Z rozbawieniem przeczytałem wiadomości na portalach sportowych jak to rozwija się Ekstraklasa, bo rekordowa liczba piłkarzy z tejże ligi zagra na tegorocznym mundialu. Po pierwsze to nieprawda, po drugie jednak ta statystyka świadczy o czymś przeciwnym.
Nieprawda, bo na mundialu ’74 czy ’78 przecież cała polska kadra wywodziła się z rodzimych klubów, więc nie wiem jak do tego doszli nasi dziennikarze sportowi. czy chodzi o to, że wtedy nie było oficjalnej nazwy „Ekstraklasa”? Można być i takim szczególantem, tylko na co wtedy ta statystyka? Do tego jeszcze przejdziemy. Dla Czytelnika, który ma prawo tego nie wiedzieć, nazwy „ekstraklasa” na określenie najwyższej ligi piłkarskiej używano w „Przeglądzie Sportowym” już… przed II wojną światową.
No to ilu tych zawodników z Ekstraklasy zagra na mundialu (choć tu też powinno się raczej mówić nie o „grze”, a o „powołaniu do kadry”, skoro tacy skrupulatni mamy być)? Pięciu. Hussein Ali (Pogoń Szczecin), Amir Al-Ammari (Cracovia), Steve Kapuadi (Widzew Łódź), Alex Paulsen (Lechia Gdańsk) i Samed Bazdar (Jagiellonia Białystok). Paulsen z Lechią spadli z ligi, więc na upartego to się powinna 1. liga upomnieć o swój kawałek tortu.
Na mundial pojechałby też zapewne Ali Gholizadeh z Lecha Poznań, ale wykluczyła go kontuzja. Z drugiej strony jednak trudno szukać przedstawiciela polskiej ligi w jakiejkolwiek reprezentacji, która ma na coś konkretnego na tym turnieju szansę. To o tyle ważne, że mówimy o momencie, w którym liczba uczestników turnieju powiększyła się o 50% względem ostatniego, a więc wyczynem (także, a może zwłaszcza w wydaniu orłów Probierza i Urbana) było się na ten mundial nie dostać. Owszem, Europa dostała mniej dodatkowych miejsc niż inne kontynenty, natomiast przypomnę, że w 2018 i 2022 jednak na mistrzostwach zagraliśmy, pomimo względnie trudniejszej ścieżki awansu.
Ilu więc byłoby tych Ekstraklasowiczów gdyby nie dopuszczenie do rozgrywek aż tylu zespołów? Trudno wyrokować, ale DR Konga, Steve’a Kapuadiego i Irak Alego i Al-Ammarego awansowały po barażach interkontynentalnych, zaś Bośnia i Hercegowina Bazdara (choć eliminując Włochów) po barażu w strefie UEFA. Nowa Zelandia zaś awansuje z OFC głównie dlatego, że z uwagi na brak rywalizacji, reprezentacja Australii przeniosła się do AFC. Czyli – tak, tak kochani – w starym formacie, 32-zespołowym mogłoby być całe zero!
A może jednak statystyka jest zaburzona właśnie dlatego, że nie awansowała Polska? Cóż, po pierwsze Włochów też na mundialu nie ma, a ligę reprezentuje 66 piłkarzy, a po drugie ilu naszych ligowców byśmy w tej kadrze mogli znaleźć? W Katarze było trzech. W Ameryce Północnej pewnie nie byłoby więcej, bo niby kto? No ale skoro już zahaczamy o inne ligi, to niech to też będzie metoda. Premier League wysłała… 154 piłkarzy, Bundesliga 94, a francuska Ligue 1 – 78. Tak wygląda pierwsza trójka. To jednak poziom nieosiągalny, więc zejdźmy niżej. Turecka liga, którą gonimy w rankingu UEFA, wysłała aż 42 zawodników, co prawda piętnastu to reprezentanci kraju, ale nadal różnica pozostaje ogromna. Czeską i grecką ligę już prawie wyprzedziliśmy. I jak wypadamy w tym porównaniu? Liga czeska ma 17 zawodników, ale to jest trudne do porównania, bo jednak reprezentują właśnie Czechy, za to Greków na mundialu nie ma tak jak nas, a i tak ta „niebawem słabsza” od nas liga grecka wysłała 11 piłkarzy, czyli ponad dwa razy więcej niż Ekstraklasa. 10 zawodników ma liga… cypryjska. O trzy miejsca niżej niż Polska w rankingu ligowym UEFA.
Czy rzeczywiście ta nasza ligowa piątka to taki powód do radości i otwierania szampana? Śmiem wątpić. Nie piszę tego absolutnie z jakąś pogardą do naszych rodzimych rozgrywek ligowych, bo kocham je miłością niewyczerpaną, ale to nie ze względu na przypisywany jej przez propagandę sukcesu „rosnący poziom”, a po prostu dlatego, że nasza.
Tomasz Jankowski
Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)



