OpiniePolitykaCo dalej z Ukraińcami?

Redakcja20 minut temu
Wspomoz Fundacje

Na fali słusznego oburzenia narastającą falą banderyzmu na Ukrainie w Polsce nabrzmiewa coraz bardziej radykalna odpowiedź. Celują w niej ci, którzy jeszcze niedawno uniżenie płaszczyli się przed Kijowem, sami mianując się „sługami Ukrainy”.

Choćby były polityk Platformy Obywatelskiej, a do niedawna poseł Prawa i Sprawiedliwości – uosobienie karierowiczostwa i bezideowości polskiej polityki, Janusz Kowalski. Nawoływał on do deportacji wszystkich Ukraińców, którzy znaleźli się u nas w ostatnich latach, także tych, którzy faktycznie uciekli przed śmiercią.

Zastanówmy się co takie propozycje – cieszące się niezmiennie wysoką popularnością wśród Polaków, którzy dość już mają wyraźnie nadmiernej liczby często niezbyt wdzięcznych za schronienie gości – oznaczają z punktu widzenia realistycznie ujmowanego bezpieczeństwa państwa, a także etyki. Z tą drugą zadanie będzie wyraźnie prostsze. Jeśli uznajemy życie ludzkie za wartość samą w sobie, to nie powinniśmy wydawać ludzi na niemal pewną śmierć. Jeżeli uznajemy pokój za zawsze lepszy od wojny i zniszczenia – powinniśmy udzielić schronienia potencjalnym ofiarom taktyki rzucania mięsa armatniego w bój przez Siły Zbrojne Ukrainy. Dylemat etyczny rozwiązać zatem można od ręki: zostawiamy Ukraińców, również tych w wieku poborowym, na naszym terytorium.

Sprawa przestaje być tak jasna i prosta, gdy przejdziemy na płaszczyznę geopolityki i bezpieczeństwa, czyli obszary, w których sentymenty moralne z definicji nie powinny odgrywać żadnej roli. Wysłanie na Ukrainę mężczyzn w wieku poborowym, którzy schronili się w Polsce i Europie przed okrutną wojną, wzmacnia doraźnie Siły Zbrojne Ukrainy, choć nie jest w stanie przeważyć szali zwycięstwa na rzecz Kijowa. Można jednak przypuszczać, że przedłuży konflikt zbrojny. W naszym interesie ekonomicznym jest jak najszybszy powrót do relacji handlowych, w tym współpracy energetycznej z Rosją. Eliminujemy z tych rozważań głosy nieracjonalne i pozbawione logicznej argumentacji, mówiące o tym, że po upadku / kapitulacji Ukrainy my będziemy następnym krajem przeznaczonym do ataku przez Rosję. Wszystko wskazuje na to, że nie będziemy. Ryzyko zaatakowania nas punktowymi uderzeniami rakietowymi i dronowymi wzrastać będzie wraz kolejnymi próbami eskalacyjnymi podejmowanymi przez Kijów.

Im większe będzie bowiem natężenie i długotrwałość konfliktu, tym większe prawdopodobieństwo, że strona rosyjska podejmie decyzję o zaatakowaniu tyłów przeciwnika. A tymi tyłami, zapleczem logistycznym jesteśmy właśnie my i nie mamy zbyt wielkiego wpływu na rolę, którą pełnimy, przynajmniej dopóki jesteśmy kolonią anglosaską, państwem wchodzącym w skład agresywnego NATO i coraz bardziej wojowniczej Unii Europejskiej. Możemy zatem uznać, że w naszym, polskim interesie jest jak najszybsze zakończenie działań zbrojnych. Interesować nas powinno również to, by przyszła Ukraina nie miała potencjału podejmowania działań agresywnych, zaczepnych lub szerzących chaos na naszym, sąsiednim terytorium.

Idealna byłaby jej odbudowa i polityczne odrodzenie jako kraju neutralnego, rozbrojonego i rezygnującego z tożsamości neobanderowskiej. Jakimi środkami cel ten może zostać osiągnięty? To już nie nasze zmartwienie. Powinniśmy jedynie liczyć na to, że ścierające się na ukraińskich stepach mocarstwa dojdą w końcu do wniosku, że mają już dość. A także – że nie dojdą do wniosku, iż czas przestrzeń wojny rozszerzyć o ziemie polskie. A zatem – nasze bezpieczeństwo wymaga jak najszybszego zakończenia wojny, które możliwe jest przy brakach dodatkowych rezerw mobilizacyjnych Kijowa. Krótko mówiąc, z tego punktu widzenia powinniśmy zgodzić się na pozostawanie na naszym terytorium ukraińskich uchodźców przed śmiercią na froncie. Nie wszystko jest jednak tak jednoznaczne. Jak doskonale wiemy, zbyt liczna mniejszość narodowa może być źródłem destabilizacji oraz zagrożeń wynikających z możliwości jej instrumentalnego wykorzystania przez obce podmioty. W tym wypadku mówić możemy z jednej strony o wzrastającej przestępczości, ale z drugiej również o ryzyku wykorzystania imigrantów ukraińskich przez tamtejsze służby specjalne do aktów terroru na naszym terytorium. Nietrudno przecież wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś jest szantażowany i straszony groźbami pod adresem członków jego rodziny na Ukrainie przez SBU, by zdecydował się na realizację poleceń typu podpalenia czy zamachy na Polaków znajdujących się na słynnej liście Myrotworiec.

Jakie jest zatem rozwiązanie? Nie ma żadnego dobrego. Model kompromisowy może polegać na przyznawaniu Ukraińcom w wieku poborowym specjalnego, czasowego azylu politycznego przy jednoczesnym nadzorowaniu ich przemieszczania się i funkcjonowania w Polsce. Nie byłoby to łatwe, ale warto rozważyć optymalny wariant.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

 

Redakcja