AktualnościŚwiatSerbia traci prorosyjskie kadry

Redakcja4 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Pod naciskiem Stanów Zjednoczonych dyrektor głównej serbskiej służby wywiadowczej podał się do dymisji

Szef kluczowej serbskiej agencji wywiadowczej, Agencji Bezpieczeństwa i Informacji, Aleksandar Vulin, podał się do dymisji, tłumacząc, że „Stany Zjednoczone i UE domagają się jego głowy jako warunku nienakładania sankcji na Serbię”. Zdecydowanie antyzachodni i zdecydowanie prorosyjski Aleksander Vulin znalazł się na amerykańskiej liście sankcyjnej pod zarzutem korupcji, handlu narkotykami i „ułatwiania wrogich działań Rosji na Bałkanach”.

Zdaniem ekspertów prezydent Serbii Aleksandar Vučić musiał poświęcić swojego bliskiego sojusznika wyłącznie pod presją Zachodu, ale ukłon w stronę Stanów Zjednoczonych nie oznacza porzucenia przez Belgrad dotychczasowej polityki wobec Federacji Rosyjskiej, a jedynie próbę uniknięcia nowych zachodnich sankcji.

Szef kluczowej serbskiej służby wywiadowczej ogłosił swoją dymisję pod koniec ubiegłego tygodnia. „USA i UE żądają mojej głowy jako warunku nienakładania sankcji na Serbię. Nie chcę stać się pretekstem do stosowania przymusu i wywierania nacisku na Serbię i serbski świat. Moja dymisja nie zmieni polityki USA i UE, ale spowolni nowe żądania i szantaż” – uzasadnił swoją decyzję Aleksander Vulin. A w niedzielę wieczorem wyjaśnił w telewizji: „Postanowiłem sam podać się do dymisji, po czym poinformowałem o tym prezydenta, który powiedział, że pozostawia decyzję na moim sumieniu”.

Aleksander Vulin spędził niecały rok jako dyrektor Agencji Bezpieczeństwa i Informacji (NSA). Zanim w grudniu stanął na czele kluczowej służby wywiadowczej, kierował najpierw Ministerstwem Obrony, a następnie Ministerstwem Spraw Wewnętrznych. Dlatego słusznie nazywany jest „wpływową postacią z najbliższego otoczenia prezydenta”.

Aleksander Vulin nigdy nie ukrywał, że jest zdecydowanie antyzachodni i zdecydowanie prorosyjski.

W ostatnich latach wielokrotnie odwiedzał Federację Rosyjską, gdzie spotkał się z sekretarzem Rady Bezpieczeństwa FR Nikołajem Patruszewem, a w maju uczestniczył w Międzynarodowej Konferencji Bezpieczeństwa w Moskwie, za co został ostro skrytykowany przez Stany Zjednoczone, UE i Ukrainę.

Latem Aleksander Vulin został wpisany na amerykańską listę sankcyjną. USA oskarżyły go o korupcję, udział w międzynarodowej przestępczości i handlu narkotykami oraz „ułatwianie złośliwych działań Rosji na Bałkanach”. Źródła dyplomatyczne Kommiersanta w regionie nazwały wówczas wpisanie Aleksandra Vulina na czarną listę USA „jasnym sygnałem ze strony Zachodu dla prezydenta Serbii, że nadszedł czas, aby pozbyć się prorosyjskich kadr w jego otoczeniu”.

We wrześniu wiele serbskich mediów, powołując się na „źródła w najwyższych władzach kraju”, poinformowało, że rezygnacja Aleksandara Vulina ze stanowiska szefa NSA jest „przesądzona”. Prezydent Serbii nie podjął jednak wówczas takiej decyzji, choć przyznał, że „myślał o tym”, ale rzekomo pod presją mediów nikogo nie zdymisjonuje.

Dwa miesiące później Aleksandar Vučić przyjął dymisję szefa NSA niemal natychmiast po jej ogłoszeniu. Nazywając Aleksandra Vulina „moim towarzyszem, z którym spędził dużo czasu”, prezydent przyznał, że „od początku jego nominacji na to stanowisko była presja”. „Vulin nie był agentem Rosji i nie chciałbym mówić, kto jest agentem innych krajów, głównie zachodnich, a kto jest chłopcem na posyłki dla Stanów Zjednoczonych” – powiedział serbski prezydent.

Stany Zjednoczone z zadowoleniem przyjęły rezygnację Aleksandara Vulina ze stanowiska dyrektora kluczowej służby wywiadowczej Serbii. Komentując, że Waszyngton „nie zajmuje się kwestiami personalnymi serbskiego rządu”, amerykański emisariusz na Bałkanach, Gabriel Escobar, powiedział: „Pan Vulin od dawna jest destabilizującą postacią w regionie”. Podobne oświadczenie wystosowała ambasada amerykańska w Belgradzie.

Eksperci bałkańscy są niemal zgodni co do tego, że serbski prezydent został zmuszony do poświęcenia bliskiego sojusznika wyłącznie pod presją Zachodu, ale nawet tak oczywisty ukłon w stronę Stanów Zjednoczonych nie oznacza poważnej zmiany polityki Aleksandara Vučicia. „Prezydent Serbii musiał zastąpić Vulina, ale on nie porzuca swoich stanowisk” – przekonuje serbska politolog Sonja Biserko. Wtóruje jej Daniel Server, ekspert ds. Bałkanów z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Stanach Zjednoczonych: „Rezygnacja Vulina nie oznacza zmiany polityki Serbii w zakresie wspierania Rosji, jest jedynie próbą uniknięcia przez Belgrad nowych zachodnich sankcji”.

W każdym razie decyzja Aleksandara Vučicia o pozbyciu się szefa kluczowych służb wywiadowczych, który jest „ostro antyzachodni i zdecydowanie prorosyjski”, dobrze wpisuje się w politykę serbskiego prezydenta polegającą na „siedzeniu na dwóch stołkach”, gdy na przemian wysyła sygnały na Zachód i Wschód.

za: kommersant.ru

fot. Aleksander Vulin z lewej (Wikipedia Commons)

 

Redakcja