FelietonyGospodarkaSzczęśniak: Sztab globalnej wojny gospodarczej

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

To już dwa lata ostrej wojny gospodarczej Ameryki z Rosją. Ten front globalnej starcia mocarstw staje się coraz ważniejszy, na horyzoncie bowiem konflikt z Chinami. Przyjrzyjmy się sztabowi operacyjnemu tego konfliktu. To taka mała agencja z wielką misją.

O sankcjach i ich działaniu pisałem wcześniej (Szczęśniak: Wojny gospodarczej z Rosją runda kolejna | Myśl Polska (myslpolska.info)), teraz zajmijmy się instytucją, która prowadzi tę wojnę ekonomiczną z całym światem. Przez dwa ostatnie lata było agresywnie – Stany Zjednoczone i ich sojusznicy naprawdę naprężyli muskuły. Ilości osób i przedsiębiorstw, objętych sankcjami osiągnęły rekordowe poziomy.

I to wszystko jest zarządzane z niewielkiego biura w Ministerstwie Skarbu przy Pennsylvania Avenue w Washington D.C. To OFAC, pełna nazwa: Office of Foreign Assets Control (Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych). Taka mała, nieznana agencja z niezwykle ważną politycznie misją, w której pracuje zaledwie 200 osób i ma ponad 30 milionów dolarów rocznego budżetu. Niewiele. A trzyma za twarz cały świat, niszcząc interesy, odbierając majątek konkurentom i wrogom Ameryki. Poprzez podstawowe swoje narzędzie, czyli sankcje.

OFAC zarządza sankcjami ekonomicznymi Stanów Zjednoczonych, uzasadniając, że ich celem są przemytnicy narkotyków i terroryści. Ale w oficjalnych dokumentach rząd mówi wprost: OFAC realizuje cele polityki zagranicznej USA, działa w imię bezpieczeństwa narodowego i realizuje zadania gospodarcze. Unikalną władzą Biura jest bowiem odcięcie każdego uczestnika obrotu gospodarczego od dolara, a to przecież dominująca waluta transakcji finansowych i handlu międzynarodowego.

OFAC używa różnych form sankcji. Najostrzej traktuje kilku wrogów Ameryki, jak Iran, Kuba, Korea Północna czy Syria. To oni są objęci „całościowymi sankcjami” czyli tak naprawdę – embargiem. Do nich dołączył ostatnio zawodnik wagi ciężkiej – Rosja, choć na razie tylko poprzez Krym. Biuro ma także na celowniku szereg innych krajów, jak Białoruś, Birma, Libia czy Wenezuela. Na horyzoncie pojawia się zawodnik wagi superciężkiej – Chiny, które coraz częściej są obiektem gospodarczych i finansowych obostrzeń, rygorów, represji, zakazów, środków represji, utrudnień. Pełne embargo handlowe oznacza, że nie wolno z tym podmiotem niczym handlować, zamrożenie aktywów skutkuje tym, że właściciel pieniędzy czy majątku traci nad nimi kontrolę, a zajęcie aktywów powoduje, że całkowicie pozbawia się ofiarę jej dóbr. Stosowane są także zakazy podróży do USA.

Podstawowym narzędziem walki z resztą świata są listy. Główna z nich nazywa się „SDN List” (Specially Designated Nationals and Blocked Persons). „Designated” czyli oznaczonych, wytypowanych… przez rząd amerykański oczywiście. Można ją nazwać „czarną listą”, ale jeszcze lepiej – „listą zadżumionych”. Do konfliktu z Rosją było tam około 10 tysięcy osób, przedsiębiorstw i instytucji. Za prezydentury Joe Bidena na te listy wpisano ponad 5500 kolejnych pozycji. Tych wpisanych wszyscy powinni unikać, to pariasi współczesnego świata biznesu. Z nimi nie wolno żadnych interesów robić ani osobom ani przedsiębiorstwom, cokolwiek mających wspólnego z USA.

To bardzo tania instytucja w porównaniu do nakładów potrzebnych na wojnę militarną. Cały budżet Wydziału Terroryzmu i Wywiadu Finansowego (TFI – struktura nadrzędna wobec OFAC), to zaledwie 244 miliony dolarów. Jednak dość szybko rośnie, w 2018 r. wynosił 122 mln USD. Budżet OFAC to tylko niewielki fragment tych pieniędzy.

Gospodarcze uderzenie sankcjami jest delikatną i skomplikowaną operacją. Włączonych jest w nią wiele instytucji rządowych (włącznie z Białym Domem, Departamentem Stanu (MSZ), Sprawiedliwości, Skarbu, służbami wywiadowczymi…). Zaś OFAC jest „centralnym ośrodkiem nerwowym” tych operacji. Jego pracownicy są rzucani z jednego frontu wojny gospodarczej na inny – z Korei Północnej na odcinek irański, a stąd na rozległy front rosyjski. Wymaga to dużych kompetencji, doświadczenia i dyspozycyjności.

Wszyscy pracownicy muszą mieć dopuszczenia służb specjalnych, więc przypadkowej osobie trudno tam jest trafić. Jak wojna to wojna, także gospodarcza wymaga dyscypliny i zaufania. Poza tym, nikt z tych ponad 200 osób nie jest partyjnym mianowańcem. To zbyt poważne sprawy, by pętali się tam jacyś niekompetentni kuzyni polityków.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 11-12 (10-17.03.2024)

 

Redakcja