OpinieŚwiatVan der Pijl: Tragedia Ukrainy

Redakcja1 rok temu
Wspomoz Fundacje

Po 24 lutym NATO skoncentrowała się na dostawach broni i operacjach wywiadowczych (realizowanych przez radary, satelity, samoloty szpiegowskie, takie jak RC-135 i AWACS), uznając, że tym razem operacje powietrzne, jak wcześniej w Jugosławii i Libii, są zbyt ryzykowne, nawet nad terytorium kontrolowanym przez Kijów.

Dostawy broni odbywają się pod nadzorem doradców ze Stanów Zjednoczonych i NATO przebywających na miejscu. Waszyngton i inne kraje NATO dostarczają rakiety powietrze-ziemia, wyrzutnie przeciwpancerne Javelin, drony kamikadze Switchblade, pojazdy opancerzone, a także zaawansowane systemy artyleryjskie, w tym wyrzutnie HIMARS. Podobnie jak wcześniej podczas wojny w Afganistanie, na czarnym rynku pojawiły się już przenośne wyrzutnie przeciwlotnicze Stinger. Według materiału dziennika „New York Times” z 19 marca 2022 roku, dostawy amerykańskiej broni dla Kijowa monitorowane były przez CIA, by trafiały wyłącznie w powołane do tego ręce. Autorzy dokumentu wyemitowanego przez amerykański kanał CBS oszacowali, że 70%, czyli niemal 3/4 broni, nigdy nie trafia na front. Do oddziałów nie trafiają nawet leki, które pod drodze sprzedawane są handlującym nimi aptekom.

126 mld USD

Pod koniec listopada 2022 roku wartość zachodniej pomocy dla Kijowa osiągnęła 126 mld dolarów, czyli prawie tyle co PKB tego kraju. Wśród dostarczanego sprzętu znalazły się czołgi z epoki radzieckiej, których pozbywały się kraje byłego Układu Warszawskiego w zamian za płatności od innych krajów NATO. Państwa byłego bloku wschodniego, szczególnie Polska i Rumunia, dostarczały również najemników, którzy walczyć mieli w mundurach ukraińskich. Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji Stany Zjednoczone wycofały swoich doradców wojskowych, lecz 10 Jednostka Sił Specjalnych armii amerykańskiej, która wyszkoliła dziesiątki tysięcy Ukraińców w bazie w Jaworowie, przeniosła się do nowego ośrodka koordynacyjnego w Niemczech, który współtworzyło około 20 krajów państw Zachodu.

Jednak Zachód, który w ostatnich dekadach nie prowadził długotrwałych wojen przeciwko poważniejszym przeciwnikom, znajdzie się w niekorzystnym położeniu w przypadku kontynuowania wsparcia Kijowa. Kompleks militarno-przemysłowy Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji nastawiony jest głównie na zamówienia przynoszących największe dochody nowych rodzajów broni, takich jak samoloty. W efekcie nie jest w stanie dostarczać części zamiennych i amunicji do istniejących systemów. Dostarczana Kijowowi broń mająca podtrzymać wojnę przeciwko Rosji pochodzi z zapasów, które są przecież ograniczone.

Według analizy brytyjskiego Królewskiego Instytutu Połączonych Służb (RUSI), kraje NATO nie posiadają produkcji amunicji, ani zakładów, w których można by taką produkcję szybko uruchomić, i w efekcie sojusz zmuszony będzie do zmniejszenia dostaw na Ukrainę. Raport głosi, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy konfliktu Stany Zjednoczone dostarczyły 7000 zestawów przeciwpancernych Javelin, czyli 1/3 posiadanych zapasów, przy czym Kijów zużywał ich 500 dziennie. Firma Lockheed-Martin produkuje ich 2100 rocznie, w wyjątkowej sytuacji zwiększyć może produkcję do 4000, lecz wymagałoby to kilkuletniej rozbudowy mocy produkcyjnych. Kijów zużył całą produkcję z ostatnich trzynastu lat w ciągu dziesięciu miesięcy. Na dodatek, według wspomnianego raportu RUSI, wielu znaczących producentów konwencjonalnej amunicji i broni palnej zaprzestało działalności w związku ze zmniejszeniem zamówień z Pentagonu, a fakt, że w Stanach Zjednoczonych istnieją do tej pory zakłady je produkujące zawdzięczać można wyłącznie amerykańskiej kulturze posiadania broni przez obywateli.

Można zatem przewidzieć, że wraz z opustoszeniem arsenałów NATO, spadnie jakość broni dostarczanej przez Zachód do Kijowa. Dotyczy to zarówno przestarzałej broni z arsenałów sojuszu, na przykład dział przeciwlotniczych Hawk, które wycofano z eksploatacji w Stanach Zjednoczonych dwadzieścia lat temu, jak i często równie przestarzałej broni z czasów Układu Warszawskiego. Nie można wprawdzie stwierdzić, że atlantycki kompleks militarno-przemysłowy nie zarabia na tej wojnie, lecz dzieje się to głównie dzięki przyszłym kontraktom, które mają uzupełnić broń i amunicję przekazane Ukrainie.

Przewaga Rosji

Obecnie Rosja posiada zdecydowaną przewagę w starciu z NATO na Ukrainie, która wiąże się ze strukturalną różnicą pomiędzy dominującym na Zachodzie neoliberalnym kapitalizmem spekulacyjnym a kapitalizmem formacji konkurencyjnej. Nawet jeśli rola oligarchii kapitalistycznej w Rosji doprowadziła do systemowych „odpływów” środków inwestycyjnych, państwo zachowało tam instrumenty gwarantujące suwerenność wobec imperialistycznego Zachodu, co nie pozostaje bez wpływu na sferę gospodarczą. Sektor publiczny w Rosji, podobnie jak w Chinach, Iranie i kilku innych krajach,  jest w pewnym stopniu zabezpieczony przed presją prywatyzacyjną, dzięki czemu może zachować niezależność od norm rentowności obowiązujących w neoliberalnym kapitalizmie. Ma to znaczenie również dla wojny na Ukrainie.

prof. Kees van de Pijl

Jeżeli wojna prowadzona będzie środkami konwencjonalnymi, zakończy się zwycięstwem rosyjskim. Ale czy pogodzą się z tym Stany Zjednoczone i NATO? Nie wolno nigdy zapominać, że wojna toczy się nie tylko o przetrwanie Rosji, lecz dla Stanów Zjednoczonych i ich wasali jej stawką jest trwanie ładu społecznego, na czele którego stanęły. Jest to wyraźnie podkreślone w doktrynie wojskowej. 27 października 2022 roku Pentagon ogłosił w Przeglądzie potencjału atomowego, że dotychczasowe ograniczenia w zakresie użycia broni jądrowej przestają obowiązywać. Zasada nierozmieszczania tej broni jako pierwsi („No First Use”) nie może być nadal stosowana w sytuacji, w której przeciwnicy posiadają broń inną niż nuklearna, lecz – według dokumentu Pentagonu – mogącą wyrządzić strategiczne szkody Stanom Zjednoczonym (Chiny i Rosja mają doktrynę, która pozwala im na wykorzystanie arsenału atomowego wyłącznie w przypadku ataku jądrowego lub zagrożenia istnienia państwa).

Choć Pentagon nie mówi o tym wprost, jego obawy dotyczą przede wszystkim posiadanej przez Rosję i Chiny broni ponaddźwiękowej, przed którą Amerykanie nie są w stanie się obronić. Biorąc pod uwagę posiadanie przez przeciwnika takiej broni, zmodernizowany musi zostać cały trójkąt nosicieli broni atomowej. Naziemne systemy międzykontynentalnych rakiet balistycznych Minuteman III, rakiety na okrętach podwodnych ICBM klasy Columbia oraz rakiety dalekiego zasięgu wystrzeliwane z powietrza, w tym z odpowiednio przystosowanych myśliwców F-35 stacjonujących w Europie – wszystkie one są zbyt powolne, by przedostać się przez doskonałą rosyjską obronę przeciwrakietową.

Głowice jądrowe nowej generacji, które Stany Zjednoczone chcą rozlokować w Europie pokazują, że przyczyna ich możliwego pojawienia się – klęska obrony Ukrainy przeciwko Rosji – wydaje się coraz bardziej prawdopodobna. Nie jest wszakże powiedziane, że „pierwsze uderzenie” nastąpi dopiero po zastąpieniu istniejących systemów amerykańskich nowymi. Ćwiczenia Defender Europe 21 odbywały się wśród pogłosek o możliwym rozmieszczeniu broni jądrowej. W październiku 2022 roku 14 państw NATO uczestniczyło w ćwiczeniach Steadfast Noon, podczas których trenowano obchodzenie się z bronią atomową. Miesiąc później, głównodowodzący Dowództwa Strategicznego (STRATCOM) Stanów Zjednoczonych, admirał Charles Richard mówił, że „zbliża się coś wielkiego”, mając na myśli możliwe użycie broni jądrowej. Mimo wszystko, w listopadzie 2022 roku, gdy na terytorium Polski spadła rakieta przeciwlotnicza, powodując zniszczenia i zabijając cywilów w ramach ewidentnej próby sprowokowania interwencji NATO, Pentagon natychmiast oświadczył, że była to rakieta ukraińska. (…)

BRICS

Widzieliśmy już wcześniej, że ewolucja BRICS w blok konkurencyjny uaktualniła doświadczenia Nowego Międzynarodowego Ładu Gospodarczego (NIEO) z lat 1970. W obu przypadkach celem powstających bloków nie było rzucenie wyzwania Zachodowi; chodziło raczej o stworzenie elementu politycznej równości i rozwoju gospodarczego bez kwestionowania kapitalizmu jako takiego. Takie właśnie intencje przyświecały przywódcom krajów BRICS, z ich planem powołania własnego banku rozwoju i związanego z nim funduszu walutowego, po przewrocie na Ukrainie w 2014 roku.

Tymczasem wojna NATO przeciwko Rosji na Ukrainie oraz sankcje spowodowały, że blok ukształtował się również na poziomie finansowym. Jeżeli embarga wprowadzone przeciwko największemu na świecie eksporterowi surowców spowodują, że przekieruje on swój handel wyłącznie do Azji (a także Afryki i Ameryki Łacińskiej), poskutkować może to nowym Bretton Woods. Pierwszy taki układ powstał w tym miasteczku w stanie New Hampshire i stworzył powojenny system rozliczeń w dolarach opartych na złocie, powołał MFW oraz Bank Światowy; drugi (nieformalny) – wiązał się z oderwaniem dolara od rezerw złota i przejścia do elastycznych kursów wymiany w 1971 i 1973 roku, gdy jego bezpieczeństwo zagwarantowało porozumienie z kluczowym producentem surowców energetycznych, Arabią Saudyjską, i w ten sposób powstał „petrodolar”.

Książka autora ukazuje się w Wydawnictwie Wektory 

Trzecie „Bretton Woods” może z powodzeniem powstać bez udziału Stanów Zjednoczonych. Jeden ze scenariuszy zakłada, że dolar zastąpiony zostanie w światowym handlu przez chińskiego juana, lecz nieco inną propozycję mają Rosjanie. Siergiej Głaziew, ważna postać tamtejszej postępowej inteligencji, wysunął pomysł stworzenia kompozytowej jednostki rozliczeniowej opartej na koszyku 19 dóbr, w tym złota, oraz walutach uczestniczących w projekcie krajów, w tym rosyjskim rublu. Mogłaby ona stać się środkiem płatniczym w Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej, a następnie również poza nią, choćby w krajach BRICS i państwach do tej grupy zbliżonych. Plan Głaziewa, zakładający powstanie waluty bazującej na cenach realnych dóbr, czy swego rodzaju rublu transferowym, pozwoliłby importerom na dokonywanie transakcji zagranicą. Dodatkowo, rubel używany na rynku wewnętrznym zyskałby oparcie w złocie.

Stanowi to rosnące zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, a szczególnie dolara, który stał się przewartościowaną walutą papierową przez to, że bank centralny skupował wątpliwe zabezpieczenia przeciwko nowemu pieniądzowi („luzowanie ilościowe”). Nie inaczej jest z euro, brytyjskim funtem i japońskim jenem, lecz dolar czerpie swą wartość jako petrodolar z porozumień towarzyszących „drugiemu Bretton Woods”, które ustanawiają go jednostką rozliczeniową w międzynarodowym handlu surowcami, przede wszystkim energetycznymi. Tymczasem w czerwcu 2022 roku, na szczycie BRICS, nie tylko Władimir Putin ogłosił powstanie wspólnej waluty, lecz na dodatek okazało się, że przystąpienie do tej grupy rozważają Argentyna, Egipt i Arabia Saudyjska. W efekcie upadku petrodolara oraz w wyniku szeregu porozumień handlowych (stworzenie łańcuchów dostaw z Indiami, import samochodów chińskich) Rosja wraz z Chinami przejąć może kluczową rolę w światowych stosunkach walutowych. Starcie na Ukrainie nie jest zatem wyłącznie kwestią przetrwania Rosji. Dla kasy rządzącej w Stanach Zjednoczonych zwycięstwo w tej wojnie jest kwestią życia i śmierci. Również tutaj wspomniana już różnica pomiędzy dwoma modelami kapitalizmu odgrywa kluczową rolę.

Jednym z instrumentów wojny hybrydowej są sankcje. 24 lutego objęły one system finansowy i bankowy, sprawiając, że płatności do i z Rosji stały się praktycznie niemożliwe. 26 i 27 lutego Biały Dom ogłosił odłączenie kilku rosyjskich banków od systemu rozliczeń międzybankowych SWIFT. Poinformował również o utworzeniu transatlantyckiej grupy zadaniowej odpowiedzialnej za wykrywanie aktywów objętych sankcjami rosyjskich firm i oligarchów. Na Zachodzie zamrożono przechowywane tam przez Rosję złoto i rezerwy walutowe o wartości 300 mld dolarów, co – zdaniem ministra finansów Antona Siluanowa – stanowiło prawie połowę z wynoszących 640 mld dolarów rezerw tego kraju. Krok ten miał w zamierzeniu Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej zapobiec zniwelowaniu skutków sankcji za pomocą zwiększania importu z Chin.

Pod koniec stycznia 2022 roku sam rosyjski bank centralny miał rezerwy na poziomie 469 mld dolarów, z których 22% trzymanych było w dolarach amerykańskich, a 29% w euro. Skonfiskowanie tych rezerw zagranicą sprawiło, że kontynuowanie rozliczeń w handlu za ropę, gaz, węgiel, tytan, pallad, diamenty i inne surowce w dolarach i euro stało się bezsensowne. Dlatego pojawił się postulat płatności w rublach, który zaakceptowała część partnerów. Tym samym sankcje wywołały niespodziewany skutek w postaci wzrostu kursu rubla.

Poza sankcjami, wciągnięcie Rosji do długotrwałej wojny domowej na Ukrainie miało również na celu ekonomiczne wyczerpanie Moskwy. Podobną metodę zastosowano wcześniej w przypadku Syrii. W raporcie RAND Corporation z 2019 roku wskazywano, że amerykańska okupacja wschodniej części Syrii (regionu bogatego w złoża ropy, zyski z której znalazły się w kieszeniach Amerykanów) i obecność militarna polegająca m.in. na wspieraniu dżihadystowskich rebeliantów może być sposobem, by postawić Rosję na kolanach. Wspieranie utrzymywania się Baszara al-Assada u władzy, pomimo sukcesów na tym polu, miało stać się dla Moskwy wojną na wyczerpanie, choć z drugiej strony RAND ostrzegała, że w dłuższej perspektywie może ona być bardziej kosztowna dla Stanów Zjednoczonych niż dla Rosji. To samo dotyczy wojny na Ukrainie: szanse na to, że pociągnie ona Rosję na dno są coraz mniejsze. Wbrew sankcjom i ciężkim ciosom finansowym, rosyjska gospodarka, okazała się wyjątkowo odporna.

Scenariusz wojny na wyczerpanie…

wymaga wyeliminowania jakichkolwiek kompromisów pomiędzy stronami, czego pilnują w NATO Stany Zjednoczone, Kanada i Wielka Brytania. Według Nialla Fergusona, celem Amerykanów jest trwanie wojny aż do zmiany reżimu w Moskwie. Podobne dążenie determinuje politykę Londynu. Po niecałym miesiącu od rozpoczęcia operacji rosyjskiej Turcja zdołała doprowadzić do stołu negocjacyjnego dyplomatów z Kijowa i Moskwy, którzy osiągnęli porozumienie w sprawie zawieszenia broni i wycofania wojsk rosyjskich. Jednak, jak donosił „Washington Post”, anglosaskie kraje NATO nalegały, by Ukraina nadal prowadziła wojnę. Amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin deklarował podczas kwietniowej wizyty w Kijowie, że celem Waszyngtonu jest osłabienie Rosji. W maju do ukraińskiej stolicy przyjechał brytyjski premier Boris Johnson. Przekazał tam dwa komunikaty: 1) Putin to zbrodniarz wojenny, z którym nie wolno negocjować; 2) nawet jeśli Wołodymyr Zełeński podpisałby z nim porozumienie, NATO nie pójdzie w jego ślady.

Ukraina jest tu oczywistą ofiarą konfliktu, również gospodarczo. W tej dziedzinie kraj ten praktycznie już upadł. Według banku centralnego w Kijowie, spadek PKB za 2022 rok wyniósł 32%, zaś inflacja i bezrobocie osiągnęły 30%. Sektor rolny stracił w wyniku wojny około 23 mld dolarów, a – według dziennika „New York Times” – do grudnia 2022 roku zniszczeniu uległy budynki i infrastruktura warte 127 mld dolarów. (…)

Na naszych oczach powraca świat wielobiegunowy, którego nadejście przyspieszył i uczynił nieuchronnym wybuch otwartego konfliktu z Rosją. Kończy to okres trzech dziesięcioleci zachodniej dominacji, a być może i trzy stulecia  globalnej hegemonii. Pytanie czy liberalna demokracja na Zachodzie, pokiereszowana w wyniku kryzysu COVID, przetrwa wojnę na Ukrainie, pozostaje otwarte. Podobnie jak pytanie o przetrwanie ludzkości. Jeżeli w Waszyngtonie i NATO zwycięży koncepcja, że Rosję pokonać można tylko bezpośrednią ingerencją, dalsze istnienie życia na Ziemi nie będzie już takie pewne.

prof. Kees van der Pijl

Prof. Kees van der Pijl (ur. 1947 w Dordrechcie) – niderlandzki politolog i uczony w zakresie stosunków międzynarodowych (Uniwersytet w Amsterdamie, Uniwersytet Sussex), znany z analizy globalnej klasy rządzącej, teorii modelów stosunków międzynarodowych, struktury gospodarki światowej; autor kilkudziesięciu książek i artykułów. W 2021 roku wywiad z nim ukazał się na łamach „Myśli Polskiej”, nr 5-6 (31.01-7.02.2021).

Powyższy tekst składa się z fragmentów ostatniego rozdziału książki Tragedia Ukrainy. Od malezyjskiego Boeinga do wojny, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Wektory (książka do nabycia m.in. na stronie wydawcy: www.wydawnictwowektory.pl).

Myśl Polska, nr 23-24 (4-11.06.2023)

Fot. izvestia.ru

 

 

Redakcja