie zapowiadają się odwołane loty. To samo w gazie ziemnym i światowym handlu LNG – w ciągu miesiąca eksport amerykański wzrósł o 20%, a do wygłodniałej Azji wręcz podwoił się, zastępując gaz z Kataru. Do pracy przystąpiły nowe instalacje skraplające, inne zwiększyły wydajność. Dzisiaj Korea, Hiszpania, Francja kupują o połowę więcej LNG u swego strategicznego sojusznika.
Amerykańscy sojusznicy, jak Kanada czy Argentyna, a także kontrolowana już Wenezuela, również zwiększyli eksport. Za to rafinerie i infrastruktura Rosji na dodatek do ostrych sankcji i ścigania floty tankowców zostały poddane zmasowanym atakom dronów. Startujące z Ukrainy, ale kierowane zachodnimi środkami naprowadzania i bezkarnie przepuszczanych przez terytoria państw sąsiedzkich. Ameryka użyła, także dla eksportu, ogromnych zapasów ropy ze Strategicznej Rezerwy Naftowej. Zalała rynek, sprzedając ponad milion baryłek dziennie. Użyto także rezerw stworzonej przez Stany ponad pół wieku temu i kontrolowanej do dziś Międzynarodowej Agencji Energii. A ta zarządza zapasami ogromnymi – 1,8 miliarda baryłek ropy. Przez ponad rok kraje zachodnie mogą uzupełniać braki ropy, zablokowane w Cieśninie.
Donald Trump potrafił też zmusić rynki finansowe do niewiarygodnej wręcz wstrzemięźliwości. Ta największa katastrofa to utrata co dziesiątej baryłki światowych potrzeb, ale ceny ropy nie szaleją. A potrafią przecież przebijać sufit ze znacznie mniej poważnych powodów – wystarczy porównać ceny z 2022 roku, gdy realne podstawy były żadne wręcz w porównaniu z dzisiejszymi. I jaka wtedy kwitła spekulacja cen gazu w Europie i na globalnym rynku ropy. Za to jaki dzisiaj spokój – notowania ropy utrzymują się wokół zadanego rynkom poziomu 100 dolarów i gracze finansowi się tego trzymają. Okiełznanie ich jest z pewnością ogromnym sukcesem Donalda Trumpa i jego sekretarza skarbu Scotta Bessenta, choć dzisiaj nie nagłaśnianym. Zbyt delikatna sprawa.
Donald Trump na początku swojej kadencji wydusił od wszystkich sojuszników deklaracje potężnych inwestycji w amerykański sektor energetyczny. Przede wszystkim od tych, którzy na ropie zarabiają najwięcej – Zjednoczone Emiraty Arabskie obiecały 1400 miliardów dolarów, Katar 1200 mld, Arabia Saudyjska – bilion. Ale zobowiązania padły ze strony Unii (750 mld USD na zakupy surowców i 600 mld na inwestycje), Japonii (550 mld) czy Korei Południowej (450 mld USD). Te pieniądze mają wrócić do Ameryki, w końcu do handlu ropą używa się dolara… Więc żeby gdzieś te pieniądze się nie zawieruszyły, Donald Trump włączył akcelerator, wymuszający realizację obietnic. Co chwilę słychać o nowych inwestycjach sojuszników, tworzących amerykańskie miejsca pracy i budujących potęgę Stanów.
Ameryka w ropie naftowej i gazie ziemnym powtarza to, czego dokonała w dolarze, czyniąc go światową walutą. Kontroluje coraz większe ich zasoby i staje się pożyczkodawcą ostatniej szansy – dostarcza awaryjnie węglowodorów sojusznikom, stojącym na progu kryzysu. Dolar daje jej ogromną władzę i kontrolę nad światowym handlem, ropa i gaz pozwoli kontrolować gospodarkę światową. Hasło Donalda Trumpa „dominacja energetyczna” jest naprawdę realizowane. Świetnie wykorzystany kryzys. To już kolejny. Jaki będzie następny?
Andrzej Szczęśniak
Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2026)



