Sens sporu o Trybunał jest następujący:
W tradycyjnym społeczeństwie strażnikiem praw jest autorytet, któremu dana wspólnota w tej sprawie zawierza i który z reguły również takiej wspólnocie przewodzi lub w każdym razie sprawuje nad nią zwierzchnictwo. Praktycznie zawsze są to patriarchowie – od ojca panującego nad rodziną po cesarza panującego nad całym cywilizowanym światem.
Bywają przypadki, gdy jakaś wspólnota nie potrafi odnaleźć w sobie zdolnego sprawować nad nią zwierzchność autorytetu i rządzi się na zasadzie wyrażanej bezpośrednio woli powszechnej, są to jednak dziwactwa wynikające ze szczególnego układu okoliczności.
Autorytarni zwierzchnicy mogą sobie też niekiedy dobierać zastępców lub doradców wyręczających lub wspomagających ich w niektórych decyzjach i działaniach. Mogą być również powoływane trybunały do rozsądzania konfliktów pomiędzy różnymi grupami ludzkimi – mieści się tu też to co znamy obecnie jako „sądownictwo międzynarodowe”.
Generalnie, coś takiego jest „konstytucją” mającą oparcie w naturalnych warunkach życia i jego skłonnościach, konstytuującą zatem społeczeństwo organiczne. „Konstytucja” taka domaga się ochrony dopóki choćby szczątkowo istnieje w danej grupie ludzkiej a restytucji gdy zostanie zniszczona. Dziś w Polsce jedynymi grupami utrzymującymi jeszcze relikty takiej naturalnej „konstytucji” są szczepy cygańskie, u których w zakresie prawa cywilnego decyduje starszyzna klanowa. Ochrona tej szczątkowej „konstytucji” przed uzurpacją liberalnego państwa nie przychodzi jednak do głowy chyba żadnej z zaangażowanych ani komentujących obecny spór o Trybunał Konstytucyjny stron.
Tymczasem w pewnym momencie dziejów pojawia się władza chcąca reform w duchu liberalnym. Liberalizm stoi na gruncie wolności jednostki, chce więc jednostkę uwolnić od zwierzchnictwa i przewodnictwa autorytetu które nazywa tyranią. Tworzy więc liberalne prawo, którego podmiotem nie jest już wspólnota, tylko jednostka. Żeby jednak Natura nie weszła do tej konstrukcji tylnymi drzwiami i piastun liberalnej władzy nie stał się niepostrzeżenie autorytetem, liberałowie dzielą władzę, straż praw powierzając osobnym instytucjom, dodatkowo zaś nie pozwalając piastować ich tym samym osobom pospołu z innymi instytucjami władczymi.
Sprawowaną naturalnie przez autorytet straż praw uzurpuje sobie zatem liberalna biurokracja sędziowska będąca w istocie strażnikiem liberalnego prawa, wymyślonego i skonstruowanego w oparciu o liberalną ontologię i antropologię. Z tej perspektywy, wyrzekanie przez konserwatystów na „liberalną kastę sędziowską” nie ma sensu, bo innej po prostu być nie może. Samo poddanie społecznej masy orzecznictwu sądów wymaga przedefiniowania w duchu liberalnym człowieka, społeczeństwa i władzy. Wymaga zastąpienia „społeczeństwa honoru” przez „społeczeństwo winy”.
Tożsamościowa (kontr)rewolucja będzie zatem odbudową autorytetu i przywróceniem mu zwierzchnictwa, czego rewersem byłby uwiąd liberalnych instytucji – również sądownictwa. W odniesieniu do państwa, strażnikiem konstytucji, praw i tradycji jest władca. To oczywiście horyzont idei i niedojrzałością byłoby wymaganie jego literalnej aplikacji (czy nawet konceptualizacji i artykulacji) przez materialnie działającą tu i teraz siłę polityczną. Polityczny rozum domaga się jednak, by te realnie działające siły polityczne wartościować na podstawie tego, czy ideał taki przybliżają, choćby nawet pośrednio – na przykład przez ochronę autonomii społeczeństwa przed prawną ingerencją liberalnych instytucji, ochronę autonomii kraju i państwa przed polityczną dominacją liberalnego hegemona, poszerzanie autonomii przez pluralizację układu sił i nieatakowanie ośrodków siły w większym stopniu zachowujących naturalną konstytucję (autorytarno-wspólnotowy porządek społeczno-polityczny).
Na tym tle, Trybunał Konstytucyjny w Polsce nie wart jest w ogóle uwagi. Sam w sobie jest instytucją całkowicie skompromitowaną – nawet w świetle liberalnej teorii ustrojowej. Trybunał de iure nie jest co prawda sądem ale jego zakładane przez liberałów niezależność od partii politycznych i prawniczy autorytet ekspercki są zerowe, bo praktycznie zawsze był to de facto rodzaj spółki Skarbu Państwa, czyli kolejny łup do obsadzenia po wyborach przez nominatów zwycięskiego układu partyjnego. Z tożsamościowego punktu widzenia należy zaś pamiętać, że zarówno TK jak i sądy powszechne orzekają w oparciu o liberalne prawo, wymyślone i skonstruowane na podstawie urojeń liberalnej ontologii i antropologii. Sędziowie nie mają pojęcia o naturalnej konstytucji kraju i potrzebach zamieszkujących go ludzi, nie biorąc ich w ogóle pod uwagę w swoim orzecznictwie. Są to liberalni biurokraci biegli w przepisach liberalnego prawa – to wszystko. Stąd choćby opór kasty sędziowskiej i prawniczej wobec przywrócenia kary śmierci: odzwierciedla się ona w naturze człowieka i społeczeństwa, wynika z potrzeb kraju, jest jednak sprzeczna z liberalnym prawem i aksjologią. Stąd też TK mający stać na straży konstytucji kraju, sprzeciwia się jej przywróceniu, stojąc w gruncie rzeczy na straży liberalnego prawa i nonsensów liberalnej ideologii.
Aktualnie chodzi oczywiście o to, że obecna prawicowa opozycja, gdy rządziła w poprzedniej kadencji, obsadziła TK swoimi ludźmi. Teraz obecna liberalna władza chce zrobić to samo. Tworzą ją jednak ludzie słabsi intelektualnie i politycznie od PiS, więc posługuje się bardziej topornymi środkami, wywołując na tle liberalnych standardów ustrojowych polityczny skandal. PiS-owska opozycja z kolei nakręca społeczną histerię, być może samemu też się jej poddając, być może zaś tylko manipulując tłumem – może jest zresztą tak, że wyższe eszelony tej partii przyjmują postawę bardziej cyniczną, szeregowe „morony” z aktywu członkowskiego i wyborczego naprawdę zaś wierzą że to jakaś „walka z dyktaturą o Polskę”.
W każdym razie, największymi przegranymi tego sporu jest niepisowska prawica. Korona Brauna praktycznie przestała istnieć jako osobna siła ideowa – obecnie to już tylko antysemicka i antyukraińska przystawka do PiS. To samo w nadchodzących tygodniach stanie się zapewne z Marszem Niepodległości, który zresztą odkąd przejęła do MW, ideowo i politycznie osuwał się coraz bardziej ku PiS. Mentzen i Morawiecki, stając po jednej ze stron tak ostrego sporu, również osłabili swoją pozycję polityczną, bo po stronie liberalnej nikt już nie będzie chciał z nimi rozmawiać, PiS będzie zaś mógł ich stale szantażować moralnie, gdyby zaczęli wykazywać jakieś odruchy samodzielności.
W konfrontacji PiS i KO zyska raczej PiS. Nawet jeśli KO przejmie TK, to straci umiarkowanych wyborców, czyli przegra wybory w 2027 roku. Nawrocki, jeśli nie wyciągnie Kosiniaka z rządu lub nie zrobi zamachu stanu, to też osłabnie wobec Kaczyńskiego. Siłą rezydenta Pałacu Namiestnikowskiego było dotychczas otaczające go wrażenie sprawczości. Przepychanki i darcie mordy pod siedzibą Trybunału się w to wpisują. Ale jeśli Nawrocki nie powstrzyma Tuska przed przejęciem TK, to obnaży swoją bezsiłę. A coś takiego nie tyle może odbierze mu zwolenników – bo dla prawicowych moronów wciąż będzie bohaterem, ale przesunie uwagę prawackiego tłumu ponownie na Kaczyńskiego. Ten ostatni całkiem sprawnie zatem wyzyskał niezdarność i wymuszoną „twardość” Tuska.
W każdym razie, w gierce Kaczyńskiego i w prawackiej histerii wokół „wolnych sądów i trybunałów” nie ma sensu uczestniczyć. Naszym hasłem powinna być likwidacja TK i powierzenie jego kompetencji głowie państwa.
Roland Lasecki



