HistoriaDworak: Stan wojenny inaczej

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Piszę to, co widziałem, a także pamiętam z lat 1980-1981. Byłem wtedy 40-latkiem, projektantem w biurze projektowym w Warszawie, inżynierem.

Najsilniejsze wspomnienie stanu wojennego to nie był dzień 13 grudnia roku pamiętnego. To było ponad rok później! Przeżyłem szok. Kiedy ten dzień wspominam, mimo upływu czasu – szok powraca.

Elektrownie bez węgla

A był to styczeń roku 1983. Spotykamy się w zawodowym gronie przyjaciół, kolegów i dobrych znajomych. Tradycyjne coroczne spotkanie po Nowym Roku, żeby złożyć sobie noworoczne życzenia i omówić co ciekawsze wydarzenia. Rok wcześniej nie spotkaliśmy się – z przyczyn wiadomych.

Kilkanaście osób. Na stole tradycyjnie: kawa, herbata, ciasteczka – bez alkoholu. Rozmowy o różnych sprawach, dużo o aktualnym stanie wojennym. W trakcie jeden z uczestników wypala: – Czy wiecie, że 13 grudnia 1981 roku, polskie elektrownie miały zapasu węgla na dwa – trzy dni?

I to właśnie wtedy przeżywam ten szok. Patrzę na kolegów. Na chwilę wszyscy zamilkli, nikt się nie odzywa – ja też. Nie wiem, o czym myślą. Tematu nikt nie kontynuuje. Po dłuższej chwili któryś z wątków poprzedniej dyskusji zostaje wznowiony. Po kilkudziesięciu minutach – jak zwykle spotkanie się kończy, wszyscy się żegnają.

Widmo kataklizmu

Skąd mój szok? Najważniejsze: kolega – inżynier elektryk, który ten temat poruszył – wiedział co mówi! Znaliśmy się i wiedzieliśmy, że był jednym z dyspozytorów w Krajowej Dyspozycji Mocy. W aktualnym świecie nie muszę tłumaczyć, co ta instytucja i stanowisko znaczy – ciekawych odsyłam do internetu.

Natychmiast sobie skojarzyłem: grudzień roku 1981 i kilka tygodni później, to akurat okres silnych mrozów – do poniżej -200C. Elektrociepłownie (i elektrownie) hipotetycznie stają z braku węgla. Wyobraźnia podsuwa mi obrazy wyziębionych wielkich miast. Kaloryfery zimne, energii elektrycznej nie ma, gazu – też. Piece w domach (jak np. w 1939 roku) nie istnieją. Nie porąbiesz ławek i drzew w parku, ani nawet mebli, żeby ogrzać mieszkanie! Reszty możesz się domyśleć…

Wiadomo, że kiedy temperatura w mieszkaniach spada poniżej +50C, najpierw zaczynają umierać małe dzieci i osoby starsze, umierają chorzy w szpitalach… Nie działa transport, sklepy puste. W ten mróz, zaczynają się masowe ucieczki z wielkich miast do najbliższych miasteczek i wsi… Ten obraz – gdy go sobie przypomnę, dręczy mnie do dzisiaj!

Wszyscy do Solidarności

W tamtych czasach elektrownie przed sezonem zimowym miały obowiązek zgromadzić trzymiesięczny zapas węgla. To moja własna wiedza z wieloletniej pracy w przemyśle, gdzie pracowałem od połowy lat 1960. ubiegłego wieku. Co spowodowało, że tego nie dopilnowano?

Ułożyło mi się to w pewien dziwny (osobisty!), ale logiczny chronologicznie ciąg wydarzeń.  Początek: sierpień 1980 roku – wybucha Solidarność. Euforia. Błyskawicznie związek ma ponad 10 milionów członków. Wszędzie powstają komórki Solidarności. W biurze projektowym, gdzie pracuję, do Solidarności należy prawie 100% pracowników. Ja też.

Żeby nadać temu potężnemu ruchowi jakieś ramy organizacyjne, Polska dzieli się na regiony. Największy i najbardziej bojowy to mój – Region Solidarności Mazowsze.

„Nie damy ruskim węgla”

Od momentu rejestracji tego związku zawodowego, w całym kraju prowadzone są przez Solidarność różne spektakularne akcje – głównie, coraz powszechniejsze i dłuższe strajki. Szczególnie często strajkują kopalnie. Związek jest silny (liczy ponad 10 mln członków). Ciche hasło: „nie damy ruskim węgla”. Prawda: znaczna ilość polskiego węgla była wysyłana wtedy do ówczesnego Związku Radzieckiego.

Region Mazowsze przoduje! Najgłośniejsza akcja – autobusy komunikacji miejskiej blokują rondo
w centralnym punkcie stolicy. Taki strajk! Jest on głośny w całym kraju i za granicami. I … władze przez kilka tygodni, nie reagują zdecydowanie! Władze prowadzą negocjacje. Wreszcie Solidarność pokojowo kończy strajk. To lato 1981 roku.

Uderzenie w MSW

Mniejsze strajki i demonstracje w całym kraju trwają ciągle. Następuje jednak kilkanaście tygodni przerwy przed kolejną, spektakularną, dużą akcją. To ona: wybucha strajk (ostatnie dni listopada 1981 roku) w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej w Warszawie. To jednostka bezpośrednio podległa Ministerstwu Spraw Wewnętrznych (MSW) – potężny kompleks budynków na Bielanach w Warszawie. „Studenci” są umundurowani i podlegają specjalnemu regulaminowi.

Przy narastającej w Polsce od kilku miesięcy atmosferze: strajków, demonstracji, postulatów (czyli żądań w stosunku do władz), najprawdopodobniej nie było zbyt trudno zaagitować tę młodzież. Na budynkach wywieszono flagi, wypisano postulaty i zajęcia przestały się odbywać – bo strajk!

Było to bezpośrednie uderzenie w MSW. Odpowiedź władz była szybka: po kilku dniach
(2 grudnia) budynki zostają otoczone oddziałami milicji, na dachu lądują helikoptery z antyterrorystami. Młodzież nie stawia oporu. Studenci dostają polecenie wyjazdu do domów, otrzymują bilety na przejazd koleją – organizatorzy (prawdopodobnie) zostają aresztowani.

Plan wielkiej demonstracji

Kilka dni później zbiera się (nie wiem, jak się formalnie to ciało organizacyjne nazywało) Zarząd Regionu Mazowsze z delegatami poszczególnych organizacji terenowych. Tu miałem relację z „pierwszej ręki”, bo jednym z delegatów na tym zebraniu, był członek mojej rodziny (dalszej).

Jego relacja: obrady były burzliwe. Główny temat – jak odpowiedzieć na likwidację strajku w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej. Wszelkie inne tematy, czasami niewygodne, były zagłuszane. Na przykład, pytanie: gdzie zniknęły pieniądze zbierane do puszek, podczas wspomnianego strajku komunikacji miejskiej na rondzie w Warszawie. Odpowiedzi na to nie było.

Konkluzja obrad była tylko jedna: odpowiedzią w głównym temacie jest decyzja o zorganizowaniu w Warszawie wielkiej antyrządowej demonstracji w dniu 17 grudnia 1981 roku. Organizatorzy zakładają, że powinno przybyć co najmniej 400 tys. uczestników – również z innych regionów Polski. O tej demonstracji wiedziała chyba cała Warszawa. Ciekawe – próbowałem coś na ten temat znaleźć w Internecie. Może nie umiem zbyt dobrze posługiwać się Internetem, ale nic nie znalazłem!

Scenariusz węgierski

Powyższe zestawienie faktów spowodowało, że postawiłem sobie, kilka pytań, na które nie znam odpowiedzi. Poniżej, najważniejsze z nich.

Pytanie pierwsze: co by się stało, gdyby do tej demonstracji 17 grudnia doszło? Wiadomo, że stanęłoby wtedy naprzeciwko siebie ileś tam tysięcy demonstrantów i tysiące (ile?) milicji. Milicja pewnie (częściowo?) nieuzbrojona, a demonstranci, być może jednostkowo – uzbrojeni. Przecież w Polsce (tak jak na całym świecie), działały i działają obce służby specjalne. Czy można wykluczyć prowokację? Nawet wprost przeciwnie: jeżeli jakaś służba miałaby interes w doprowadzeniu do kryzysu w Polsce, był na to idealny moment! Wystarczyłby drobiazg: „ktoś” by strzelił, albo „ktoś” rzucił hasło i tłum ruszył do rządowych budynków i… Mogliśmy mieć powtórkę z powstania w Budapeszcie 1956 roku. Tyle, że w wersji znacznie bardziej straszliwej!

Dla przypomnienia i prawdy: Budapeszt ’56 to nie była tylko walka Węgrów z Armią Radziecką. Początek to zabijanie się Węgrów wzajemnie (między innymi słynna wtedy sprawa, powieszenia na latarni kobiety – bo była sprzątaczką w jakimś urzędzie!). Armia Radziecka tam czekała (chyba kilkanaście dni), aż się Węgrzy wzajemnie pozabijają, a dopiero później dostała rozkaz działania. W Polsce mogliśmy mieć Budapeszt ‘56 nie tylko w Warszawie, ale też w wielu większych miastach.

Tragiczna odmienność w stosunku do Budapesztu ‘56 – w Polsce akurat była zima z temperaturami poniżej -200C i brakiem węgla w elektrowniach. To dla tego dręczy mnie czasem wizja tysięcy zamarzających ludzi.

O braku węgla wiedziały z pewnością władze – stąd na początku stanu wojennego na pierwszym planie była akcja na Śląsku: odblokowywania ze strajków kopalń.

Pytanie bez odpowiedzi

Pytanie drugie: czy o sytuacji w elektrowniach wiedziały władze Solidarności? Może nie wszystkie? Moja intuicja mi mówi, że wiedzieć musiały, bo miały od swoich działaczy związkowych dokładne i aktualne informacje co się dzieje w zakładach pracy w całej Polsce.

Czy jest możliwym, że ówcześni decydenci w Solidarności (ci co wiedzieli), godzili się z konsekwencjami demonstracji zaplanowanej na 17 grudnia 1981 roku – takimi jak opisałem?

Sądzę, że historycy za 200 lat będą znać odpowiedzi. Bo podobno te 200 lat to czas, kiedy historia nie ma już znaczącego wpływu na bieżącą politykę.

Wojciech Dworak

Redakcja