PolitykaPublicystykaŚwiatCzy czeka nas Trzecia Wojna Światowa?

Red.50 minut temu
Wspomoz Fundacje

Trzecia Wojna Światowa wisi na włosku i może rozlać się po Europie. Bezsensowne są zaklęcia w rodzaju – „przecież ona już trwa” i „bierzemy w niej udział”. Piszę o realnym uczestnictwie bloku militarnego, którego jesteśmy częścią w wojnie z Federacją Rosyjską. Wojnie na terenie naszego kraju. Skala i wyniki tego starcia zaważyłyby na losach ludzkości na całe pokolenia. Nie ma żadnej gwarancji, że nasz naród przetrwałby takie starcie biologicznie. Od wojny hipotetycznej tej dzieli nas tylko gruba prowokacja jednej z zaangażowanych w nią stron.

Wszyscy są mocno zmęczeni konfliktem na Ukrainie. Wojna ta niezależnie od jakiego momentu liczyć jej rozpoczęcie, trwa już dłużej niż Pierwsza Wojna Światowa. Szefowa francuskiego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen ostrzegła, że bezpośrednie wejście NATO do wojny na Ukrainie oznaczałoby III wojnę światową, natomiast alternatywą może być konflikt ciągnący się przez dziesięciolecia, który nazwała wojną stuletnią. Francuscy suwereniści nazwali ten konflikt „prawdziwą rzezią” i mam nadzieję, że przesadnie oszacowali, że poległo w niej już dwa miliony ludzi.

Praktycznie w Polsce nikt nie mówi o konieczności pokoju, za to praktycznie wszyscy mówią o wojnie. Moim zdaniem dla zdecydowanej większości establishmentu w Polsce „wojna stała sie oczywistością”. Z czego to wynika? W mojej ocenie, w znacznej części oni spłacają długi. Zachodnie stypendia, szkolenia, granty i znajomości umożliwiły im robienie karier w III RP. Nic nie ma za darmo – jak mówi Janusz Gajos w „Egzekutorze”. Tym samym nikt praktycznie nie kwestionuje bezrozumnego zadłużania naszego kraju na pokolenia, by kupować za astronomiczne pieniądze broń i w znacznej części przekazywać ją Ukrainie.

Nielicznych krytyków bezrefleksyjnych zbrojeń i stronników pokoju z Rosją określa się mianem zdrajców, malkontentów i „ruskich onuc”. To przecież spotyka byłego premiera Leszka Millera, prof. Grzegorza Kołodkę, prof. Annę Raźny, prof. Marię Szyszkowską, red. Jana Engelgarda, europosła Grzegorza Brauna, posła Romana Fritza, analityków Leszka Sykulskiego i Krzysztofa Podgórskiego czy nestora polskiej prawicy Janusza Korwina-Mikke. Obrywa się nawet pozbawionym prowojennego zacietrzewienia sportowcom i artystom.

Trwa to nieprzerwanie od ponad czterech lat. Ale w ostatnim czasie retoryka rządzących oraz mediów się znacznie nasiliła. Wojna toczy się na kilku poziomach, również tym propagandowo-informacyjnym. I obie strony używają tych narzędzi, chociaż w zupełnie nieproporcjonalnie. Myślę jednak, że tym razem może chodzić o coś znacznie większego, niż tylko zastosowanie strategii socjotechnicznej nazywanej „zarządzaniem strachem”. Wypowiedzi czołowych polityków w Europie, a zwłaszcza w Polsce budzą obawę przed realnym konfliktem europejskiej części NATO z Federacją Rosyjską. Nie ma wątpliwości jakie państwo jest główną bazą przerzutową broni na Ukrainie i gdzie znajduje się strefa zgniotu. Polska jest państwem, które powinno dmuchać na ziemne.

Niepokoi fakt, że do Polski przybył założyciel Geopolitical Futures i architekt unowocześnionej koncepcji trójmorza George Fridman. Sekretarz stanu szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz zorganizował mu potkanie z przedstawicielami mediów, polityki, ośrodków analitycznych oraz świata nauki i biznesu. Dyskusja dotyczyła według jego relacji przyszłości relacji transatlantyckich, bezpieczeństwa europejskiego, polityki USA oraz roli regionu w kształtującym się porządku międzynarodowym w związku z wojna rosyjsko-ukraińską. To może być próba wciągnięcia, nie do końca przekonanego co do wszystkich „ukraińskich racji” prezydenta Karola Nawrockiego do prowojennego rydwanu. Przed tym jastrzebiem i atlantystą już wiele lat temu ostrzegał w „Tygodniku Ojczyzna” dobrze obeznany w tych sprawach redaktor Bogusław Jeznach.

Z okazji 87. rocznicy agresji ZSRR na Polskę, premier Donald Tusk udostępnił nagranie z przemówieniem do Polaków. Tusk stwierdził: „I dziś mówię z całą mocą – nie damy się zastraszyć (…) Nie szukamy wojny, ale jeśli ktokolwiek odważy się nas zaatakować, spotka się ze stanowczą odpowiedzią. Naszą i naszych sojuszników.” Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił, że działania Rosji wobec państw NATO mają charakter systemowy, a nie incydentalny. Dodał, że mamy do czynienia z agresją wobec NATO, z agresją wobec Unii Europejskiej, z agresją wobec Polski, systemową agresją, nie epizodyczną (…) sytuacja jest najniebezpieczniejsza„. To słowa, które powinny wzbudzić nasz niepokój.

Premier Donald Tusk poszedł dalej i w przemówieniu sejmowym stwierdził: „Istnieje realne ryzyko, że drony mogą wlatywać na teren państw NATO, by osłabiać motywację sojuszu (…) Istnieje realne ryzyko, że na teren któregoś z państw na wschodniej flance mogą wlatywać drony lub pociski, dokonywać nawet zniszczeń, a oficjalna narracja będzie taka, że jest to całkowity przypadek i że nie ma powodu do odpowiedzi„. Premier powiązał też tę kwestie z „rosnącymi falami zachodniego pacyfizmu”, wytykając naiwność liderom globalnym, w tym administracji prezydenta USA Donalda Trumpa. Zbiegło się to z analizą kreującego myślenie Polaków poprzez media Instytutu Studiów Wschodnich (ISW). Według przytoczonej przez „Rzeczpospolitą” analizy ISW jednym z możliwych realnych scenariuszy są ograniczone rosyjskie uderzenia lotnicze, rakietowe lub dronowe albo operacja lądowa przeciwko jednemu z państw bałtyckich. Rosja według ISW mogłaby również próbować zająć niewielki fragment terytorium NATO.

To bardzo niepokoi. Każdy rozsądny człowiek przypomina sobie w tym momencie słowa byłego prezydenta Polski Andrzeja Dudy, że przywódca Ukrainy Wołodymyr Zełenski w 2022 roku próbował wciągnąć Polskę do wojny z Rosją. Pretekstem do tego miało być zabicie przez Rosjan rakietą dwóch Polaków w Przewodowie. Okazało się, że mieliśmy wtedy do czynienia z pociskiem wystrzelonym przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Proukraiński Duda w rozmowie z dziennikarzem Bogdanem Rymanowskim powiedział: „Oni od początku próbują wciągnąć wszystkich w wojnę. To jest oczywiste, to jest w ich interesie, a najlepiej gdyby udało się wciągnąć w wojnę kraje NATO. Oczywiste jest, że poszukują tych, którzy po ich stronie walczyliby czynnie przeciwko Rosjanom. To się dzieje od pierwszego dnia„. Warto pamiętać o tej sprawie. Prowokacje są możliwe z strony każdej ze stron i w każdym kierunku.

Szef MSZ Polski Radosław Sikorski wezwał NATO do organizowania bardziej intensywnych ćwiczeń wojskowych w pobliżu rosyjskiego obwodu kaliningradzkiego. Wypowiedź padła podczas dorocznego konferencji Yalta European Strategy w Kijowie organizowanej przez fundację ukraińskiego oligarchy Wiktora Pinczuka. Sikorski stwierdził: „Gdyby Rosja nas zaatakowała, a my podjęlibyśmy rękawice, uważam, że pokonalibyśmy Rosję dość szybko. Mamy przytłaczającą przewagę nad Rosją w powietrzu”. Szef polskiej dyplomacji oszacował, że państwa NATO dysponują łącznie około 2 500 samolotów. Podkreślił, że przewaga nad rosyjskim lotnictwem pozostałaby znacząca nawet bez uwzględnienia sił Stanów Zjednoczonych. To oczywiście wywołało reakcję Moskwy.

Strona rosyjska tradycyjnie zaprzecza temu, że chcą wojny z państwami NATO. Jednocześnie podtrzymują, a nawet umacniają swoje wcześniejsze stanowisko w kwestii ukraińskiej. Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow stwierdził: „Rosja wielokrotnie mówiła, że nie zamierzamy atakować państw zachodnich i nie jesteśmy tym zainteresowani. Ale jeśli Europa, która regularnie mówi o przygotowaniach do wojny z Rosją, zaatakuje Federację Rosyjską, będzie to już zupełnie inna wojna i będzie ona bardzo krótka”. Dodał również, że rozmieszczenie zachodnich kontyngentów wojskowych na Ukrainie zostałoby przez Moskwę potraktowane jako wypowiedzenie wojny.

Wiceminister spraw zagranicznych Rosji, Aleksandr Gruszko „Szczerze mówiąc, nie chcę komentować wypowiedzi Sikorskiego, ponieważ uważam, że powinni je komentować ludzie w białych fartuchach (…) To zaskakujące, że minister spraw zagranicznych wygłasza takie oświadczenia, które, po raz kolejny, eskalują napięcia i stwarzają zagrożenia dla samej Polski. Wyglądało na to, że jako minister spraw zagranicznych był opłacany za robienie wszystkiego, co w jego mocy, aby wzmocnić bezpieczeństwo Polski”.

Doradca prezydenta Rosji Władimira Putina Nikołaj Patruszew udzielił wywiadu tygodnikowi „Argumienty i Fakty” w którym również odniósł się do słów szefa dyplomacji w Polsce. Powiedział: „W przypadku przystąpienia Polski do działań zbrojnych przeciwko Rosji, nasz kraj użyje całego arsenału sił i środków, jakimi dysponuje, a polska państwowość przestanie istnieć w ciągu dwóch, trzech dni”. Dodał, że: „Szef polskiej dyplomacji ewidentnie w sposób amatorski ocenia siłę militarną naszego kraju, nie chcąc zrozumieć, że podczas specjalnej operacji wojskowej rosyjskie siły zbrojne nie wykorzystują w pełni swojego potencjału”.

Wiceprzewodniczący komisji ds. obrony w Dumie Aleksiej Żurawlew stwierdził, że do hipotetycznego zajęcia Warszawy „wystarczą dwie brygady armii rosyjskiej”. Wyraził również opinię, że aby Radosław Sikorski zrezygnował z prób pokonania Rosji, wystarczy, by „rosyjski myśliwiec przeleciał w pobliżu polskiej przestrzeni powietrznej”.

Jeszcze dalej w swoich opiniach poszedł wpływowy rosyjski dziennikarz i propagandzista pisma „Komsomolskaja Prawda” Aleksandr Koc. Według niego szef MSZ Polski Radosław Sikorski mówiąc o pokonaniu Federacji Rosyjskiej Sikorski przedstawił konkretną ocenę sytuacji Warszawy i Brukseli. Według niego to nie figura retoryczna w dyskusji, ale plan wojenny. Stwierdził: „Oznacza to, że zaplanowano już tam operację wojskową przeciwko nam, obliczono niezbędne do jej przeprowadzenia siły i środki, wyznaczono terminy oraz określono cele priorytetowe i drugorzędne. Doszli też do wniosku, że poradzą sobie z nami w ciągu półtora miesiąca”. Koc dodał, że jeśli Unia Europejska zaatakuje Federację Rosyjską, i tak „zamieni się w wielki krater„.

Tym razem pewien niepokój budzi również wizyta strony amerykańskiej na Białorusi. Do Mińska przybył specjalny przedstawiciel prezydenta USA Donalda Trumpa John Coale. Według relacji Amerykanina w czasie spotkania z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką omówiono „kwestie międzynarodowe, sprawy dwustronne i inne kwestie będące przedmiotem wspólnego zainteresowania” oraz „uzgodniły umowę tymczasową”. Czescy analitycy sugerowali, że być może delegacja USA chciała przekonać Białoruś do daleko posuniętej neutralności w czasie ewentualnego konfliktu europejskiej części NATO z Federacją Rosyjską. Według części komentatorów przedstawiciel USA mógł sugerować również, że jego kraj będzie starała się jak najbardziej zdystansować od ewentualnego konfliktu. Nie wiem na ile jest to realne, ale nie można na dzisiaj takiej hipotezy odrzucić.

Niepokój budzi również szereg innych kwestii, które „Myśl Polska” przedstawia w codziennym Serwisie Informacyjnym. Dotyczą one zarówno Polski jak i innych krajów Unii Europejskiej. Oto kilka przykładów.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała uruchomienie programu wspólnych projektów europejskiego i ukraińskiego przemysłu obronnego przy wykorzystaniu pozostałych środków z SAFE. W puli może znaleźć się nawet 20 000 000 000 euro dodatkowych pieniędzy na zbrojenie. Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika , że władze w Polsce przekazać Ukrainie kilka pocisków do systemu Patriot. Kilka dni temu przedstawiciele ukraińskiego resortu obrony poinformowali, że wartość polskiej donacji dla Ukrainy wyniesie 50 000 000 euro i znajdą się w niej środki obrony powietrznej.

Wojsko Polskie rozpoczęło wzmacnianie infrastruktury wykorzystywanej przez Straż Graniczną przy granicy z Ukrainą. W Dorohusku, Medyce i Korczowej powstają posterunki obserwacyjno-strażnicze, a saperzy wykorzystują przy budowie umocnień system HESCO Bastion. O sprawie poinformował w swoich mediach społecznościowych miedzy innymi ekspert od spraw wojskowości Krzysztof Podgórski. Z kolei Wojskowe Centra Rekrutacji (WCR) rozpoczęły wysyłkę kart mobilizacyjnych. Dokument określa, gdzie i w jakim czasie osoba ma się stawić w przypadku ogłoszenia mobilizacji lub wybuchu wojny. Sam fakt otrzymania takiej karty nie oznacza oczywiście tego, że mobilizacja wojskowa już się rozpoczęła. Ale również to budzi pewien niepokój. Karta mobilizacyjna może trafić do: żołnierzy rezerwy posiadających odpowiednie kwalifikacje oraz specjalistów z kluczowych dziedzin, m.in. medycyny, logistyki, informatyki czy łączności.

Tajna niemiecka jednostka już wspiera Ukrainę. Działający w tajemnicy zespół w niemieckim Ministerstwie Obrony stał się kluczowym mechanizmem udzielania wsparcia wojskowego Ukrainie – informuje Interia powołująca się na „Financial Times” cytowane przez agencję UNIAN. Jednostka Sonderstab Ukraina może zawierać umowy zbrojeniowe w ciągu dwóch tygodni, omijając tym samym skomplikowaną ścieżkę prawną w Niemczech. Jednym z najważniejszych rezultatów działalności jednostki było sfinansowanie ukraińskiego systemu obrony powietrznej IRIS-T.

W tym samym czasie niemiecki minister obrony Boris Pistorius zarządził obowiązkowe przeniesienie części żołnierzy, by w pełni sformować brygadę Bundeswehry na Litwie – poinformował o tym fakcie 14 września jego resort. Rozkaz obejmuje kilkuset żołnierzy. Niemieckie ministerstwo obrony podkreśliło, że dzięki ochotnikom obsadzonych jest obecnie prawie 80 proc. stanowisk w 45. brygadzie pancernej „Litwa”. Rozlokowanie jednostki na Litwie stanowi odpowiedź rządu w Berlinie na zmianę sytuacji bezpieczeństwa w Europie. Na miejscu według chińskiej prasy ma stacjonować prawie 5000 niemieckich żołnierzy oraz 200 pracowników cywilnych.

Jak donosi Bloomberg, niemieckie władze dokonują przeglądu infrastruktury oraz systemu opieki zdrowotnej, aby ocenić ich zdolność do funkcjonowania w warunkach stanu wojny. Według niemieckich sił zbrojnych, w przypadku wojny Rosja-NATO, RFN musi liczyć się z przyjmowaniem nawet około tysiąca rannych na dobę.

Czasem nawet drobne i wydające się niepoważne informacje budzą w obecnym czasie niepokój. Jak informuje portal Kresy duńskie siły zbrojne rozpoczną szkolenie księży parafialnych na wypadek dużej wojny w Europie. Jeden z rozpatrywanych scenariuszy zakłada konieczność organizowania pogrzebów nawet dla 10–20 poległych żołnierzy dziennie. Kapelani wojskowi są szkoleni są z duszpasterstwa wojskowego, międzynarodowego prawa humanitarnego oraz zagadnień dotyczących funkcjonowania armii.

Jesteśmy wbrew opiniom samozwańczych łowców onuc, hermetycznie zamknięci przed wpływem informacji i propagandy Federacji Rosyjskiej. Nie wiemy co sie tak naprawdę dzieje w Rosji. Niewielu uczciwych dziennikarzy tam dociera i podaje wolne od propagandy informacje – takim wyjątkiem w ostatnim czasie jest redaktor portalu Strajk Maciej Wiśniowski. Jego relacja z pobytu w Rosji zamieszczona w Tygodniku „NIE” jest zdecydowanie daleka od tego, by można ją nazwać optymistyczną.

Szwajcarska prasa kilka dni temu napisała, że 3000 kilometrów na wschód od Moskwy, poza zasięgiem Ukrainy i NATO, buduje gigantyczny nowoczesny kompleks przeznaczony do produkcji i magazynowania komponentów rakietowych. Obiekt ma być wyposażony w zaawansowany system ochrony przed atakami dronów.

W filmie dokumentalnym w reżyserii Władimira Sołowjowa zatytułowanym „Porządek świata 2018” (ros. Миропорядок 2018) prezydent Rosji Władimir Putin mówi: „Jeśli ktoś podejmie decyzję o zniszczeniu Rosji, mamy pełne prawo odpowiedzieć. Tak, dla ludzkości będzie to globalna katastrofa, dla świata również. Ale jako obywatel Rosji i szef rosyjskiego państwa chcę zadać pytanie: po co nam taki świat, jeśli nie będzie w nim Rosji?”

W lutym tego roku MSZ Rosji wydał komunikat o ryzyku „bezpośredniej konfrontacji militarnej między mocarstwami nuklearnymi”. Rosyjska polityka zakłada ochronę Rosji oraz jej sojuszników przed agresją potencjalnego przeciwnika, a w przypadku wybuchu konfliktu zbrojnego – zapobieganie eskalacji działań wojennych i ich zakończenie na warunkach akceptowalnych dla Federacji Rosyjskiej.

Wszystko to rysuje przed nami wysoko niepokojący obraz przyszłości. Nie ma w Europie kraju, który powinien być bardziej zainteresowany zakończeniem wojny, jak Polska, która w razie zaostrzenia sytuacji militarnej będzie jako pierwsza narażona na konsekwencje. To my Polscy powinniśmy lobbować w całej Europie wraz z Czechami i Słowakami za pokojem. Niestety nie ma w Polsce poważnej siły politycznej po prawej i lewej stronie, która miałaby odwagę powiedzieć jasno: „Nie będziemy umierać za obce interesy”. I nie idzie w tym o samą Ukrainę – bo w interesie jej mieszkańców jest jak najbardziej pokój – tylko o zasadę patrzenia na politykę poprzez pryzmat korzyści dla naszego narodu. Idzie o kierowanie się zdrowo pojętym egoizmem narodowym.

Łukasz Jastrzębski 

Red.